Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

3 Piekło, 4 Dług, humor i obczyzna, 5 Pobłażliwość, 6 Życzenia i 7 Życzenia 2013-2014, 8 Dieta zdrowia, 9 Demokraci.


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Za egzystencji skrajnie ubogi przedsmaku piekła kosztuje,
bez ognia piekielnego ubóstwo chorobami mu życie umila,
i czeluści nie ma, a w śmietniku jak w delikatesach buszuje,
z robactwem i szczurami kanałów, noc wytchnienia chwila,

z wyżebranej jałmużny tanie wino, to od buli zamroczenia,
a koszmary przy takim stoczeniu nie dają spokojnego snu,
co je, pije i gdzie śpi on, to dla niego już nie ma znaczenia,
ja i każdy, takich sponiewieranych mógłby wskazać ze stu,

i to materiał pierwszorzędny, by mu głosić duchową wieść,
lecz on też forsę woli, która pomaga zapomnieć o smrodku,
umysł bałaganem przytępiony, niełatwo w jego ucho wleźć,
może to refleksją ciebie natchnie, kiedy ty jesteś pośrodku.
19 sierpnia 2006

4. Dług, humor i obczyzna.

To nie niebo, w którym też są choroby i śmierć po starości,
to Miejsce pozbawione przynależnych temu światu efektów,
Miejsce pragnienia, dla spełniania duchowych powinności,
jesteśmy z Bogiem, bez ciał, wyzbyci z cielesnych defektów,

w świecie materii bezbożność, brak honoru i obczyzna króluje,
wolność, równość i niezależność obejmuje nas w Domu Boga,
każdy w pogoni za lepszym jutrem swe doczesne życie buduje,
wali się, do Stwórcy żarem modłów kołacze, ogarnęła trwoga.
19 sierpnia 2006

5. Pobłażliwość

Mało kto, a wręcz nikt swego ucieleśnienia nie pamięta,
pomimo to neguje proces karmicznego reinkarnowania,
św. Franek z Asyżu do rodziny zakwalifikował zwierzęta,
a Bóg z pewnością nie stworzył ich dla ludzi do zjadania,

każda forma ciała, to chemiczny collage bez dwóch zdań,
umysł to twór subtelny co dobre, a co złe on podpowiada,
z inteligencji płynących podpowiedzi nie przyjmuje drań,
kierując się pożądaniem, innych ciała ze smakiem zajada,

to nie reakcja chemiczna, gdy zwierze na bodźce reaguje,
gdy smutne - cieszy się, czy w strachu przed - czymś ucieka,
inteligentnych inteligencja rozważa i egzystencję szanuje,
egzystencja zwierzęcia jest równie ważna, jak i człowieka,

patrzę na ciebie z żalem, kiedy wiedzy o tym nie posiadasz,
i durnowaty bym był, nie reagując, gdybyś mi zabijał brata,
a ty, gdy nawet argumentów ci brak nadal truchło zajadasz,
tolerancji w zabijaniu żądając, stawiasz się na pozycji kata,

wielce tolerancyjny jestem, kiedy wyznajesz jakąś sobie wiarę,
lecz nie jestem w stanie twego zabijania tolerancją obejmować,
uwagę zwrócę ci, gdy Bogu ścierwo składał będziesz na ofiarę,
grając bogobojnego nie potrafisz się wobec Stwórcy zachować,

nikt nie dostrzega, że ręce ma krwawe, choć rzeźnik oprawcą,
bo w rękawiczkach białych do spożycia śmierci sobie podkupi,
w błądzeniu duchowa inteligencja od śmierci jest wybawcą,
gdybym wytrwałością nie doświadczył, też byłbym nadal głupi,

i zadawał naiwnie pytania, dlaczego były tragedie wrześniowe,
czemu to trzęsienia ziemi, powodzie i inne kataklizmy nastają,
dlaczego dziecko tragicznie zeszło, gdy złe staruszysko zdrowe,
owe fakty po uświęconych empirią, niczym po kaczce spływają.
12 września 2006

5 Życzenia.

