Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Wystarczy, że moje myśli ukształtują się w formie niewidzialnej dłoni, która przesuwać się będzie po Twojej skórze, nie dotykając jej wcale, od szyi, powoli do tyłu, ponad ramieniem, na plecy. Odchylisz głowę do tyłu, prosząc o dotyk, marząc o tym, by on się urzeczywistnił, a moja dłoń będzie powoli delikatnie przesuwać się wzdłuż kręgosłupa by w końcu dotknąć Twojego biodra. Dotyk niewidzialnej dłoni rozpali Twoją skórę, poczujesz ten dreszcz, który powstaje gdy skupiasz się na tym dotyku, bez fizycznego kontaktu. Dreszcz który przechodzi od ciała do duszy, który przenika na wskroś i który obezwładnia myśli”.

Turgon 6 września 2004r


Wyszłam z kąpieli odprężona i zrelaksowana. Zawinięta w ogromny, puszysty, ręcznik pachnący wiatrem, stanęłam na progu sypialni. Granatowo-chabrowa pościel kusiła swoim bezmiarem, zapraszająco lśniła w blasku świec... Już cieszyłam się na to niesamowite wrażenie, jakie wywoła zetknięcie rozgrzanej skóry z gładką, śliską, niemal metaliczną satyną... Otulić się tym jedwabistym dotykiem, zanurzyć w chłód, oto moje jedyne myśli w tej chwili. Odchyliłam rąbek kołdry i zobaczyłam na poduszce niewielką, bladobłękitną kopertę. W środku, na maleńkim skrawku papieru, skreślone pośpiesznie kilka słów więcej przyniosło domysłów niż faktów...
„zabiorę ci mowę dzisiejszej nocy i oczy, bo tak jedynie możesz w świat rozkoszy wkroczyć”
- Jeśli kiedyś zaczniesz mówić wprost odejdę – wyszeptałam – uwielbiam Twoje zagadki.
Rozkoszny dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa, kiedy złożyłam swoje ciało w chabrowe objęcia, wszechobecny chłód zaczął powoli ustępować miejsca delikatnej przyjemności. Zdmuchnęłam świece. Zasypiałam spowita uczuciem uwielbienia dla Niego i wdzięczna za wyrafinowana intymność, którą dla mnie przygotował.
- Cóż może to być? - zdążyłam jeszcze pomyśleć zanim zasnęłam...
Obudziło mnie... właściwie sama nie wiem co mnie obudziło. Nie był to żaden dźwięk ani ruch, ani nawet światło – światło widziałabym, nawet przez zamknięte powieki. W taki razie co? Bałam się otworzyć oczy i bałam się poruszyć. Postanowiłam poczekać wsłuchując się w otoczenie, szukając najmniejszego choćby dźwięku, który pozwoliłby odgadnąć powód mojego przebudzenia. Powoli utwierdzałam się w przekonaniu, że tym, co mnie obudziło była czyjaś obecność w sypialni.
- To nie możliwe – przemknęło mi przez myśl – przecież On jest daleko... bardzo daleko...
A jednak myśl, że znajduje się blisko nie opuszczała mnie ani na moment. Zamiast zastanawiać się co się dzieje, zapragnęłam to przeżyć. W końcu byłam bezpieczna, we własnym łóżku, co mogło mi się stać... Wróciłam pamięcią do bileciku na poduszce - zabiorę ci mowę dzisiejszej nocy i oczy, bo tak jedynie możesz w świat rozkoszy wkroczyć... Jak to dobrze, że pierwszym uczuciem jakiego doznałam był strach, to on nie pozwolił mi otworzyć oczu. A przecież tego właśnie zażądał ode mnie On w swoim liście – nie wolno mi patrzeć. Chciałam zapytać, ale druga część zdania stała się odpowiedzią na niewysłowione pytanie – nie wolno mi mówić. I znowu mój strach przyszedł mi z pomocą. Strach – uczucie, które uwielbiam, które jest mi przyjacielem i towarzyszem – i tym razem pomógł mi zacząć nową przygodę.
Obecność mojego tajemniczego gościa, stawała się coraz bardziej realna. Wprawdzie nadal nie wydawał żadnych dźwięków, ale odczuwałam ją coraz silniej, coraz bliżej.
- To nie możliwe – pomyślałam znowu – niemożliwe...
W tym samym momencie poczułam, że kołdra, która otulała mnie czule, zaczyna porzucać moje ciało. Jak obrażona dama, kroczyła dystyngowanie i powoli w nieznanym kierunku, coraz bardziej rozluźniając łączącą nas zażyłość. Na koniec wzdrygnęła się niemal, jakby strzepując niewidoczny pyłek z sukni i odeszła, zostawiając mnie samą. Wzgardzoną. Leżałam naga, na brzuchu, lewa dłoń po poduszką a prawa ręka wyciągnięta wzdłuż ciała. Lewa noga ugięta, a prawa wyprostowana - niemal dotykająca krawędzi łóżka. Czułam na sobie czyjś wzrok. Ktoś przyglądał mi się lubieżnie, czułam jak dotyka mnie tym wzrokiem, którym przebijał się przez mrok. Świadomość własnej nagości i czyjejś obecności pomogła mi przezwyciężyć strach, zaczęłam się delektować się tym stanem. Czułam się trochę jak przed obiektywem. Wszystko działo się za moją zgodą, ale i wbrew niej, było ulotne i nieokreślone. Dreszcz wywołany chłodem powietrza rysował przedziwne wzory na mojej skórze, zmuszając kolejne mięśnie do szybkich skurczy.
Nagle odczułam ciepło. Nie dotyk. Ale ciepło. Takie, które jest odczuwalne na ułamek sekundy przed dotykiem. Ale samego dotyku nie poczułam. Trwało to chwilę jakąś, poczym ciepło zaczęło się przemieszczać wzdłuż mojego ciała. Było mi bardzo przyjemnie, powoli zaczynałam odpływać w rozkoszny letarg.
- Jeszcze, jeszcze – szeptałam w myślach, prężąc się jak głaskana kotka.
Pamiętam jeszcze, że źródło tej odrealnionej przyjemności podzieliło się i teraz czułam jak przesuwa się wzdłuż przedramion, w kierunku dłoni. Ułamek sekundy zmienił wszystkie moje odczucia. Przyjemne ciepło niby-dotyku przybrało gwałtownie na sile, parzące pętle zacisnęły się na nadgarstkach. Szarpnięcie i silny ruch w kierunku pleców. Jednostajny, zdecydowany ruch. Byłam zaskoczona. Najpierw prawa ręką, bez większego bólu poczułam ją na lędźwiach. Lewa, wyszarpnięta brutalnie spod poduszki, wykręcona boleśnie i w łokciu i w barku, dołączyła do niej. Czułam jak parzące pęta stapiają się w jedno. Próbowałam się oswobodzić z tego dziwnego uścisku, ale chociaż jedyne co czułam to gorąco, nie byłam w stanie się uwolnić. Każdy ruch przynosił tylko większy żar i większy ból. Siłą woli powstrzymywałam własny krzyk kiedy znowu poczułam przemieszczające się ciepło.

