Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To najnowsza wersja Wiara_2

 

Wiara_2 

 

zdarzyło się lata tego

iż idąc do domu swego

na obiad i by odpocząć

od upału dnia skwarnego

  

spotkałem tak oto pana

ledwo będąc krok od celu

którego co dnia widuję

gdy nam sprząta na osiedlu

 

nieomal  tej samej chwili

u uchylonych drzwi  bloku

stanęła nasza sąsiadka

co niosła wór śmieci w ręku

 

gdy sąsiadka przy nim była

wtedy tak do niej powiedział:

 „do wózka to Pani mi da

 bo jadę  do kontenera”

 

sąsiadka, to ja przypuszczam 

słów do niej nie usłyszała

i wciąż idąc własną drogą

sama worek wynieść chciała

 

pan tym nieco zaskoczony

rękami do niej pomachał

zrobił też ku niej pół kroku

tak pomocy swej zaniechał

 

osłupiały wtedy stanąłem

ja Polak, co mu zlecono

by normę homo pawłowicz

w nim zaintrodukowano

  

ale jutro już, już z rana

gdy już minie osłupienie

znajdę  pana na  ulicy

z podzięką za ocalenie

  

bo powróciła do mnie wiara

że ktoś we mnie ujrzy brata

że może być jedna prawda

że nas już nie dzieli  krata

 

moje prośby też przekażę

by pan lekcję tą powtórzył

marszałkom dla prezydenta

a też wózka nam użyczył

 

byśmy na nim tych powieźli

tam gdzie dla nich słuszne miejsce

tych wszystkich, którzy nam wiarę

tą okrutnie odebrali

 

Myślę, że na rytm wiersza mają wpływ: ilość zgłosek w wierszu, średniówka ale również zachowanie 

układu akcentów w ramach wiersza. To ostatnie ma ogromne znaczenie.

To jest ten przykład, który przywołałaś w Twoim komentarzu:

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zgłoski akcentowane mają stałe niezmienne położenie.

Pozdrawiam :-)

Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Psia kostka, chyba nie dam rady. Zabijesz mnie, a w najlepszym przypadku znienawidzisz.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Po co i na co tu oto? Nic nie wnosi, jeśli idzie o treść.

Moim zdaniem to nic innego jak wata, która jest tylko po to, żeby było osiem sylab.

Spotkałem Pana

Podczas czytania, aż mi się cisnęło na myśl

Alleluja, bo piszesz wielkiej litery Pana (nie wiem dlaczego) więc natychmiast przyszedł mi na myśl Bóg. Tymczasem piszesz o pewnym gościu.

Jest w j. polskim podmiot domyślny. Wystarczy napisać

idę do kontenera, bez ja, bo każdy czytający, wie, że to Ty

Nie wystarczy

tych słów

lub

jego słów?

 

Miałabym jeszcze więcej, ot choćby układ rymów.

Pierwsza zwrotka odstaje od pozostałych. Rymy nie występują w identycznych miejscach.

Wiesz co?

Może daj ten wiersz na warsztat, może przyjdą koleżanki i koledzy, bardziej pomogą.

 

Jeśli już się tak znasz na stopach akcentowych, jak wyżej zaprezentowałeś, to nie powinieneś mieć żadnego problemu z napisaniem rytmicznego wiersza.

Rozpisałeś tę piosenkę jak sylabotonik.

 

Pozdrawiam :)

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zmęczył mnie okrutnie ten ,remont'

Nie mam więcej pomysłów. Przepraszam, nadal nie leży jak bym chciała.

Dałabym go na Warsztat z tytułem roboczym:

Pomóżcie proszę! Jest na tym portalu kilkoro poetów rymujących, może zreanimują Twój wiersz.

Adrenalina, defibrylator - sama nie wiem.

A może zapakują do szuflady, żeby trochę poleżał, jak w szpitalu.

Jestem także za okrojeniem treści. Np. mało istotna jest wzmianka o tym że było gorąco, szedłeś do domu swego odpocząć i na obiad.