Szczęścia, zdrowia, pomyślności, to jedynie puste słowa,
parę groszy kosztują i przynoszą krótką chwilę radości,
i każdego pragnieniem jest, by owe życzenia się spełniły,
często ślemy życzenia z nawyku, nieszczerze z powinności,
życzymy dużo pieniędzy, radości i cóż, nic się nie spełnia,
mocno z serdecznością całując, z całego serca ściskamy,
eunuch i impotent choć nie może, to na odległość mogą,
o tym wiedzą niemal wszyscy, a lubią głaskanie słowami,
lubicie mawiać; Bóg z tobą, choć my nie bywamy z Nim,
On, czy tego chcemy, czy nie chcemy, jest zawsze z nami,
mimo gorących życzeń tkwimy nadal w niepowodzeniach,
to ziarno złych i dobrych czynów zasianych w przeszłości,
życzenia mogą ego nam łaskotać, a karmy nimi nie zmieni
15 kwietnia 2006

7 Życzenia 2013-2014

Już taki wiersz zaistniał na siudmej opowiadania pl stronie.

Kiedyś, przed laty, wiersz o tym tytule zdążyłem napisać,
wobec tego niech zaistnieje advocem do wiersza życzenia,
które wszem składają w przypływie chwil umysłu zapędu,
stu lat w zdrowiu, w szczęśliwości, i nie odczuwać nędzy,
tedy, których każdy skrycie pragnie, dużą ilość pieniędzy,
to nic nie znaczące puste, ale jak miłe nieprawdy słowa,
i nikt przyjmujący je, nie zastanawia się głębiej nad nimi,
po zastanowieniu nad tym i tak nie uwierzy, ale miło jest,
czy ja, jak każdy muszę przyjmować w przelocie nonsensy?

Nie starałem się nigdy obchodzić imienin, czy daty urodzin,
nie znosiłem obłudy, ale dopadała mnie ona w życzeniach,
szczere, czy nieszczere, ale i tak puste w swym wydźwięku.

Och, jak bardzo staracie się być miłymi w owym czasie,
a ja nie odczuwam potrzeby by ktoś życzenia mi składał,
i wymawiania grzecznych utartych sloganów odpowiedzi,
życzenia mogą ego nam łaskotać, a karmy nimi nie zmieni.
28 grudnia 2013

8 Dieta zdrowia

Prawdziwie współczujący staje się wegetarianinem,
to najkorzystniejsze dla zdrowotności pożywienie,
jednakże mało inteligentny cham burgery jeść woli,
szkodząc sobie sam, narzeka , że go odbytnica boli,
i nie kuma, iż z braku rozsądku posiadł chamoroidy.
12 stycznia 2014

9 Demokraci

Chociaż karki i ręce ich bolą od wytężonej pracy,
jednak bez pokory, w strachu sobie milczą rodacy,

ten ukradnie coś, inny oszuka, ale skibkę uprawia,
i miota przekleństwa, gdy gracz polityki przemawia,

nauczono ich być leniwymi, apatycznym i lękliwym,
plebs niezaradny, jednakże dostatniego życia chciwy,

wina po stronie rządu, iż obywatel zachowawczy nasz,
kiedy za chlebem migruje, ukazuje swoją inną twarz,

w kraju gra pana, na obczyźnie bywa posługaczem,
za granicą haruje niczym osioł i staje się bogaczem,

polaku nie nauczysz się demokracji w ustach z wodą,
paraliżujący strach przeszłości, ci ciągle przeszkodą,

lat dwa tyś minęło,a nie stanęliście na drodze do nieba,
zbawiciela nie wypatrujcie, wam być Mesjaszem trzeba.

