Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 56
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Krysiu, dziękuję za pochwałę warsztatu i wnioski o miłości, zainspirowane moim wierszem. :-)
Kiedy miłość jest, śpieszmy się kochać, ale gorzej, kiedy ona okazuje się kruchym złudzeniem. Wtedy samotność staje się jeszcze gorsza, czasami nie do zniesienia.
Ściskam serdecznie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dlaczego nie podoba Ci się "zimność samotna"? I co jest "niepotrzebne" Twoim zdaniem? (Bo dla mnie każde słowo jest tu potrzebne).
Opublikowano

To naprawdę wysoka fala, którą większości tak trudno pokonać, bo coś, ktoś itd...
Opisałaś rymami nijedno życie, do tego obszerna forma, może aż za obszerna, to nie zarzut.
Wiersz nie nudzi, przeczytałam do końca ciekawa zakończenia, smutkiem powiewa.
Czytałam ostatnio "Samotność" Rainer'a Maria Rilke w róznych przekładach, tak jakoś
przypomniało mi się. Jak widać, temat ciągle na czasie.
Pozdrawiam... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Roklinie, dziękuję Ci bardzo za koment pełen zrozumienia treści wiersza.
Jasne, powinniśmy żyć tak, żeby przydać się na coś ludziom i w ogóle światu. Ale nie tylko nie zawsze się chce, czsami po prostu nie ma komu cokolwiek dać z siebie, bo nikt niczego od nas nie potrzebuje - i to jest najgorsze w samotności.
Ja również pozdrawiam. :-)

Ja tak chyba o tym nie myślę, bo zawsze - mimo różnych przygód - miałem szczęście trafiać na właściwych ludzi. Ale nie każdy ma tak dobrze. Najgorzej, kiedy wszyscy wokół deklarują się jako twoi dobrzy znajomi/kumple/przyjaciele, a ty nawet nie masz siły (wewnętrznej), żeby się do tego przekonać. I wtedy samotność przechodzi w depresję...

Przeraża mnie ta ludzka niechęć do innych osób, kompletny brak empatii (zwłaszcza u kobiet mnie przeraża)... Ale nie poddawajmy się, może coś się trafi...

Pozdrawiam ciepło :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ano, na czasie, i niestety chyba nieprędko się to zmieni, jeśli w ogóle ma szansę. (Mam na myśli ogólnie samopoczucie ludzi, nie swoje własne). Kiedy ludzie nie czuli się samotni? Chyba wtedy, kiedy żyli w plemionach i rodzinach wielopokoleniowych, gromadnie w jednym domu, rodzinnie w jednej osadzie, i każdy miał w takiej społeczności określone miejsce, którego raczej nie mógł za bardzo zmienić, ale i nie chciał pewnie... Coś za coś, jednym słowem, ale mnie się wydaje, że cena jest zbyt wysoka.
Dziękuję, Nato, za pochylenie się nad moim wierszem i za to, że Cię nie znudził, choć długi.
Serdeczności. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Roklinie, dziękuję Ci bardzo za koment pełen zrozumienia treści wiersza.
Jasne, powinniśmy żyć tak, żeby przydać się na coś ludziom i w ogóle światu. Ale nie tylko nie zawsze się chce, czsami po prostu nie ma komu cokolwiek dać z siebie, bo nikt niczego od nas nie potrzebuje - i to jest najgorsze w samotności.
Ja również pozdrawiam. :-)

Ja tak chyba o tym nie myślę, bo zawsze - mimo różnych przygód - miałem szczęście trafiać na właściwych ludzi. Ale nie każdy ma tak dobrze. Najgorzej, kiedy wszyscy wokół deklarują się jako twoi dobrzy znajomi/kumple/przyjaciele, a ty nawet nie masz siły (wewnętrznej), żeby się do tego przekonać. I wtedy samotność przechodzi w depresję...