Nie mogę więcej marudzić, bo mnie przeklniesz.

:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tu jest jakiś błąd. W ostatnim wierszu zapisu jest 7 zgłosek nieakcentowanych. To nie jest możliwe.  Nawet jeśli to wyrazy jednosylabowe z przeważającą ilością zaimków i przyimków, to poukładałyby się w zestroje. A jeśli całość, to dwa dłuuuuugie słowa, to powinny być zaznaczone akcenty poboczne, ale to nie jest możliwe. 

Edytowane przez Patryk Robacha (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Czasami warto robić remonty.

Po tych tu moich już tak nie szczerzą na mnie zębów jamb, trochej, daktyl, amfibrach ...

I jest fajne. Jak się rozwidni, to skoczę do sklepu za oknem, zdobędę dobre piwko

i ja amator_panisko posłucham w nagrodę po zakończonym remoncie

Mistrza rytmu w temacie jak to było latem :-)

 

 

Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

I coś jeszcze w rytmie.

 

nikt nam czasu nie zawróci

 

nikt nam czasu nie zawróci

by naprawić co zniszczymy

bezlitosnym los nam wtedy

to udręką czym wzgardzimy

 

darów nie dał nikt wiecznymi

by ich nie pilnować z troską

co dziś słabym to wspieramy

co nam dane z łaską boską

 

kiedy błyski z twoich oczu

nie rozświetlą mi dziś mroku

daj mi dłonie weź me słowa

tak przeminie pustka zmroku

 

znów stoimy za sterami

naszych łodzi klasy "wolni"

gdy złożymy nasze dłonie

Bóg nam ześle blask latarni

 

nikt nam czasu nie zawróci

by naprawić co zniszczymy

bezlitosnym los nam wtedy

to udręką czym wzgardzimy

Opublikowano (edytowane)

I jeszcze jedna próba.

Troszkę w drugiej zwrotce  rytm jest nieco inny.

 

Litania do lepszego świata    

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ujrzałem wózek pełen rzeczy                          

Obok nie było mu włodarza...

Człowieka - on tu był nędzarzem                    

On przeżył – taki los szczęściarza

 

Dziś z zadumą  patrzę na ten dziwny obraz                          

W szybie czterokołowego dobrobytu

Gdy nawigację ustawioną mam w wierze

By żyć w spokoju a i z drobiną szyku

 

Lecz myśl ta cicho wraca do mnie                    

Myśl tak natrętna co przeraża                       

Że  kiedyś znów u wózka dyszla             

Ujrzymy świeżą twarz nędzarza

          

Piszę dziś słowa tej litanii                                

By myśl tą wstrętną w dal odprawić  

Litanii do lepszego świata    

Chcąc odrobinę świat poprawić                 

 

Gdy chociaż linię z tej litanii                 

Co dnia darujesz dobru świata

Tak sercu Twoim może wzrosnąć       

Codzienna troska o los świata 

 

Litania do lepszego świata

 

nie będę marnował żywności, dla lepszego świata

wyłączę zbędną żarówkę, dla lepszego świata

nie wyrzucę śmieci w lesie, dla lepszego świata

nie wyrzucę baterii do kosza, dla lepszego świata

zamienię choć kilka słów ze samotnym sąsiadem, dla lepszego świata

będę dla wszystkich dziś życzliwy, dla lepszego świata

pozmywam dziś naczynia, dla lepszego świata

pochwalę ciebie, gdy coś ci się uda, dla lepszego świata

będę stał po stronie prawdy, dla lepszego świata

będę się starał lepiej zrozumieć świat, dla lepszego świata

będę odpowiedzialnie uczestniczył w życiu społecznym, dla lepszego świata

nie przejdę obojętny obok skrzywdzonego, dla lepszego świata

będę wspierał ludzi w potrzebie, dla lepszego świata

nie będę przyczyną cierpienia zwierząt, dla lepszego świata

nie pojadę dziś samochodem, pójdę pieszo lub pojadę rowerem, dla lepszego świata

nie będę palił śmieci w piecu, dla lepszego świata

...                                                , dla lepszego świata

 

 

Zwrotki 1, 3, 4, 5 są napisane dziewięciozgłoskowcem.

