Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(poprawione)


Wszedł cicho do pokoju, niosąc ze sobą dwa kieliszki do wina. Po raz pierwszy w życiu nie czuł wstrętu, że wynajął przez telefon kobietę.” Przynajmniej teraz trafiła mi się naprawdę ładna i młoda”, pomyślał zadowolony i spojrzał ukradkiem na dziewczynę, siedzącą na kanapie.
Była ubrana jak większość kobiet z jej branży. Miała na sobie obcisłą sukienkę, podkreślającą ponętną sylwetkę. Usta oraz paznokcie pomalowane były na czerwono. Długie, gęste włosy mieniły się kolorem wiśni. Przyglądał się im przez chwilę, ale nie dostrzegł żadnych śladów odrostów, które zawsze kojarzyły mu się z jednym - z brakiem higieny. Nie znosił kobiet, które po farbowaniu nie wyrównywały sobie koloru. Kiedyś nawet zdarzyło mu się, z tego właśnie powodu, jedną prostytutkę wysłać z powrotem tam, skąd przyjechała, nie płacąc jej przy tym ani centa. Od tamtego incydentu nauczył się przy każdym zamówieniu bardzo dokładnie opisywać swoje wymagania.
- Nazywam się Max.- zwrócił się do niej, nalewając czerwone wino. Francuskie, półwytrawne, dwuletnie. Podając kieliszek, usiadł obok niej i bez najmniejszego zażenowania zlustrował jej ciało- A jakie jest twoje prawdziwe imię?- zapytał, podkreślając słowo „prawdziwe”, gdyż z własnego, bogatego doświadczenia wiedział, że wszystkie prostytutki wybierały sobie różne imiona lub pseudonimy, chcąc w ten sposób rozróżnić życie prywatne od zawodowego.
- Daria. – odpowiedziała obojętnie, pijąc wolno wino, jakby chciała sobie dodać otuchy.
A może mu się tylko zdawało?
Przez głowę przemknęła mu myśl, żeby zapalić świece, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu.
- Myślę, że dobrze będzie jak pójdziemy do mojego salonu.- zaproponował, dziwiąc się sobie, ponieważ nigdy wcześniej nie zapraszał wynajętej kobiety do osobistego pomieszczenia. Przeważnie po każdym stosunku zapominał o nich, jakby nigdy nie istniały. Ale z nią było jakoś inaczej. Zaintrygowała go, ponieważ była obojętna na bieg wydarzeń. Nie zachowywała się jak inne prostytutki, które albo były wulgarne albo udawały parodię słodkiej idiotki. To właśnie pod wpływem jej chłodu czuł się jak alpinista, który wybrał się na wielką wyprawę, by wreszcie zdobyć wymarzony szczyt góry lodowej. Podniecił się przypominając sobie regułę swoich młodzieńczych lat, kiedy zaliczał panienki jedną po drugiej, że zimna kobiet była niepodważalnym synonimem wulkanicznego seksu
Przeszli do niedużego pokoju, który całkowicie wyrażał jego osobowość, nie był ani ciepły ani romantyczny. Ascetyczne umeblowanie, w połączeniu z białymi ścianami sprawiało nieodparte wrażenie pustki. Ale i tak go lubił. Był całkowicie jego, co do tego nie było żadnej wątpliwości.
Bez ceregieli podszedł do niej i szybkim ruchem zdjął sukienkę, która odsłoniła kształtne piersi. Nieduże i zadziorne. Ciekawe, jak smakują, pomyślał, po czym poprowadził ją do łóżka. Nie czekając na nic, zdjął szybko swoją garderobę i przeszedł od razu do akcji.
