Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

1 Upiory stanu wojennego. 2 LIST DO.....przeczytania


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1 Upiory stanu wojennego,

które poddaję waszemu trzeźwemu osądowi, zatem nie żałujcie komentarza.
Mam wielki żal, tego się nie wypieram, a dlaczego nie miałbym go mieć, skoro zostałem skrzywdzony, a krzywdy nikt mi nie powetował.
Potraktujcie ten tekst, jako dobre opowiadanie, a na pewno nie pożałujecie czasu jemu poświęconemu.
Zaczęło się od stanu wojennego, miałem kolegę, a nawet możnaby rzec przyjaciela, którego nigdy nie posądziłem o współpracę ze służbami bezpieczeństwa, aż do teraz.
Miałem bardzo ładną dziewczynę, z którą byliśmy w wolnym partnerskim związku. Już po zniesieniu stanu wojennego, gdy wyszedłem z ukrycia, a był rok 1985, przychodził do mnie Zbysio i jako wnikliwy obserwator, zauważyłem jak ślinił się na widok mojej partnerki życia. Wyjeżdżałem dość często w góry na eskapady, czy parodniowe wypady na żagle, i nie było to dla znajomych czymś nie naturalnym. Zbliżały się imieniny Tereski, moja Tereska obchodziła je z rozmachem, a ja z kolei nie przepadałem za jej znajomkami, zatem oświadczyłem wszem i wobec, iż wybywam na parę jesiennych dni w Bieszczady. Nadszedł imieninowy czas, gości było w bród, domyślałem się, iż z pewnością jest i Zbysio, była też mama Tereni, która nie ukrywała, że jest zachwycona moim kolegą. Po imprezie goście się rozeszli, babcia by wnuczka nie była zawalidrogą dla córki, zabrała ją ze sobą – chata wolna, starych nie ma, chłop wypaca kalorie w górach, czego jeszcze chcieć od życia. A ja ten właśnie chłop, pocichuńku wkładając do zamka klucz, otworzyłem sobie drzwi, i po odczekaniu jeszcze dość długiej chwili, by akcja nabrała rozpędu, i aby nie doszło do gwałtu, bezszelestnie wszedłem do domu, zaświeciłem światło. Byczek na niej, szminka rozmazana, włosy potargane, ten wprost błagał bym go zlał, oceniłem sytuację chłodno i z ironią zaproponowałem rozebranie się i stworzenie trójnoga, ale o tem tyle, bo nie było już pięknie potem. Nawet wrogowi nie włażę w seksualną szkodę, a co mówić dopiero o byciu szkodnikiem na łonie połówki kolegi?
Powracając do wydarzeń związanych z wojną Jaruzelskiego, a tyczących się mojego kolegi Zbigniewa G. W marcu 1982 roku wzięto go do wojska z rezerwy, a stacjonował przy kozie w Budowie na Mazurach i miał to być niby drugi rzut internowania, tylko tak między Bogiem, a prawdą nie mogę do dzisiaj dostrzec jego kwalifikacji na owy pobór. Była już późna wiosna, gdy rozwiązano formację wojskową, bo pewnie już śniegu zabrakło, w którym oni tworzyli okopy, a inni je zasypywali. Żołnierz Polski Ludowej wrócił do cywila i na swoje stanowisko pracy elektryka w PRG Łęczna. Po niedługim czasie przeniesiono go ze stawką pracownika dołowego, do prac wykonywanych przez górników przy podpiwniczeniach starówki lubelskiej.
W owym czasie, rok 1982 miał się ku końcowi, i wobec mnie także zastosowano restrykcje. Podczas aresztowania 09 listopada bez nakazu prokuratorskiego, proponowano mi wyjazd z kraju w jedna stronę, jako że nie przyznawałem się do niczego, toteż i bałem się prowokacji z ich strony, by z chwilą wyrażenia przeze mnie zgody na opuszczenie kraju, nie powiedziano mi; i tu cię mamy ptaszku. Po nieobecności w pracy dwóch dni, nikt w dyrekcji zakładu pracy niczemu się nie dziwił, przeniesiono mnie na budowę, ale na stawce powierzchniowej, i abym docenił wspaniałomyślność władzy, 06 grudnia na Mikołaja, korzystając z praw stanu wojennego wręczono mi upominek w formie trzymiesięcznego wypowiedzenia z pracy. Podczas trwania owego wypowiedzenia, traktowany byłem z wyjątkowym uprzedzeniem przez personel, a w szczególności przez pana Gałę, kierownika budowy i wyjątkowego drania, który później wyjechał do USA (i tam pewnie rozgłosił, że jest politycznym uchodźcą). Jako niezdyscyplinowanemu i złemu pracownikowi, przy odejściu wypłacono mi ekwiwalent za nie wykorzystany urlop za dwa, albo i trzy lata. Przez lata osiemdziesiąte dostawałem nieźle w