Przeraża mnie ta ludzka niechęć do innych osób, kompletny brak empatii (zwłaszcza u kobiet mnie przeraża)... Ale nie poddawajmy się, może coś się trafi...

Pozdrawiam ciepło :)
Może coś się trafi. :-)
Niestety raczej nikła nadzieja - zobacz, ile kobiet (niebrzydkich, niegłupich i niemłodych już, niestety) jest wokół samotnych. Rozejrzyj się. Choćby na naszym zieleniaku - bodaj wszystkie najbardziej lubiane poetki!
Mniej jest samotnych mężczyzn, bo w ogóle jest mniej mężczyzn na świecie, a jeszcze mniej mężczyzn, którzy nadają się do życia w rodzinie (większy jest wśród Was procent dewiacji, nałogów, chorób psychicznych, przemocy i wszelkiej przestępczości).
A Ty piszesz, że przeraża Cię brak empatii właśnie wśród kobiet... Dlaczego?
Ja też pozdrawiam ciepło. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, Szarobury. Mam nadzieję, że szczerze? Bo tylko takie plusy mają wartość dla mnie - nie uznaję rewanżów ani plusowania za to, że kogoś np. lubimy jako ludzi. (Ale Ty wiesz o tym?). :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Roklinie, dziękuję Ci bardzo za koment pełen zrozumienia treści wiersza.
Jasne, powinniśmy żyć tak, żeby przydać się na coś ludziom i w ogóle światu. Ale nie tylko nie zawsze się chce, czsami po prostu nie ma komu cokolwiek dać z siebie, bo nikt niczego od nas nie potrzebuje - i to jest najgorsze w samotności.
Ja również pozdrawiam. :-)

Ja tak chyba o tym nie myślę, bo zawsze - mimo różnych przygód - miałem szczęście trafiać na właściwych ludzi. Ale nie każdy ma tak dobrze. Najgorzej, kiedy wszyscy wokół deklarują się jako twoi dobrzy znajomi/kumple/przyjaciele, a ty nawet nie masz siły (wewnętrznej), żeby się do tego przekonać. I wtedy samotność przechodzi w depresję...

Przeraża mnie ta ludzka niechęć do innych osób, kompletny brak empatii (zwłaszcza u kobiet mnie przeraża)... Ale nie poddawajmy się, może coś się trafi...

Pozdrawiam ciepło :)
Może coś się trafi. :-)
Niestety raczej nikła nadzieja - zobacz, ile kobiet (niebrzydkich, niegłupich i niemłodych już, niestety) jest wokół samotnych. Rozejrzyj się. Choćby na naszym zieleniaku - bodaj wszystkie najbardziej lubiane poetki!
Mniej jest samotnych mężczyzn, bo w ogóle jest mniej mężczyzn na świecie, a jeszcze mniej mężczyzn, którzy nadają się do życia w rodzinie (większy jest wśród Was procent dewiacji, nałogów, chorób psychicznych, przemocy i wszelkiej przestępczości).
A Ty piszesz, że przeraża Cię brak empatii właśnie wśród kobiet... Dlaczego?
Ja też pozdrawiam ciepło. :-)

Wiele znam samotnych kobiet - od najbliższej rodziny poczynając, na różnych znajomych kończąc. Samotnych z różnych powodów - porzucenia, osobowości, czy też zbyt wysokich wymagań.

Dlaczego przeraża mnie brak empatii wśród kobiet? Na myśli miałem młode kobiety (to są już kobiety czy jeszcze dziewczyny), których wiele znam z racji środowisk, w których się obracam. Wiele spośród nich jest fatalnie wychowanych, pozbawionych kultury, nastawionych roszczeniowo i z pogardą wobec mężczyzn. Staram się rzeczonych pań (panien) unikać, nie zawsze się da... W niczym nie pomogą, nie można się do nich odzywać itd. Chyba nikt na nie nie zwraca uwagi...

Nie brakuje przy tym mądrych dziewcząt, mających własne poglądy, zainteresowania, kulturalnych... Ale obawy pozostają obawami...

