Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ostatnia łza,

Wylana w samotności

Ta najczystsza 

Płynąca bez wstydu po mej nagości 

Duszy obnażonej lecz już niczyjej 

Porzuconej za dnia 

W nocy nieżywej 

Serce poszarpane sztyletem zdrady ukochanej 

Bijące lecz martwe, na wieki wieków 

Amen 

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Chyba młode pióro, czy tak?

 

  Serce poszarpane sztyletem zdrady

 

   Natychmiast sobie wyobrażam scenę teatralną, Ciebie na scenie, z krzykiem rozpaczy wbijającym sobie w pierś sztylet.

Trochę to na wyrost, bo po tysiącach wierszy, w których użyto tej samej metafory dopełniaczowej, nie robi już ona wrażenia takiego jakby sobie życzył autor.

   To bardzo ograny rekwizyt, jak stary mebel. Nie, żebym nie lubiła staroci, lubię, tylko chcę powiedzieć, że wszystkie młode, nieszczęśliwe, rozegzaltowane pióra, mają ten sam styl.

 

Życzę udanych wierszy i tłumów w komentarzach,

:)

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zbyt wiele emocji było do okiełznania i zbyt mało talentu aby wyszło to dobrze. Choć czeka mnie jeszcze dużo pracy - nie poddaje się. Poezja jest chyba najpiękniejszą z form wyrażania tego co mamy w sercu i duszy. 

Oczywiście dziękuje za krytykę i postaram się zastosować do rad w niej zawartych. 

 

Pozdrawiam :) 

Opublikowano

Pozdrawiam młode pióro i powiem Ci na pocieszenie, że ja też tak miałam - niedawno ktoś wytknął mi sztylet zdrady ... i bolało, ale po namyśle stwierdziłam " Jednak dobrze wiedzieć" Krytyka bywa dotkliwa, ale zawsze lepiej wiedzieć, nad czym popracować.

 

Nie będę Ci prawić morałów, bo żadna ze mnie poetka, ani żadna artystka, jedynie aspiruję do tej roli... Kiedyś, w dalekiej przyszłości mgłami owianej ;).

Ale życzę powodzenia. Masz rację - Poezja  j e s t  najpiękniejszą, obok muzyki i malarstwa, formą wyrazu duszy. 

 

Pozdrawiam cieplutko i życzę powodzenia :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...