Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sakramentyzm nagle się potknął
wykąpałem się w symbolach
namaściłem, oczyściłem zakamarki
pachnę ateizmem wzbronionym

Zadośćuczynienie złoci się i srebrzy
akt zgonu pochowam razem z garniturem
za muszkę akt urodzenia
na chrzest i tak nikt nie przyszedł
zdjęcia zdechły z czasem

Policzyć sekundy
to jak w godzinie zgubić się
nie w czas, na amen dzieckiem,
popiołem, a może wapnem
żeby nie śmierdziało

Opublikowano

Mocne, bo przewrotne :) i liryczne w taki dość mocno przyprawiony sposób. Wygłoszę tylko moją starą śpiewkę: dlaczego interpunkcja jest niekonsekwentna? (raz jest, raz nie ma); wierszowi to nie szkodzi, zastanawiam się też czy nawet z tą niekonsekwencją nie jest mu bardziej do twarzy.

Temat można było przegadać na 7 465 936 sposobów, a nie zrobiłeś tego - można też było zdrowo zakropić pianą u pyska i zrobić rozemocjonowany protest. A tak jak jest (bardzo obojętnie) jest bardzo dobrze. Wyważone i skondensowane, niewątpliwy szacunek.

Opublikowano

no nie wiem sakramentyzm który się pośliznął
jest arcy komiczny

co ma wspólnego kąpiel w symbolach
z odchodzeniem
no i ateizm wzbroniony - to jakaś choroba?

mógłbym tak dalej ale po co?

rumi

Opublikowano

dziekuje wszystkim, podzielnosc zdan, gustow, interpretacji czyni swiat poezji bardzo naturalnym, kwestia przystosowania i umiejetnosci odbioru tego w jak najbardziej budujacy sposob.

ps for RUMI: popiol nie smierdzi, smrod w zaden sposob do popiolu sie tu nie odnosi, jest dziecko, jest smierc przez spalenie, albo pochowane cialo ktore chcac nie chcac gnije, wapno chyba sie czasem przydaje... ale to wogole osobna sprawa - intepretacyjna

pozdrawiam i dziekuje jeszcze raz

dytko

Opublikowano

mieszanina potoczyzmów i lekkiego nabrzmiałego patosu.... pełno sprzeczności, w 3 strofie brakuje poukładanych wersów ogólnie mogło być lepiej pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis ponura, poruszająca wizja  niecodzienna rozbudowana metafora...
    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...