28 stycznia 2014




Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • MINITEL: 6996  (Port d'aborygène) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma  W fal odwieczny cień Idę i dochodzę wnet W lędźwie twe Bo ja Kocham cię  Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala, ja ziemi trud Więc, wpłyñ mi już Na mój brzeg Na brzeg mych zeschłych ud Więc ja biegnę, by Na spotkanie wyjść ci Kocham Cię  Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok Wstrzymuję krok Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej Ja idę, by Hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad Kocham Cię  Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Gdzie twego łona port Orczyk mój ściągnąć chcę, Lecz nie, schodzę w poziom zerr To Ty mój trzymasz ster... Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe Même diff... RICHARD 1004. (Tu i tu, i tam) Kochał pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak, W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew... Gdy  wzbili się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm To stary wilk wciąż dzierżył ster, Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal,  Przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tam, gdzie chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz znów  Na spotkanie mi? Wciąż kocham Twój  Blado-krwawy róż, Dam kres dniom swym  By być jeszcze miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt Lodowej góry Twej, I idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły ciał Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr Stopę... Stop tlen... I skryłem już ciało swe W całun błót, w martwy liść  Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Że kochasz mnie . Leżę tam, gdzie stoi znak... (My też przez chwilę tak) Miłości ciał zamknięty pas Lecz ja ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Wolant próżno ściągam, bo Wciąż poziom na tysiąc sto I ster już trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty, fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно Pути..." Wiary dochowałem Ci,  Ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem się  W wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur zapiał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van Dyjk) Kochał tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W ten tumult szklanych wież ... "Yes; the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads His cutting edge was not stored And came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As mooring at the quai: He only sought to know the start; The rest, he'll find on the fly Nauka go zawiodła tylko w ten las, Nie wola go bezpieczny port Chce wiedzieć, jak mar zerwać czas, Jak się poderwać w lot" Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit historii się wbić I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer zatopić we krwi I paszczę zatkać Ul. Mur, By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę, Epoletów belki wzniosły w rytm serc, By morski wilk utracił ster, A w rufę wszedł mu Hudson cień Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież Sodomy mur, co niesie śmierć. Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian, Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg  I złożę kolię ciała perł,  Tam, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się! I w ziemii zer jedność z tym, co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień   By  صوت الله  ognia deszcz spuścił z chmur Czy wyjdzie On, by spotkać nas, gdzie seraju próg?  Wciąż kocham Twą zieleń i biel, Życie dam im, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci, Lecz na mych kompanów czeka wciąż   Air Virgin 93 ... „Nie zostawiaj mnie, Nie zostaw w tej mgle Nie wystaw na wiatr… Niech się skończy świat, Zrobię, czego chcesz Ty Obiecuję ci, Oddać perłę krwi, Z pustki tej wydobyć dreszcz, Spuścić ognia deszcz, By z tej maci ran Nie pozostał cal, Odłączyć tlen, Włączyć stali mgłę, By fortepian ciał Wpiął się w bruku brud I w welonów proch, i w liści śmierć Kocham cię Panie, ześlij wieść O, Panie, daj mi znak... Kocham cię aż tak, Że mój ostatni dech Poświęciłem Ci: Pogrążyłem świt, By zmazać grzech Domów i szkół Wymazanych z map I dni złamanych na pół Płomień zapiał (x2) I z tych niewiernych wież Stworzył Twej uczty stół A ich ziemską moc obrócił w perz