Pieścili się nerwowo. W swoich ruchach przypominali bardziej zwierzęta niż ludzi. Dzielone przez nich chwile dalekie były od określeń z rodzaju intymność, bliskość, ciepło. Poruszali się szybko. Wsłuchując się w jej nierówny oddech, czuł, jak coraz bardziej zapadał się w swojej nieświadomości, pragnąc tylko jednej rzeczy - rozkoszy. Wbite palce w jego skórę spotęgowały jego doznania, sprawiając, że jego pchnięcia stały się głębsze. Nie przejmował się, że mogły zadać ból. Myślał egoistycznie. Najważniejszy był jego orgazm i kiedy wreszcie go osiągnął z wielką satysfakcją spojrzał na dziewczynę. Jednakże w jej oczach nie dostrzegł żadnej błogości. Uświadomił sobie, że była ona bardzo daleko od tego, czego niedawno doświadczył.
Po krótkim wahaniu podjął decyzję, że nie zostawi jej w takim stanie. Przede wszystkim chciał, żeby mówiła innym koleżankom, że miała kiedyś jednego klienta, który sprawił, że była dla niego kobietą a nie tylko dziwką, że rozbudził uśpione rozkosze, że był naprawdę świetny, doskonały, po prostu niezapomniany. Taak, tego właśnie pragnął.
Mijały minuty, a ona stawała się coraz bardziej rozpalona, nieobecna. Widać było, że tej nocy poczuje się dobrze. Zaczęła nerwowo przyciskać się do jego ciała. Jej biodra poruszały się niepewnie w górę i w dół, a z każdą minutą te ruchy stawały się coraz intensywniejsze. Położyła swoją rękę na jego dłoni i zaczęła prowadzić go po swoich punktach lekko wzdychając, aż w końcu zaznała rozkosz. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Jej wzrok był tym razem błędny oraz oszołomiony. Wiedział, że nieczęsto to się zdarzało. Oddychała nierównomiernie.
- Może teraz napijesz się wina? – zapytał, wciąż gratulując sobie okazanej wspaniałomyślności
- Chętnie - odpowiedziała krótko.
Od razu wyczuł w jej głosie, jak starała się ze wszystkich sił powrócić do wcześniejszej, opanowanej postawy. Zapewne przypominała sobie teraz o tym, jak jej nie wolno ulegać emocjom, angażować się. Musiała pamiętać, że była tutaj w pracy, a nie na jakieś romantycznej randce ze swoim ukochanym.
Poszedł po nową butelkę, która od paru godzin chłodziła się w lodówce. Wracając do pokoju, jeszcze raz ukradkiem spojrzał na nią. W świetle księżyca, które nieśmiało dostawało się przez białe firanki, wyglądała jak zjawa. Jej włosy leżały na ramionach w wielkim nieładzie. Pierwszy raz od wielu miesięcy miał znowu ochotę, aby zagłębić swoją dłoń w kobiecych włosach, a potem pojeździć palcem po idealnie stworzonej linii ciała, ale na odgłos jego kroków odwróciła się w milczeniu. I te jej nieduże piersi…
- Proszę oto twój kieliszek.
- Dzięki.- po czym dodała - Do której mnie wynająłeś?
- Do 10-tej rano – odparł spokojnie.
- To co chcesz robić do 10-tej? – zapytała wolno - Może chcesz jakiś pikantniejszy numerek?
- Nie, na razie nie chcę - odpowiedział, kładąc się obok niej – ale za to opowiesz mi coś o sobie.
- Niestety nie mam o czym.
- Zawsze jest „o czym”.
- Ale nie w moim życiu.
Zamilkli. Postanowił, że nie będzie wymuszał na niej presji. Jak przyjdzie jej ochota, to mu wszystko opowie, a jeżeli nie, no to się rozstaną i zapomną o sobie. Jednakże to czekanie sprawiło, że zamiast wyznań pojawiło się zmęczenie, któremu ulegli, zasypiając głębokim i zasłużonym snem.

