Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zgłoś

  • Niestety, Twoja zawartość zawiera warunki, na które nie zezwalamy. Edytuj zawartość, aby usunąć wyróżnione poniżej słowa.
    Opcjonalnie możesz dodać wiadomość do zgłoszenia.

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przeczytałem. Leżała na wierzchu - jak oskarżenie. Zarzucasz mi pewność, która odbiera ci język, ale to twoje milczenie jest najbardziej pewne siebie - daje ci prawo być ofiarą. Jesteś księgą, której nie mogę przeczytać do końca, bo zmieniłaś w niej alfabet. Boję się przyznać, że przestałem rozumieć treść - choć wciąż kocham okładkę i zapach kartek. Moja cisza to lęk przed potknięciem o słowo, które mogłoby zburzyć wspólnie ulepiony ład. Chciałaś rozdzierać powietrze, a więzisz swoje słowa! Czysta przemoc - kartka nie oddaje ciosów, nie ma twarzy, nie potrzebuje bliskości.   Zacznij krzyczeć! Chcę usłyszeć.
    • @Łukasz Jurczyk   Ta scena z poematu to mroczny obraz pobojowiska. Śmierć znosi wszystkie podziały - "tam już nie ma , Greka ani Persa" - krew w piachu to wielki egalitarny gest wojny. Wszystkie kulturowe, polityczne, etniczne różnice przestają mieć znaczenie. Strofy 2-3 pokazują moment spotkania z rannym wrogiem. "Oczy jak u zwierzęcia złapanego w sidła" - dehumanizacja, ale zarazem empatia. Narrator widzi w umierającym wrogu "własny koniec" - to przekroczenie granicy między sobą a innym, rozpoznanie wspólnoty losu. Jest też brutalna konstatacja - "Jeśli patrzą bogowie, to bezradnie jak ludzie". Żadnej pociechy, żadnego sensu z góry. To świat bez transcendencji. W części 7. - to chłodny zwrot ku materialności. Gorzka prawda o trwałości materii wobec przemijania ludzi. Całość to medytacja nad sensem przemocy, przypadkowością śmierci i porażającą pustką, jaka zostaje po walce - zarówno metafizyczną, jak i etyczną. Super! Pozdrawiam.
    • @andrew jeszcze nie ma ocieplenia jest 3/4 zimy
    • Masz w sobie przestrzeń, nocy. Rozpływamy się w cieniach  pomiędzy głodem a lękiem.   Znikam w tobie. Wiem, że mnie pragniesz.!       
    • Dzień dobry. Stukacz w mitologii słowiańskiej był duszkiem domowym, który w nocy dokuczał śpiącym ludziom różnymi figlami (strącał talerze, głośno biegał, przewracał przedmioty) co starałem się zobrazować w wierszu i piosence.     Gdy ciżba ludzka do snu się układa Zadumana dnia minionego znojem, Nocy zasłona powoli opada Ciszy tonami, łagodnym spokojem.   Jednak nocą nie oaza spokojna Zakwitnie nad ich śpiącymi ciałami, Lecz stuków i puków nieznanych wojna Co budzi głośnymi uderzeniami.   W figurkę z metalu coś zastuka raz, Zadudni zaraz z głośniejszym wyrazem, Po strychu z hałasem przetoczy się głaz, Pęknie krąg ramy ze starym obrazem;   Stary kocur mrok przebiegnie oczami, Czujnym słuchem otoczenie wybada, Coś drapnie ścianę ostrymi szponami – Dla kocich uszu to niemal zagłada!   A stuków więcej od ścian się odbije, Talerze w twardą powierzchnię uderzą, Szkło brzęknie rozbite – północ wybije; Na grzbiecie kocim, aż się włosy zjeżą!   I pobiegnie przerażony dziwami Na podwórze, w głąb, w bezpieczne schronienie, Nie powróci z lęku przed zdarzeniami Co przekraczają kocie rozumienie.   Ludzi gromada we śnie utulona Ze strachem zaspane otworzy oczy, Gdy kanonada na dźwięk rozłożona Falami wibracji w łóżkach zaskoczy.   Znowu łyżeczka metalem zadudni, Rozpłacze się dziecko w kącie pokoju Zbudzone odgłosem jakby ze studni, Gdy wiadro uderzy w ściany przekroju.   Matka migiem na paluszkach ku dziecku Krokiem cichutkim podbiegnie zdyszana, Wielce zmartwiona, bo beczy w łóżeczku: Zawsze przesypiał do samego rana!   Grozy przestrachem zdumiona przystanie, Gdy ślepia w mroku zabłysną czerwone, Rozgrzanego węgla ich migotanie Na chwilę rozświetli nocy zasłonę.   I czmychnie slalomem futrzana kulka Strącając przy tym stołową zastawę, Potrąci kałamarz, ten spadnie z biurka: Kolejną dźwięków urządzi wystawę!   Krok swój skieruje na strychu pokoje Drapiąc podłogę cienkimi nóżkami, Nie snu kraina, a złości nastroje W umysły wejdą hałasu ścieżkami;   Od czaszki głośnym odbiją się echem Do granic bólu człowieka sennego. I tylko dziad stary z cichym uśmiechem, Z łzą w oku przywita nieznajomego.   – Toć to jest Stukacz! Istota niegroźna! Choć figlami tak uparcie dokucza, Bardziej dotkliwa aura zimy mroźna, Co swoją srogą naturą poucza.   I zabłysną pierwsze promienie słońca Na zaspanych ludzi twarze zmęczone, Ucieszeni, gdyż noc dobiegła końca, Zalegną w ciepłego łóżka ochronę.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...