Niezwykle powoli, metodycznie mój tajemniczy gość oplatał mi przedramiona tymi przedziwnymi pętami. Z każdym kolejnym oplotem moje łokcie zbliżały się do siebie, wywołując nieznośny ból. Ból rozchodził się na barki, ściągnięte łopatki dawały znać o sobie. Już nie opierałam się na ramionach, ściągane ognistym powrozem oderwały ciało od podłoża, zmuszając mnie jednocześnie do uniesienia głowy. Teraz już leżałam wsparta na piersiach, które przejęły cały ciężar, górnej części ciała. Gwałtowniejsze szarpnięcie zwiastowało koniec splotu w tym miejscu. W następnej kolejności otrzymałam kilka oplotów powyżej łokci. Starannie i równiutko zamotanych niczym bransolety u rzymskich nałożnic, a skutkujące większym jeszcze, niż dotychczas naciągnięciem barków. Uścisk był bardzo silny, ale najbardziej doskwierało gorąco więzów. I nagle wszystko skończyło się. Przez dłuższą chwilę czułam na sobie jedynie wzrok. Jakby układający dalszą kompozycję. Starałam się przez cały czas poruszać palcami, żeby wymuszać krążenie w związanych rękach, ale każde zaciśnięcie dłoni było kolejnym źródłem bólu. Zaczęłam tracić poczucie czasu i ogarniało mnie zmęczenie. Jednocześnie rosła moja ciekawość dalszego rozwoju sytuacji.