Obudził się wcześnie. Jeszcze za oknem panowała ponura szarość. Spojrzał na zegarek. Była ósma. Odwrócił głowę w kierunku, gdzie ostatnio leżała Daria. Nie znalazł tam jej, ponieważ stała już od dłuższego czasu przy oknie. Paliła papierosa. Była w dalszym ciągu naga. Przyglądał się jej przez moment i ponownie poczuł, jak jego członek przyjemnie nabrzmiewa. Nie mógł zaprzeczyć, iż nadal go podniecała.
- Nie wiem, czy mogę u ciebie palić… – powiedziała cicho, sprawiając, że nie wiedział, czy te słowa były pytaniem, czy tylko czystym stwierdzeniem.
- Pal spokojnie – zachęcił ją.
- Pamiętasz, jak mnie wczoraj wieczorem prosiłeś, abym opowiedziała ci coś?
Potwierdził głową, nie wypowiadając przy tym ani słowa.
- Moja historia będzie krótka i brzydka, jak brzydkie jest życie. Ale jeśli cię nadal interesuje, to ci ją opowiem.
Nie zaczęła od razu. Najpierw zgasiła papierosa, który zakończył swój żywot przy samiutkim filtrze, po czym sięgnęła po paczkę, leżącą na kredensie koło kryształowej patery. Wolnym ruchem wyciągnęła następnego i zapaliła.
Opowiadała sucho i treściwie, jak wyjechała z wioski z nadzieją, że w wielkim mieście wszystko się jej poukłada, gdyż była młoda i atrakcyjna,. Jak zmuszona była do szukania pracy, bo jej wszystkie oszczędności zniknęły po pierwszej wpłaconej racie za studia wieczorowe. W jaki sposób dostała od znajomej numer do pewnego klubu nocnego, do którego zadzwoniła, pojechała i … zaczęła tańczyć przy srebrnej poręczy.
Potem jej relacje szybko zmieniały obrazy, że pewnego dnia przyszedł do niej szef i zapytał, czy by nie zechciała pójść do pewnego gościa. Mówił o tym, że dobrze jej zapłaci, że facet nie jest zboczony i inne takie pierdoły. Długo nad tym się zastanawiała i tak jak okazja czyni z człowieka złodzieja, tak też i ta propozycja uczyniła z niej kurwę. Nie mogła na siebie patrzeć w lustrze, ale jednocześnie nie potrafiła z tego zrezygnować. To było jak nałóg. Na szczęście opanowała się, kiedy została wyrzucona ze studiów i wtedy powiedziała stanowczo dość! Już nigdy więcej…
Zaczęła swoje życie od nowa. Chodziła od jednego biura pracy do drugiego. Każdy prosił, aby zostawiała jakieś podania oraz życiorysy i jeśli coś znajdą, to zadzwonią do niej. Długo czekała, ale telefon milczał. Już miała się poddać i wrócić tam skąd przyszła, kiedy w gazecie znalazła ogłoszenie.
Po długich rozmowach dostała w końcu pracę kasjerki w supermarkecie, ale musiała się przyznać, iż była ona straszna. Nie dość, że człowiek zarabiał tam małe pieniądze, które i tak nie wystarczały do końca miesiąca, to jeszcze traktowali go gorzej niż bezdomnego psa. I mimo że prowadziła tzw. normalne życie, to nadal nie mogła na siebie patrzeć w lustrze. W końcu po półrocznym upodleniu przy kasie, nie mając ani grosza ze swoich wcześniejszych oszczędności, powróciła do swojej branży. Już od ponad dwóch lat spędza wieczory z każdym klientem, którego jej zlecą.
Kiedy skończyła, zaciągnęła się papierosem i na pewien czas przytrzymała dym w płucach. Max przez cały czas nie poruszał się. Tak naprawdę to nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Zastanawiał się, czy powinien jakoś wyrazić swój żal, czy lepiej zostawić ją osamotnioną. W końcu jego wahania przerwał niewyraźny głos Darii, przypominający o tym, że czas się już kończy.
- Jest dziesiąta. Muszę iść. Czy dasz mi ustaloną kasę?
- Oczywiście. Już ci ją przynoszę.
Poszedł do przedpokoju i wyciągnął z szuflady pieniądze. Kiedy wrócił, zauważył, że była już kompletnie ubrana. Zaciekawiło go, czy rano zmyła z siebie ostatnie dowody ich wczorajszych uniesień, czy też nadal tkwiło w niej jego nasienie?
- Proszę oto i one. Jak chcesz możesz je przeliczyć.
- Nie trzeba - odparła obojętnie, jakby nie miało to najmniejszego sensu, a przecież zaczęła sprzedawać się właśnie z ich powodu.
Ubrała się w płaszcz i jeszcze na do widzenia spojrzała na niego, jakby miała coś do powiedzenia, ale żadne słowo nie padło z jej ust. Odeszła, zamykając za sobą cicho drzwi. Przez pewien czas nie uczynił żadnego ruchu, jedynie wpatrywał się uporczywie w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stała kobieta, do której poczuł słabość, a której w ogóle nie znał.
Odwrócił się od drzwi i wszedł do swojego salonu. W powietrzu w dalszym ciągu czuło się dym z papierosa oraz zapach ich wczorajszego seksu. Już miał wziąć sobie długi prysznic, kiedy jego oczom ukazała się nieduża, zgnieciona kartka. Podniósł ją z ziemi i zlustrował szybko, po czym skierował się do łazienki, zapominając o wszystkim.



