Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                   Pętla

 

pamiętnikowe szkice spisane na dębach
odpadły od struktury kory są jak kanwa
wzdłuż pustek tężeją (nie)
dopowiedzenia

oblekane w kolce łatwiej zaciskają pięści
dziurawią płuca ścian przegrzane
powietrze wkorzenia się w bezsenność
zegarów

zliczam gwoździe spadające na deski
do trumny ze szpar wydłubuję ołów
znacząc drogę która prowadzi najwyżej
dookoła

 

 

  maj, 2013

 

 

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

primo: co to jest ku...a "wzdłóż"???? słownik Ci tego nie podkreślił?

dalej - przerzutnie totalnie od czapy, rwą tekst, staje się chaotyczny i bardzo niejednolity. preferuję większe poukładanie. acz może jestem tylko malkontentem.

kojarzę Twoje teksty sprzed dwóch lat (jakoś tak) i wydawało mi się, że nie były wówczas tak napompowane/egzaltowane/ckliwe? może czytałam kogoś innego. w każdym razie - nie tędy droga.

podoba mi się pierwsza strofa, po uporządkowaniu i usunięciu tego nieszczęsnego orta (powinnaś przez tydzień uskuteczniać samobiczowanie za coś takiego! ;) )

reasumując: okej, nie było mnie tu sto lat.
nie czytałam poezji od dawna. bardzo dawna.
może po prostu jestem oderwana od rzeczywistości?

P.

Opublikowano

cudna próba ukazania ulotności
w pierwszej strofie powietrze w strukturze pisma na korze (moje skojarzenie: herberta kornik piszący życiorys)
w drugiej znowu powietrze jako napędzająca siła przemijania
i w trzeciej wydłubywanie ołowiu, co odbieram jako walkę o powietrze, o treść... może też nowej karmy

pozdrawiam

Opublikowano

paper-doll, przede wszystkim dzięki za wskazanie, cóż.. wstyd mi jak diabli, zdarzyło się, bywa..
Nie podkreśliło.! poza tym, pisałam z zeszytu.
Odpowiem w tyg. pełniej, teraz nie mogę... idę się biczować.. ;)

Opublikowano

pamiętnikowe szkice spisane na dębach
odpadły od kory

powietrze wkorzenia się w bezsenność
zegarów

zliczam gwoździe spadające na deski
do trumny ze szpar wydłubuję ołów
znacząc drogę która prowadzi najwyżej
dookoła

Dla pominiętych fragmentów nie znajduję sensownego zastosowania.


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




powietrze

powietrze

powietrza




Raczej mnie pan nie dosensownił...
:)



naturalnie, była to ironia,
która wynikła z tego, że wersja, którą pan zaproponował jest moim zdaniem
pozbawiona wyczuwalnych w oryginale molekuł łączących strofy; ponadto zaciera obrazy rodzące się podczas czytania


...

Pętla


pamiętnikowe szkice spisane na dębach
odpadły od struktury kory są jak
kanwa wzdłuż pustek tężeją (nie)
dopowiedzenia

oblekane w kolce łatwiej zaciskają
pięści dziurawią płuca ścian drżące
powietrze wkorzenia się w bezsenność
zegarów

zliczam gwoździe spadające na deski
do trumny ze szpar wydłubuję ołów
znacząc drogę która prowadzi najwyżej
dookoła


Dnia: 2013-05-27 15:42:59 napisał(a): Nata Kruk

Na poziomie czucia molekularnego, zapewne można dostrzec wszystko we wszystkim, ja jednak bardziej ufam/ wierzę dosadności i konkretowi "gwoździ spadających na deski". Obrazy mi się nie zacierają, z tego powodu, że "zatartymi" już są - (nie)dopowiedzenia tężejące wzdłuż pustek, oblekane w kolce, zaciskające pięści i dziurawiące płuca ścian, przerastają możliwości moich wyobrażeniowych oczu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




powietrze

powietrze

powietrza




Raczej mnie pan nie dosensownił...
:)



naturalnie, była to ironia,
która wynikła z tego, że wersja, którą pan zaproponował jest moim zdaniem
pozbawiona wyczuwalnych w oryginale molekuł łączących strofy; ponadto zaciera obrazy rodzące się podczas czytania


...