Przywrócił w (/.5) Kocham cię Idę w mgłę Ufam ci Seraj dal mi آخ ضباب Żyję, póki ścieżka trwa… Póki ścieżka twa… Ciało me składam do Twych ram حب الجسد قد وصل إلى أبوابك Miękko wyląduje znów W ramionach Twych Ciała mego MiG I złoży się w miękkość twą,  Jedwabi szyk الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً) الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً) الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية) الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا فيلد عن الطيرا[  (The impure candle by your wind blown out  The Minus Minaret forever gone south  Babylon's pentagram handed up its hair  Devil's Pen's stroke lost in the field,  out of air) (برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء) هنا يرقد قديسي حسبحس الرحلة   (ال  برج اا   (Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr, Minął Minaret, na południe otwarł świat, Babilonu pięść spadła w przepaść zła  Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.)  Ruszam na oparach pamięci w lot, Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc  (Międzylądowanie mam w drogi ćwierć, Tam, gdzie  Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć). تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا. سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب. وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ. ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق. هنا يرقد قديسي. هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب. (هنا كان يقف برج الموت.) البرج رقم سبعة   فيّ، مع ربي،  تسعة برج برج ا ا (اثنان 0 0 واحد) أصعد سلم العذرا في الخليفة في   برج 0 تسعة اا في داخلي أنا مع ربي،  في داخلي أنا مع ربي  أنا أصعد سلم العذراء حسبحس في خليفيدخليفياخلي في اا في ll  Łez zamknięty krąg, Kroplę ٥...   REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIAVOLI ...  (.... Czyli nigdzie) Tak bardzo kochała blichtr (I Charlie’ego dryg), Że wyniósł ją żelaza cykl Ciężkiego niby MiG... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech), Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech. Tak mocno śpiewali śmierć, Że śmierć ruszyła w ich skład wejść I w ich z metalu śmieć Doniosła –126. Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33, W Solingen ostateczny sztych – Jak kiedyś ja i ty. Czy w szykach tóg od chez Dior, Czy w czerni Crayon d’Or, Czy w logo Revenge of Thor, Peu importe: ils sont morts; Wpadł im już z rąk życia ster, Kierownica odcień camembert, Podkład dla wrażliwych cer, Kredka marki 0.0. Same diff, they have deferred, Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer, Czy Rossinanta La Manche, Czy Rossinskiego plansz, Liczy się, że są jak Edam ser. Ziemia, tu planeta Metal Mars, Tu patria Allah en marche, Tu księstwo Mówisz i Masz. Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz, Czy wzburzone grafiki szkło, Czy podburzenie a la Monroe, Czy mur zburzony Behemotha czcią, Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan, Czy czarno-biały świata plan, Czy arabski z drugiej ręki flan, Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn. Ech, życie, kocham cię, cię życie nad... O, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała wrota już zamknęły się. Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta cafe, Ten jedwabny tunel Salmy mej, Ostatnia kreska kredki HB. Wciągam kabel kamery, będzie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      , Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło. „Na właściwej drodze". „Wierną Ścieżką Twą”. 16, dziewiczyć od i do… Daj, Lady Die, idź w dół Vis Charlie III i ½ Nielot Kogut wzleciał nad świata dach, W głębię pokory (w dur skal). Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach. Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal. ─ Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot  Wznoszę się w Majestatat Twych flot GOŚĆ. 14 : 92 GOSP³. (Część I: W kakaowe oko kawiarenki) 'Ten mroczny afekt, co mnie wiedzie w noc I toczy tak jak ty tę mroźną łzę, A biodra Twe mają dżungli moc I buszu żar, co w twej kawie wrze, By porwać mnie z śnieżnej lektyki mej I na barw skalanie wieść' L. Mackerel-Ling, The Road to Mandate, Ay Pierwszy był Chris, a może Leif Albo pewnie jakiś Czukcz Na pewno przedtem ktoś w czas Trias (Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt: Chcę by wrócil Victorii czarny szyk By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake By spłynął herbatą  Prince Polo dryg. 'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak' Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd Czy spotkasz mnie choć w drogi pół?  