Znowu poczułam ciepło, tym razem zaczęło się na dłoniach i spłynęło niżej – na pośladki i uda. Na moment jedynie zahaczając o moją intymność. To miejsce, bardziej niż którekolwiek inne, pragnęło dotyku. Ale nie dane mi było poczuć tam dotyku dłoni. Ciepło przemknęło szybko na uda, łydki... Przeszedł mnie dreszcz kiedy zbliżyło się do kostek. Spodziewałam się kolejnych więzów i nie pomyliłam się. Ogniste pętle na kostkach, zacisnęły się niemal równocześnie. Zgięcie nóg w kolanach było już tylko formalnością. Każda ze stóp została opleciona razem z udem, tuż poniżej pachwiny. Pozycja była mordercza, słyszałam i czułam dźwięki trzaskających włókien mięśniowych, kolana były napięte do granic możliwości. Ta nienaturalna pozycja wycisnęła mi z oczu pierwsze łzy a z gardła przerywany, głęboki szloch. Jak bardzo chciałam prosić Go, żeby przestał, ale nie byłam w stanie. Ból zdominował moją świadomość i podświadomość. Był w każdej komórce. A ja przestawałam panować nad sobą. Nie mogąc mówić byłam skazana na łaskę mojego oprawcy. I znowu szarpnięcie oznaczające koniec splotu. Czekam co będzie dalej. Twarzy zalanej łzami nawet nie mogę otrzeć, gdyż nie dosięgam do materaca. Łzy rzeźbią wiec korytarze w swojej drodze ku dołowi...

Bezruch nie trwał długo. Nagle ciepło przemieściło się na twarz. Czuję wyraźnie dwie jakby dłonie po obu stronach twarzy, chwytają moją mnie i odchylają moją głowę maksymalnie do tyłu. Zaczynam się szarpać, w przeświadczeniu, że tak właśnie uwolnię się od tego stalowego uścisku. Niestety. Dłonie uniosły moją twarz. Tym razem jednak czekała mnie niespodzianka i to nie tylko termiczna. Ogniste palce rozchyliły mi szczęki, naciskając boleśnie miejsce ich połączenia. W usta wepchnięty mi został owalny, miękki przedmiot, ale dla odmiany był lodowato zimny, o metalicznym posmaku. Wiedziałam, że to rodzaj knebla, ale nie mogłam zrozumieć dlaczego jest taki zimny i skąd ten dziwny smak. Czułam jak wnętrze moich ust zaczyna cierpnąć, podobne uczucie odczuwalne było na zębach. Wstrętny metaliczny posmak, próbowałam go wypchnąć językiem, ale język nie natrafiał na żaden przedmiot. Przelatywał jak przez powietrze, zatrzymując się dopiero na zębach. To niezrozumiałe, przecież wyraźnie czułam, że coś dużego wypełnia mi buzię, skutecznie blokując wszelkie marzenia o wydaniu jakiegokolwiek dźwięku...

Spętana i niema leżałam czekając dalszego ciągu. Uświadomiłam sobie, że nie czuję palców rąk. Najwidoczniej musiały być już sine, albo też On czytał w moich myślach, poczułam bowiem ciepło zbliżające się do mnie. Szczęk narzędzia, jakby bardzo dużych stalowych nożyc, wywołał dreszcz, spotęgowany dodatkowo nagłym mocniejszym naciągnięciem więzów. Nim przebrzmiał szczęk pętające mnie powrozy zaczęły, jak spłoszone węże, umykać z moich ramion. Czułam coraz większą swobodę w łokciach i przedramionach, więzy rozluźniały się i zsuwały. Starałam się ułatwić im ten wirujący taniec, unosząc ramiona w taki sposób, aby między rękoma a plecami powstała szczelina, aby nic nie blokowało swobody, którą właśnie poczułam. A jednak nie tylko ja starałam się kontrolować to uwolnienie opętanej. W krytycznym momencie, kiedy pozostały już tylko pętle na nadgarstkach, ognisty uścisk przeniósł moje dłonie na kostki. Kilka ruchów wprawnych dłoni i na powrót byłam unieruchomiona. Teraz jednak moje ręce ułożone były niemal w naturalnej pozycji, wzdłuż ciała. Zdziwiło mnie, że wybrał dla mnie wygodniejszą pozycję taką, która dawała wytchnienie łokciom. Podziękowałam mu w myślach. Nie dał mi jednak czasu, żeby delektować się tym stanem. Gorąco zaczęło punktowo przybierać na sile. Szybkim, pewnym chwytem za bark i biodro przewrócił mnie na plecy, w ten sposób, że znalazłam się w poprzek łóżka, z głową na jego krawędzi. Jakże bardzo kusiło mnie, żeby na moment uchylić powieki, żeby zobaczyć co się dzieje.