Pętla


pamiętnikowe szkice spisane na dębach
odpadły od struktury kory są jak
kanwa wzdłuż pustek tężeją (nie)
dopowiedzenia

oblekane w kolce łatwiej zaciskają
pięści dziurawią płuca ścian drżące
powietrze wkorzenia się w bezsenność
zegarów

zliczam gwoździe spadające na deski
do trumny ze szpar wydłubuję ołów
znacząc drogę która prowadzi najwyżej
dookoła


Dnia: 2013-05-27 15:42:59 napisał(a): Nata Kruk

Na poziomie czucia molekularnego, zapewne można dostrzec wszystko we wszystkim, ja jednak bardziej ufam/ wierzę dosadności i konkretowi "gwoździ spadających na deski". Obrazy mi się nie zacierają, z tego powodu, że "zatartymi" już są - (nie)dopowiedzenia tężejące wzdłuż pustek, oblekane w kolce, zaciskające pięści i dziurawiące płuca ścian, przerastają możliwości moich wyobrażeniowych oczu...



tego rodzaju rozważania i wyznania jak powyższe są tu jak najbardziej na miejscu. dotyczą one wszak indywidualnego odbioru poezji, a więc subiektywnego przeżywania docierającej z nich do naszej świadomiości treści/informacji.
nie inaczej ma się sprawa dosadności i konkretu tzw. namacalnej rzeczywistości - nic, co wokół nas istnieje, nie jest dla każdego z nas tym samym. może dlatego, że nie ma dwóch par oczu, które patrzyłyby na jeden punkt z dokładnie tej samej perspektywy.
dla każdego z nas granica pomiędzy konkretnym istnieniem a założeniem istnienia znajduje się w innym miejscu - i to w sposób szalenie dynamiczny, bo jej położenie zmienia się w każdym momencie indywidualnej teraźniejszości, czyli co 30 milisekund (poeppel).

co do zatartych i niepotrzebnie jeszcze bardziej zacieranych obrazów i jako przykład:
dla ł. tischnera manicheizm miłosza był trucizną, zaś temu ostatniemu dodawał sił do życia. miłosz przyjmował, że zło rośnie proporcjonalnie wraz z dobrem.
(nie)dopowiedzenia tężejące wzdłuż pustek na kanwie onigiś łatwo odczytywalnych szkiców na korze mogą być dla mnie obrazem stworzenia świata z biblijnej - w pewnym sensie też naukowej (big bang) nicości, wokół której tężały niedopowiedzenia - antymateria (może czarna materia) i dopowiedzenia - materia... i to do siebie proporcjonalnie, jak miłoszowskie manichejskie dobro i zło. jest to jeden z możliwych obrazów.

pozdrawiam i biegnę do pracy

ps
w każdym razie omawiany wiersz sprowokował co najmniej tę wymianę spostrzeżeń

ponad różnicami wynikającymi m.in. z wrodzonych mniej lub bardziej rozwiniętych predyspozycji organizmu pozostaje wciąż aktualne człowiecze de gustibus...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




powietrze

powietrze

powietrza




Raczej mnie pan nie dosensownił...
:)



naturalnie, była to ironia,
która wynikła z tego, że wersja, którą pan zaproponował jest moim zdaniem
pozbawiona wyczuwalnych w oryginale molekuł łączących strofy; ponadto zaciera obrazy rodzące się podczas czytania


...

Pętla


pamiętnikowe szkice spisane na dębach
odpadły od struktury kory są jak
kanwa wzdłuż pustek tężeją (nie)
dopowiedzenia

oblekane w kolce łatwiej zaciskają
pięści dziurawią płuca ścian drżące
powietrze wkorzenia się w bezsenność
zegarów

zliczam gwoździe spadające na deski
do trumny ze szpar wydłubuję ołów
znacząc drogę która prowadzi najwyżej
dookoła


Dnia: 2013-05-27 15:42:59 napisał(a): Nata Kruk

Na poziomie czucia molekularnego, zapewne można dostrzec wszystko we wszystkim, ja jednak bardziej ufam/ wierzę dosadności i konkretowi "gwoździ spadających na deski". Obrazy mi się nie zacierają, z tego powodu, że "zatartymi" już są - (nie)dopowiedzenia tężejące wzdłuż pustek, oblekane w kolce, zaciskające pięści i dziurawiące płuca ścian, przerastają możliwości moich wyobrażeniowych oczu...



tego rodzaju rozważania i wyznania jak powyższe są tu jak najbardziej na miejscu. dotyczą one wszak indywidualnego odbioru poezji, a więc subiektywnego przeżywania docierającej z nich do naszej świadomiości treści/informacji.
nie inaczej ma się sprawa dosadności i konkretu tzw. namacalnej rzeczywistości - nic, co wokół nas istnieje, nie jest dla każdego z nas tym samym. może dlatego, że nie ma dwóch par oczu, które patrzyłyby na jeden punkt z dokładnie tej samej perspektywy.
dla każdego z nas granica pomiędzy konkretnym istnieniem a założeniem istnienia znajduje się w innym miejscu - i to w sposób szalenie dynamiczny, bo jej położenie zmienia się w każdym momencie indywidualnej teraźniejszości, czyli co 30 milisekund (poeppel).

