Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

1 Upiory stanu wojennego. 2 LIST DO.....przeczytania


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1 Upiory stanu wojennego,

które poddaję waszemu trzeźwemu osądowi, zatem nie żałujcie komentarza.
Mam wielki żal, tego się nie wypieram, a dlaczego nie miałbym go mieć, skoro zostałem skrzywdzony, a krzywdy nikt mi nie powetował.
Potraktujcie ten tekst, jako dobre opowiadanie, a na pewno nie pożałujecie czasu jemu poświęconemu.
Zaczęło się od stanu wojennego, miałem kolegę, a nawet możnaby rzec przyjaciela, którego nigdy nie posądziłem o współpracę ze służbami bezpieczeństwa, aż do teraz.
Miałem bardzo ładną dziewczynę, z którą byliśmy w wolnym partnerskim związku. Już po zniesieniu stanu wojennego, gdy wyszedłem z ukrycia, a był rok 1985, przychodził do mnie Zbysio i jako wnikliwy obserwator, zauważyłem jak ślinił się na widok mojej partnerki życia. Wyjeżdżałem dość często w góry na eskapady, czy parodniowe wypady na żagle, i nie było to dla znajomych czymś nie naturalnym. Zbliżały się imieniny Tereski, moja Tereska obchodziła je z rozmachem, a ja z kolei nie przepadałem za jej znajomkami, zatem oświadczyłem wszem i wobec, iż wybywam na parę jesiennych dni w Bieszczady. Nadszedł imieninowy czas, gości było w bród, domyślałem się, iż z pewnością jest i Zbysio, była też mama Tereni, która nie ukrywała, że jest zachwycona moim kolegą. Po imprezie goście się rozeszli, babcia by wnuczka nie była zawalidrogą dla córki, zabrała ją ze sobą – chata wolna, starych nie ma, chłop wypaca kalorie w górach, czego jeszcze chcieć od życia. A ja ten właśnie chłop, pocichuńku wkładając do zamka klucz, otworzyłem sobie drzwi, i po odczekaniu jeszcze dość długiej chwili, by akcja nabrała rozpędu, i aby nie doszło do gwałtu, bezszelestnie wszedłem do domu, zaświeciłem światło. Byczek na niej, szminka rozmazana, włosy potargane, ten wprost błagał bym go zlał, oceniłem sytuację chłodno i z ironią zaproponowałem rozebranie się i stworzenie trójnoga, ale o tem tyle, bo nie było już pięknie potem. Nawet wrogowi nie włażę w seksualną szkodę, a co mówić dopiero o byciu szkodnikiem na łonie połówki kolegi?
Powracając do wydarzeń związanych z wojną Jaruzelskiego, a tyczących się mojego kolegi Zbigniewa G. W marcu 1982 roku wzięto go do wojska z rezerwy, a stacjonował przy kozie w Budowie na Mazurach i miał to być niby drugi rzut internowania, tylko tak między Bogiem, a prawdą nie mogę do dzisiaj dostrzec jego kwalifikacji na owy pobór. Była już późna wiosna, gdy rozwiązano formację wojskową, bo pewnie już śniegu zabrakło, w którym oni tworzyli okopy, a inni je zasypywali. Żołnierz Polski Ludowej wrócił do cywila i na swoje stanowisko pracy elektryka w PRG Łęczna. Po niedługim czasie przeniesiono go ze stawką pracownika dołowego, do prac wykonywanych przez górników przy podpiwniczeniach starówki lubelskiej.
