Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ale branie... 19 sierpień 2004

…bo ja, panie, to do ryb to nabożeństwa zupełnie nie mam. W akwarium to jeszcze, tak z nerwów człowieka obiorą, te kolorowe, co w ciepłej wodzie pływają, zwłaszcza. A na talerzu, to niekoniecznie, bo się człowiek nadłubie i nawyspluwa tych igieł, panie, że cała przyjemność klapnie. Bo moja Henia to filetów nie uznaje, za proste widać do jedzenia. A w ogóle to ja miałem panu opowiadać, jak mnie zgarnęli kumple na czwartego, jak do brydża, panie, nad Pilicę kiedyś, z wędkami, na żywca, bo się panie już tak napalili, że ich nawet ten deszcz nie zraził ani zimna aura. Ale szczęściem, to się jeszcze dało jakoś postać, bo się słońce przedarło jakoś przez chmury i nawet źle tak nie było..gdyby..Ale od początku, panie, ja to wędkę w rękach, panie trzymałem jak takim kajtkiem byłem. Piękna była, od wuja na świętą komunię dostałem. Od tej pory tylko kurz na niej rósł, ale w sam raz się przydała. Trochę może nie była szykowna, jak ich, ale co tam wziąłem. Oni zajechali po mnie już w buciorach, płaszczach od deszczu, a ja, panie, w trampkach i kurtce z ortalionu , ale cienizna taka... I pojechali my. Wio, chciałoby się powiedzieć, bo ta kareta ich to raczej do konia powinna być zaprzężona, syrenka przedpotopowa, panie. Trzęsła się jak galareta, ale pojechalim. Pies z nami, ich Łatek. Z mordy ozorem od razu po mnie przeciągnął i skomleć zaczął z uciechy, choć drania nawet nie znałem. Ale są takie natury, nawet wśród ludzi, że kogo nie zobaczy, to łapę mu poda i gębę w uśmiechu szczerzy. Takie otwarte natury, panie. I czasem to taki jeden, to rzeczywiście, prosty jest, co pokaże, to taki jest, panie, a czasem to cię taki tymi słodyczami oblepi, a z tyłu , panie to ci sztylet w plecy wbije. I to jaki! Nieraz to już i z tym sztyletem chodzisz między ludźmi i nawet o tym nie wiesz, jak z szyldem. Bo on wbije, a reszta, to panie za przeproszeniem jak te hieny. Zlecą się i rozdrapują, panie. I chodzisz jak taki szkielet bez mięsa już prawie. Padliny trochę jeszcze na tobie wisi, a tego już nie tkną, bo litościwi się okażą po czasie, panie, jak już obeżerli już z ciebie honor cały i godność człowieka. Bo panie, przecie, czym my się od zwierza różnimy, tylko tym, że się człowiek mianuje tym homospiens, co to ma swą godność a i z tym te cnoty, co to już oni z ciebie zdarli, ale...nikomu nie szczędzą i tak wszyscy trochę po równo chodzą poobgryzani. No, niektórzy to już aż do przesady. Czy zasłużenie, to panie, różnie z tym bywa, ale jak mówię, ci przemili, to największe, panie kły mają czasem. I panie w rezultacie to takie bagno z tego wychodzi, a to o to, panie, tylko właściwie chodzi, żeby ludzie sobie pogadać mogli, bo jak takie słoty nastaną, to nuda taka, to i o czym tu gadać? Człowiek, najwdzięczniejszy panie temat, tak bogaty, że w nieskończoność wejść można, panie. A ludzi to nie brak nigdy, co jedego już ukolorują, to już drugi dorasta, co już wiek osiągnął i w obroty go wziąć już się da. Dzieci nie tykają, ale jak rodzic jest w tych hienich, panie kłach, to i dzieciakowi się po grzbiecie też czasem dostnie, biednemu. Te, co lubią telewizję oglądać, to całe wieczory siedzą i mądrzeją, ale ja bym powiedział , że odwrotnie, bo takie tam już bzdety czasem puszczają, że i dudek z kabaretu by wyskoczył od łez zalany nad tym ich programem, co skąd go wzięli to tajemnica wielka jest, panie. Niby nazwiskami sypią, ale to oszustwo wszystko, bo one nijak do kabaretu nie pasują, panie.Bo cały ten program to wielki kabaret jest, paniusiu. Jakieś dramaty, co on ją goni z nożem, a potem na tapczanie love kwitnie i znów ją goni . I ciągle te reklamy, ale właściwie to to jeszcze się da obejrzeć, bo i piwko pokażą niezłe, to się od rau obliżesz, taka piana i rosa na szklance! Zaraz lecisz do lodówki. Tylko, że