Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czterdziestoprocentowa moc

 

Szukam mocy w szklance życia!
Kiedyś niosła czterdzieści procent, 
lecz po trzydziestce to zbyt mało, 
by inwencja poetycka obudziła 
zmysły i uśpiła własne istnienie.

 

Chowałem się głęboko w myśli
wschodzącej słonecznie wraz 
z wypitymi procentami, tulącą się 
do synaps wciąż pijanych 
od wstrząsów ziemi i charakteru.

 

Wtedy pojąłem, że szkoła zabija 
chęć czytania, ale bezdomna książka 
znaleziona nocą na przystanku,  
udowodniła, że litery gryzą tylko 
na lekcjach, i jaki silny trwał mróz.

 

Znalazłem w barze pełną szklankę 
mocy człeczego przeznaczenia. 
Nie w strach mi ten długi czas, 
a moc w końcu obudziła zmysły 
i uśpiła istnienie, tworząc Noc.

Opublikowano

Bardzo dobry wiersz. Jak jeszcze tworzyłem regularnie piosenki to pisałem wyłącznie pod wpływem alkoholu i marihuany. Z tym, że szybko przestało działać. 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wydaję mi się, że rozumiem te wersy. Gdy uczyłem się tworzyć na trzeźwo tak naprawdę szukałem samego siebie.

 

Na szczęście dla mojej wątroby pod względem twórczości wspomaganej wypaliłem się dużo wcześniej i mam nadzieję, że w 30 urodziny będę już pewny, że nigdy nie podniosę kieliszka (zresztą jakiego kieliszka? Piłem z literatki). 

 

Wybacz osobisty stosunek do twojego wiersza, ale dziwnie mi się go czytało. Mam bardzo dużą ochotę wypić drinka dzisiaj, wręcz większą niż zwykle.  W tym roku już 3 razy wymiękłem i wiem, że przekroczyłem swój limit (pierwszy raz 25 maja - w urodziny. Tak podłych jeszcze nie przeżyłem).

 

Poniżej czytam. 

 

Kilka dni temu jednemu z użytkowników tego forum napisałem, że gdybym miał studiować cokolwiek związanego z naszym językiem (który uważam za wyjątkowo piękny). To pewnie całkowicie zrezygnowałbym z pisania. W technikum miałem zawsze najwyższy wynik roczny pod względem wypożyczanych książek. Chociaż nie brałem lektur, bo wszystkie posiadałem już w domowej biblioteczce. :D

A muszę się przyznać, że bardzo luźno traktowałem frekwencje i z perspektywy czasu dziwie się, że w ogóle byłem przepuszczany z roku na rok skoro z większości przedmiotów można mnie było nie klasyfikować. 

 

Jeszcze raz przepraszam za własne wynurzenia, bo nie zamierzam nawet ukrywać, że pewnie daleko mi od pełnego zrozumienia twojego przekazu. Do ostatniej zwrotki będę musiał wrócić za kilka dni jak wyjdę z supdepresji. Na chwile obecną jestem pewny, że brakuje mi świadomości do pełnego zrozumienia utworu.

 

Tak czy inaczej pozdrawiam i podziwiam talent. Piszesz świetnie Panie Dawidzie. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam Cię Gaźniku serdecznie,

 

Ktoś kiedyś napisał, już nie pamiętam kto, że poezja, to tak naprawdę lustro, w którym człowiek może przyjrzeć się 

własnej duszy. Myśle, że w dużej mierze jest to prawdą i jest to również bardzo piękne. Odbiorca w pierwszej kolejności  rozumie przekaz wiersza według własnego zasobu pojęć i ich specyficznemu postrzeganiu(który może się różnić od postrzegania autora). To tworzy niekiedy obrazy w głowie jego, oddalone w pewien sposób od tzw. "portu autora", jednak zawsze pływające po tym samym morzu, żyjące na jednej ziemi - więc czym się przejmować?
Precyzować tłumaczenie niekiedy mogę tylko dla ugaszenia ognia ciekawości, ale w przeciwieństwie do sztywnych ram interpretacyjnych uczonych w szkołach, to pierwsze odniesione wrażenie winno być najważniejsze, bo przecież jest ono "własne" "jedyne" i bardzo "oryginalne". Myślę, że ludzie się boją często interpretować, by nie trafić z nią zbyt daleko od tegoż "portu ", od sedna, bo myślą, że to ich prywatna porażka, błąd, że są dziwni, nie rozumieją, a myśle, że tok tego rozumowania jest błędny.