W owym czasie, rok 1982 miał się ku końcowi, i wobec mnie także zastosowano restrykcje. Podczas aresztowania 09 listopada bez nakazu prokuratorskiego, proponowano mi wyjazd z kraju w jedna stronę, jako że nie przyznawałem się do niczego, toteż i bałem się prowokacji z ich strony, by z chwilą wyrażenia przeze mnie zgody na opuszczenie kraju, nie powiedziano mi; i tu cię mamy ptaszku. Po nieobecności w pracy dwóch dni, nikt w dyrekcji zakładu pracy niczemu się nie dziwił, przeniesiono mnie na budowę, ale na stawce powierzchniowej, i abym docenił wspaniałomyślność władzy, 06 grudnia na Mikołaja, korzystając z praw stanu wojennego wręczono mi upominek w formie trzymiesięcznego wypowiedzenia z pracy. Podczas trwania owego wypowiedzenia, traktowany byłem z wyjątkowym uprzedzeniem przez personel, a w szczególności przez pana Gałę, kierownika budowy i wyjątkowego drania, który później wyjechał do USA (i tam pewnie rozgłosił, że jest politycznym uchodźcą). Jako niezdyscyplinowanemu i złemu pracownikowi, przy odejściu wypłacono mi ekwiwalent za nie wykorzystany urlop za dwa, albo i trzy lata. Przez lata osiemdziesiąte dostawałem nieźle w dupsko, bez kartek żywnościowych i forsy, często chadzałem głodny. Gdy bywałem u Zbigniewa G. i u S. Węglarza, to w oczy aż kłuł zachodnich darów dobrobyt od proboszcza i Bóg wiedzieć, od kogo. Wreszcie przełamując wstyd i honor, i ja udałem się do plebana, i otrzymałem, owszem 20 złoty. Jaki mi był wielki wstyd, gdybym mógł, to najchętniej bym się z niego pod ziemię zapadł, ale pleban chętnie obdarowywał żony milicjantów, o czym wiedziałem od obdarowywanych. Kiedy już wybitnie miałem dość Polski w roku 1988 starałem się o wyjazd, ot tak sobie, na wczasy do Grecji, co prawda stamtąd miałem migrować do sektora francuskiego Kanady, po przyswojeniu języka, wyjazd do macierzystego miejsca – Francji, ale teraz z przesłanych akt IPN dowiedziałem się, kto się do tego przyczynił, a adnotacja ubecka zakazywała wydania paszportu, bo ptaszek mógłby odfrunąć na zawsze, a jakby nie było, to ja dawałem im jakieś rękojmie zatrudnienia.
Wróćmy jednak do pana Zbigniewa G., którego nikt nie zwolnił, ale przenosił go w coraz to inne otoczenie ludzi. I tak znalazł się następnie bez utraty świadczeń dołowych w Chełmie Lub. do prac renowacyjnych starych kamienic zagrożonych zawaleniem przez lochy kredowe usytuowane pod nimi. Później jeszcze była jakaś śląska kopalnia, (chyba Brzeszcze), w międzyczasie skonfiskowano jemu samochód za przewóz prasy podziemnej, a jednak wytrwale tkwił, aż do renty, a później emerytury, w tym samym zakładzie pracy, gdy ja w tym samym czasie bez środków i odmów zatrudnienia przez liczne zakłady werbujące pracowników, pozostawałem z gwieździstym biletem na cenzurze.
