Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jesteśmy na krawędzi snu
marzymy i czekamy siebie
śnimy się sobie znów i znów
i żadne z nas do końca nie wie

 

co jest wyśnieniem a co jawą
i jak go śni to drugie z nas
ani jak roi samo siebie
ile drugiemu daje gwiazd

 

jesteśmy na krawędzi snu
i po omacku się szukamy
raz bliscy raz dalecy znów
tęsknimy i stawiamy tamy

 

i tak pragniemy swego ciepła
że aż parzymy po sam szpik
tak chcemy słońca a nie piekła
że w ogień gnamy niby ćmy

 

chcesz żeby w moich oczach łzy
wyschły i smutek już nie wrócił
chcę żebyś nigdy nie był zły
żebyś się cieszył a nie smucił

 

ale czasami mnie odpychasz
zamiast kochania dajesz chłód
niekiedy za krawędzią znikasz
a zamiast ciebie śni się lód

 

i wtedy nie potrafię być
radosnym ciepłem światłem śpiewem
i nie wiem czy mnie nadal śnisz
czy ja cię śnię – nie jesteś pewien

 

a przecież nie istnieje droga
którą się sama mogę wlec
bez ciebie przyszłoby zwariować
z tobą oszaleć nie chcę też

 

więc bądźmy dobrzy Kocie mój
bez przerwy dobrzy choć nie święci
jesteśmy na krawędzi snu
jesteśmy ciągle na krawędzi

 

21.03.2016 r.

Opublikowano

Piękne stadium miłości i szukania do siebie drogi. 

Bo miłość to właśnie takie ciągłe podróżowanie ku drugiej osobie, i dopóki ona też szuka nas - znajdujemy coś ponad siebie, własny egoizm, przyzwyczajenia czy nawyki. Ten wspólny teren jest świętem miejscem, gdzie czujemy się szczęśliwi i spełnieni.

 

Pozdrawiam serdecznie. 

Opublikowano

Dokładnie tak.

Poza tym miłość jest rodzajem snu czy marzenia, jak zresztą całe życie. I chodzi o to, żeby się z niego nie wybudzić, bo można ten sen sobie zepsuć, niestety.

Ja też Cię pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano (edytowane)

Witaj  - fakt gdzieś się schował - zwracałem na to uwagę że po nowemu wiersze w danym dziale szybciej się chowają.

Ale jak widać bez echa - a wiersz faktycznie miodzio...

                                           

                                                                                                                                                                             miłego życzę                             

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Stoję pod tym drzewem, co wtedy. W niemodnym garniturze i w krawacie uwiązanym krzywo. I stoję spragniony miłosnego chleba: a nuż coś z tego wyniknie?   Pod tym cieniem skrzydlatym i bystrym od oddechów letniego popołudnia, od wietrznych westchnień oczekiwania.   I czekam, jak czekałem wtedy. O tej godzinie, w której gołębie i wróble... I ptaki inne. I inne…   I kwiaty różane, których woń, aromat i barwa…   Otwarły się szeroko, zdziwione tym upojeniem słodkim.   Wiesz, czekałem długo. I czekam nadal. Tutaj. O tej godzinie sennej. Na wpół-wieczornej i tkliwej.   W liliowej poświacie obłoków. W tej dolinie słońca i mgnień utajonych, i trawy.   A kiedy przyjdziesz umówiona… Bo przyjdziesz, prawda?   A więc, kiedy dostrzegę ciebie w oddali z kosmykiem włosów przesłaniającym ci twarz, bo dzisiaj wiatr tak jakoś plącze gałęzie, szeleści. I chwieje, tarmosi…   Wtedy podejdę do ciebie w tej niepewności okrutnej: czy ty, czy ty…   Lecz najpierw podejrzę w utajeniu i ciszy.   Ciebie.   Więc patrzę jak patrzyłem wtedy. I napatrzeć się nie mogę.   Gałązka muska mnie po skroni, łaskocze, kiedy rozchylam czujnie wiotkie łodygi krzewu, co znienacka stanął tuż przede mną.I widzę liście i płatki, i sok lepki tworzący białe ślady.   I cień wąski między mną i tobą. Tej gałązki między nami.   Po którym przejdę, jak po kładce nad strumieniem rwącym.   Dużo tu światłocieni, ostrego chiaroscuro. I tej jakiejś cichej melancholii, której szum aż nadto tężeje w sześcianach powietrza, których ciepłe wargi przypadają do moich warg spragnionych.   Do twoich.   Czujesz? Właśnie gładzę twoją twarz przypadłą do mojej,   A twoje włosy, a twoje... Kładą się miękko pod dotyk moich palców przeczesujących czule...   Portugalczycy nazywają to „Cafuné”.   Ty wiesz. I ja wiem.   Nasze słowa. Wszystko to, co chcieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w poświacie księżyca, co spływa teraz smugą srebrną. perlistą.   A więc to już tyle upłynęło czasu? To już tak późno?   Nie. Proszę! Nie odchylaj głowy, nie oddalaj zmyślnych ust!   Choć wówczas odsłonisz swoją gładką szyję. A wtedy moje usta chciwe… A wtedy moje szepty na twojej drżącej skórze...   Zostańmy tak. Jeszcze.   Choć jeszcze…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-05)      
    • @cebreiro A to nie... Nie ten... To nawet nie przygrywka. Ale i płomyczek wezmę za dobrą monetę.
    • słowa czasami lekkie innym razem ciężkie jak znój kluczą pomiędzy zastygłą krwią bitwy albo tętnią jak ostatni oddech zapisane lub wybrzmiewające nowe i stare zrymowane kroplą wody żeńskie i męskie różne walory różna masa cyzelowana ołowianą farbą drukarską słowa , words, sagen, mott
    • @[email protected] miło mi, że tak piszesz:) jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...