dupsko, bez kartek żywnościowych i forsy, często chadzałem głodny. Gdy bywałem u Zbigniewa G. i u S. Węglarza, to w oczy aż kłuł zachodnich darów dobrobyt od proboszcza i Bóg wiedzieć, od kogo. Wreszcie przełamując wstyd i honor, i ja udałem się do plebana, i otrzymałem, owszem 20 złoty. Jaki mi był wielki wstyd, gdybym mógł, to najchętniej bym się z niego pod ziemię zapadł, ale pleban chętnie obdarowywał żony milicjantów, o czym wiedziałem od obdarowywanych. Kiedy już wybitnie miałem dość Polski w roku 1988 starałem się o wyjazd, ot tak sobie, na wczasy do Grecji, co prawda stamtąd miałem migrować do sektora francuskiego Kanady, po przyswojeniu języka, wyjazd do macierzystego miejsca – Francji, ale teraz z przesłanych akt IPN dowiedziałem się, kto się do tego przyczynił, a adnotacja ubecka zakazywała wydania paszportu, bo ptaszek mógłby odfrunąć na zawsze, a jakby nie było, to ja dawałem im jakieś rękojmie zatrudnienia.
Wróćmy jednak do pana Zbigniewa G., którego nikt nie zwolnił, ale przenosił go w coraz to inne otoczenie ludzi. I tak znalazł się następnie bez utraty świadczeń dołowych w Chełmie Lub. do prac renowacyjnych starych kamienic zagrożonych zawaleniem przez lochy kredowe usytuowane pod nimi. Później jeszcze była jakaś śląska kopalnia, (chyba Brzeszcze), w międzyczasie skonfiskowano jemu samochód za przewóz prasy podziemnej, a jednak wytrwale tkwił, aż do renty, a później emerytury, w tym samym zakładzie pracy, gdy ja w tym samym czasie bez środków i odmów zatrudnienia przez liczne zakłady werbujące pracowników, pozostawałem z gwieździstym biletem na cenzurze.
Nastał rok 1989, w którym to zostałem jednym z pośród trzech osób kandydatem na przewodniczącego NSZZ „S” Regionu Wschodniego. Jednym z moich kontrkandydatów był przewodniczący Solidarności z przed stanu wojennego S. Węglarz i o dziwo, ten i kolega Zbigniewa G. w owym czasie rozpowiadali bez krycia się, że ja, to wtyka ubecka. Właśnie dzisiaj, z samego rana ściąłem się ze Zbigniewem G., który z kpiną w głosie powiedział, iż wylewam jakieś swoje żale, opierał to na jakimś artykule z gazety o mojej osobie i stwierdził; ręki bym nie dał sobie uciąć, że byłeś czysty i nie współpracowałeś z SB. Dzisiaj p. Zbyszek ma emeryturę górniczą, dozgonną emeryturę od p. Ministra Rządu i już dwukrotnie odznaczany był przez Urząd Państwa, a według niego, ja nie powinienem jemu tego, ani wypominać, ani zazdrościć, skoro nie jestem taki obrotny. Idąc tym wątkiem myślenia co p. Zbyszek, to należy nadmienić, iż działacze cichociemni z ramienia SB byli głęboko zakonspirowani i nie znali się nawzajem. Jak zna to historia draństwo ubeckie dobrze zabezpieczyło sobie swoją przyszłość, nie zdradzając przeszłości.
Reasumując, nie posiadam niczego, co mogłoby mi zapewnić spokojną egzystencję, patrząc na p. Zbyszka, ma dwie emerytury, odznaczają go, bo w stanie wojennym, w ramach rzekomych represji, nie pozbawiając go dochodów, przerzucano go z miejsca pracy, w środowiska świeżych pracowników. I tu powinno paść marginalne pytanie. Dlaczego i w jakim celu?
W stanie wojennym, gdy jeszcze pracowałem, przypiął się do mnie koleś Antoś Konior, który był wiceprzewodniczącym Solidarności w latach osiemdziesiątych, którego chyba zapomniano internować. Kiedyś, dla rozwiązania języka spiłem go. Nie przyznał się do tego, że był ubekiem, ale pod wpływem rozmownej wody opowiedział, że był w ochronie tzw. bunkra w Katowicach na Jagiellońskiej. Kiedy zacząłem ostrzegać ludzi przed ową osobą, koleś nagle znikł, jak później doszły mnie słuchy, jakimś sposobem pracował na kop. Sośnica w Gliwicach.
Na zakończenie, aby było ciekawiej, moimi opiekunami z ramienia SB był sierżant Ryszard Gomuła i porucznik Tadeusz Pochodyła, pierwszego znaleziono wiszącego w lasku, a drugi, ot tak sobie umarł, a powinien żyć, i jak się dowiaduję, (a zdradzany dowiaduje się zawsze ostatni) to pewnikiem jest to moja sprężyna, bo oni, jako swoją wtykę, mogli mnie kiedyś nieopatrznie przypucować. I co wy czytelnicy na to wszystko możecie powiedzieć?
2013 listopada 16 16:19