co do zatartych i niepotrzebnie jeszcze bardziej zacieranych obrazów i jako przykład:
dla ł. tischnera manicheizm miłosza był trucizną, zaś temu ostatniemu dodawał sił do życia. miłosz przyjmował, że zło rośnie proporcjonalnie wraz z dobrem.
(nie)dopowiedzenia tężejące wzdłuż pustek na kanwie onigiś łatwo odczytywalnych szkiców na korze mogą być dla mnie obrazem stworzenia świata z biblijnej - w pewnym sensie też naukowej (big bang) nicości, wokół której tężały niedopowiedzenia - antymateria (może czarna materia) i dopowiedzenia - materia... i to do siebie proporcjonalnie, jak miłoszowskie manichejskie dobro i zło. jest to jeden z możliwych obrazów.

pozdrawiam i biegnę do pracy

ps
w każdym razie omawiany wiersz sprowokował co najmniej tę wymianę spostrzeżeń

ponad różnicami wynikającymi m.in. z wrodzonych mniej lub bardziej rozwiniętych predyspozycji organizmu pozostaje wciąż aktualne człowiecze de gustibus...
Chciałem "wytłuścić momenty" - "moje momenty" ,które subiektywnie
dotknęły wrażliwszej części szarej masy pod "kopułą" ,ale poczytałem jeszcze i znalazłem biegun przeciwny: to co sprawia ,że "pętla" lekko się zaciska.
"drżące powietrze"- okropnie wyświechtane zestawienie , pachnące tanim romansidłem albo ( co gorsza) erotykiem klasy D .
A poza tym powietrze zawsze jest drżące ,nawet kiedy nie drży:)
To jedyny zarzut.

Dodatkowo ( co także jest zasługą autorki ) wywiązała się pod wierszem
całkiem ciekawa dyskusja - nie mylić z przepychanką ,która gości na orgu stale.
pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Po przerwie, czy nie.. spojrzałaś na treść po swojemu, a ja, poukładałam wersy jw. żeby Czytelnik "pokluczył" sobie w tekście,
wyhamował nieco przy wchodzeniu w kolejne wersy, czy strofki. Dla Ciebie "napompowane i ckliwe".? jej, w których miejscach.?
Co do "egzaltacji", być może ktoś dokopie się do niej "na siłę".. ;) inny przyjmie treść jaka jest, to zależy... i tak poznaje opinię
zaledwie kilku osób, więc trudno to ocenić. Forum śpi, niestety... to tak ogólnie o wszystkich komentarzach.
Cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie. Dzięki za wizytę.
Ps. Wybiczowałam się za "wsze" czasy, spacerując dzisiaj "wzdłuż" jezior.. raczej nie powtórzę byczka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W sumie... tak, to próba pokazania "ulotności".. czego.? to w wersach, mam nadzieję. Powietrze otacza nas zewsząd,
cokolwiek dzieje się, jest i ono... "pamiętnikowe szkice spisane na dębach".. dąb to dąb, a że odpadły...
są rzeczy/sprawy, które nieustannie rozwijają się, ale bywa, że coś przemija/zatraca się/schodzi na niewłaściwe tory i
wtedy toczy się "walkę" o "treści", ciężką jak ołów, więc może pojawić się zwątpienie/rezygnacja.
Dużo wyczytałeś, a zobrazowanie powietrza jako "dominującej siły przemijania".. :) fajne.
Pozdrawiam.
Opublikowano
andrzej barycz
W propozycji podanej wyżej.. wypadły ważne cząstki, nie wkleiłabym takiej wersji, czułabym niedosyt w treści.
Zaufanie dosadności i konkretowi.. w postaci spadających gwoździ, to już coś.
"(nie)dopowiedzenia" tak zapisane, są delikatną "sugestią", aby Czytelnik zechciał pokombinować z tym słowem, w każdym razie
na to liczyłam... wzdłuż pustek mogą tężeć niedopowiedzenia, poniekąd przemilczanie czegoś, co bywa męczące, ale "ciszy" raczej
nie obleka się w kolce, natomiast ze słowami powiedzianymi/dopowiedzenia, łatwiej to zrobić, jeśli jest to szereg sprzeciwów,
złośliwości na "nie"... Pierwotnie miałam.. słowa oblekane.. ale zrezygnowałam, dając "nie" w nawiasie.
Środkowa była nieco dłuższa, ale wydała mi się zbyt dosłowna dlatego skróciłam.