Co noc budzi mnie twój duch koloru blond  Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd  Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..." Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier Co świata ćwierć dzielił na dwie  I (później już) kowboje z GRC, Co w gardła wciskali tlenu biel I żeglarze ci z Mają Kwiat,  Co zaszczepili Nowy Świat Przeciwciałem na Ale, na Jak I ludem wybranym, bo właśnie tak  Co później tylko parę chwil Dzikich żywili, serwując im  Znoszone płaszcze, których styl  Dusze niemyte zmielił w pył  A simiesques, skorych do psot  Mieszkańców Kwiatów Cnot Wdrożyć chcieli w smutek błot (Też kulą w płot) I Nuevo Julius Court-Caesar, Ten, co to zęby złote zżarl  Na piramidalny wręcz czar  Dżungli, gdzie ciągle Maj  Inni też się chcieli wbić W twój wąwóz, i tam rosę spić  Gdzie Kilim Nadziei żarł  szczyt, Co zanurza stopę w gęsty żar,  Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw I im także powiem cześć,  Jak Stanley'owi dr Sam: [Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść'] "To wam śpiewam tę pieśń, Coście dobyli pereł deszcz Twardych jak słonia kość, Nie szczędząc cudzych łez" [Do czarnej polewki z łez  Przygrywa Bastion White Power Band  I jego Scoutesses]: (Zdradzonych powtórnie, gdy Jacek K., dla bliskich Kur, Pomalował je na świeżokrwisty rouge, I po raz trzeci, gdy chłopcy z ZHR Wbili je na przaśny krzyż) „Jak chcesz, to weźmij mnie Samej nie pozostaw. Nie Tak. Oczywiście chcę… Tak, ja pragnę cię..." "A ja dam ci Drążyć aż po świt Ziemi czarnej dni Travail te hicera free ! Obiecuję też, Gdzie nie pada deszcz, Dobyć strumień łez 'K-46 I Twych krwistych ziem  Każdy  orać metr, Stopę… niechaj płynie krew!" (To mówiłem ja: Rudy-Yard, Lew, Co nieswoim gościom kazał nieść  Brzemię przecież przeznaczone mu) Był Ferdek, co nie przeżył jamais vu Zamiast on im, oni kęsim kęs zrobili mu I Vasco (ten kto?), i Half-Cooked  Lord Sandwich z białych mięs  (A, zapomniałem: jeszcze i Król Lew, Co swego jądra pół porzucił w śmiech...)   (Częściowo  II:  DOKRĘCANIE ŚRUBEK) Tak mocno w swe bagna wbili pal, Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal, Bo nic to pomocnych ofiara  ciał, Lecz jego krajobraz  nie taki być miał... I choć siwą hordę obrócili w śmiech (Przecież to nie grzech) To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech  I zadęli w imperialny miech: Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć  Komponując ją w marsz tam, Gdzie nie stąpnęła stopy biel: Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel,  Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech: (Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół,  By dosiąść góry chociaż pół  I czarnego  złota złóż  I krainy złotych zbóż  I winogrona złocistą kiść (Gdzie tu dalej iść?  Zgubiłem rym, w łoskocie tym: Gdzie Rzym... A tu  Krym! Więc na niecki dom wzięli kurs Choćbym mieli stracić/'stracili Kursk  (Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź, Wiem:) na razie tylko czarnego morza ресурс, 126p  w Moskwicza mgle  (Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się, A więc ad REM): Serce im stawało w rytm silników T- (Nie, też jeszcze nie!) W staccato AK-Sorok Siem (To później, jak koń pojony w la Seine)  Więc wracam do ad REMu rzecz (Co jeszcze mogę rzec?  A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez (Taki tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz) I wreszcie Odin Siem (To już było, tak wiem) I  prawie pokój wsiem Gdyby nie cud Varsovie,(quand même!) A potem nie swój pokój znów Aż sojusz orłów dwóch (Czy krzyży łamanych na słuch) Złamany przez wojsk ruch... Wsio rawno, bo czasu duch Solingen ostatni nóż w brzuch, Wyparł, I wraży régime zdmuchnął go w puch I kres położył drugiej z dwóch Lecz o tym za chwilę już (Jak na razie, uch - Dotarłem do sorok piat'! Błagadarion, bliat': Po polsku: kocham twą nać) Potem znów spokój, ludów brać Przez następne sorok piat' (Z interludium na "Wrogów ludu brać, Cisza nocna w Bloku ma trwać!") ( A, jeszcze w  Kabulu kaboom Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn, A tak przy Abchazji na szkoły boom  I w Groźnym