Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

( ROK 2026. PO ODKRYCIU GROBU ALEKSANDRA WIELKIEGO, PORÓWNANO JEGO GENOTYP Z GENOTYPEM NIEKTÓRYCH LUDZI )

???
To było tak - na wiosnę chyba
W kwietniu albo w maju
O tu, tu w tym bloku na Wiśniowej.
Tam pod piątką się urodził
???
- kto?
No ten wasz Aleksander Wielki!
I też mu dali Aleksander!
Kolejny raz.
???
- nie, nie wierzę w reinkarnację,
ale w czysty przypadek. To tak
Wie pani, trochę o tym myślałem
???
- No bo pula genów jest zbiorem zamkniętym
I co jakiś czas musi wypaść ta sama kombinacja
???
- dlaczego tutaj?
No - nie wiem
???
- no co było dalej?
Normalnie, chodził ze mną do szkoły
Graliśmy w jednej drużynie w piłkę
???
- taak, bardzo dobrze grał
był zresztą kapitanem
???
- nie nikt go nie wybierał
Jakoś samo wyszło
???
- eee tam, średnio się uczył
Na pewno nie był kujonem
???
- co lubił?
Może geografię, bo znał stolice wszystkich państw!
No i Wu-eF, w tym był dobry
???
- najlepszy? Na pewno w rzucie oszczepem.
Aha i jeszcze w zapasach.
???
- nie, nie w szkole!
Byliśmy razem w Klubie Sportowym
Trener nazywał go Szatan-Maty
???
- mama mu nie pozwoliła.
Zapisała go na lekcje gry na skrzypcach.
???
- jego rodzice? No wiecie przecież.
Matka , Helena i ojciec Franciszek
???
- normalni ludzie. Ona bardzo ładna kobieta,
a on lekko kulał. Kiedyś był górnikiem.
Bardzo chciał, żeby Alek osiągnął coś w sporcie.
???
- no wie pani, w domu rządzi baba,
no i poszedł na te skrzypce.
Ale go to męczyło
???
- tak, kariery skrzypka nie zrobił,
Ale to przez muzykę stał się sławny.
???
- nie! To nie narkotyki go zabiły.
To ten jego głód życia, którym nas wszystkich zaraził!
Teraz to już wiem.
???
- tak słyszałem. Żył dokładnie tyle ile tamten Aleksander.
???
- nie, ja pani tego nie wytłumaczę. To może być przypadek,
albo nieznana ingerencja
???
- może boska, może kosmiczna?
A może miał to wpisane w genotyp?
???
- No nie wiem. Trzeba by zbadać geny innych młodych bohaterów historii.

???
- Jezus? Tak, słyszałem, to nie wykluczone.
Też miał 33 lata. To jednak daje do myślenia.
???
… no istnieje teoria, że ktoś „z góry” co jakiś czas,
zsyła nam takiego człowieka .
Może to ten magik Dynamo? Też chodził po wodzie!
???
- po co? Myślę, że jako Ostrzeżenie!
I żeby Ludzkość się opamiętała.
???
- Akurat Alek nie miał wielkiego wpływu na losy Świata.
Wie pani, teraz trudno jest być Autorytetem .
???
- ja wiem czy zmarnował swoje życie?
Chyba jednak nie. Jego „At night I go out on the hunt”
Długo nie schodziła z list przebojów. I dalej jest śpiewana.
???
- tak wiem, ale to tylko kilku świrów wzięło ją na poważnie.
???
- No dobrze-dobrze! Ale przyzna pani, że tamten Aleksander Wielki,
zostawił więcej trupów za sobą. Widocznie obaj umieli porywać tłumy.
???
- No właśnie. Jezus też nie miał z tym kłopotów. Tylko przez Niego nikt nie zginął.
???
- Oj! Żadna idea nie odpowiada za swoich wyznawców.
Taki komunizm, też nie miał w założeniu mordowania „innowierców”.
???
- Nie! Ja nie twierdzę, że On był pierwszym komunistą – ale hipisi tak uważali.
I zakładali te swoje „komuny”. Cóż, im też nie wyszło.
???
- Co teraz? My jego koledzy mamy zamiar wmurować tu tablicę pamiątkową.
W piątą rocznicę jego śmierci.
???
- Nie Szkoła nie zmieni patrona. Zostanie imienia „Bohaterów Westerplatte”
???
- To jego dziewczyna, wie pani Małgosia , ona tak twierdzi, że to jego syn.
I to wbrew wynikom badań.
Ale przecież syn to nie klon. Prawda?
???
- Ja wiem? Alek zmarł trzy lata temu, to jeżeli wierzył bym w reinkarnację,
To minus 9 miesięcy na ciążę – nowy Aleksander Wielki ma teraz jakieś 2 lata i 3 miesiące.
???
- Niee! Nie szukajcie go. Na pewno sam się wybije i o nim usłyszymy!
???
- A ja wiem? Może będzie lekarzem, inżynierem czy pilotem.
???
- Tak wiem, może tez skończyć jako szef jakiejś bandy, ale to by się kłóciło z tą teorią.
???
- No, że jest on zsyłany, dla naszego dobra!
???
- Też mam taka nadzieję. Do widzenia pani.


Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Kolejny raz drzwi windy rozwarły się na boki, za nimi ukazał się  oświetlony lampami o mlecznym szkle, korytarz klatki schodowej. Całkiem dobrze utrzymanej i zadbanej  jak na dzielnicę w której znajdował się ten konkretny wieżowiec. Trochę doniczkowej zieleni,  kilka rowerów  i jeden wózek dziecięcy  na zimnej posadzce  kładzionej na wzór  dwukolorowej szachownicy. Wąskie a szerokie okienka nie wpuszczające zbyt wiele ożywczego, naturalnego światła. Szyby ich były zakurzone i przymulone od papierosowego dymu, palących na klatce chłopców.     Nie było ich stać  na picie i zabawę w pobliskim barze. Dlatego oblegali, sklep z alkoholem, który zajmował niewielki budynek  naprzeciw wieżowca. Pielgrzymowali tam  od wczesnego rana do późnego wieczora. Właścicielka kończyła pracę  ledwie godzinę przed północą, Więc mieli aż nazbyt wiele czasu  by oddać się ochoczo  w alkoholowe odmęty zapomnienia.     Choć zawsze jeździłem windą, mimo tego że przerażało mnie to  i to nie z powodu lęku  o stan techniczny urządzenia czy klaustrofobicznych przestrzeni a po prostu  częstej jazdy w towarzystwie wielu osób, których niby znałem jako sąsiadów, ale nigdy nie potrzebowałem spotykać na swej drodze samotnika i wyrzutka. Nie potrafiłem nawiązywać  choć przelotnych, pełnych  podstawowych grzeczności kontaktów.     Kogo to mogło obchodzić jak minął mi dzień, lub dokąd lub skąd idę. Dzień dobry. Żaden dzień mojego życia taki nie jest. Dobranoc. Bezsenna, pełna bolesnych retrospekcji, rozmowy z sennymi koszmarami,  które wychodzą z głowy  i patrzą na zamęczone ciało,  unieruchomione w pościeli. Oczy szeroko zamknięte. Na realne potrzeby. Na znalezienie wyjścia z labiryntu.   Staram się zawsze uciec w kąt. Choć w windzie jest to dosłownie niemożliwe. Wszyscy zaszczycają mnie swym wzrokiem. Nie potrafię odpowiedzieć tym samym. Pocę się i duszę wręcz  próbując nie odwzajemniać zainteresowania. Lecz gdzie mogę skoncentrować uwagę. Na lustrze? Po to by patrzeć na siebie i nie poznawać się. W domu nie mam luster. Nie mam ochoty patrzeć na postęp choroby i nieodwracalnych skutków alienacji. Ale ludzie chcą widzieć i przyciąga ich to. A ja nie chcę tłumaczyć, dlaczego wybrałem tak jak wybrałem.     Przecież nie będę też udawał,  że czytam regulamin dźwigu. Ja człowiek z poza kanonu, charakterystyki, regulaminów i zasad społecznych. Zakazy mnie denerwują. Uważam, że nie powinniśmy  zakazywać niczego co nie godzi  w bezpieczeństwo publiczne  i niezależność jednostki. Człowiek żyję po to by żyć a nie wegetować w klatce zakazów i nakazów, wyimaginowanych rządów i bóstw.   Dlatego najczęściej po prostu  patrzę w czerwone cyfry na panelu. Jak wędrują piętra w górę i w dół. Sinusoida życia. Reakcji i stadiów. Burzy i letargu. Mania stworzenia i lęk destrukcji. Umysłu poety. Czekam na swoje piętro. Wciśnięty w opiekuńczą ciepłotę ciał stada. To nie mój gatunek. Nie moje stado. Gdyby tylko wiedzieli kogo próbują chronić. Gdyby tylko znaleźli się ze mną  za drzwiami mego mieszkania. Wtedy czar o dobrym lecz dziwnym sąsiedzie  prysł by w jednej chwili. Odkryliby wiersze i pamiętniki. Luźne zapiski. A co najważniejsze, tajemnicę, która jest zbyt straszna. Nawet dla mnie.   