Musze nadmienić, że pisze często bardzo abstrakcyjnie, co utrudnia przejście się po gruncie wiersza i zrozumienie go w sposób trafny, ale jestem dziwnym człowiekiem i  w głowie mam niezły kosmos, to może być zaletą dla tych, którzy rozumieją, a dla tych którzy nie docierają w sposób oczywisty do celu - wadą.
Ostatecznie jednak, wciąż się uczę, choć i tak czuję jakbym buszował w ciemności, głównie z tego powodu, że 

ja również zaniedbałem edukację, co prawda pokończyłem szkoły, ale głównie na zasadzie przepychania z klasy do klasy.

Również jak ty, frekwencję miałem bardzo niską. Nigdy nie studiowałem, ale gdybym to zrobił, to pewnie wybrałbym kierunek filozofii. 
W kwestii alkoholu, to wiersz może ukazywać alkoholizm autora, jednak nie do końca tak jest, bo piję - to prawda, ale nie jest to przerażająco częste i nie w nadmiernych ilościach. (Pewnie każdy alkoholik tam mówi, heh)  
 

Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia i dużo siły w walce z chęcią sięgnięcia do "literatki".

 

Pozdrawiam.
 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj Marek.zak.1,

 

Tak, to prawda, ale w wierszu chodzi właśnie o miejsce zachodzenia reakcji zniechęcenia - myślę, ze ogólnikowo pisząc - SZKOŁA - każdemu obudzą się wspomnienia związane z tym, o czym właśnie Pan pisze  - nauczyciele, program edukacji, kryteria kuratorium, innymi słowy cały ten chory bajzel. To tak, jak w przypadku zakupu jogurtu - mówi się idę do sklepu po JOGURT, ale raczej zastanawia się na jego smakiem i konsystencją, ceną - nad cechami, które są ważniejsze, ale kryją się pod pojęciem - jogurt. 

 

Nie wiem czy dobrze wyjaśniłem swoją perspektywę, ale na pewno zgadzam się z Panem w głównych założeniach.

Pozdrawiam. 

Opublikowano

Kurczę, nie komentuję raczej Twoich tekstów, bo to nie moja bajka, jednak od czasu do czasu czytam.

Powyższy poruszył mnie mocno. Bardzo, bardzo bliska mi osoba, zapiła się na śmierć. w pewnym momencie została przekroczona granica "piję kiedy chcę, ale nie muszę" Zostało "muszę" Zostawił po sobie spuściznę, jego synowi zostało naprawdę niewiele życia i za niedługo będę płakała na kolejnym pogrzebie, bo stacza się za ojcem po bardzo stromej pochylni z niewyobrażalną prędkością.

Może Peel przemyśli, ostatecznie, czy warto,  i czym oprócz kasy przyjdzie mu zapłacić.

A tak na marginesie. Lit, leczy uzależnienia.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

---

Ja w liceum za komuny miałem fantastycznego polonistę, a później zmieniła go  inna polonistka, której jedynym atutem był mąż - pułkownik SB. Program był ten sam a nagle lekcje z bardzo ciekawych,  stały się koszmarem, a każda wypowiedź poza wytyczną była oceniana na niedostateczną. 

Poza tym tu jestesmy na "ty". 

W temacie picia, jestem za ale nie wódki, której nie znoszę. 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj Alicjo

 

Ciesze się, że mimo nieswojej bajki zaglądasz, to miłe. 

Przykro mi z powodu historii, które przedstawiasz. Sam straciłem zbyt wielu kumpli przez narkotyki, alkohol i o dziwo 

również przez pieniądze i kobiety. Dobrze rozumiem Twój ból - sam doświadczałem go zbyt często.

Nie potrafię tego nazwać, może boska świadomość, pułap oczywistości - są wystarczająco bliskimi odpowiednikami, to coś w postaci takiej jakby ogromnej pewności, że życie to tylko kamień milowy na drodze wiecznej egzystencji, która  daje mi inną perspektywę patrzenia na przypadek śmierci, na umieranie, nawet samobójcze. Już długo nikogo nie opłakuję, gdyż wiem, że poza tym wymiarem trudu, potu, krwi, cierpienia - jest inny lepszy świat. Myślę również, że sami dokonujemy wyborów, w jakie życie się pakujemy i jakie ono konsekwencje odciśnie na naszym losie. To może jest bańska mydlana, abstrakcja, która nijak ma się do realiów, jednak dzięki temu odczuwam spokój, bo wiem, że jeszcze spotkam nie jeden raz, osoby które w tragicznych okolicznościach z tego świata odeszły. Nie potrafię niestety nikogo tego nauczyć, więc pozostaje mi tylko wiara, że kiedyś spojrzysz podobnie i łza więcej nie zmoczy Ci policzków, że nadzieja na spotkanie utraconych osób rozpromieni twoją twarz. Nie jestem katolikiem, mimo że się w katolickiej rodzinie urodziłem, nie należę również do żadnego "kościoła". Mam swój przepis na życie i na wieczność i dużo lżej mi się dzięki temu żyje.
Kończąc dodam, że trzymam równowagę między alkoholem a funkcjonowaniem, nie wpadam w ciągi alkoholowe, piję w rozsądnych ilościach od bardzo dawna. Nie czuje również silnego do alkoholu pociągu - tak racjonalnie myśląc, jestem zwykłym człowiekiem, który lubi czasem się odurzyć. 