mieście stali szum (A gdzie jest dwadcat dwa? A fourteen? Krzywi się widz:) Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic (Dobra, bloki poszły w gaz, A telewizor sobie i Łabędziom grał, I w krainie win sumo w gimnastyk czas), Lecz to  nic na miarę zehn und vier: (Ich weiß, wartest nich aut dwadcat dwa) Więc najpierw idzie walka o żwir  - Betoniarek z Donu niecki dna  I od morza czarnych plaż ( Czekałeś, czekałeś,  aż:) Voici deux douzaines du mois volage! "No a potem już niebo, to niebo nieb Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb No a potem to już tylko gleba gleb I potem tylko jeden czarnej Wołgi żleb! A potem ich porwał bomb żelazny cykl  I los ciężki jak MiG... (Nie, ich porwał In the Sky Gigue  Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł  Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew, (Za skalania Żdanowa grzech), Z Steinera w  pieca futra  zew  Czy salomonowe przecięcie wszystkich  trzech? Na dziś dzień mamy w połowie tłusty Lew, Ich dekompozycję (coś a la Lech), Zstąpienie w hutniczego pieca miech, A w ich metalu oddech death... Gnębi ich po nocach General  Pech Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½ Czyżby czarno-bialski grzyb Zatonął całkiem bez ech W ukraiński barszcz? W prawowierny kult? ("Ah, Я сошёл c сил Я сошёл c УПА Я сошёл c тела Я сошёл с") W jedność  przemienienia cud Karnego szeregu w khaki zer, Lecz to ty już trzymasz ster; („Na kursie, na ścieżce"  Na „przedwojennej stopie” wciąż) Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści… Idą w piach czwórkami, lecz jak żaden mąż, Tam gdzie Atlantydy ląd…  Utopii płaczu mur Lekcja zarobiona (w bemol dur) Lekcje nie odrobione choć przez pół  W niebo wzięty dreszcz…  Sprawiedliwy deszcz "Dotrzymałem wiary, ukończyłem bieg Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg Czasie, powstrzymaj dech" (Kogut pieje x luda 1000003) Трепет Вознесения… Путь Справедливости. Дождь Бестелесности. Путь от смертности Я люблю тебя, туман to. И я. Я люблю тебя, Я люблю тебя, Я люблю тебя, туман. Я, туман Zrzesz. III: (i CZEŚĆ) A obok zaraz, zrzeszenie ziem, Co od czarnego orla nauczyły się,  Że nie trzeba rzucać się wpław Aby powiększyć swój za mały świat I po co łódź, jak o krok jest Lēcbargs? Zaczęli od kradzieży  Bramy Bram, Potem już poszło: choć przykaz brzmiał: "Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg (I znów pospieszyłem się:) Na razie w domu im się zrobił bardak, I jeszcze Stowarzyszenie Czarny Krzyż O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las To o tym mówiłem wyż. Więc na razie cała   Ganz pomada aż do siebzehn x sto, Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz) I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz, W rzeczy samej, jej połówki dwie,  Albo nawet trzy (lecz o tym za chwilę dowiesz się,  Jeśli nie znuży sur le côté le côté le cię krotochwila ma), Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz (Nie, to nie ten od mroku jądr) Jednak zbudowali sobie Boot I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd  Aż do eins neun eins und vier, AKA Wielka/Number 1, Wtedy ten malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!) D spakował w trok, jak jego Heimat (X2): Tak dostali w kość, że rzucili w kąt politykę Ost A dalej, sam już wiesz co:  artysta, co w pokoju swym Zmalował wszystkie surówki spusty do rynn, (Czego mu nigdy nie wybaczył Wien) Więc on puścił pół królestwa w dym I zrobił nam 3, 9, 4, 5, (Lecz to na inny dzień) Aha, zaczął pieczeń piec  (Lecz to horror z cyklu B,  Albo z naszej klasy X) A potem 45, nie, nawet z mendla pół (Tym razem już sprowadzali gaz, Zamiast nim puszczać dym) A, historia zrobiła ich w kolo kół: Na kolonie wzięli ich ich właśni Gast, A Żelaznego, K. wyeksportowali  jako barter za gaz... I to na tyle, bo nudnie Żelastwo kuł i Schulz i Merc Aż do Febr zwanzig i/und vier, Gdy w gaz dała śmierć (Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż,  Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS: Był tu już lew, to teraz wiązka Lilii Trzech Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się, (I gdzie mój niespokojnej -ości dom  I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt,  Piotruś-i-Michel-Ange,no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las, Za to w ustach rośnie czas od dizwit sans toi (To muszę włożyć w poniższą