Ta kultura konsumpcyjna niszczy więzi międzyludzkie (widzę, w jaki sposób oddziałuje nawet na ciekawe dzieciaki). To mnie boli, bom wrażliwy z natury na szkodliwe wpływy...

Co to ma wspólnego z tematem wiersza? Ano to, że w promowanej nachalnie "kulturze", człowiek jest przekonywany do tego, by wszystko robić samodzielnie i niczego nie oczekiwać od innych. A efektem końcowym jest kompletna izolacja jednostki w tłumie.
Przepraszam, że tak się rozpisałem, w dodatku niekoniecznie na temat, ale skojarzyło mi się z tematem wiersza... Ech... to moje gadulstwo...

Ciepło pozdrawiam :)
Opublikowano

Roklinie, bardzo dobrze, że się rozpisujesz - to jest szalenie ciekawe i warte przemyśleń, a poza tym miło mi, że mój wiersz wzbudzil tyle refleksji. :-)
Tak, zgadzam się z Tobą, że ta quasi-kultura obecna niszczy osobowości, nawet początkowo ciekawe i wysoko rozwinięte. Niestety, i ja też odczuwam to jako prawdziwą tragedię. A jestem nauczycielką, więc widzę to nader wyraźnie.
Ale nie zgadzam się z tym, że szczególnie niszczy kobiety (dziewczyny). Nie, tego zjawiska nie dostrzegam. Nawet powiedziałabym, że częściej i łatwiej wykańcza psychikę młodych mężczyzn (chłopaków). Tak, jak napisalam: więcej jest wszelkiego rodzaju wyniszczeń psychicznych niestety wśród mężczyzn. Na to wskazują nie tylko moje obserwacje, ale i naukowe dane statystyczne.
Dlaczego tak jest? Nie wiem. Oczywiście nie uważam, żeby mężczyźni byli genetycznie gorszym "gatunkiem" niż kobiety. Ale wydaje mi się, że wielowiekowa tradycja takiego a nie innego wychowywania mężczyzn (oraz wpływów pozarodzinnych, środowiskowych na chłopców) powoduje częste wykolejenia, niestety.
To temat rzeka i długo by o tym pisać. Bardzo dobrze i treściwie oddaje ten problem Eichelberger w krótkiej książce pt. "Zdradzony przez ojca". Gorąco polecam wszystkim Panom, a także Paniom, które chciałyby zrozumieć do końca swoich partnerów i synów, i być może innych bliskich mężczyzn, jak również... same siebie jako matki i żony.

Napisałeś: 'Co to ma wspólnego z tematem wiersza? Ano to, że w promowanej nachalnie "kulturze", człowiek jest przekonywany do tego, by wszystko robić samodzielnie i niczego nie oczekiwać od innych. A efektem końcowym jest kompletna izolacja jednostki w tłumie.'
To prawda. Coraz bardziej jesteśmy wychowywani na samotników i samolubów. Wśród ludzi pierwotnych żyje się w dużych, zgranych stadach, jakimi są plemiona - wszyscy się tam znają, są rodziną, stają jeden za drugim we wzajemnej obronie i ochronie, skaczą za sobą w ogień. Tak było kiedyś i w Europie. Były też rody, rodziny wielopokoleniowe (do tej pory w wielu kulturach są, także w kulturach europejskich, głównie na południu, także u Cyganów). Potem jeszcze jakiś czas w Europie były małżeństwa i ich dzieci - teraz nawet i to się rozpada. Co będzie dalej? Strach pomyśleć!...

Dzięki za obszerny komentarz i za powrót do mojego skromnego wiersza. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cóż, moja mama jest nauczycielką i pracuje w szkole z dość nieciekawej dzielnicy, w której pełno jest ludzi (zwłaszcza chłopców) pozbawionych szerszych perspektyw. Kim mieliby zostać? Sportowcami czy robotnikami? Dziewczęta mają jednak więcej możliwości. Widzę to, aktywnie udzielając się społecznie, dokąd wędrują dziewczęta (cukiernik, fryzjer, niektóre nawet idą na studia!), a dokąd chłopcy (i tu masz zdecydowanie rację - wychowanie robi swoje... niestety... wpływy otoczenia też... adrenalina...)