Natomiast zwrotka 2 jest napisana dwunastozgłoskowcem.

 

Zauważam, że zwrotki te różnią się  odczuciem ich rytmu.

W zwrotce drugiej jest troszkę zadumy, refleksji.

Dłuższy wiersz temu założeniu, moim zadaniem, służy.

 

Zwrotki napisane ośmiozgłoskowcem mają szybszy rytm i są bardziej wartkie.

Czujesz coś podobnego?

 

 

 

 

Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
  • 3 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Jakiś czas patrzę na problem rytmu w wierszu.

Mogę już powiedzieć, że stało się to dla mnie ważnym.

Gdy dzisiaj zaczynam jakiś nowy tekst, to struktura tego tekstu jest dla mnie bardzo istotna.

Przede wszystkim mam potrzebę, aby zachować ilość zgłosek, średniówkę.

Ciekawe jest to, że łatwiej mi zrezygnować z rymu, niż z tych rzeczy, o których pisałem wcześniej.

Zauważyłem też, że teksty o mniejszej liczbie zgłosek w linii są bardziej dynamiczne.

Te o większej liczbie zgłosek służą lepiej tematom refleksyjnym i melancholijnym.

 

Gdym siebie dziś zapytał, czy warto było, to odpowiem:

 

Bardzo warto było!

 

To jest bardzo dobre doświadczenie, świetny trening.

Dziś nowy tekst powstaje o wiele szybciej.

A czy jest lepszy?

Sam oceń.

 

To jeszcze jedna moja próba:

 

W HURTOWNI SŁÓW

 

przed bramą hurtowni słów

przed świtem staną tłumem

znów dzień potrzebuje słów

będą im krzykiem, szeptem

 

a słowa drżą o swój los

z kim dzisiaj będą, oj z kim…

gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie…

czym dzisiaj będą, oj czym…

 

a może dziś będą z kimś

kto sieje wokół nas zło

a słów mu potrzeba dziś

by dobrem nazywać zło

 

może trafią do paska

co czerwienią nas straszy

jako nasiona prawdy

jako nasiona kłamstwa

 

może będą tym szeptem

co przychodzi ostatnim

otulonym już mrokiem

dotknąć czułym wyznaniem

 

a słowa drżą o swój los

z kim dzisiaj będą, oj z kim…

gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie…

czym dzisiaj będą, oj czym…

 

 

Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tą informację zasięgnąłem ze strony ortograf.pl:

 

Wielokropek – opis, zasady użycia

Wielokropek to znak interpunkcyjny, który składa się z trzech kropek. Jego głównym zastosowaniem jest oznaczanie w tekście pominiętych fragmentów.

Zasady użycia wielokropka

Wielokropka używamy, by:

zaznaczyć, że wypowiedź została przerwana (najczęściej z powodu emocji)

Przykład: Moje dzieci byłyby inne; po niej wzięłyby piękność, po mnie siłę… No, ale ich nie będzie. (B. Prus „Lalka”)

W takich sytuacjach wielokropek może być też zastępowany innymi znakami interpunkcyjnymi, głównie myślnikiem.

 zaznaczyć treść, której czytelnik może się nie spodziewać. Co ważne, tak użyty wielokropek służy do zasygnalizowania komizmu, ironii, rozczarowania itp. Następujący po niej wyraz piszemy małą literą. 

Przykład: Równość… nigdy nie było równości! Sprawiedliwość… nigdy jej nie będzie. (B. Prus „Lalka”)

Jeżeli zakończenie wypowiedzi ma charakter neutralny, poprzedzamy je myślnikiem.

