Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

PROLOG.


Siedział w ostatnim rzędzie wielkiej sali konferencyjnej. Pan Minister zawołał:
-Czy jest na sali pan eR?
Wstał i podnióśł dwa palce, powiedział -jestem.
-Poproszę do mnie na scenę.
Poprawił dzinsy i poszedł.
"Mógłby pan przyjść w krawacie". Przepraszam mruknął.
Dekoruję pana Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w imieniu Prezydenta Rzeczypospoliej Polskiej.
Koledzy pili a on z nimi.
Dowiedział się póżniej, że dobrze sobie radził z powodzią na Dolnym Śląsku w 1997 roku.
Własciwie to było wiele zabawy. W małym miasteczku zabrała woda most. Pojechał, bo transport międzynarodowy stanął. W miasteczku był mostek do wykorzystania, ale Burmistrz był niezbyt dysponowany. powiedział nie. Znalazł Zastępcę, który był dysponowany, zaproponował kasę na odbudowę przejazdu
przez miasteczko -powiedział tak. W ciągu kilku godzin nocy droga była przejezdna.
Ale obok trasy stały resztki domu, konstrukcja pruska ledwie żyła. Siedział w kalesonach, nogi zwieszone nad
ulicą. Na ścianie cień po portrecie małżeńskim. Powiedział : "Kurwa, rynnę mi zerwało".

P.S. Udało się zafundować mu willę.

Po dwóch miesiącach zrezygnował z bardzo wysokiego stanowiska, wygrał konkurs i słyszał codziennie na schodach w windzie :Dzień dobry panie Ministrze.
W ciągu dwóch lat ministrowania zdążył uzgodnić trasy przebiegu autostrad przez Polskę, a nawet wybudować
ze sto kilometrów. W okolicy Wrocławia wzdłuż A8, pan Profesor, o litewsko pisanym nazwisku,
wykrył (zgadł), że w Lesie Pilczyckim może mieszkać rzadki ptaszek. Zlecił panu profesorowi opracowanie sposobu uszanowania ptaszyny. W oddali od autostrady zainstalowano głośniki ze śpiewem tego ptaszyny (głos naśladował pan profesor). Nie wiem do dzisiaj, ani nie wie profesor, czy ten ważny ptaszek tam mieszka. Sprawa ma dzisiąj (autostrada już czynna) szczęśliwy stan. Z ludżmi zawsze było łatwiej niż z ptakami, żabkami, nietoperzami, roślinami i innymi.
Pan Minister poprosił rankiem, kazał kawę, pokazał na mapie i zapytał: Gdzie Pan chce być ważniakiem, bo muszę Pana wywalić, nie wiem dlaczego.
Wylądował na bruku z bardzo zaszczytym orderem.

Na szczeście w wilii w Górach Bardzkich mógł spokojnie powspominać.

PÓŁ WIEKU WCZEŚNIEJ.

