Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czego byś nie chciał
czego nie robił
życie nauczy cię życia
po swojemu a to znaczy
że obróci wniwecz
cały twój wysiłek

albo wynagrodzi cię
za to i tym czego i o czym
nawet nie pomyślałeś
bo życie jest na życia
(a nie na czyjś) sposób
łaskawe sprawiedliwe

Opublikowano

czego byś nie chciał
czego nie robił
życie nauczy cię życia
po swojemu obróci
cały twój wysiłek

wynagrodzi cię tak
za to i o czym nie pomyślałeś
bo życie jest na życia sposób
łaskawie sprawiedliwe

tak mi się czyta:-)

pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jakbyś nie oczekiwał, to byś tu nie był, bo tak naprawdę oczekujesz tego, czego chcesz, czyli najgorszego, ale się nigdy nie doczekasz, tj. zawsze się zawiedziesz (na sobie i na mnie). Pozdrawiam
Opublikowano

Z tego co "wysmażyłeś" drogi Wiju wynika ,że co by podmiot "nie spłodził" i tak żywot obróci w niwecz.
Więc,........ jak już wspólnie doszliśmy do wniosku ,że najważniejszy jest koniec świata ,to usiądźmy i w spokoju czekajmy.( Ku uciesze wszystkich debili ,którzy większość miast oblepili bilbordami z "nieuchronną" datą).
pozdr
ps
Tak na marginesie ( wszak nie ma w tym sensu) ,przechodząc obok tych "reklam"( ostatnio nawet widziałem w telewizji) ,pomyślałem ile to kromek chleba można by rozdać na ulicy za te pieniądze.
-kromki chleba są przenośnią
tyle

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z jednej strony, życie każdego może uraczyć, tym co spotkało Hioba, a z drugiej zbierają ci, co nie sieją. A przynajmniej nie należy być mądrzejszym od niespodzianki, jaką życie każdemu może zgotować. Pozdrawiam
Opublikowano

Ja to odczytuje jako potrzebę balansu pomiędzy nauką życia wobec życia, które nas uczy, Do tej "pary”"należy podchodzić z pokorą i świadomością tych dwu wzajem siebie istniejących uwarunkowań.

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...