Wielokropek a pozostałe znaki interpunkcyjne

W przypadku zbiegu wielokropka z jednym spośród pozostałych znaków interpunkcyjnych postępujemy w następujący sposób:

• gdy wielokropek zbiega się z przecinkiem, średnikiem lub kropką, znaki te pomijamy

Przykład: Krew uderzyła mi do głowy… ale to już przeszło… (B. Prus „Lalka”)

• gdy wielokropek zbiega się z pytajnikiem, wykrzyknikiem lub pauzą, znaki te umieszczamy obok siebie

Przykład: W drogę! w drogę!… Bywaj zdrów, druhu żołnierzu! (H. Sienkiewicz „Ogniem i mieczem”)
 
 
Tyle cytatu.
W wierszu powód zużycia wielokropka zaznaczyłem podkreśleniem.
 
A w przypadku spacji masz 100% racji. Dziękuję Alicjo za uwagi ;-)
Pozdrawiam
 
 
Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Polman,

W Twoim wierszu użyłeś go sześć razy. Przytoczyłeś mi fragmenty prozy.  Używanie go w prozie, to zupełnie inna bajka. Wiersz jest nieporównywalnie krótszą formą. Inaczej solisz zupę w kotle, inaczej w garnuszku (chodzi o ilość soli) Także znalazłam cytaty. Może przypadną Ci do gustu, a może nie.  Może zechcesz stawiać wielokropki

...przed wersem i za wersem... tak ze dwadzieścia cztery na czterowers.

Nadużywanie go to pisemne udowadnianie braku pomysłu na to, co chce się napisać.

Nadużywanie wielokropka jest jak nadużywanie alkoholu, język się plącze.

Nadużywanie zdarza się początkującym twórcom, którzy bardzo pragną nadać wypowiedziom refleksyjną, nawet poetycką formę, w ich mniemaniu, oczywiście.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Należy do znaków, z którymi w wierszu warto obchodzić się ostrożnie.

Wielokropki kojarzą się na ogół nieprzyjaźnie z wszelkimi formami niepanowania nad mową, emocjami, uwagą, myślami, stylem. Towarzyszą im często:
- niedojrzałość i niezdarność w tworzeniu i peel, czyli podmiot liryczny, o umysłowości i języku gimnazjalisty;
- nieuważność; mielizny myślowe; powierzchowność obserwacji, płytkość wniosków; ogólniki, wyświechtanie;

polecam artykuł w całości.

Nie miej mi proszę za złe,

pozdrawiam życzliwie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Autorem utworu jest AGNIESZKA OSIECKA

 

Ta nadzieja...

 

Co mnie zabija, to nadzieja,

jej wątły krzyk i śpiew, i szept,

- ściga mnie po wsiach, knajpach, kniejach,

wzywa na szlaki szczęść i bied.

 

Gdybym umiała - choć w niedzielę -

jak starzec, co nie pragnie już,

na ławce zasiąść po kościele,

i nie śnić snów, nie wróżyć wróżb...

 

Gdybym umiała się zatoczyć

jak pijak, co pod auto wlazł,

zabłądzić, zemdleć, zamknąć oczy,

zapomnieć tamten brzeg i las...

 

Gdybym umiała, choćby w kinie,

gdy serce nagły przetnie ból,

pomyśleć sobie: \\"Nic to, minie...

Przed nami jeszcze tyle ról\\"...

 

Gdybym umiała, choć dla sportu,

wśród naszych dawnych, ślicznych plaż

nie drętwieć jak na sali tortur,

dlatego że ten brzeg - nie nasz? ...

 

Gdybym umiała... Lecz nie umiem...

A w końcu to zwyczajna rzecz...

Choć widzę jeden - dwa w rozumie.

Nadziejo, Chmuro, nie idź precz.

 

 

Autorem utworu jest JULIAN TUWIM

 

[O wielki Boże et cetera...]

 

O wiel­ki Boże et ce­te­ra,
Cóż to się ze mną sta­ło na­gle,
Że "duch" "sam sie­bie" już nie"zbie­ra",
Że opu­ści­łem na­gle ża­gle.