Już teraz można zaobserwować, jak wielu młodych ludzi nie chce być w poważnych związkach. Mamy kompletne załamanie idei autorytetu i rodziny. Zwłaszcza wśród tzw. wyższych warstw społecznych, bo te tzw. niższe są niejednokrotnie lepiej wychowane i bardziej kulturalne (nie mówię o ludziach spod Biedronki, tylko o osobach... powiedzmy... w trudniejszej sytuacji życiowej...)

Nic to, robota wzywa, ja muszę iść, pozdrawiam, Oxy :)

P. S. Temat jak rzeka, i tak mam wrażenie, że wiele kwestii pominąłem.
Opublikowano

Oczywiście, Roklin, temat jak rzeka i wiele już o tym powiedziano oraz napisano, ale to niewiele zmienia, niestety.
Jednak dobrze, że widzimy te zjawiska i że są ludzie, którzy z nimi walczą. "Nie możemy świata naprawić, ale możemy go poprawić", jak mawiał mój profesor od pedagogiki.
No, ja też uciekam do roboty. :-)

Opublikowano

ja tylko na momencik:
chciałam powiedzieć, ze z zaciekawieniem przyglądałam się wymianie myśli między Tobą, Oxyvio, a Roklinem, oboje poruszyliście tyle ważnych wątków, że nie sposób wszystkiego wypowiedzieć. Dzięki Wam za to!
I cieszę się, że są na forum wiersze (jest ich sporo), które skłaniają do takich przemyśleń, bo to dowodzi, że jeszcze się ludziom czegokolwiek chce. Jako skromny kulturoznawca mam wiele swoich przemyśleń, odnośnie współczesnej "kultury", na którą zwróciliście uwagę... i zabieram je sobie stąd, w ciszę samotnego wieczoru (! wpisuję się żywym przykładem w tok Waszych rozważań). Przynajmniej jest o czym porefleksować :))

Teraz to ja się rozpisałam, ale już zmykam. Pozdrawiam Autorkę i jej Interlokutora.
Oby więcej takich wierszy, Oxyvio! :)

kłaniam się,
in-h.

Opublikowano

Kaliope, dlaczego wpadasz tylko na chwileczkę? Wpadaj na dłużej i zapraszam do rozmów!
Ja też jestem żywym przykładem tego, o czym mowa w wierszu i pod wierszem. I nie jesteśmy jakimiś rzadkimi wyjątkami, Kaliope, co dla mnie wcale nie jest pocieszające.
Ale żyje się tylko raz, więc cieszmy się tym, co mamy - świat jest piękny, nie tylko straszny. :-)))
Dziękuję za jeszcze jedną pochwałę mojego skromnego wiersza.
Kłaniam się nisko. :-)

Opublikowano

Wiersz swoim rytmem, temperaturą przywołuje mi
"Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego" pióra Władysława Broniewskiego.
Oxywio napisałaś przejmująco. Widać że to jeszcze ciepłe, prosto z pieca, gdzieniegdzie pomajstrowałbym z pilnikiem przy detalach, ale to pewnie subiektywizm mojego zestawu i szyku słów. Zapluszone już dawno. Pozdrawiam ciepło :)

Opublikowano

Dziękuję za ciepłe słowa od wierszem, Szarobury. :-)
Na pewno nie zasługuję na takie skojarzenie, ale jest mi niewymownie miło. Także z tego powodu, że wiersz jest dla Ciebie przejmujący - to ogromna pochwała.
Tak, jest jeszcze ciepły i na pewno za jakiś czas pomajstruję przy nim, kiedy okrzepnie w mojej głowie. :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...