Nastał rok 1989, w którym to zostałem jednym z pośród trzech osób kandydatem na przewodniczącego NSZZ „S” Regionu Wschodniego. Jednym z moich kontrkandydatów był przewodniczący Solidarności z przed stanu wojennego S. Węglarz i o dziwo, ten i kolega Zbigniewa G. w owym czasie rozpowiadali bez krycia się, że ja, to wtyka ubecka. Właśnie dzisiaj, z samego rana ściąłem się ze Zbigniewem G., który z kpiną w głosie powiedział, iż wylewam jakieś swoje żale, opierał to na jakimś artykule z gazety o mojej osobie i stwierdził; ręki bym nie dał sobie uciąć, że byłeś czysty i nie współpracowałeś z SB. Dzisiaj p. Zbyszek ma emeryturę górniczą, dozgonną emeryturę od p. Ministra Rządu i już dwukrotnie odznaczany był przez Urząd Państwa, a według niego, ja nie powinienem jemu tego, ani wypominać, ani zazdrościć, skoro nie jestem taki obrotny. Idąc tym wątkiem myślenia co p. Zbyszek, to należy nadmienić, iż działacze cichociemni z ramienia SB byli głęboko zakonspirowani i nie znali się nawzajem. Jak zna to historia draństwo ubeckie dobrze zabezpieczyło sobie swoją przyszłość, nie zdradzając przeszłości.
Reasumując, nie posiadam niczego, co mogłoby mi zapewnić spokojną egzystencję, patrząc na p. Zbyszka, ma dwie emerytury, odznaczają go, bo w stanie wojennym, w ramach rzekomych represji, nie pozbawiając go dochodów, przerzucano go z miejsca pracy, w środowiska świeżych pracowników. I tu powinno paść marginalne pytanie. Dlaczego i w jakim celu?
W stanie wojennym, gdy jeszcze pracowałem, przypiął się do mnie koleś Antoś Konior, który był wiceprzewodniczącym Solidarności w latach osiemdziesiątych, którego chyba zapomniano internować. Kiedyś, dla rozwiązania języka spiłem go. Nie przyznał się do tego, że był ubekiem, ale pod wpływem rozmownej wody opowiedział, że był w ochronie tzw. bunkra w Katowicach na Jagiellońskiej. Kiedy zacząłem ostrzegać ludzi przed ową osobą, koleś nagle znikł, jak później doszły mnie słuchy, jakimś sposobem pracował na kop. Sośnica w Gliwicach.
Na zakończenie, aby było ciekawiej, moimi opiekunami z ramienia SB był sierżant Ryszard Gomuła i porucznik Tadeusz Pochodyła, pierwszego znaleziono wiszącego w lasku, a drugi, ot tak sobie umarł, a powinien żyć, i jak się dowiaduję, (a zdradzany dowiaduje się zawsze ostatni) to pewnikiem jest to moja sprężyna, bo oni, jako swoją wtykę, mogli mnie kiedyś nieopatrznie przypucować. I co wy czytelnicy na to wszystko możecie powiedzieć?
2013 listopada 16 16:19