Na panelu wyświetliła się cyfra pięć. Jeden ze starszych sąsiadów  pożegnał się z nami  i wysiadł utykając lekko na prawą nogę. Cyfra siedem. dwie młode siostry,  wysiadły życząc nam miłego dnia. Zarzuciły plecaki na ramiona i ruszyły pędem ku mieszkaniu  spiesząc na spóźniony obiad. Cyfra dziewięć. Sąsiadka w średnim wieku  chwyciła siatki z zakupami  i szybko opuściła kabinę. Zawsze była wredna, wścibska i niemiła.     Zostaliśmy tylko we dwóch. Ja i biedny studenciak  z mieszkania naprzeciw. Chodził do szkoły muzycznej i śpiewał. zawsze z gitarą w futerale. Ubrany w znoszone buty,  cerowane spodnie i płaszcz  w tak tragicznym stanie  jak gdyby okradł z niego bezdomnego. Czasami pukał do mnie po jakieś drobne  lub kilka kromek chleba. Grał i śpiewał pięknie. Miał talent ale co ważniejsze  jego cierpienie miało widać głęboki sens  a dusza miała już dość. Pisał własne piosenki. Tylko tak mógł  choć na moment usidlić swe demony. Był jedynym godnym, bym kiedyś mógł pokazać mu swoje teksty. Lubiłem go. Kocham inność.   Piętro dziesiąte. Ostatnie. Wysiadamy. On z futerałem ja z rękoma w kieszeniach. Nie za dobrze pan dziś wygląda. Ta depresja pana wykończy. Zdobyłem się na lekki uśmiech. Czułbym się lepiej będąc martwy. Wiem, że Ty to rozumiesz. Jego mina mówiła tylko prawdę. Pożegnaliśmy się pomiędzy swoimi mieszkaniami  i zakluczyliśmy szybko drzwi po wejściu.   Wszedłem przez ciemny przedpokój  do salonu i zapaliłem światło. Dobry wieczór kochanie. Jestem już tylko z Tobą i dla Ciebie. Najpierw zaparzę kawę a potem  opowiem Ci cały mój dzień. Tylko ona była moim szczęściem i życiem. Jedynym powodem ku temu  by nie wyskoczyć oknem  wprost na zaparkowane na parkingu auta. Była tylko moja. Łączyło nas wszystko  a dzieliła jedynie odległość.     Cały salon był w jej fotografiach. Były ich setki a może tysiące. Ściany i sufit były nimi wyklejone  szafka i biurko również. Ich stosy były na kanapie i parapecie. Dziesiątki stały w oprawach. Najpiękniejsze z nich były święte. Ozdobione kwiatami i podświetlone świecami. Każdy wiersz powstawał dla niej. Czekałem, zawsze tylko na jej wiadomość. Na jej anielską urodę, głos i ruch. Poprzysiągłem sobie że szybciej oszaleję  niż ją stracę. Cóż oszalałem z miłości. Nie, nie miłości. Brzydzę się miłością. Oszalałem z uwielbienia do jedynej kobiety, której nie dane mi będzie nigdy mieć. I tym jest dla mnie dobry wieczór. Bo każda chwila z nią jest jak dzień w raju. Muzyka, poezja, natchnienie  i jej fotografia na poduszce. Patrząca na mnie tak  jak może patrzeć tylko anioł.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @andrew co przyniesie, to zobaczymy:) ten rok ma być ognisty jak koń, taka jest przepowiednia chińska:) 
    • chciałem przeleć wzrokiem, ale jednak zostałem na chwilę na plus, może do źdźbła redakcji, ale na plus. zwłaszcza pointa
    • Beata obchodziła urodziny. Jubilatka otrzymała ode mnie książkę o duchach i pamiątkową figurkę : zameczek, kukły, patyczki… Pierwszy prezent wyśmiała, drugim się zadziwiła. Odstawiła figurkę na komodę. Była słabo oświetlona. Stała się rzecz dziwna. Kukły zaczęły chrzęścić i poruszały się ich cienie. Gdy ktoś przeżegnał się, „czar” ustawał. Przypomniała mi się klątwa i przepowiednia… Razem z Beatą postanowiliśmy spalić przybytek. Miejsce pokropiliśmy wodą święconą.                                               …    
    • @Manek Oj, ja również, ale chyba każdy wiek rządzi się swoimi prawami

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...