Drodzy Panowie, Wasza wymiana spostrzeżeń jest niczym innym, jak indywidualnym odbiorem "Pętli".
Wiadomo... to, co dzieje się wokół nas oraz to, jak postrzegamy pewne zdarzenia/życie - po prostu, jest bardzo indywidualną
sprawą jednostki. Mogą być podobnieństwa, ale i diametralne różnice zarówno w próbie zapisu tematu, jak i w jego odbiorze.
Jest jeszcze druga strona medalu, ale darujmy sobie...

al meriusz, dziękuję za komentarz do komentarza oraz ciekawą wymianę myśli pomiędzy obu Panami.
Dziękuję Wam za zatrzymanie.
Pozdrowienia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Owszem, "pętla" zaciska się, dla konkretnego biegu zdarzeń podmiotu lir. ale podobnie jest w wielu miejscach... a życie ucieka.
"drżące powietrze", zgadzam się, pospolite określenie, ale chciałam dać mu dodatkową "wartość" w zapisie, jw...
"płuca ścian" drżące, jak i cała peelka, ale również drżące powietrze, wkorzeniające się w bezsenność... to w zasadzie skróty myślowe,
chciałam zostawić pole dla wyobraźni Czytelnika, gdybym to wszystko rozpisała, wyszłoby z pięć zwrotek, za dużo.
Jeżeli owo drżące powietrze, było jedynym zarzutem, cieszę się z Twojego odbioru.
To prawda, dyskusja pod.. ciekawa, czytałam z zainteresowaniem.
Miło mi, że wpadłeś do mnie, dziękuję.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hym, jeśli specjalnie, to tym bardziej jestem na nie. Któryś tam z kolei komentujący wrzucił swoją, poukładaną wersję Twojego tekstu i wówczas utwór zyskał. Na razie jest nieładnym tworem, który ma (niby) zmusić do kluczenia (czy innych okołojezdnych czynności - whatever). A po co zmuszać? Wiesz, że zmuszanie nie wychodzi na dobre? :)

Które ckliwe? Chociażby strofa środkowa pachnie mi głodnym kawałkiem ;)

Niczego nie dokopuję się na siłę, piszę o tym, co przeczytałam, nic nadto :)

A forum śpi od dawna :) Dobrze, że jeszcze komuś się chce tu przyłazić i ciągnąć to (jako tako).

No, spacerowanie wzdłuż jezior wskazane :) U mnie, niestety, brak zbiorników wodnych (nie licząc zasyfionego stawu w parku). Szkoda tylko, że pogoda taka niesprzyjająca...

Pozdrawiam,
P.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Hmm.. "jeśli specjalnie".. to Twoje słowa.. :) chodziło o.. żeby Czytelnik mógł pokluczyć.. nie ma mowy o przymusie.
Nie któryś tam z kolei, a A. Barycz przyciął dwie pierwsze i dla mnie, tekst stracił, jest niepełny, ale wola Czytelnika nie zawsze
pokrywa się z zamierzeniami autora, wiemy o tym wszyscy. Co do ckliwości, Ty ją widzisz, ja nie, sorry, może inaczej ją postrzegamy.
Uwagi w postach zostają, zawsze można do nich wracać... Dziękuję za ponowny wgląd.
Hej papper.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.

       

      Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jestem ostrzem  Które zatapia się    W twoim ciele    (Jest go tak wiele)   I już nie zobaczysz jutra  Ani promieni słońca    Bo to cierpienie będzie  Trwać bez końca    Aż po bezkres gwiazd  Wieczna nieskończona trauma         
    • w porywach wiatr zmienia kolory zieleń błądzi w słowach   kiedy patrzysz mi w oczy zawężam się wokół drzewa chwila grzechu Warta   nad rzeką zagubiona Ewa maluje jabłko będziemy zrywać i przytulać się do siebie
    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.   Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.
    • @piąteprzezdziesiąte   A odpowiem w taki sposób: głosowałem przeciwko wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, także: byłem przeciwko wspieraniu Ukrainy, de facto - współczesnej Chazarii, dalej: stanąłem po stronie ofiar - Liban, Palestyna i Iran, więc: mam czyste sumienie i nie mam żadnego obowiązku brać odpowiedzialności za wybory innych osób.   Nie należę do żadnych państwowych związków literackich - nie jestem na utrzymaniu podatników, nie należę również to tak zwanego salonu: artystów-celebrytów, najpierw wybrałem pracę zawodową - Zakład Pracy Chronionej, Archiwum Akt Nowych i Libertyński Klub Narodowy i nie należę do żadnego towarzystwa wzajemnej adoracji i tyle wystarczy?
    • @Annna2 W takiej przestrzeni zmieści się wszystko  :) Dziękuję, pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...