2 LIST DO ......przeczytania

Mówisz o tolerancji w stosunku do ludzi, ludzie są na wyższym poziomie rozwoju od zwierząt, które te postanowili przyswoić sobie, jako pokarm, nie patrząc na ich życie. Nie dostrzegają, że one też rodzą i wychowują swoje potomstwo, mają swoje problemy, cieszą się i lękają. Pomimo iż znajdują się na niższym poziomie egzystencjonarnej świadomości, jednak mają swoją mowę, której my nie pojmujemy, gdy one potrafią zrozumieć naszą i nasze gesty. Mówiąc prościej one, tak jak ludzie mają seks i walczą o byt, lecz nie dociekają swojego istnienia, tak jak my możemy to czynić, lecz nie każdy to robi. I teraz temu ludziowi mówię by z tych powodów nie zabijał zwierząt. On po pierwsze nie zauważa, że płacąc zabija, a po drugie, mówi, że bez mięsa nie mógłby się obyć i żyć, i jeszcze prawi mi wiele innych dyrdymałów, że Bóg mu stworzył zwierzęta, by on mógł się zadowalać ich smakiem, a kiedy mu brak argumentów, kwituje; przecież ty także zabijasz spożywając rośliny i warzywa. Taki głupiec nie widzi różnicy pomiędzy istotami ruchomymi, a byliną. I ty chcesz bym był tolerancyjnym w stosunku do bandyty, dającego kasę by jemu zabito, i miał gotowy z tego ciała przyrządzony pokarm, ponieważ on sam nie może i nie chce tego czynić, bo nie mógłby patrzeć na agonię zabijanego zwierzęcia i mieni się być chrześcijaninem niemiłosiernym? W drodze reinkarnacji, w którą ty także nie masz wiary, tacy smakosze przyjmą narodziny w ciałach zwierząt, by odebrać, to, co czynili bliźnim, ale gdy nawet i wierzysz w transmigrację duszy, to ta twoja wiara nie zgadza się z tym by ona przyjmowała narodziny w ciałach zwierząt, roślin, owadów itd., a jedyną istotę, w której mogłabyś przyjąć narodziny, to komfortowe ciało człeka. Dlaczego zatem rodzą się kalekie dzieci, gdy rodzice zdrowi jak dęby, wyedukowani należycie, no i przede wszystkim niezaprzeczalnie kulturalni od zawsze? Dlaczego dziecko już mówiące chodzące umiera, ginie w wypadeczku, jest gwałcone przez ojczulka, zabijane przez mamuśkę itd. itp. niestworzone cierpienia niewinnej istotki? Otóż skarbie jest to nic innego jak to, „co zasiałeś musisz zebrać”. Widocznie to, co przeczytałaś mojego było jakby wyrwaniem z kontekstu, ja zamieszczając wiersze, starałem się utrzymywać jakąś chronologię. Zatem jeżeli chcesz dyskutować na te tematy, których dogłębnie z pewnością nie znasz, wpisz w wyszukiwarce jacek_dyć i otwórz stronę „wszystkie wiersze i komentarze Jacka Dyć”, ale i tam jest mały bajzelek, ponieważ tak skonstruowali ten portal, by tytuły układały się nie chronologicznie według ich umieszczania, ale alfabetycznie. Wtedy będziesz mogła mi coś zarzucać, a tak pływasz, bo ci się tak