pusta przeważnie, no ale zawsze jakieś ćwiczenie masz...bo jak się już w tej gorszej żywota połówce jest to dobrze robi...Ale, co, no ruszyliśmy z tym psem, czterech, zupełnie jak czterej pancerni i pies, psiakość, teraz mi się to tak skojarzyło, cudaczne, co? Wio, panie, jedziemy tą kobyłą naszą, po tych telepach za miastem już, szczęściem panadom rozgryzł w zębach i łyk czystej na popchnięcie, tom jakoś przetrzymał te mordęgę. Pies się wiercił i łbem wychylał się za okno co frajdę mu wielką sprawiało, ale z pyska ślina mu prosto na moje kolana strugą spływała. Żałowałem, że to nie płaszcz, tylko ta kurtka, tak to bym sobie przykrył te kolana, a tak, to nim wysiadłem już byłem jakbym z fontanny wyszedł. Wysiadamy. Wygwizdowo jakieś, parę krzków tylko, koniec. I deszcz siąpi. Pies głupi, bo pierwszy wyskoczył i już do rzeki i brodzi. Ryby wypłoszył wszystkie, od najmniejszej do największej, jak się później okazało, bo na niego koniec końców wszystko poszło, choć Bogu ducha winien był, tyle, że się odświeżył po tej mordędze w tej syrenie, a ryb to jak nie było to i tak nie było. Tyle że się słońce pokazywać zaczęło i te rozgrzeweczki to się tak miło po ciele rozchodziły i pies przystojniał w oczach i już nawet rozgrzeszenie z czasem dostał, a płeć piękna to się w naszych gadkach przesuwała tak uroczo jak w jakimś kalejdoskopie. Nigdy nie wiedziałem, żem taki wygadany, słowo daje! Ale wiem teraz, po paru, to się człowiekowi ten język co się za murem zębów często chowa, to wyłazi jak wypuszczona ze słoika pszczoła i miele i miele. Gdyby to moja Henia słyszała te gadki, to bym z pewnością stuprocentową na ryby nigdy nie pojechał, a i na nic innego, sam, to jest z kumplami. Bo jakoś tak się składa, że jak paru już się zbierze, to panie, życie kraśnieje i człowiek lekki się czuje jak ten balon, co wodorem napełniony, tylko do nieba by leciał, a tam już czekają te nimfy i te męskie uniesienia –ja na piedestale, a dokoła jakiś został świat zamazany, co go się już oglądać nie ma potrzeby, bo i po co, jak tak dobrze . Ach i tak mijał czas wesolutko i jakby lat ubywało człowiekowi z każdą godziną, ale co potem się wydarzyło, to już mówić mi się
nie chce, daj mi łyk tej wody najpierw. ..
Bo ten, panie warchoł, Lutek, to panie zawsze musi być najmądrzejszy, no i panie wyszykował nam niezłą rumbę, bo się już zbieraliśmy do tego telepu na powrót tym gratem, ale On jeszcze musiał popatrzeć czy grzyba jakiego nie najdzie, co by się jego stara udobruchala. Bo jak ryby, panie nie biorą, to najlepiej z koszem grzybów do domu wracać. A i nawet to lepiej, bo grzyb, to do świąt dotrwać może, na zupę grzybową, każda zadowolona. Byle tylko zdążyć przewietrzyć te chuchy, bo jak się witasz i ten kosz jej wręczasz, to jakże, całusa jak z dubeltuwy dostajesz. No i czasem się zaczyna, panie, polka. To lepiej wócić trochę później i z tym koszem, przewietrzony, to i wilk syt i owca cała. A że ryb nie ma to one już nawet przyzwyczajone są. A jak się nawiezie, bo autentycznie biorą, bo czasem ma się fart trafić na ten rybi zlot, to panie cieszą się i od razu rodzina się zbiera, no, ta bliższa, w odległości coby na świeżą rybę przyjść mogli.....Ale, panie ja się do pana rozgadałem.... trzymaj się pan, już mój jedzie, dwunastka...
Panie, panie?! A gdzie ta przygoda okropna, co się panu, czy wam wszystkim przydarzyla?
Ech, panie, tak tylko sobie plotłem, żeby czas szybciej nam minął, bo i pan wygłądał, jak duch prawie, co to go żona dla innego wczoraj zostawiła, a i ja w dołku dziś, bo do lekarza idę i nie wiem, co mi oznajmi, bo mnie boli tu, o... To i myślę sobie, opowiem, bo na rybach to my byli, owszem i wszystko to prawda. A tak chciałem pana tylko rozgrzać, że to finał będzie z zaskoczeniem i jest, co? Trzymaj się pan. Już mój podjeżdża, szczęść Boże....A Lutek grzyba znalazł, jednego....cześć!