2 LIST DO ......przeczytania

Mówisz o tolerancji w stosunku do ludzi, ludzie są na wyższym poziomie rozwoju od zwierząt, które te postanowili przyswoić sobie, jako pokarm, nie patrząc na ich życie. Nie dostrzegają, że one też rodzą i wychowują swoje potomstwo, mają swoje problemy, cieszą się i lękają. Pomimo iż znajdują się na niższym poziomie egzystencjonarnej świadomości, jednak mają swoją mowę, której my nie pojmujemy, gdy one potrafią zrozumieć naszą i nasze gesty. Mówiąc prościej one, tak jak ludzie mają seks i walczą o byt, lecz nie dociekają swojego istnienia, tak jak my możemy to czynić, lecz nie każdy to robi. I teraz temu ludziowi mówię by z tych powodów nie zabijał zwierząt. On po pierwsze nie zauważa, że płacąc zabija, a po drugie, mówi, że bez mięsa nie mógłby się obyć i żyć, i jeszcze prawi mi wiele innych dyrdymałów, że Bóg mu stworzył zwierzęta, by on mógł się zadowalać ich smakiem, a kiedy mu brak argumentów, kwituje; przecież ty także zabijasz spożywając rośliny i warzywa. Taki głupiec nie widzi różnicy pomiędzy istotami ruchomymi, a byliną. I ty chcesz bym był tolerancyjnym w stosunku do bandyty, dającego kasę by jemu zabito, i miał gotowy z tego ciała przyrządzony pokarm, ponieważ on sam nie może i nie chce tego czynić, bo nie mógłby patrzeć na agonię zabijanego zwierzęcia i mieni się być chrześcijaninem niemiłosiernym? W drodze reinkarnacji, w którą ty także nie masz wiary, tacy smakosze przyjmą narodziny w ciałach zwierząt, by odebrać, to, co czynili bliźnim, ale gdy nawet i wierzysz w transmigrację duszy, to ta twoja wiara nie zgadza się z tym by ona przyjmowała narodziny w ciałach zwierząt, roślin, owadów itd., a jedyną istotę, w której mogłabyś przyjąć narodziny, to komfortowe ciało człeka. Dlaczego zatem rodzą się kalekie dzieci, gdy rodzice zdrowi jak dęby, wyedukowani należycie, no i przede wszystkim niezaprzeczalnie kulturalni od zawsze? Dlaczego dziecko już mówiące chodzące umiera, ginie w wypadeczku, jest gwałcone przez ojczulka, zabijane przez mamuśkę itd. itp. niestworzone cierpienia niewinnej istotki? Otóż skarbie jest to nic innego jak to, „co zasiałeś musisz zebrać”. Widocznie to, co przeczytałaś mojego było jakby wyrwaniem z kontekstu, ja zamieszczając wiersze, starałem się utrzymywać jakąś chronologię. Zatem jeżeli chcesz dyskutować na te tematy, których dogłębnie z pewnością nie znasz, wpisz w wyszukiwarce jacek_dyć i otwórz stronę „wszystkie wiersze i komentarze Jacka Dyć”, ale i tam jest mały bajzelek, ponieważ tak skonstruowali ten portal, by tytuły układały się nie chronologicznie według ich umieszczania, ale alfabetycznie. Wtedy będziesz mogła mi coś zarzucać, a tak pływasz, bo ci się tak wydaje, a świat nie stoi tak jak go postrzegasz, lecz jak w przez soczewkę stoi na głowie, i to, co ogólnie zostało od wieków przyjęte za oczywistość, jest niestety fałszem. Stado antylop idące za przewodnikiem twierdzi i myśli, że on je prowadzi właściwie, gdy je prowadzi w paszcze krokodyli, jednak pomimo obserwowania śmierci swych najbliższych ze stada, nadal uparcie podążają tą ścieżką na niechybną zgubę. Jednak bywa tak, iż jakaś mądrzejsza oddala się od stada i przeprawia się bezpiecznie na drugi brzeg rzeki, i mało która z pobratymców chce podążać za nią, gdyż wszystkie wolą iść, bez względu na konsekwencję drogą utartą. I cóż z tego, że zrozumiesz tę logikę, gdy inni popierdolą w objęcia zguby, bo nie śmierci. Nawet te istoty, które są w ciałach zwierząt zarzynanych dla pokarmu, po unicestwieniu im ciał (miejsca zsyłki-przeznaczenia) otrzymają ponowny przydział, by dokończyć egzystencję pokierowaną prawem karmy. Przykładowo rzeźnik, musi przyjąć tyle razy narodziny w ciałach takich, które zaszlachtował i patrzyć i wiedzieć, jaki go czeka przeznaczenie w obozie koncentracyjnym (chlewnie), ale gdy przyjmie po milionach lat narodziny w ludzkim ciele, będzie czynił to samo, aż po niewyobrażalnym wyobracaniu się w kole narodzin i śmierci, pod wpływem wiedzy od kogoś takiego jak ja, zrozumie istotę wiecznego cierpienia i stanie się zagorzałym obrońcą krzywdzonych zwierząt. Zatem proszę cię, jeżeli ty tego też nie możesz nijak zrozumieć i zaakceptować, to zamknijmy tę dyskusję, gdyż nie bronisz w tym wypadku logicznego zdrowego rozsądku, lecz bronisz dogadzania sobie cierpieniem jakby nie było dzieci Boga, a więc i twoich mniejszych braci.
poniedziałek 2 grudnia 2013 19:21;47

Pozdrawiam, jednak życzliwy i tolerancyjny, ale nie dla zabójców ciał.