wydaje, a świat nie stoi tak jak go postrzegasz, lecz jak w przez soczewkę stoi na głowie, i to, co ogólnie zostało od wieków przyjęte za oczywistość, jest niestety fałszem. Stado antylop idące za przewodnikiem twierdzi i myśli, że on je prowadzi właściwie, gdy je prowadzi w paszcze krokodyli, jednak pomimo obserwowania śmierci swych najbliższych ze stada, nadal uparcie podążają tą ścieżką na niechybną zgubę. Jednak bywa tak, iż jakaś mądrzejsza oddala się od stada i przeprawia się bezpiecznie na drugi brzeg rzeki, i mało która z pobratymców chce podążać za nią, gdyż wszystkie wolą iść, bez względu na konsekwencję drogą utartą. I cóż z tego, że zrozumiesz tę logikę, gdy inni popierdolą w objęcia zguby, bo nie śmierci. Nawet te istoty, które są w ciałach zwierząt zarzynanych dla pokarmu, po unicestwieniu im ciał (miejsca zsyłki-przeznaczenia) otrzymają ponowny przydział, by dokończyć egzystencję pokierowaną prawem karmy. Przykładowo rzeźnik, musi przyjąć tyle razy narodziny w ciałach takich, które zaszlachtował i patrzyć i wiedzieć, jaki go czeka przeznaczenie w obozie koncentracyjnym (chlewnie), ale gdy przyjmie po milionach lat narodziny w ludzkim ciele, będzie czynił to samo, aż po niewyobrażalnym wyobracaniu się w kole narodzin i śmierci, pod wpływem wiedzy od kogoś takiego jak ja, zrozumie istotę wiecznego cierpienia i stanie się zagorzałym obrońcą krzywdzonych zwierząt. Zatem proszę cię, jeżeli ty tego też nie możesz nijak zrozumieć i zaakceptować, to zamknijmy tę dyskusję, gdyż nie bronisz w tym wypadku logicznego zdrowego rozsądku, lecz bronisz dogadzania sobie cierpieniem jakby nie było dzieci Boga, a więc i twoich mniejszych braci.
poniedziałek 2 grudnia 2013 19:21;47

Pozdrawiam, jednak życzliwy i tolerancyjny, ale nie dla zabójców ciał.

Opublikowano

kim były nasze elity?
po komisji działającej bardziej niż nieformalnie w MSW w 1990 roku oraz po zachowaniu przez klikę komunistyczną bardzo wielu teczek nie dowiemy się chyba już nigdy,
po wielu działaniach władz po roku 90tym można domniemywać, że prawda byłaby dla narodu bolesna,

można też przeanalizować emerytury ich i naszych rodziców,
efekt takiej analizy wstrząsający,

a co do byczka na Tereni - Bratny opisał to tak: cicho zaglądam do pokoju gdzie śpi żona, a tu patrzy na mnie zdumionego czarne oko odbytnicy / cyt. z pamięci więc może coś pokręciłem lekko/,
jakiś inny byczek używał jego żony,

można wszystko olać i zaśpiewać sobie radośnie obozowe tango - ukoi nieco totalne wkurwienie,

można też dowiedzieć się od stefana niesiołowskiego, że jesteśmy parszywą częścią społeczeństwa /ostatnio doszlusował do nas nawet kard. Dziwisz któremu pan stefan kazał się zamknąć/,