Urodził się na bagnach poleskich polskich, obecnie Białoruś. Aniołów tam nie było, tylko mama, reszta to czarty. Tata, syn hrabiego pod Smoleńskiem, uciekł przed
sowietami razem z rodzinką. Zostawili na zawsze 800 hektarów ziemi. Nazywano ich Przekami, od polskich sz, szcz. Pszeków należało poniżać i bić. Dzieciaki wracały do domu ze szkoły posiniaczone i zakrwawione. Skargi do milicji kończyły się prostym poszli won, przecież jesteście Pszekami.
W Piaskach Starych była gorzelnia, tam znależli chleb jako robotnicy. Rodziców pochowali na polskim cmentarzu obok grobu hrabiego i jego żony. Ojciec. Józef. ukończył porzadną przedwojenną szkołę stolarską. jako pracę końcową wykonał dla siebie warsztat stolarski z kompletem narzędzi, są do dzisiaj. Umiał robić i naprawiać wszystko - maszyny do szycia, rowery, strzelby myśliwskie i resztę wiejskiego świata.
Ożenił się z piękną Marią, miejscową. Maria w przedwojennym Domu Ludowym uczyła się być żoną i matką.
Nauczyła się prać, gotować, szyć, robić na drutach, kisić, suszyć, wędzić. siać, kosić, pędzić bimber ze wszystkiego, nawet z piasku i śniegu.
Kiedy budowali dom, drewniany, kryty słomianą strzechą, maluchy już pomagały. Po kilku latach było ich
sześcioro. Ciotka Helena z mężem Mitią nie mogli mieć dzieciaków, pomagali też, ale za pasanie ich krowy.
Rosyjcy sąsiedzi, Mszarowie, donosili na ojca, że szpieg i naprawia pistolety.
W końcu aresztowali i wywieźli. wrócił niespodziewanie po 3 miesiącach, cały i zdrowy. Okazało się, że w radzieckim więzieniu został wezwany do kamandira, który kazał mu naprawić pistolet, pełen amunicji. Ojciec naprawił. Okazało się, że w Katyniu też mu naprawił spluwę. Ot takie losy.
Dostali 30 arów od kołchozu. Szczęście! . Mama uprawiała warzywa, siała len, ttkała, szyła ciuszki.
Tato robił okna, drzwi, pracował w gorzelni jako mechanik maszyny parowej.We wsi były 3 rowery, mieli je dygnitarze partyjni. Jeden z nich, co wynalazł rower u Niemca na strychu w czasie wojny ojczyźnianej potrzebował okna do nowego domu. Ojciec zrobił i na zapłatę dostał rower. Ale było!
Chrzestnym był Diadia Łukasz, Główny Księgowy (Gławbuch) w gorzelni. Żadna go nie chciała, bo durak, a spirt darmowy. Diadia Łukasz był inwalidą wojennym, bez nogi, Kierował wiatrakiem i magazynami zboża kołchozowego, Zimą. kiedy nie było co jeść. nasz bohater ze starszym bratem sankami przemycali worki ze zbożem, na chleb. Diadia Mitia i ciocia Helena nie mieli dzieci, ale mieli krówki, które trzeba było pasać. Wczesnym rankiem, kiedy zabierał krówki, podkradał chleb cioci Heleny. ale przyłapany, pasał głodny.
W rosyjskiej szkole podstawowej starsza pani nauczycielka miała sentyment do Polaków. Uczyła starannie,nawet zabronionych polskich poetów.
Nauczyciel WF kazał strzelać z karabinka do krzyża na wieży cerkwi, ....nie trafiał.
Obok szkoły był sracz, kawałki Prawdy na gwoździu, trudno było się dopchać. Do szkoły prowadziły dwie drogi. Letni trakt z błota i zimowy kanał, śmigał na jednej łyżwie zrobionej z kawałka drewna i drutu z uchwytu wiadra.
Nauczycielka była bardzo piękną Rosjanką, kochał się jak wielu, ale...
W klasie, ławkę z tyłu, siedziała bardzo ładna dziewczyna, napisała kiedyś kartkę " ty oczień charoszij malczik", miał kompleksy, krzywe nogi, szeroki nos i do tego Palak. Szkoda.
Pewnego dnia do szkoły przybyła pani psycholog aż z Moskwy, badała każdego i klasyfikowała. Ty budiesz uczitiel, ty sołdat, a ty poet. No i dostał opiekuna od poezji, pisał wiersze. Publikowano je na tabło pocziota w szkole. Musiał studiować Puszkina, Lermontowa, Achmatową i innych.
Konia nie wolno było mieć. Koń to kołchozowy funkcjonariusz. Ale, można było bez ograniczeń wziąć sobie konika z kołchozowego pastwiska, pogalopować, zaorać działkę, zabronować, oborać kartoszku, no i odprowadzić do kołchozu.
Krówki miały inny status, rodzinny. Robiły obornik, zwany chlebem. Można było mieć nawet dwie, Pasanie krówek było sztuką. Świnki 2-3 też można, ale zabijać, nie! Potrzebna zgoga sielsowieta. Ale się zabijało, smażyło, grilowało.
Pasanie krówek było sztuką. Trawy na łąkach i w rowach były wygryzione do ziemi. Trzeba było pilnować, oszukawać kołchozowych stróży na koniach i dokarmiać krówki na kołchozowych łanach zbóż. Krowa do domu musiała wrócić pękata. Pasać mogli tylko chłopcy. Ważną zabawą było porównywanie członków, rekordzista miał prawie do kolan. Nasz bohater nie startował z powogu kompleksów.