Powietrze stało się bardziej duszne i gorące. Łapczywie wciągałam je nosem, starając się uspokoić oddech. Czułam, że nie jestem w stanie opierać się dłużej, to ciepło z każdym kolejnym zbliżeniem było bardziej pociągające. Nawet więzy, przestały parzyć, stały się jakby mocnym i czułym uściskiem. Powoli powracał spokój, a wraz z nim rozluźnienie. Bezwiednie poruszyłam biodrami, tak jakbym chciała wskazać miejsce kolejnego niby-dotyku. A jednak, nie miało znaczenia to, czego chciałam. Żadnego znaczenia.
Ciepło zbliżyło się do mojej twarzy. Zanim jednak podjęłam decyzję o otwarciu oczu na twarz spłynęła pierwsza kropla... nie wiem czego... Płynna, ciepła, lepka substancja spływała powoli na zamknięte powieki. Nie była gorąca, ale w tym miejscu nie potrzeba zbyt dużej temperatury, żeby sprawić ból. Tak, z każdą kroplą spływa na mnie kolejna porcja bólu. To coś, jakby roztopiony wosk, ale bardziej gęste i bardziej lepkie. Już po kilkunastu sekundach moje powieki otrzymały niesamowity płynny makijaż, uniemożliwiający ich podniesienie. Oczodoły są wypełnione po brzegi, teraz sama już zaciskam powieki, żeby nic nie dostało się do oczu. Zaciskam je mocno, jakby od tego zależało moje życie. Kolejne, nie krople już ale strużki, dołączają do poprzednich. Czuję to na ustach... czuję, jak podąża śladami łez na policzki, jak spływa na szyję i dalej na kark... na włosy. Czuję jak łaskocząc wpływają mi do wnętrza nosa, jak powoli dociera do gardła, jak spływa na szczyt języka. Ależ... to... jest... Tak! Znam ten smak, znam to uczucie ścinającej się śluzówki w ustach. Cała moja twarz została ochrzczona... skoncentrowaną męskością...ciepłą... pulsującą... żywą...