„Laura 653-…”

Opublikowano

najważniejsze części kobiecego ciała= ?!? i to napisala kobieta? no nie wiem jak Ty, ale ja sobie np głowę cenię bardzo wysoko, czyżby sukienka ją przysłaniała? aleś niefortunny zwrot wybrała, może to zmienić?

Włosy miała długie, zadbane i posiadały interesujący odcień wiśni. = dziwnie brzmi to włosy miała i posiadały, może lepiej "... zadbane, w odcieniu wiśni" lub posiadające kolor wiśni, ale w ogóle pomysł posiadających coś włosów wydaje mi się trochę nietaki.

Ucieszył się z tego powodu, ponieważ nigdy nie znosił kobiet, które farbowały sobie włosy i z braku czasu albo estetyki, nie wyrównywały sobie odrostów, które zawsze kojarzyły mu się z jednym - z brakiem higieny. = ojej, przecież do 3/4 zdanie to brzmi jak zaprzeczenie poprzedniego, ucieszył się, że miała farbowane, bo nie lubi kobiet, które włosy farbowały...
proponuję coś w stylu: Ucieszył się, gdy nie spostrzegł śladów odrostów, które kojarzyły mu się z brakiem higieny. chociaż i tak to zdanie jest dziwne :)

ani centa=? a to gdzie my jesteśmy? (my jako obserwatorzy danej scenki)


Jedno jest pewne: jest zimna, a więc będzie ostra” przemknęło mu przez głowę, po czym zrezygnował z pomysłu zapalania świec, gdyż zdał sobie sprawę, iż nie były one potrzebne. = kobyła straszna wyszła, może by tak ją podzielić na zdanka?


To gdzie "to" robimy? = albo ona jakaś nieśmiała, albo niedoświadczona, albo co, bo brzmi to dość śmiesznie, to "to" oczywiście, poza tym, chyba "zrobimy", bo jak narazie tylko rozmawiają.


która nieskromnie odsłoniła kształtne piersi= ojejku to sukienki potrafią się zachowywać skromnie?... jak dla mnie to słowo psuje całe zdanie.

Aby szybko, aby ja, moje ciało.= hmm, może brak mi wyczucia, ale to zdanie chyba nei brzmi najlepiej i nie do końca oddaje to, co autorka chciałą w nim przekacać...


bezwarunkowe skurcze = przepraszam, ale to brzmi tak naukowo, że aż śmiesznie w tym momencie

bardzo daleko od tego, co niedawno = od tego, czego doświadczył a nie co

że rozbudził uśpione rozkosze, że był dobry =dobry?! chyba świetny, doskonały, niezapomniany! ten facet marzy o tym, żeby ona mówiła, iż był dobry? no nie wiem, mnie to nie przekonuje

nieskontrolowana = znów neimal naukowe, suche stwierdzenie... i do tego nawet nie wiem, czy to nie neologizm jakiś, coś może być niekontrolowane, ktoś może się zachowywać nie kontrolując się, ale hm, aż sprawdzę w słowniku... no i nadal nie wiem, jest skontrolowany, czyli nieskotrolowany chyba też moze być, ale myślę, że to się odnosi do np ruchu, jakiejś czynności a nie do osoby...

zaznała orgazm.=... ? ten wyraz się odmienia

ale za to opowiedz mi coś o sobie= za co? i chyba nie opowiedz, a opowiesz

atrakcyjna, jak zmuszona = atrakcyjna kropka i od nowego zdania

Potem jej relacje szybko zmieniały obraz = relacje zmieniały obraz? i do tego jeden?