W wierszu chodzi o życie, które ma procenty, które często nas odurza

Życie jako największy narkotyk- taka mała wskazówka. 

 

Kłaniam się niziutko 

Pozdrawiam!

Dawid.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj Marku,

 

Szczerze mówiąc, współczuję tragizmu edukacji w czasach komunizmu, sam urodziłem się w 88', więc nie zaznałem tego stanu rzeczy. Dostrzegam jednak, że mimo wszystko, nie zabiło to chęci poznawania świata sztuki.

To jest może mały sukces w skali kraju czy świata, lecz w skali człowieczeństwa - myślę, ze wielki :) 

Gratuluję !

 

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Witaj. Od kiedy się pojawiłem zauważyłem duże podobieństwo między nami. Piszesz lepiej ode mnie oczywiście. Twoje rozbudowane komentarze są świetne. Od dawna odnoszę wrażenie, że nie raz przeprowadzimy dłuższą dyskusje. To się okaże czy mam rację.

 

Mówisz, że także nie studiowałeś. Czyli obydwoje mamy wykształcenie średnie. W czasach technikum nie miałem czasu na szkołę. Dorabiałem w kilku miejscach (m.in miałem dwie umowy z firmami pracującymi na terenie tyskiego FIATA), spotykałem się z wieloma dziewczynami, uprawiałem sport (siłownia, boks, bieganie - dzisiaj patrząc na mnie trudno w to uwierzyć), czytałem wiele książek, słuchałem tysiące płyt starej muzyki oraz... hodowałem konopie indyjskie. Zwyczajnie szkoła przy tym wydawała się nudna. A poza tym brakowało mi sił by wstać na pierwsze lekcje. Przed tymi ostatnimi zajęciami miałem już plany i jakoś tak szło... Z tym, że lektury szkolne w technikum mi się bardzo podobały, właściwie od tego zaczęła się moja miłość do książek, bo wcześniej byłem sceptyczny. 

 

Podoba mi się twoja filozofia (biorąc pod uwagę też inne komentarze). Jestem Katolikiem, chociaż w wielu miejscach nie zgadzam się z naukami kościoła. Głównie odwołuje się do nauk Chrystusa w swojej wierze, bo przez te 2 tys lat doszło do wielu wynaturzeń. Jednak z tego co widzę poszukiwanie Boga oraz rozumienie "życia po życiu" mamy całkiem podobne. 

 

Tak czy inaczej widzę, że Ciebie prowadzi większy racjonalizm ode mnie. To dobrze, że nie musisz się zmagać z zaburzeniami. Gdyby nie cyklotymia to pewnie bym też mógł spokojnie wypić bez obawy o dzień następny. Zawsze piłem spokojnie, dla relaksu. Nie lubię stanów mocnego upojenia. Przy hipomanii nie mam kontroli nad używkami. Mogę wypić po pracy 0,7l whiskey i nie czuć procentów. Niestety alkomat na bramie kopalni już je odczuwa, a nie lubię się od niego odbijać.

 

Dzielą nas tylko 2 lata. Jednak moim zdaniem kategoryzowanie za pomocą wieku jest zbędne. Są ludzie jak moja siostra, którzy mimo przekroczenia 30 roku życia zachowują się jak przeciętna 15-latka. Przez lata pracy fizycznej w zakładach produkcyjnych, a później szybkie przyjęcie na kopalni przywykłem do koleżeństwa z ludźmi w wieku moich rodziców. Na forach poetyckich starałem się długo korzystać z form grzecznościowych mimo wszystko, jednak... Szybko mnie sprowadzono na ziemię. I dobrze. Wiek to kiepska bariera i nie warto nim się przejmować.

 

PS. Dzięki za wsparcie w walce z pijaństwem. Lada moment przejdzie mi całkowicie ochota. W ciągu ostatnich 5 lat miałem 3 dłuższe przerwy - 19, 6 i 5 miesięcy. Zawsze "łamie się" po jakimś cięższym wydarzeniu, jednak jak już wejdę w dobry klimat to mnie w ogóle nie ciągnie. Z początku bywając całkiem trzeźwym na imprezach i obserwując pijanych znajomych strasznie się irytowałem. Dzisiaj bardzo mnie bawi taka sytuacja. Niestety coraz rzadziej trafiają się towarzyskie wyjścia. 

 

Pozdrawiam Dawidzie. :)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...