Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ewo, bardzo serdecznie dziękuję za tak piękny komentarz! Ogromnie się cieszę, że podoba Ci się mój wiersz. Kolejny? - czy to znaczy, że czytałaś jeszcze jakieś moje wiersze? No to tym bardziej jest mi miło!
Sierpień jest też moja ukochana pora roku - najpełniejsza pełnia lata, eksplozja życia i kwitnienia tuż przed zapadaniem w jasną, złoto-czerwoną jesień. Tak, mnie też ta pora nastraja do miłości bardziej niz wiosna. I podobno u ludzi to naturalne - z letnio-jesiennej miłości rodzą się wiosenno-letnie dzieci, żeby niemowlęctwo przeżyć w cieple słońca. :-)
Słoneczności. :-)

PS. A mój wierszyk powitalny dla Ciebie - widziałaś? :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki serdeczne, Magdo. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba i że czujesz tu żar czerwcowy (choć ten żar może wcale nie czerwcowy, tylko z innego zgoła źrdła, a i data wiersza wcześniejsza - ale to zupełnie nic nie szkodzi, najważniejsze, że czujesz ten żar wiersza). :-)
Uściski. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


:-)))
Skoro już jesteśmy w tonie savoir vivre'u, to... bardzo Ci dziękuję, Szarobury, fajnie, że uprzejmie spełniłeś moją prośę. ;-)
Pozdrawiam, całuję i kocham Cię. Bardzo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Ci, Nato, za miły komentarz. Cieszę się, że Ci się podoba moja pół-żrtobliwa prośba liryczna. :-)
Pozdrowieństwa. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czarek, dzięki za pochwalenie treści i rezolutności. :-) Cieszę sie bardzo.
A gdzie wiersz nierówny? Pokaż, bo nie widzę bez okularów...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Janusz, dziękuję serdecznie za szczerą i ogromną pochwałę moich wierszy - muszę powiedzieć, że mnie wzruszyłeś. Myślę, że nie zasługuję na tak wspaniałe słowa, ale jest mi bardzo, bardzo miło.
Ciepło pozdrawiam i życzę samych sukcesów na wszystkich ścieżkach życia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        A szkoda.
    • @.KOBIETA. przyjaciółka jak skarb :)
    • @violetta   Wybaczam Tobie łaskawie!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       ale nie wiem jak długo wystarczy mi dla Ciebie cierpliwości!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...