Tak mi coś...psia­krew, brak­nie sło­wa,
Tak mi się "po­ziom" du­szy zsu­nął...
Że gdy­bym wie­dział, gdzie się cho­wa,
To­bym jej w pysk z prze­kleń­stwem plu­nął...

Ju­lian Tu­wim
bar­dzo zły!

w ostat­nich dniach czerw­ca 1912 roku

Opublikowano

Polman,

Agnieszka Osiecka, Czy Julian Tuwim. to znani i uznani

poeci w poetyckim świecie. Chciałabym pisać jak oni, ale dalej mi do nich niż do gwiazd. Przecież ja tylko Ci radzę, nie miałam złych intencji, zwróciłam tylko uwagę, na manieryczność, a Ty zrobisz co uważasz. Nie zgadzasz się z przytoczonymi argumentami, masz do tego prawo, tyle w temacie,

pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • natura humana quasi medium est: „Człowiek jest w pewien sposób pośrednikiem między aniołami a zwierzętami, a skoro aniołowie są najwyższymi bytami, a zwierzęta najniższymi, człowiek znajduje się na pograniczu obu”. /"Summa Theologica" Akwinaty/
    • Piszesz prozę. Jaka miła niespodzianka. Tekst wyświetla nie tylko obrazy, ale zapachy i dźwięki. Czuć rękę poetki.
    • @Proszalny - dziękuję - 
    • Kobieta „nowoczesna” chce być niezależna ale/i zdobywana. To akceptowalne i cudowne w przypadku żon, a akceptacja sprzeczności to akceptacja kobiecości, której pozostaję fanem.
    • Marcin miał osiemnaście lat, blond grzywkę i metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co czyniło go filarem szkolnej drużyny koszykówki. Był lubiany przez dziewczyny. Niestety, wrodzona nieśmiałość sprawiała, że żadnej nie zaczepił — nie wiedziałby, o czym z nią rozmawiać.        Pierwszy dzień wakacji rozpoczął się chmurami i deszczem. Z wyjazdu nad jezioro nici, trzeba było czas spędzić inaczej. Do południa czytał "Powrót z Gwiazd", a kiedy znudziła go samotność Hala Bregga, wyszedł na miasto.  Ulice żyły zwykłym rytmem. W szybach witryn widział własną, znudzoną twarz — zwykłe oblicze dnia. Głosy w głowie powoli cichły. Znowu był sam, jak Bregg, tyle, że on nie wrócił z gwiazd, a całe życie spędził na ziemi. Co za porażka.        Wejściowa brama do małego kina oblepiona była fotosami scen miłosnych podbojów, wojen i przygód zwykłych ludzi o rysach Jamesa Bonda. To jednak go nie interesowało. Dziś był seans studyjny. Grali stary, polski film “Pociąg”. Na studyjne seanse przychodziły największe friki z miasta, a Marcin z wyglądem playboya, zwyczajnie tu nie pasował. Film miał iść o osiemnastej. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Odwrócił się do wyjścia i zderzył z dziewczyną. — Przepraszam — oblał się identycznym rumieńcem co ona. Podobała mu się ta dziewczyna. Zresztą podobały mu się wszystkie, chyba że gruba i obgryza paznokcie - taka to nie. Zadarty nos wskazywał na silny charakter i to było cool. Z taką można rowerem na koniec świata. A jej zielone oczy... ale ich jeszcze nie rozpoznał. Nie spojrzał w nie uważnie. Cisza trwała na tyle długo, by zdążył zorientować się, że trzeba natychmiast coś powiedzieć, żeby nie wyjść na głupka. — Yyy, ty też na film? Był ubrany w szare sztruksy, trampki i białą koszulkę z pacyfką, z której wyrastał atomowy grzyb. Przy pomocy żelazka i kalki ją aplikował. Żaden market, tylko hand made. Nie da się ukryć, że zerknął na jej ciuchy. Nosiła rozdarte w kolanach