Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zwiędła z czasem, zabił ją głód, codzienność, lenistwo, rozczarowanie, czy utopiła się w tłuszczu, a może nigdy nie było, tylko fizyczne pożądanie, a może zabiła ją walka o dominację i pretensje o niespełnione życie? Miłość to luksus, który jest dany nielicznym:(

Opublikowano

@Marek.zak1

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Marku, pełna zgoda do tego co napisałeś. Chciałam jednak zaakcentować, że bohaterowie tego wiersza bawią się, nie chodzi tu o rutynę,  nudę.. właściwie zainspirowały mnie rekonstrukcje wydarzeń historycznych- tak ostatnio modne  :) Ci, którzy biorą udział w tych rekonstrukcjach - jak dokładnie wszystko odtwarzają...stroje, język, cały ten sztafarz... bawią się tym.

Dzięki za serce!

 

 

 

 

 

 

Dokładnie  :) również zdrówka 

 

 

 

 

Beta, tak, choć to bardziej tęsknota za prawdą , bo gdyby jej w przeszłości nie było- to za czym tu tęsknić?

Opublikowano

Witam -  jest tylko jej nie zauważamy bo tak wygodniej

bo miłość to zbyt poważna sprawa.

Fajny melancholijny wiersz - lubię takie prostoty...

                                                                                                            Miłego ci życzę.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Rozumiem. Coś tam czytałam ale nie w ilościach hurtowych. Wg mnie umiar jest esencją- także w czytaniu. Nadmierne może np.spowodowac ból głowy, chaos myślowy, rozedrganie emocjonalne oraz szereg innych przypadłości. Ale najważniejsze jest rozeznanie- co czytać a co pominąć, bo bywają lektury destrukcyjne. Pozdrawiam 

 

W sumie tak. Zabawa w miłość , nawet fajna, to nie to samo co miłość autentyczna. Zdrówka też 

Opublikowano

Ano i co zrobić.. Choć taka rekonstrukcja nie musi być wcale zła. Czasem przywołany smak, zapach, przywiewa wspomnienie uczucia i jak się nad tym zastanowić, rozgrzebać, to może  choć trochę się zajmie starym ogniem. Lub zostanie tylko odgrywanym spektaklem. Fajny tytuł:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Niestety raczej częściej;) ale w swoim pesymizmie i tak jakoś, o dziwo, jest dla mnie w tym krzta nadziei. Szczęśliwi Ci, którym uczucie zostaje tak na serio do końca, ale to chyba wyjątki..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w kontekście dwoistości dobra i zła, musi być też takim światło, niebeskie zabija też bakterie w sterylizacji i przyciąga komary... białe ożywia. a może to fioletowe?? fala elektromagnetyczna, chyba polscy naukowcy odkryli materiał na niebieski laser? ciekawe czy to podświadomość bo miałem napisać o rozbrajaniu bomby nuklearnej i jonizacji... wiersz lepki jak zawsze...  
    • nie mogę dać nic ponad sny wśród mchu krzaków kamieni na pogorzelisku pokręconych sosen wiesz dziś srebrno opadały chmury mgła z szarości przyoblekła szatę nie uciekaj już jestem spokojna w posmaku truskawkowo świeża na chwilę jeszcze zmruż oczy makowe mleko jak twoje nasienie rozcieram w kącikach ust spójrz
    • Przyciąga mnie ta sama woda Na wskazówkach zegara Minuta za minutą   Płynę zygzakiem   Przypływ   Zatapia mnie ta sama woda Między 6 a 6:30   Odpływ   Budzik dzwonił Nie słyszałam   Ciężkie powieki Cięższe dłonie   Jak dzika rzeka   Samotna Niesterowalna   Biorę oddech   Znajomy Obcy   Zachłystuję się
    • Idę przed siebie. Idę na wprost. W światło. W to jaskrawe jarzenie. W puls. Idę i nasłuchuję. Nic. Słucham wciąż… W nikłych oddechach pustki. W tym chłodzie. W toni olśnionej miliardem gwiazd. Idę. I słyszę jak mówią. I słyszę, że ono mówi. Że wszystko mówi… Że TO mówi...   Wszystko mi się kotłuje . W zamęcie. W rozgorączkowanej głowie. W snach wariackich pełnych splątanych ze sobą zjaw o nieustalonych rysach twarzy. O nieznanej proweniencji.   Przeciskają się przez ciasne korytarze, przedpokoje, długie podziemne tunele w półmroku katakumb. W rozwichrzonych płomieniach świec, łuczyw, lampionów.   I oto drzwi do pokoju. I kolejnego pokoju, w którym obskurne światło wiszącego żyrandola rozsyła wokół mdławą poświatę żółtawego blasku.   Idą. Idą. Obijają sobą ściany stłoczeni ciasno, trącają gliniane figurki, które spadają, rozbijając się z trzaskiem, z chrzęstem szklanych, porcelanowych skowytów. Obijają się o kanty przedmiotów ustawionych w nieładzie. O krzesła, pufy, taborety i inne czworonożne stwory przebierające w miejscu wygiętymi w łuk wątłymi, kościstymi odnóżami w takt pajęczych zalotów. Nerwowo stukają, pukają, łomoczą... (skąd ich tu się tyle wzięło?)   I wszystko milczy, i szepcze zarazem.   I znowu chrzęst. I pierzchanie kroków wśród szurań i pokasływań, i chrząknięć. W nagłym ataku delirycznej ekstazy. W obfitości piany. Wymiocin i ślinotoku…   Pełznę… Taplam się w wątrobowej żółci. Dużo tu tego. I będzie jeszcze więcej. Mnóstwo.   Lecz znowu pusto… O, Boże! Jak pusto…   Gdzie ty jesteś? Spójrz! Wokół mnie trwa deliryczna ekstaza zwidów. Królujących wokół fantomów. Tańczą. Kołyszą się. Stąpają po moich śladach te widma...   Przechodzę. Przenikam. Przepływam z pokoju do pokoju. Przez niezliczone komnaty z drewna i muru. Z cegieł i kamieni. Wśród rur żeliwnych. Splątanych. Skorodowanych. Spleśniałych płócien czarnych, naddartych tapet, które liżą mnie z przymilnym łkaniem po twarzy, po włosach. Po skroni...   Przede mną jeszcze tak wiele. Jakieś załomy. Mansardy… A więc płynę, czołgam się. Wspinam (Ja? Czy oni, one… ?)   I szepcze wiatr w liściach zawieszonych wysoko. W gałęziach, łodygach. Na strychu, w deskach. W połaci dachu.   W dębach, kasztanach. W klombach. W topolach trzeszczących. W przechyłach konarów. W tę i we w tę.   W noc prawie pustą. W noc pustą, lecz drżącą od nadmiaru powietrza. Pełną słów czyichś i szeptów ugrzęzłych w nieruchomych, kamiennych, martwych ustach.   A więc idę tam, tam, gdzie TO zabiło nas. W promieniowanie. W światło nocy. W ten puls. W to drżenie. W ten blask niebieskawy…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-10)        
    • @obywatel Logiczny-osobliwy!! Dobry na noc !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...