Z tą nowatorską przepaską i w gorejących więzach byłam już całkowicie bezbronna i wystawiona na Jego pastwę. Minęła chwila, która jednak uświadomiła mi, że to nie koniec atrakcji dzisiejszej nocy. Uda miałam bardzo napięte, starałam się rozchylać je na boki szukając pozycji dającej im wytchnienie. Nie wiem czy nie ten właśnie rozchylający ruch zachęcił Go do dalszych działań. Otrzymałam pomoc ze strony ciepłych dłoni. Rozwarte maksymalnie uda ukazały moje intymności, ociekające już sokami rozkoszy. Czułam wzrok penetrujący zachłannie te zakamarki. Za wzrokiem podążyły ogniste palce. Głaskane ciepłem płatki rozchyliły się zapraszająco, a palce przyjęły zaproszenie. Muskały nabrzmiałe miejsca, a każdy z palców miał inną temperaturę. Niby przypadkiem niektóre wsuwały się do środka niosąc przyjemność w głąb ciała. Gdybym nie była związana, chwyciłabym oburącz te jęzory ognia i zatrzymała na wieczność w przedsionku kobiecości. Więzy jednak trzymały mocno, mogłam jedynie czerpać przyjemność w rytm tańca wykonywanego przez palce. Kolejna wizyta we wnętrzu przeciągała się w nieskończoność. Odniosłam wrażenie, że do środka mnie zawitał ukwiał, którego parzące ramiona pieściły mnie, oplatając momentami macicę i zaciskając się na niej. Drżałam. Drżałam z przyjemności. Ramiona ukwiału mnożyły się a moje wnętrze robiło się jakby ciaśniejsze. Czułam silny nacisk na krawędziach intymności, coś bardzo chciało dostać się do środka. To coś było nie tylko gorące, ale i duże. Nacisk odczuwalny był na kościach miednicy i przemieszczał się. Z przerażeniem pomyślałam, że poza palcami On chce wsunąć we mnie swoją płomienną dłoń. Chciałam się wyswobodzić, ale jedyne co osiągnęłam tym nagłym ruchem, było rozgrzanie moich więzów. Znowu stały się niemiłosiernie palące, zupełnie jakby nakazywały mi spokojnie czekać na moje przeznaczenie. Zbyt byłam zmęczona, żeby walczyć i zbyt podniecona. Ukwiał w moim wnętrzu falował miarowo, wprawiając moje ciało w podobny ruch. Rozluźniłam się wsłuchując się w ten kojący rytm nadawany przez ogniste palce. Z każdym ruchem Jego dłoń zagłębiała się we mnie. Powoli, z ogromną delikatnością zdobywał to, co dotychczas było niedostępne dla dłoni. Ból stawał się nie do zniesienia, ale i nigdy wcześniej nie czułam takiego podniecenia. Straciłam poczucie ciała, zapadłam się do środka. Teraz cała byłam już świątynią kobiecości, w każdej komórce czułam ból i przyjemność. Poczułam opór, wiedziałam, że to jest moment krytyczny. Zaciskając zęby zaczęłam wprost nadziewać się na dłoń. Przez moment miałam wrażenie, że nie wytrzymam tego bólu. Ale to był tylko moment. Zatrzymałam oddech, wsłuchując się w siebie. Wszystko we mnie krzyczało ‘dalej’. I poczułam ulgę, napięcie opuściło mnie. Teraz rozkoszowałam się wrażeniami dotykowymi dobiegającymi gdzieś z trzewi. Nie sposób opisać tego niebiańskiego odczucia. Każdy mięsień mojego ciała odbierał echo pochodzące z jądra rozkoszy. I znowu ciepło stało się wrzątkiem, żarem. Ogniem odpornym na ocean miłości, który wypływał ze mnie. Jak niezatapialny okręt górujący nad bezmiarem przyjemności. Ogień. Żar. On. We mnie.
Poczułam jak moja kobiecość, mój najdelikatniejszy kawałeczek mnie samej, zachłannie obejmuje te rozżarzone węgle w moim wnętrzu. Jak zaciska swoją różowość w konwulsyjnych niemal ruchach na tym żywym ogniu. Czułam każdy skurcz, każde zetknięcie, każdy milimetr ciała i ognia.
- Aż dziwne, że nie słychać syczenia, taka wilgoć i żar muszą przecież do tego prowadzić -
przemknęło mi przez myśl na ułamek sekundy przed tym, jak porwał mnie ocean przyjemności. Później były już tylko kaskady ognistej rozkoszy, która zalała najpierw moje wnętrze, a później całą przestrzeń wokół. Niekończąca się rzeka płynnego ognia, przepływająca leniwie pomiędzy kolejnymi stopniami katarakt. Z razu prędkie i chyże, z czasem wygasające w swojej ekspresji, przerywane kolejnymi wybuchami orgazmowych gejzerów. Ciągle, i ciągle z wnętrza mnie płynęło to cudowne spełnienie. Zupełnie, jakby źródłem tego ognia było płynne, wrzące, nieskończone jądro ziemi. Siła zdolna tworzyć i niszczyć. I nie pamiętam już więcej nic... I nie wiem czy postradałam zmysły z rozkoszy czy może zasnęłam... Nie wiem...