dżinsy. Koszulka z palącą papierosa Mią Wallace nadawała spotkaniu charakteru trójkąta. — Co grają? — zapytała obojętnie. — Pociąg, wiesz, kino studyjne z Niemczykiem — zrobił taką minę, jaką widywał u czarnobrodych frików w kawiarni literackiej. — Mam akurat dwa bilety, mój kumpel nie przyszedł. Łgał jak z nut, bo kiedy mu na czymś zależało, budził się w nim ten drugi ktoś. Mama nazywała tego drugiego diabłem, on wolał nazywać Marcinkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum pod kinem gęstniał. Na kameralne seanse przychodzili desperaci lub ludzie z łapanki. Chłopaki o niebieskich oczach i wampy z Mia Wallace na koszulce omijały podobny crap z daleka. – Jestem Marcin. – To było naprawdę odważne! Uścisk dłoni, niczym młodzieńcza, wczesnoporanna erekcja. Cud porównywalny do lądowania na Księżycu. Z tym, że kosmonautom pomagał sztab ludzi, a Marcin był sam w obliczu dwu zielonych gwiazd. Nie wypuścił jej dłoni. Nie był aż takim głupcem. Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał.        Na sali nie było nikogo. No kto by się spodziewał! Dziewczyna była zdumiewająca, a może zapomniała o splecionych dłoniach? Zdarzają się roztargnione, ale oczy Anki były wyjątkowo bystre. Marcin natomiast był łatwy i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zakochał się natychmiast. Nie żeby od pierwszego spojrzenia – raczej od ręki. Gdy pociąg dowiózł ich do ostatniej stacji, stojący na peronie Marcin uśmiechnął się jak chłopiec z plakatu, reklamujący zdrowy tryb życia w Hitlerjugend. – Fantastyczny film. Może skoczymy pociągiem na Hel? Mam wujka rybaka i spanie za darmo. – Czy to był naprawdę on? – Świetny pomysł. Pojedziemy w wagonie sypialnym? – Mia wypuściła błękitny obłok dymu. W wagonie sypialnym? W kieszeni miał dychę, zazwyczaj jeździł zamknięty w ubikacji. No, ale z dziewczyną nie wypadało. Ania kochała widok zielonych wzgórz, a kibel nie zapewniał podobnych atrakcji. – Zwariowałaś? Pojedziemy jak Jack London. Nigdy nie płacił za bilet. Nawet napisał książkę o życiu trampa. Może też coś razem napiszemy? – Ciekawe, czy czytała książki i czy odróżniała trampa od trampek. To zresztą nieważne, usta miała na pewno słodkie. Czego chcieć więcej od życia? Słodkie usta i oczy, w których można się przejrzeć. – Ale najpierw skoczymy na działki. Mój stary ma niedaleko ogródek. Nazbieramy truskawek i jabłek na drogę. Grunt to witaminy. Jestem weganem. Zielonym, miejskim partyzantem. Może nie był partyzantem, ale kłamać to potrafił.        Do działek mieli trzy kroki, bo nikt nie lubi przewlekłej fabuły. Kiedy minęli płot, znaleźli się w innej krainie. Uliczkę ozdabiały mrugające oczka kałuż. Marcin lubił wyobrażać sobie, że kałuże nie mają dna i omijał je tak, jakby to było prawdą. – Ostrożnie Aniu, kałuże nie mają dna. – Właśnie zarobił punkty za opiekuńczość. – Jeśli w nie wpadniesz, znajdziesz się w innym, nieznanym świecie. – Kolejne punkty, tym razem za fantazję. Działkowa altana była idealnym miejscem dla zbiegów, którzy postanowili ukryć się przed światem. Anka jeszcze nie znała tego planu, ale Marcin był pewien, że chciałby z nią ukryć się przed światem.  