część:  Tam też w białe bije czarne bawimy się) I oczywiście Słoniowej Kości Róg, I bombowy wymarsz Czarnych Stóp,  ("W wiatr Historii portki im trzęsły się"), I pola, gdzie ryż motyla nogę dal,  Gdzie rośnie pieprz, itp itd Itd itp aż stronica skończy się (Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C, Co tworzyły dyskretne tło  Dla Króla słońc, Białego Lwa, Nad którym nie zachodził mrok  Od Kolumbii B. Aż po Bang- Cock): Więc: byli sobie też raz; Dong (50M), Pot (ledwie 2), Idi (kto liczy to),  Hutich chuć do nie-ja  Mogę liczyć da.... Я сошёл с, Я сошёл c тел  Eh, human, ty sk... (Części IV  i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH") A na deser zostawiłem sobie (lub Tak wyszło mi z historii tej map) Tego, co "Ledwie na sahiba pół Nada się, lub ćwierć, lub 0 razy 2 (Zależy, kogo spytać się) Bo niby nie, lecz raczej tak Wpisujemy się do sztambucha łat  Niby za Waszą, i takie Tu tam,  Lecz w zasadzie komponujemy się W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył  Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz: Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen (Aa, po drodze niemych łamaliśmy w ten rym: "Sok żywica kołomyja młyn", I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb, I kto jeszcze wziął w łeb?)  A, ci z podrzędnej krainy, te Dzikusy z Pszenicznych Pól: Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім, (Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój,  I tańczyli w rytm muzyki pił,  Ale po co robić igłę z widl? A, tak à propos:) Też akurat w сорок, też вісім,  Lecz tym razem później lat 2 x sto,  Wystawił nam kwit ciemny lud Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż I grania w Bambo, tylko, że w inny rytm (A, jak mowa o  kolorze lic:) "Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp", Więc zrobiliśmy im basen tylko dla nur W Mieście trzech gett: najpierw w Alma Matr Z ławek wznieśliśmy mur, I wciąż cieszymy się, że karuzela gra,  (Nie jednak czterech:) забув сорок сім, I ostateczne rozwiązanie w kwestii  מערץ, Święto Docentów Wszech Stron... (A, zapominał bym, że to rok,  Anus Horribilis Hańb tych Trzech: Zdradzony żak, żyd, i Czech, Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł Stek nienawistnych bzdur.  Czterech, jeśli liczyć, że Lech), Stodół jedwabny  szlak, czy bliżej naszych lat Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg, Gdzie jego brunatny brat  Czyni aryjski szczęścia znak, Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi, Że  Grudzień i Czerwiec, i Za Waszą, i Polin raj! Ja wciąż pamiętam ten kraj: Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom,  I to, jak Grubo Malowany Ptak, Musiał odlecieć do lepszych stron... Więc pociągam wyciągnika drut,  By wyjść na poziom 303, (Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi) I szybuję, gdzie obcości cud. Lecz ona wciąż trzyma ster; I ciągle szepce: "Wróć Na właściwą ścieżkę, weź kurs  Na rzekę szarą jak stal, Na niebo ciężkie od kul..." I powtarza wciąż banal ten: "Albo trzymasz pion, albo prostują cię". Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet, Nowego lądu biel  Powtarza się jak zużyta strona B: "To jest Twój port, tu skończysz bieg..."  Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok   W szary świt, pożyczony sen I będę, choć zatykam nos  Choćby kur piał (x100) Kocham cię, mgło. Ja też nie Kocham, Kochałem się, (Znów odwołali lot).      
    • @viola arvensis serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @viola arvensis   sugestia pięknej kobiety........ale co tam jakieś kobiety - Twoja sugestia jest dla mnie rozkazem.   czyli....   ruki po szwam, majorze.   tak jest , Szefowo!             @LessLove   Matko Boża!   mój język......doktoratów?   pisz tak do mnie dalej to się do Ciebie przeprowadzę:)     dziękuję serdecznie za piękne słowa:)   bardzo mi miło:)   pozdrawiam mocno:)              
    • @karenka Słuszne wyrzuty, z serca. Nasz czas jest za krótki i powinniśmy go traktować jak codzienne święto, a w nim adorujmy prawdziwe skarby szczerości, wiary, piękna, mądrości, którymi możemy się cieszyć i obdarowywać nimi, dzięki Bogu.   W praktyce najbliższe otoczenie jest naszym "światem", dbajmy o nie, tak jak Ty, delikatnie napominając i przypominając. Dziękuję za piękny i ważny wiersz :-)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...