Opublikowano

kim były nasze elity?
po komisji działającej bardziej niż nieformalnie w MSW w 1990 roku oraz po zachowaniu przez klikę komunistyczną bardzo wielu teczek nie dowiemy się chyba już nigdy,
po wielu działaniach władz po roku 90tym można domniemywać, że prawda byłaby dla narodu bolesna,

można też przeanalizować emerytury ich i naszych rodziców,
efekt takiej analizy wstrząsający,

a co do byczka na Tereni - Bratny opisał to tak: cicho zaglądam do pokoju gdzie śpi żona, a tu patrzy na mnie zdumionego czarne oko odbytnicy / cyt. z pamięci więc może coś pokręciłem lekko/,
jakiś inny byczek używał jego żony,

można wszystko olać i zaśpiewać sobie radośnie obozowe tango - ukoi nieco totalne wkurwienie,

można też dowiedzieć się od stefana niesiołowskiego, że jesteśmy parszywą częścią społeczeństwa /ostatnio doszlusował do nas nawet kard. Dziwisz któremu pan stefan kazał się zamknąć/,

no to ja też się zamykam, bo w miłym towarzystwie zawsze pomilczeć jest bosko.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Kiedyś miałem pałac wśród szczytów ośnieżonych gór, który zdawał się unosić ponad chmurami.
Napisz człowieku powieść o stanie wstrętnym. Takie bajdurzenie i zawalanie miejsca do niczego nie prowadzi. Każdy dokładnie wie ( jeśli logicznie myślący jest) komu służyło wprowadzenie stanu owego. Popatrz na sejm, na właścicieli największych firm, itp i przestań przynudzać.
Ruscy w d... mieli interwencję wtedy, Afganistan dawał im popalić, a Chińczycy tylko czekali, żeby dokopać za Mandżurię.
Stan wojenny ciągle trwa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena  Dobry wiersz. Pozdrawiam.    
    • @KOBIETA  Wieża Eiffela to matematyczna ekspresja miłości, wygrywa siłą ducha, toczy się pomiędzy kochankami, jak błyskawica. Pozdrawiam serdecznie :)
    • Tam gdzie milczące aniołów posągi, Obejmują spojrzeniem swym dumnym, Rozległe panoramy miast średniowiecznych, Spoglądając wymownie ku horyzontowi,   Tam gdzie przecudne aniołów twarze, Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze, Niekiedy szczerym złotem pokryte, Niekiedy miejscami nadkruszone…   Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, Niosą się niesłyszalne szepty anielskie, Rozbudzając nasze uśpione emocje, Czule dotykając naszych serc,   A każdy taki anielski szept, Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem, Przez niezliczone hufce niebiańskie, Z nabożnością złożonym ufnie…   Gdy w samym sercu Europy, Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici, Składając wieczorami ręce do modlitwy, Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni   W czterech krajów zacisznych zakątkach, Gdzie z każdego kąta spogląda historia, Da się posłyszeć i szept anioła, Mówiący o tym co zatarł czas.   W sercu Europy cztery dumne narody, Wierne pozostając swych ojców tradycji, Dla świata całego przykładem są wymownym, Szacunku do ojczystych korzeni,   Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Dumni, szlachetni, niezłomni, Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli, Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…   Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea, Niczym z jednego złoconego świecznika Czterech świec płomieni jasny blask,   Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, W cieniu wielowiekowej pobożności, Z niebios błogosławią dziś anioły…   I od piaszczystych plaż Pomorza, Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr, Przez zabytkowe rynki czeskich miast, Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,   W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, Pośród zwyczajnej codzienności szarej, Szepty anielskie da się posłyszeć, Wlewające w serca otuchę…   Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca, Wyszeptując cicho modlitw swych słowa, Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,   Bacznie przysłuchujące im się anioły, Gdy mrok ziemię otuli, Zanoszą je wszystkie przed tron Boży, By wysłuchania i spełnienia doczekały…   Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, Gdzie od lat wciąż niezmiennie Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione, Wyznaczają kolejnych dni bieg,   Stare pobożne gospodynie, Swych prababek zwyczajem, Starannie naostrzonym nożem, Czynią znak Krzyża na chlebie,   Także identyczny Krzyża znak, W blasku jasnego poranka, Kreśli niewidzialna dłoń anioła, Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,   By codzienny prosty posiłek, Okraszony anielskim błogosławieństwem, Smakował niczym dania najwyszukańsze, Na niejednym królewskim dworze…   Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, Wymieniają między sobą uprzejmości, Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,   Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę, Da się czasem słyszeć anielski śmiech, Strun naszej wrażliwości dotykający czule.   