Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

niełatwo być poetą
pośród zapatrzonych
w ziemię
brodzą w stojących wodach
znudzeni szarością

a zachwyt muzy szybuje ku niebu
zwielokrotniony szept rozpryskiwanych
ech na strunach wyobraźni gwiazd
emituje wrażliwość na piękno

słyszysz melodię całą duszą
i śpiewasz wersy tak po prostu
jak dziecko

2014-09-03
Opublikowano

@teresa943
Wybacz Krystyno, że znów zajmę się tylko przekazem wiersza a nie jego stroną techniczną (tym bardziej że nie wiem czy mam odpowiednie ku temu uprawnienia) - nie jest różowo z tą wrażliwością, daje człowiekowi po mordzie

Opublikowano

@teresa943

nie wydaje mi się, by było niełatwo
bo każdy nim jest po okruchu słowa
tylko mu słońce zaświeci
lub deszcz głowę w ramiona schowa

i jednemu do nieba oczy urywa
innemu szepty upycha za kołnierz
wyobraźnią słońc coś nuci pod nosem
mechanik, fryzjer czy bitny żołnierz

słyszą melodie duszy bramą
i wersy śpiewają, taka to sztuka
że każda dama, poezji też damą
liczy się ten, kto umie i słucha

Opublikowano

@Penelope_Coal
Piszesz
nie jest różowo z tą wrażliwością, daje człowiekowi po mordzie

No tak... choć być może nie zawsze "po mordzie" ale jakże często wrażliwych dotyka niezrozumienie szczególnie w środowisku "nie poetyckim". Jednak jeśli ktoś jest poetą "od środka", nie może nie pisać...on po prostu musi "wypuścić" to, co mu gra w duszy...

Dziękuję Penelope za czytanie i komentarz.
Serdecznie pozdrawiam - Krystyna.

Opublikowano

Witaj Krysiu :)

A ja tak od innej strony ciut.
Właśnie "nowy" nowoczesny świat
szkoli nie tylko mało wrażliwych ale nawet
szczepi alergię na wrażliwość i dociekliwość.
Zresztą, przy pewnej prędkości nie da się
zaglądać w szczegóły :) a patrzyć w niebo, w łąki i mgły
to już wcale.
Fajnie, ze jest jeszcze sporo zadumanych czasem, zasłuchanych
z nosem w chmurach :)

Serdecznie pozdrawiam Krysiu :)


Opublikowano

@Zbyszek_Dwa
No tak... wprawdzie nie o to mi chodziło ale skoro czytelnik coś wyczytał między wersami, to tym bardziej miło.

A wracając do losu poety... najczęściej jest nierozumiany przez najbliższych "niepoetyckich", bo ... nie narzeka, choć się nie przelewa, ale cieszy się tak po prostu z życia i jeszcze o tym pisze.

Dziękuję i ciepło pozdrawiam - Krysia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Całkowicie się zgadzam, ale teraz ludzie jakby mniej odporni i niejednemu w / po jednej złej chwili wali się świat. Pozdrawiam
    • @Waldemar_Talar_Talar Nasze życie jest wszystkim, co mamy, a nie jest tylko nasze. Nikt z nas nie zdoła się go dokładnie nauczyć - skoro żyjemy pierwszy raz. Wszystko co nas w nim spotyka jest "przyprawą istnienia", darem - tak cierpienie, jak szczęście. Cieszmy się, że zostaliśmy zaproszeni na tę ucztę... przez Kogoś. Pozdrawiam Serdecznie :-)
    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
    • Zabrali Ci parasol chociaż pada deszcz potykasz się o krople  które są jak kamienie.    Nie masz siły iść dalej wszystko jest przeciwko  nawet niebo nie pomaga.   Na prawo i lewo rozrzucasz myśli wszędzie ich pełno zaznaczasz nimi swój teren.   Nie będą Cię widzieć i nie usłyszą krzyczysz głośno Twój głos  znika gdzieś w zaroślach.   Tam gdzie kwitną kwiaty podsycasz rośliny swoimi łzami  jesteś jak lód który topnieje.   Czas zatacza koło idziesz razem z nim dlaczego tak daleko i dlaczego nie wracasz.   Krople rosy zamienione w deszcz ogromne jak głazy i twarde jak lód kiedyś stopnieją Ty razem z nimi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...