Opublikowano

hm...

przeczytałem i teraz tak sobie myślę nad ideą która leżała u podwalin tego tekstu... inaczej mowiąc, po prostu obawiam się, że to nie zainteresuje czytelnika.

rozumiem, że to rodzaj wprawki.

na temat "ale brania" niestety nie da się zbyt wiele powiedzieć. poczekam na następny tekst, bardziej przystępny dla czytelnika.

proszę nie traktowac mojego komentarza jako negatywnego, jest po prostu całkowicie neutralny, z przyjemnością przeczytam cos innego.

pozdrawiam
MZ

Opublikowano

Tak, to rodzaj wprawki.
Wolę znać opinię czytelników wyrażoną słowem niż... milczeniem.
Z obawą, lecz umieszczę następny tekst. Pozdrawiam, liczę na komentarz i ...lubię szczerość.

Może niepotrzebne te trzykropki ? Ale, lubię je. Dla mnie są jak przyprawa, nadużywam czasem.

Opublikowano

Niestety, kropek nie jadam, muszą więc pozostać. To już taka moja maniera. Ale...może kiedyś się pokuszę, kto wie. Pozdrawiam, a cieszę się... jak żaba z deszczu! Dzięki. No, nie biorę tego jako zapowiedź, że przyszłe recenzje będą dobre, proszę się nie obawiać.

Opublikowano

Nie myślę o warsztacie, kiedy coś piszę. I zupełnie nie znam się na tym. Lubię dynamiczne opowiadania(choć nie tylko takie), więc staram się tak pisać. Piszę wiersze, dużo z nich, to jak je nazywam-głupie wierszyki. Także inne- nastrojowe, poważne. Prozą tylko popróbowałam trochę, ale zaczyna mnie to bawić, to może coś jeszcze wymyślę. Pozdrawiam.

Opublikowano

I bardzo dobrze, że nie piszesz formą. Ktoś, kto zaczyna od myślenia od warsztacie, stylu, dupie marynie na kółkach, to pewnie już jest noblistą. Od kupowania maszyn, to się zaczyna warsztat samochodowy - oczywiście jano moim skromnym :)