Na tarasie stał prosty stół i dwie ławy z oparciami, wyglądającymi na niezwykle wygodne. Poza tarasem, dziewczęce oczy zieleniły truskawkowe pola w nieskończoność.         Pięć minut zrywania to był rozsądny czas, by zrobić przerwę. Marcin przysiadł i zamyślił się wśród grządek, bo pomimo łotrostwa tkwiła w nim marzycielska natura. Liście truskawek tworzyły jeden organizm. Gdzie wzrokiem sięgnąć, rozciągało się morze czerwonych koralowców i zielonych ukwiałów. Anka wśród nich była tak mała, jak mała chwila zadumy. Zachód słońca był także czerwony, przypominał okrągłą szybkę w drzwiach kaflowego pieca. Kiedy piec zgasł, horyzont przecięły błyskawice. Pojawił się wiatr, niczym woziwoda przynoszący zapowiedź deszczu. Gdy dobiegli do drzwi altany, którą Ania nazwała uroczo „chatką”, lunął rzęsisty strumień wody, z rzęs kapały krople. — Jesteś królową letnich burz. Napiszę o tobie wiersz. — Tekst był tani, ale nie dbał o to. Czerwone świece harmonizowały z talerzem truskawek. Zewsząd zleciały się ćmy, świecidełka, które nie mogły zasnąć trawione ogniem. — Spójrz, Anka — lubił tak do niej mówić; nadawało mu to pozory luzu. — Ćmy przypominają nas. Lecimy do ognia. Nie boisz się spłonąć? — Z tobą się nie boję — otarła zadarty nos. To mówiła ona, czy Mia Wallace? — Albo napiszę o nas piosenkę, taką deszczową. — Biedak nie wiedział, że to oklepany temat.        Świeczki pełgały, czuć było swąd palonych skrzydeł. Ćmy oddawały życie za klimat i miłość. Trwaj chwilo, jesteś piękna. Chwila trwała i nie posunęła się dalej. Marcin nie sięgnął chwili pod koszulkę, by sprawdzić czy nie ma tam koronek i haftek, które mógłby rozpiąć. Nie było tasiemki z czerwonej sukienki, rozwiązłej niczym kociak z krzyżówki. Nie ta ekspresja. Na to było za wcześnie. Nie chciał wyjść na łatwego, żeby nie pomyślała o nim złych rzeczy. Kto lubi łatwych chłopców? Chyba tylko oni, sami siebie, siebie sami. To zestawienie dwóch słów sprawiało mu mnóstwo frajdy i mógłby tak godzinami. Jednak nie o tym jest ta historia. Anna była tuż obok. — Świetnie całujesz — skwitował i przytulił ją całym sobą, a był naprawdę duży. Tak duży, że starczyło nie tylko dla Ani. Mia też była zadowolona. Taki duży, a taki głupi. Na niebie błysnęło fajerwerkiem, a on poczuł, że musi coś jeszcze dodać, coś równie błyskotliwego. — Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. — Prawie mnie nie znasz Marcinie, ale to bez znaczenia. Karmisz truskawkami i chcesz o mnie pisać wiersze. Powiedziała tak, czy powiedziała nie? Chętne ramiona i smak truskawek wskazywały, że tak. Dziewczyny są dziwne. Na wszelki wypadek dodał: — No i zabiorę cię na Hel.        Noc spędzili pod niezbyt zakurzonym kocem. Starą wersalkę i grzyb na ścianach, nie zamieniliby na apartament w hotelu. Marcina zbudził śpiew ptaków. Delikatnie, by nie obudzić Anki, zabrał się za gotowanie jajek. W nastroju był delikatnym. W radio ktoś śpiewał, że boi się miłości. Głupi tekst, ale piosenka fajna. Obudzić ją pocałunkiem? Jeszcze pomyśli, że jest romantyczną łajzą. Natura przemogła, więc cmoknął Ankę w policzek. Już chciał powiedzieć: wstawaj mała, ale ugryzł się w język. W książkach nikt tak nie mówił do swoich dziewczyn. — Obudź się, Aniu. Mam jaja na twardo.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...