Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Plazma

Nazywam się, a raczej do niedawna nazywałem się Gustaw Olgierd Lem.
Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zaczęło, ale od pewnego czasu miałem coraz poważniejsze kłopoty ze wstawaniem z łóżka- nie w tym sensie, że nie chciało mi się wstawać, lecz po prostu mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Nie jestem w końcu cherlakiem, lecz- co najmniej dobrze zbudowanym facetem- z przeszłością komandosa i sportowca, a ostatnio- mogę się już do tego przyznać- agentem specjalnym.
Przy okazji – nie mogę się przestać dziwić postaci agenta 007. Chyba tylko Jaś Fasola wcielając się w tę rolę mógłby być bardziej śmieszny.
Należałem też do tych ludzi, którzy uważają, że organizm sam ma sobie poradzić z niedomaganiami, nie zawracałem więc głowy lekarzom.
Nadszedł w końcu pamiętny dzień, kiedy nie mogłem się w żaden sposób unieść na łóżku, jednakże używając całej rezerwy mocy przesunąłem się na jego brzeg i- po prostu rozlałem się na podłodze, tworząc na niej rozległą plamę. Zaskoczony sytuacją gorączkowo zacząłem się zastanawiać nad tym wydarzeniem.
-Co dalej? Jak się pozbierać?
Terminator bez trudu mógł z kałuży przekształcić się w dowolną postać... Tak, ale on był z jakiegoś metalu. Ja natomiast, człowiek z krwi i kości... No, nie. Kości nie mam na pewno. A krew? Diabli wiedzą, co tkwi we mnie w środku. Nie mam kończyn, głowy, oczu, uszu... Jednak słyszę i widzę doskonale. Próbowałem wydać głos, ale bezskutecznie- no tak- nie mam płuc, krtani, ust i tych wszystkich innych urządzeń do gadania. Kim więc jestem? No, bo przecież już nie człowiekiem, choć pozostała mi ludzka świadomość. Nawet bardziej niż ludzka. Czułem jak całym sobą przyjmuję potrzebny do życia tlen, jak wchłaniam z podłoża i powietrza wszelkie szczątki organiczne i przetwarzam na potrzebne do życia składniki. Niesamowite uczucie! Ciekawe, czy potrafię się poruszać? Ledwo tylko o tym pomyślałem, w niepojęty dla mnie sposób zacząłem przesuwać się w kierunku drzwi. Niczym ciecz opłynąłem stojące na mojej drodze krzesło. Dalsze próby wykazały, że mogę przecisnąć się przez najmniejszą szczelinę, a także wbrew prawu grawitacji poruszać się po podłodze i suficie, działając przy okazji, jak jakiś futurystyczny odkurzacz substancji organicznych. Dość szybko przystosowałem się do nowej sytuacji, a nawet poczułem się w niej całkiem komfortowo. Jedyną rzecz, którą musiałem wykonywać było myślenie.
Po kilku tygodniach, jakaś niewytłumaczalna siła kazała mi opuścić dom. Kryjąc się w szczelinach dotarłem na lotnisko, a potem dostałem się do samolotu. Po kilkunastu godzinach lotu i dwóch przesiadkach dotarłem do Meridy w Meksyku. Następnie udałem się w długą „pieszą” podróż, nie odczuwając jednak najmniejszych śladów zmęczenia czy głodu (w końcu w tropikach nie brakowało dla mnie białek i węglowodanów). Znalazłem się w końcu gdzieś w głębi dżungli, kiedy instynkt kazał mi się zatrzymać. Po niezbyt długim czasie poczułem, tuż obok czyjąś obecność. Po chwili ją zobaczyłem. Była to, podobna do mnie- bezkształtna masa.
Połączyliśmy się w jedno.
Po trzech dniach rozdzieliśmy się, ale teraz było nas troje.
W ten oto sposób zapoczątkowałem rozwój najdoskonalszych istot na Ziemi.
G. O. Lem

Opublikowano

świetny pomysł...poprowadziłeś to doskonale do momentu kiedy tajemnicza siła kazała bohaterowi opuścić dom...dalej już nie czułam tego klimatu, co na początku
dla mnie opowiadanie mogłoby się zakończyć na zdaniu :
"Jedyną rzecz, którą musiałem wykonywać było myślenie."
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O właśnie. Później trochę przekombinowane. Jeżeli nawet ciągnąć dalej to opowiadanie, to po połączeniu się dwóch takich samych organizmów tego typu, podział powinien wyodrębnić cztery jednostki. A najlepiej by było, gdyby po prostu każdy z tych "doskonalców" po kilku dniach przebywania obok siebie i po kontaktach czysto intelektualnych, podzielił się na dwie istoty bez uprzedniego łączenia. Gdyby jeszcze podróż wywalić, dżunglę i inne, a całą akcję osadzić na przykład w Radogoszczy albo w Suchej Beskidzkiej?
Opublikowano