Opublikowano

Już się poczułam bardziej swojsko. Niestety nie mam stałego połączenia z internetem i nie mogę tak często i na długo się podłączać. Nie mogę przeczytać wszystkiego, co bym chciała, ale ciekawa jestem, co bratnie dusze piszą, no to wydrukuję i odezwę się potem. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Grubas za biurkiem pochylał się nad stertą papierów, zaznaczając krzyżykami punkty, do których szykował zlecenia dla recenzenta. Łącznie pięć hoteli, z tego jeden chylący się ku upadkowi, wchodził w rewir planu Mrocznego. Odwrócił się w stronę okna, głąby gruchały pusząc pióra na parapecie. Machnął gwałtownie ręką, przestraszone ptactwo wzbiło się do lotu. - W czasie dobrobytu nikt już ich nie je. - Wyrzucił od niechcenia spoglądając w dal, tam gdzie widmo kreowało przyszłość. - Ekchem! - zniecierpliwiony poprawił cylinder - Więc jednak ,,Poświata'' będzie w rankingu dla jednogwiazdkowych suteren - zaśmiał się chrapliwie, tytoniowy dym zasłonił miniaturę zamku, stojącego na brzegu blatu. - Ta ruina jest wylęgarnią pluskiew, sprawdź dokładnie, czy coś z tym zrobili. - Dostają to w pakiecie usług hotelowych szefie. - Gromki sarkastyczny śmiech wypełnił obskurne pomieszczenie. - Lokaju wracamy do starych zakamarków - unoszący kurz, zarysował postać. Podróż była krótka, podziemnymi korytarzami dotarli do hotelu numer jeden z listy. - Mamy czerwone światło do wejścia. Teren z trupią czaszką i piszczelami. Tym hotelem zarządza mięsożerca, musimy być ostrożni, a w zasadzie ja. - Spojrzał przymrużonymi oczami na Lokaja, mglisty oddech unosił się z jego ust.   - Bezcieleśni Panie mają łatwiej. Wysoki właz ustąpił ze zgrzytem, siła umysłu Lokaja nie poszła na marne. Przenikliwa wilgoć, zapach stęchlizny wymieszany ze szczurzymi odchodami odurzył ich wspomnieniem ostatniego pobytu w podobnym miejscu. Mroczny zasłonił rękawem nos. Kilka kroków dalej, natrafili na komorę, w której składowali zapasy. Dzieci roślin przebierały w lekkim rozkładzie szczątki psów i kotów. Spod sporej sterty wystawała ludzka ręka. Mdłe światło świec drgało w rytm patykowatych rąk. - Co my tu mamy. Nepid dawno nie robił im kontroli. - Odkąd zmienili nazwę, dopuszczają takie normy Panie.   Rozsypane nasiona po posadzce wypuszczały kiełki. Lokaj podniósł jedno i schował do peleryny. Smugi światła z wąskich okien rozbijały się o piaskowe stopnie schodów w górę. Umorusana szata Mrocznego przesiąkła do kolan posoką, pogromca gwiazdek był gotowy na wszystko. Damy w czerwonych sukniach siedziały przy stolikach. Upudrowane twarze na biało, zakrywały płaty odpadającej skóry. Długimi pazurami podkradały z półmisków białe kulki, larwy wiły się w ustach, hacząc o najnowszy wynalazek w postaci zdrutowanych ludzkich zębów. Elitarna grupa mięsożerców przy następnym stole zabawiała się w grę na czaszki. Niejeden stracił przy tym oko. Wykręcanie kocich głów nie było ich specjalnością, a celowanie do nich kijem graniczyło z cudem. Usiedli obok zapajęczonego stolika. W najgłębszym zakamarku sali. - Czym mogę służyć? - Kelnerka z gniazdem na głowie pochyliła się przed twarzą Lokaja. Poczuł jej odór, myła się w poprzednim stuleciu.   - Ekh! - krztusił się wyziewami zgorzeli z kości. Odskoczyła, jakby zobaczyła ducha. - O przepraszam! - wrzasnęła piskliwie. - Nie wyczułam pańskiej obecności, proszę wybaczyć. Odpalił cygaro dmuchając kółka przed sobą. Peleryna poruszyła się, a kobieta wrzasnęła ponownie. - Łapy precz! - Pasmo materiału opadło na smukłe nogi z pajączkami, grube żylaki mogłyby służyć za makaron. - Lokaju, tego rodzaju obsługi nie musimy sprawdzać. Zamówili dania dnia, śledząc kelnerkę wzrokiem. Ciągnęła się za nią biała nić. W kieszeni peleryny resztki ziemi łączyły się z nasionkiem. - Lokaju masz rozerwaną kieszeń. - Maleństwo wyskoczyło na blat stolika, gaworząc coś w języku roślin. - Będziemy mieć znowu towarzystwo. - Uśmiechnął się szeroko, a roślinka usiadła obok jego ręki.   Kelnerka postawiła duży półmisek z takim impetem, jakby rzucała go z drugiego końca pomieszczenia. - Podano do stołu - zniesmaczona widokiem taniej siły roboczej, skrzywiła przyschnięte usta. Przegoniłaby dziecko, gdyby tylko oddaliło się od przybyszy.   - Rachunek ureguluje szef, proszę pani. Wielką pieczęcią przy bufecie podsumowali swoją obecność. Hotel otrzymał miano prestiżowego, obsługa na najwyższym poziomie z nieziemskimi wykwintnymi daniami. Z doniczki przy wyjściu zniknęła ziemia, a mały podopieczny beknął sobie na zdrowie. Następny obiekt do sprawdzenia zaznaczony flagą na mapie.
    • @Tomasz.O ... bez pospiechu, do nieszporów. Dzień można przeciągnąć  :)   Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. 
    • A dropsa mu da? Dumas por da
    • Oda woli kilo wad, o!   Ta, woli ...kilowat
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...