Za jeziorem Czarnym znajdowały się Budy-centrum bagien, siedziba diabłów oraz wójostwa, wój był leśniczym, ciocia rodziła dzieci, pędziła bimber i wekowała wszystko. Dzieciaków napłodzili pięcioro. Prez jezioro płynęła rzeka. Zimą nad rzeką powstawał dach z olbrzymich płatów lodu, pod dachem raj dla łyżwiarzy i rybaków.
W 1939 bolszewicy nie odkryli Bud, bo wiatry wiały nie w te strony i nie wyniuchali bimbru cioci. W 1941 hitlerowcy nie odważyli się na wizytę, bo diabeł. Wójostwo spokojnie wychowywało dzieciaki. Ale w 1945 wiatry sprzyjały czerwonoarmiejcom i bimber zgubił wójostwo. Zostali wywiezieni na Sybir. Dzięki Andersowi wylądowali w Londynie, pokończyli studia, kupili domy i td. Nasz bohater odwiedzał, pracował na czarno, nauczył się angoelskiego, dowiedział się o Katyniu.
Pomiędzy pastwiskiem a jeziorem Czarnym była polska górka-zrójnowany cmentarz. Grobowiec hrabiów był zdewastowany. Pastuchy właziły przez otwór i wygrzebywały kosteczki. Obok groby dziadka i babci, zawsze obesrane. W dniu zmarłych sprzątali z ojcem i układali krzyże z kamyków. Cmentarz prawosławny, gdzie spoczywali przodkowie mamy, był nawet ogrodzony.
Niedaleko, nad jeziorem Białym, były ruiny kościoła katolickiego, baz dachu, ołtarza, krzyża. Spotykali się tam katolicy, w tajemnicy, modlili się o Polskę.
Urodziło się siódme, siostra. Lekarz powiedział mamie "bolszie nielzia rożat'". No to klops.
Nareszcie wykorkował Stalin. Ojciec do ostatniej chwili czekał na ofensywę aliantów, gówno wyszło.
Wypili z przyjaciółmi beczkę bimbru, upędzonego przez mamę, z kartofli, i tata powiedział spierdalamy do Polski. Wypili jezscze.
Rankiem tata sprzedał dom, narzędzia, ciuchy i pojechał do sielsowietu. Dostał po ryju i znowu pili z sąsiadami. Wreszcie Mama powiedziała żeby wydać kasę na łapówki. Pomogło (ach ta Mama!).
Tata zrobił parę skrzynek ze skrytkami na parę groszy i rzeczy, mama narobiła weków.
Przyjechał zis5, załadowali. Przyszli koledzy ze szkoły, namawiali " ostań". Powiedział "prijedu k wam tankom".
Nie prijechał, bo nie ma tanka.
Załadowali rodzinę i dobytek do towarowego wagonu, powiedzieli "proszczajtie durnyje Palaki".

NARESZCIE POLSKA!

Za polską granicą Ameryka, proszę, przepraszam, dwa przedziały wagonu osobowego. Ojciec wyskoczył po polską wódkę z czerwoną nalepką i polskie papierosy. Zawieźli do Pszczyny na punkt repatriacyjny. W tej ameryce dostawali trzy posiłki, nawet kieszonkowe, gazety, książki. Uczyli się polskiego. Podczas spacer po mieście pierwszy raz w źyciu spotkał krzyż z Chrystusem. Napisał wtedy:

ROZMOWA

na drewnianym krzyżu
Chrystus
wydłubany sercem
szczerym
pyta
czego szukasz
odpowiadam
dobra
powiada
idź
masz czas

jeszcze


Po kilku tygodniach wywieziono na zachód, do pegieeru. Ale luksus. Mieszkanie, meble, działka, komórka. Ojciec pracował jako stolarz w miejscowym pegieerze (Państwowym Gospodarstwie Rolnym). Dzieciaki chodziły do szkół. Mama robiła to samo co i w Związku Radzieckim. Kuchnia, dzieciaki, działka, bimber dla taty i td, ale na swoim i w Polsce. Pomagał wujek, mąż siostry taty z sąsiedniej wsi, ale z umiarem. No i prawdziwy katolicki kościół.



SZKOŁY.

Na Bagnach Poleskich w Starych Piaskach ukończył jako atlicznik podstawówkę oraz pierwszą klasę ogólniaka. W Polsce został ulokowany w Zawodówce Budowlanej. Dojeżdżał Starym rowerem 20 km w jedną stronę. Ale przyszła zima i wylądował w internacie. Teran już nie był Przekiem tyko Rusem. Nosił szerokie spodnie i wiedział, że znowu jest nikim. Ale nauczycielka fizyki postanowiła wyplenić akcent rosyjski. I znowu źjemia miała być ziemią. Po dwóch latach było super!
Nauczycielami murarstwa tynkarstwa i konserwacji zabytków byli nie mgr inż, , lecz przedwojenni mistrzowie fachu.
Szkołę ukończył z wynikiem super, kilkoma kontuzjami z budów oraz bliznami od przyjaciół z internatu no i kompleksami wobec dziewczyn (mały, krótki i tp).

KOBIETY.

  • 1 miesiąc temu...
  • 11 miesięcy temu...
  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Dyskretny, ale pełen napięcia i życiowej mądrości. 
    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...