A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, Pośród gwaru Starego Miasta, Ku wszystkim czterem stronom świata, Hejnału Mariackiego niesie się melodia,   Czasem i podniebne anioły, Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy, W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki, Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…   Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie, Z pieczołowitością reperują zegary stare, Od lat niezmiennie całe swe serce, Wkładając z czcią w codzienną pracę,   Niekiedy niewidzialne anioły, Uważnie przypatrując się ich pracy, Zamyślone oddają się refleksji, Nad dziejami całej ludzkości.   Gdy czasem stary siwowłosy Czech, Przytykając do ust złocistego piwa kufel Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie, Wspominając lata swe młode,   Niekiedy niewidzialny anioł, Kładąc na ramieniu jego swą dłoń, Poruszony jego tęsknotą, Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…   Gdy w cieniu słowackich Tatr, Na wiejskich zacisznych plebaniach, Przy drewnianych kościołach i cerkwiach, Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,   Oddani Bogu słowaccy księża, Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, Składając wieczorami ręce do pacierza,   O pomyślność narodu słowackiego, Przodków swych powierzone im dziedzictwo, W ciszy i w skupieniu się modlą, Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,   Zasłuchane w nie za oknami anioły, Gorące z oczu ich łzy, Nanizują na złote swe nici, Niczym kryształowych różańców paciorki,   By na szczycie Krywania, Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask, Przed obliczem samego Boga, Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…   Gdy wraz z złotego słońca wschodem, Starzy słowaccy górale, Wypasając bladym świtem liczne stada owiec, Snują gawędy swe barwne,   Niekiedy anioł świetlisty, Choć ludzkim okiem niewidzialny, Na porośniętym mchem głazie polnym, Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…   Gdy węgierscy uliczni muzycy, Przytykając do ust złote saksofony, Delikatnymi ruchami dłoni, Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,   Niekiedy zasłuchane w nie anioły, Przystanąwszy na rogach ulic, Pięknem ich poruszone do głębi Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.   Gdy dostojne węgierskie damy, Gotyckich katedr przekraczają progi, By do mosiężnych skarbon kościelnych Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,   Czasem wsłuchując się w siebie, Przed bogato zdobionym ołtarzem, Posłyszą jakby anioła szept, Chwalący dobre ich serce…   Wypraszajcie anioły niebiańskie, Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej, By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem, Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,   By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo, Cenniejszym im było niż całego świata złoto, Zawsze więcej dla nich znaczyło, Niż złudna pogoń za nowoczesnością,   By w godzinie próby nieubłaganej, Gdy wicher historii zawieje, Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść, Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.   By w milionów ludzi sercach, Ten sam płonął nieugaszony żar Co na dawnych bitew polach, Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,   By na współczesności bezdrożach Także i dziś drogowskazem im była Prastara odwieczna ta prawda, Niegdyś na kartach kronik spisana,   Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, Wierne Bogu narody wciąż trwają, Gdy inne stopniowo wymierając, Z biegiem wieków obracają się w proch,   By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, Jak bracia pozostali sobie wierni, Co w jednym domu byli wychowani…   Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.     Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...       Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.      

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Anioł Stróż autorstwa Romana Stańczaka w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie.     Anioł na kandelabrze przed frontem audytorium muzycznego Rudolfinum w Pradze.     Rzeźba św. Michała Archanioła w niszy barokowego mostu przy Bramie Michała Archanioła w Bratysławie.     Posąg Archanioła Gabriela na Placu Bohaterów w Budapeszcie.
    • @Berenika97 Dziękuję Ci z całego serca!...  Pozdrawiam Najserdeczniej!!!
    • Meta, leżeli ileże latem?    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...