no to ja też się zamykam, bo w miłym towarzystwie zawsze pomilczeć jest bosko.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Kiedyś miałem pałac wśród szczytów ośnieżonych gór, który zdawał się unosić ponad chmurami.
Napisz człowieku powieść o stanie wstrętnym. Takie bajdurzenie i zawalanie miejsca do niczego nie prowadzi. Każdy dokładnie wie ( jeśli logicznie myślący jest) komu służyło wprowadzenie stanu owego. Popatrz na sejm, na właścicieli największych firm, itp i przestań przynudzać.
Ruscy w d... mieli interwencję wtedy, Afganistan dawał im popalić, a Chińczycy tylko czekali, żeby dokopać za Mandżurię.
Stan wojenny ciągle trwa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Na starym strychu, gdzie mróz malował szyby, Płonęły w piecu niedopisane sny. Ty wśród płócien szukałaś barw dla świata, Ja zamykałem go w ubogich rymach swych.   Za oknem Lublin zasypiał białym puchem, A nam wystarczał chleb, herbata i śmiech. Byliśmy biedni, lecz młodzi jak płomień, Który nie wierzy, że może zgasnąć też.   Lecz przyszła zima cichsza od milczenia. Najpierw kaszlem zapukała do drzwi. I nagle sztuka stała się bezradna, Gdy nie potrafiła ocalić już nic.   Odeszłaś o świcie.   Na stole stygła herbata. Na sztaludze gasł błękit. Za oknem padał śnieg.   I tylko wtedy pojąłem, Że wszystko można utracić: Młodość, Marzenia, Poezję.   Prócz jednej chwili, W której było się dla kogoś Całym światem.
    • Widziałem człowieka z krwi i kości. Widziałem go, jak się modlił, błogosławił i dławił ością. Widziałem go uśpionego i rozgniewanego. Widziałem go obmywającego nogi i chowającego całe ciało przed światem.   Widziałem człowieka konającego, cierpiącego i obdarowującego innych. Widziałem człowieka miłosiernego.   I wszystko to ujrzałem w jednym spojrzeniu. Wszystko to zobaczyłem w oka mgnieniu, w maleńkim błysku, który spotkałem pewnego dnia na krakowskim rynku.   I zrozumiałem wtedy, że człowiek jest jednym spojrzeniem, jednym mgnieniem, jednym błyskiem, w którym mieszczą się wszystkie modlitwy.          
    • @Łukasz Wiesław Jasiński dzisiaj Havana klub:) dużo latynosów jest, idę z koleżankami na 19 na imprezę:) potańczymy salsę, pośmiejemy się :)
    • Półprawdy, miraże i lub inne pomyłki pamięci, Sytuacje, co naprawdę były, i sen, co żywy. Wszystko to jak koktajl na wieczór samotny, Co ma być reakcją na to, co było lub się nie zdarzyło.   Mitologia cała i zapach jej ciała, ale nie, to nie ona – To zapach żula, co w tramwaju chciał mnie wziąć w ramiona. Pomyłka się we wspomnienia wkrada: I to nie była impreza alkoholowa, tylko sala kinowa. Można se wkręcić różne historie, by ego podbudować, Można być generałem lub gwiazdą, ale... nie można Spać z każdą,   zbyt wielu się człowiek nie spodoba – Zbyt małe zasięgi, a i możliwości też. Zresztą, kto dojedzie na randkę na Guam? Ona nie poderwie każdego, a on nie prześpi się z każdą. Wiejski playboy ma najłatwiej – od obory do stajni, Mała kraina, to i większa spuścizna po nim zostanie.   Wielki świat nęci billboardami i sky line, Marzenia toną w pragnieniach bycia i przeżycia doświadczenia. Mnie urlop męczy, all inclusive nie jest radością, W podróży życie przestaje być celem, Złoty środek to pustka, masa też niewiele zmieni.      
    • Byle tylko spod tej blachy pozoru łatwości ,nie stawiała oporu intelektualnej po wszystkim zagwoztki , autorefleksji -ile mnie to kosztuje de facto.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...