Potem było jeszcze raz i kolejny i następny. - co było?! ja wiem, ale ze zdania to nie wynika

Nie dość, że człowiek zarabiał tam krocie= heh, chyba nieporozumienie jakieś... jak się mówi, że ktoś zarabia krocie tzn bardzo dużo :)

daje dupy każdemu = a po co tak ostro i brzydko? nie rozumiem, jak to się ma do reszty


czy lepiej zostawić osamotnioną = co zostawić? ją?

Czy możesz dać ustaloną kasę? = czy możesz!? co za prostytutka pyta, czy może otrzymać kasę?


dopowiedzenia = do powiedzenia

nieznaną słabość, a której w ogóle nie znał = trochę to nieznanie się wybija, może by zmienić?
.........................................................................................................................

no koleżanka trochę musi jeszcze popracować nad formą, pisać, pisać i pisać :)
wiesz Martencjo, temat nie jest zły, ale nie najlepiej go podałaś, z pewnością mogłabyś poprawić to i owo, moje sugestie bardziej się czepiają fundamentalnych błędów, czy też gramatycznych, ale i polotu mi tu brakuje, a ten wypracować musisz sama.
Ćwicz, pisz, słuchaj dialogów między ludźmi, żeby nie były one tak sztywne, czy wymuszone w opowiadaniach, no i nie bój się żadnych tematów :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Ufff, gorąco się mi zrobiło. Cóż, wstyd mi ,aż uszami wychodzi...

Przepraszam za swoje okropne błędy, gramatyczne, językowe itp. Człowiek pisze i wydaje mu się, że wszystko jest nawet dobrze...ale cieszę się, że ktoś otworzył mi oczy. Rzeczywiście jak spojrzałam na powyższe uwagi Pani Natalii, to zaczęłam zastanawiać się, czy nie usunąć opowiadania.

Ale może zostawię, żeby inni wiedzieli, jak nie powinno się pisać :)
(Proszę nie traktować tego, że chcę się tym w jakiś sposób chwalić. Proszę mi wierzyć, że strasznie biję się z myślami, co do tej decyzji...i może ją wkrótce zmienię)

Co do centów, to mam z tym problem, bo mieszkam w Berlinie i niestety waluta jest inna niż w Polsce..

Dziękuję Pani bardzo za wszystko. I biorę się ostro do roboty (jeżeli coś tutaj zdziała... :)). Myślę, że na dłuugi czas nie będę zaśmiecać serwisu swoją twórczością.


Pozdrawiam Panią i wszystkich czytających ten post.

Martencja :)

Opublikowano

czyli cent zrozumiały, pewnie, że teraz może być :)
Martencjo, jak najbardziej zamieszczaj tu swoje twory, pomożemy je dopieścić :)
aha, no i jaka pani?! Natalia jestem :)
cieszę się, jeśli mogłam w czymś pomóc, do następnego!

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Cieszę się. Ja właśnie udoskonalam powyższą wersję, ale niestety przedłuża się to z powodu egzaminów...Ale mam nadzieję, że wkrótce zakończę i będzie lepiej.

Pozdrawiam Cię gorąco i dziękuję Ci za te słowa... :)
Do usłyszenia
Martencja

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

O rany aż zarumieniłam się. Nie wiem czy ze wstydu, czy z zadowolenia.... :)

Niestety studia przed świętami zawsze utrudniają. (w szczególności, jak trzeba duuużo ćwiczyć na wiolonczeli :))

Pozdrawiam Ciebie gorąco
Zapracowana Martencja

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Postęp   Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.   Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.   „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.   Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.   Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.   Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].   W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.   Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.   Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.   Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @APMCudowna, ulotna chwila. Lubię takie wiersze. 
    • @Migrena   Zachwyciłeś mnie tym wierszem.Ukazałeś swoją romantyczną naturę. A dziś - znowu się zachwycam. Przepiękny wiersz!
    • Zakładam stłuczonego lustra maskę oprawioną w drewnianą ramę myśli odbijam światło zbyt ciasnych marzeń popękane szczęście do szkła się modli na oczach dziura łzami wykopana patrzę przez otwory podwójnej maski otwórz usta nadziejo lustrzana wyszepcz to co krzyczą senne kawałki smutkiem lustra nie skleję dotykam twarz szklaną odbiciu nadaję własne imię żegnam się z zamaskowaną blizną już nie jestem po drugiej stronie siebie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...