Dlaczego w dżungli? To oczywiste- są rejony świata, gdzie istnieją rzeczy i zjawiska, o których nie tylko filozofom, ale nawet stwórcy się nie śniło. Do takich rejonów należą zapewne tropiki i okolice, a zwłaszcza dżungla. Czy dwa połączone organizmy muszą podzielić się na cztery? Niby dlaczego? Można wygłaszać różne teorie na ten temat, ale zawsze pozostaną teoriami. Połaczenie było jednak konieczne po to, by przekazać swoje cechy następnemu pokoleniu, oraz po to, by przekazać sobie nawzajem własną pamięć, a więć i wiedzę nabytą wczaęniej.To właśnie dwukrotne powiększanie swojej wiedzy przy każdym tego typu kontakcie decyduje o doskonałości nowych istot.
Ja to widziałem w ten sposób i to wszystko.

Opublikowano

Fajne opowiadanie, ale językowo trochę kuleje.

"lecz- co najmniej dobrze zbudowanym facetem" - po co ten myślnik? Poza tym niemal po każdym myślniku brakuje ci spacji.

"Należę też do tych ludzi, którzy uważają, że organizm sam ma sobie poradzić z niedomaganiami, nie zawracałem więc głowy lekarzom" - albo czas teraźniejszy albo przeszły.

"Jednak słyszę i widzę doskonale. Próbowałem wydać głos, ale bezskutecznie" - to samo.

Po co jedno zdanie jest pisane kursywą? Przecież to nie cytat.

W ogóle ta środkowa częśc, kiedy bohater wypróbowuje swoje owe zmysły i możliwości, mogłaby byc lepiej napisana. Przecież to jest diametralna zmiana jego sytuacji a nawet stanu skupienia, ja sobie wyobrażam, że powinno być tam więcej emocji:). Np. fascynacja, strach, tęsknota za tym, co stracił, albo przeciwnie, zdziwienie tym, że wcale nie tęskni...

Poza tym po co piszesz, że bohater jest byłym komandosem, czy agentem specjalnym? To nie ma żadnego wpływu na akcje opowiadania, całkowicie niepotrzebne. Gdyby to był pan Iksiński na zasiłku ze Strzelec Opolskich nic by się nie zmieniło przecież... To samo rozważania o Bondzie - po co? No chyba, że to nie jest opowiadanie ale część dłuższej całości. Wtedy OK, pewnie to znajdzie zastosowanie później.

Mnie się koniec podoba, nawet powiem, że jest najlepszy. Jest to punkt kulminacyjny całego pomysłu, zaskakuje. Musi tu być!

W ogóle Leszku pomysł jest naprawdę ciekawy, dlatego szkoda, że są tu te zgrzyty. Intryguje mnie też nazwisko Lem... Czyżby to była bezpośrednia aluzja do mistrza?:) Ja czytałam tylko Solaris, i właśnie tam jest przecież koncepcja myślącej plazmy. Może ziemia stanie się kiedyś taką Solaris, kiedy "doskonali" nią zawładną?

Jeszcze raz gratuluję pomysłu, trzymaj się,

Opublikowano

Kursywą wyróżniona jest dygresja. To, kim byłem wcześniej ma znaczenie- dlaczego jestem taki słaby, skoro jestem taki silny... Co do pozostałych uwag, jeszcze je przemyślę. Lem, to nie jest żadna aluzja, lecz pozwoliło mi na podpis pod tekstem, który ma dość szczególne znaczenie. Wg. encyklopedii: Etym. - hebr. 'bryła, bezkształtna masa'. Dziękuję za uwagi i pozdrawiam wzajemnie.

Opublikowano

Teraz rozumiem... golem. Nie załapałam wcześniej, dobre.

Nadal jednak uważam, że ten komandos z gruntu niepotrzebny, a już na pewno agent specjalny. Takie okoliczności sa dość niezwykłe (przyznasz sam), to musi znaleźć zastosowanie albo nie ma prawa tam być! Poto, żeby się dziwił, że nie może wstać z łóżka wystarczy informacja, że wcześniej nie był cherlakiem, ewentualnie, że uprawiał sport.

Jeśli chodzi o dygresje, moim zdaniem (i nie tylko moim) nie ma na nie miejsca w opowiadaniu. Od tego są powieści, dłuższe formy. Dobre opowiadanie musi być idealną, skończoną całością, nie ma tam miejsca na nic niepotrzebnego. Pisał o tym zresztą Marquez, polecam "Wstęp" ze zbiorku "Dwanaście opowiadań o pielgrzymach":) Opowiadanie, zwłaszcza krótkie, powinno byc takie.. okrągłe, idealne, historia opowiedziana bez żadnych dodatków.

Ale to twoja decyzja, jesli będziesz chciał poprawic Plazmę czy nie. Możesz poczekac jeszcze na inne komentarze. Moje zdanie jest takie:)
tez pozdrawiam,

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...