Moja świadomość powróciła do umęczonego ciała równie nagle, jak nagle odeszła. Czułam swoje ciało, ale bałam się wykonać najmniejszy choćby ruch, bałam się nawet otworzyć oczy. Próba ich otwarcia powiodła się niespodziewanie, co przeraziło mnie jeszcze bardziej. Z przestrachem zacisnęłam powieki. Czego się bałam? Nie wiem. Może tego, że to co się działo ze mną tej nocy jeszcze się nie skończyło? A może wręcz przeciwnie, że nie ma już tego, albo jeszcze gorzej – że było wytworem mojej wyobraźni.
Powoli otwierałam oczy, nic nie stało temu na przeszkodzie. Rozejrzałam się, na tyle, na ile pozwalała mi pozycja, w której się znajdowałam.
- Jestem we własnym łóżku, w sypialni, nawet zasłona jest nie do końca zasunięta, taka jaką zostawiłam wczorajszego wieczora – mówiłam w myślach widząc dookoła znajome kształty i kolory.
Nie patrzyłam na swoje ciało, bałam się widoku, który mogę dojrzeć. Niezmiernie powoli i delikatnie poruszyłam palcami dłoni – były moje. Z wysiłkiem przesunęłam ręce do przodu, czułam się dziwnie. Zupełnie, jak bym wczoraj wykonała jakiś nadludzki wysiłek.
- Zakwasy - pomyślałam – ale po czym? – skorygowałam tę myśl.
Czułam wszystkie mięśnie od nadgarstków po barki, tak mi się wtedy wydawało. Ale to było coś więcej. Próba podniesienia się z łóżka przyniosła kolejne zaskakujące odkrycie. Ból był odczuwalny w mięśniach żebrowych, na karku, wzdłuż kręgosłupa, na brzuchu, pośladkach, udach i łydkach.
- Niemożliwe - powiedziałam do siebie - niemożliwe.
Opadłam z powrotem na łóżko. Zamknęłam oczy starając się przypomnieć sobie co się tak naprawdę wydarzyło. Wtedy zobaczyłam w myślach erupcję wulkanu. Eureka! Natychmiast otworzyłam oczy i obejrzałam dokładnie swoją skórę. Oczekiwałam śladów oparzeń, ale to co było na niej widoczne zaskoczyło mnie. Na skórze widniała mozaika podłużnych, równoległych linii, od nadgarstków przez przedramiona do łokci. Kolejne, jak złociste bransolety, widoczne były powyżej łokci. Podobne na udach i kostkach. Nie otarcia... nie oparzenia... ale ślady... purpurowo-złote... blednące w oczach... Wpatrywałam się w nie wprost hipnotycznie. Po kilku minutach zanikły zupełnie. Pozostał tylko ból, który z każdym ruchem przypominał mi, że doświadczyłam czegoś nieziemskiego...
- Kąpiel... tak gorąca kąpiel... – wstałam, żeby napełnić wannę, ale to co ujrzałam zatrzymało mnie w miejscu.
Na fotelu, w głębi pokoju siedział On. Cichy widz, napawający się tą dziwną sceną.
- To niemożliwe, niemożliwe - powtarzałam jak mantrę.
- Przecież... jesteś w... co tu.. dlaczego...? - zaczynałam pytania nie kończąc ich. Nie mogłam zebrać myśli.
- Jak długo tu jesteś? – wykrztusiłam wreszcie.
- Od wczoraj, przyjechałem w nocy i nie chciałem Cię budzić, siedziałem w fotelu i oglądałem spektakl z moją sunią w roli głównej... patrzyłem cała noc... chyba coś ci się śniło... – szeptał tajemniczo, tym swoim namiętnym i obezwładniającym głosem.
- Miałam dziwny sen... śniłam o Twoim dotyku... on nie był rzeczywisty... ale był taki realny... - szeptałam zawstydzona. Tak bardzo chciałam, żeby mnie objął przytulił, uspokoił, tak bardzo.
- O moim dotyku? – zapytał wyciągając dłoń w moją stronę.
Widziałam jak zbliża dłoń do mojej twarzy, zamknęłam oczy, czekając na dotyk. Ale zamiast tego poczułam Jego bliskość i ciepło. Ciepło...
- Znam to ciepło. Skądś znam to ciepło – pomyślałam i gwałtownie otworzyłam oczy.
Ujrzałam postać z mgły i ognia, na jedną maleńką chwilę, a zaraz potem Jego twarz. Ten kalejdoskop był ostatnim obrazem, jaki ukazał się moim oczom, nim straciłam przytomność...

* * *

Opublikowano

do tyłu, ponad ramieniem, na plecy. Odchylisz głowę do tyłu= to "do tyłu" można chyba zamienić np na " w tył"?

To nie możliwe – pomyślałam znowu – niemożliwe...= jednak niemożliwe

zaczęłam się delektować się = jedno się wystarczy :)

Jak bardzo chciałam prosić Go, żeby przestał, ale nie byłam w stanie = nie rozumiem tego "jak", chyba miało być "tak"?

chwytają moją mnie i odchylają moją głowę= moją mnie? chyba jakieś słowa zjedzone

leżałam czekając dalszego ciągu = oj nieładnie to brzmi, radzę poprawić

Najwidoczniej musiały być już sine, albo też On czytał w moich myślach, poczułam bowiem ciepło zbliżające się do mnie.. = gubię tu sens, poczytaj parę razy to zdanie, nie wydaje Ci się, że coś tu nie gra?

................................

przyznaję, że czytało się nienajgorzej, męczyła trochę zmiana czasu, bo raz opisujesz co się dzieje w tej chwili, potem jakby co się wydarzyło wcześniej, nie wiem, może to tylko moje odczucie, ale momentami wydawało mi się, że jest tu coś nie tak.
Niektóre zdania troszkę dziwnie są zbudowane, osobiście bym je przerobiła :) Ale to zależy raczej od autora i jego wizji.
Cóż, opowiadanie wciagające, za co duży plus. Bogatość opisów odczuć bohaterki pokaźna, ale powtórzeniami momentami ją przeciążałaś.
Czekam na kolejne.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
    • @Arsis ponura, poruszająca wizja  niecodzienna rozbudowana metafora...
    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...