Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ktoś przekręcił klucz w zamku. Zza drzwi powiało świeżością korytarza, siatkami pełnymi zakupów i szarlotką sąsiadki. M. usłyszał ciężkie kroki żony zmieszane z delikatnym tuptaniem szmacianych bucików córki. Przez myśl przeleciało mu, że nie powinno ich tu być, lecz skoro już są, należy się nad tym choć trochę zastanowić. Przymierzył ze „snajperki” i trafił Szkopa prosto w czoło. Huk strzału, wzmocniony przez zestaw głośników, słyszeli pewnie wszyscy sąsiedzi do piątego piętra włącznie.
- Maciuś...
Zwróciła się do niego zdrobniale, więc sprawa musiała być bardzo poważna. Nadbiegali następni. Pociągnął ze „szmajsera”, kładąc ich pokotem pośrodku drogi. Na wszelki wypadek poprawił granatem, po czym wcisnął klawisz „esc”.
- Maciuś – powtórzyła Magda, brzmiało to bardzo pogardliwie – Tobie się chyba coś pomyliło.
- Co mi się pomyliło, kochanie? – zapytał głupio, choć już wiedział, o co chodzi.
Twarz Magdy posiniała gwałtownie. Złapała Laurę za rękę i zawróciła w stronę drzwi. Zerwał się z fotela, strącając ciepłą jeszcze klawiaturę na podłogę.
- Magda!
Odwróciła się na progu. Nigdy nie widział na twarzy kobiety większej pogardy. Spuścił oczy, pozwalając im odejść. Ale Magda jeszcze dodała:
- Laura, ten pan nie jest twoim ojcem. Ja nawet nie wiem kim on jest.
Postąpił dwa kroki do przodu.
- Laurka, nie słuchaj mamy. Mama jest zdenerwowana.
- Nie mów do mnie „Laurka”, ty ROBOCIE! – krzyknęła mała i śmiesznie nadęła usta.
Trzasnęły drzwi. Znikł zapach zakupów i świeżej szarlotki.
Z niesmakiem podniósł klawiaturę i wrócił do gry. Wszystkich Niemców na tym poziomie wybił. Pozostało przejść triumfalnie ulicami i znaleźć wejście w następny level. Bardzo szybko odkrył wyjście, wprowadził tam bohatera i czekał na podsumowanie. Czekając, myślał. Magdy nie było cztery dni. Wyjechała na wieś do teściów, żeby on mógł dokończyć remont.
Mieszkanie od dawna się o to prosiło. Bielutkie kiedyś ściany pokryły liszaje brudu, parkiet raził wystającą tu i tam odklejoną klepką, przez zwichrowane okno sączył się wiatr i chłód. A do tego stary piec gazowy przestał grzać wodę i należało wymienić go na Junkersa. Wspólnie z żoną podjęli decyzję, że czas najwyższy coś z tym zrobić. Po krótkiej wymianie zdań stanęło na tym, iż ona z dziećmi wyjedzie do rodziców na wieś, a on zakasa rękawy. Świetnie się składało, bo jej mama otrzymała właśnie solidną odprawę przedemerytalną, którą chciała przeznaczyć na jakiś zbożny cel. Pozostało więc jedynie zakupić materiały i od poniedziałku wziąć się za robotę.
Ostatni dzień przed urlopem M. poświęcił na porządkowanie spraw zawodowych. Przez całe przedpołudnie uwijał się jak w ukropie, ciesząc się, że już niedługo będzie mógł bałaganić do woli, śmierdzieć piwskiem i oglądać programy Playboya w Polsacie. O remoncie jeszcze nie myślał.
Kiedy wrócił z przerwy obiadowej, ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma już w biurze nic do zrobienia. Zaparzył sobie kawy, a potem wszedł do Internetu. Przeglądnął nowinki na największych portalach i sprawdził swój biorytm na następny tydzień. Już miał się rozłączyć, gdy zahaczył okiem o link: PREMIERA. Return To Castle Wolfenstein. Sequel legendarnej gry FPP. Najnowsze przygody agenta B.J. Blazkowitza.
Spędził całe popołudnie na czytaniu zapowiedzi, recenzji i opinii rozentuzjazmowanych graczy. Wyglądało na to, że jego ulubiony bohater ze studenckich lat znów był w akcji. Doskonale pamiętał prymitywną gierkę, która dostarczyła mu przed laty tyle radości. Walczyło się w niej z hitlerowcami w dziwnych kazamatach, pełnych ukrytych drzwi i tajemniczych zakamarków, zbierało zagrabione kosztowności oraz pokonywało coraz silniejszych i lepiej uzbrojonych wrogów. Z poziomu na poziom było trudniej, ciekawiej, zabawniej. Po skończeniu gry pozostał w nim żal, że już po wszystkim. Nigdy potem nie zaznał takiej radochy – ani przy Quake’u, ani przy Bloodzie, ani nawet przy I.G.I. Covert Strike. Po studiach stracił na jakiś czas kontakt z komputerem, ożenił się i ustatkował. Raz jeden miał raptem miesięczny epizod uciechy przy Red Faction, ale wtedy Laury jeszcze nie było na świecie, a Magda często przebywała poza domem. W pracy też nie myślał o grach, bo stracić robotę w dzisiejszych czasach można było naprawdę łatwo. Nie myślał aż do tamtego czwartku.
Wszyscy powoli zbierali się do domu, a on jeszcze „donaldował” plik demo z pierwszym rozdziałem Wolfensteina. Kiedy go rozpakował i zainstalował, pani sprzątaczka już wkraczała do pomieszczeń z wyglądającym jak cyberpotwór odkurzaczem. Intro robiło niesamowite wrażenie. Prastare demony, wiedźmy, zombie – to wszystko przeniesione w czasy okupacji i okrutnych rządów spod znaku swastyki. Blazkowitz rozmawiał ze swoimi przełożonymi w USA o misji w Europie i wyruszał na spotkanie z hitlerowską bestią. Jak wynikało z początku pierwszego rozdziału, agent wpadł i został aresztowany. Teraz uciekał z celi, by przez labirynt kazamatów, eliminując po drodze kolejnych oprawców, wydostać się na dziedziniec zamku Wolfenstein...
O 21.00 zadzwoniła Magda.
- Co z tobą?! Kolacja dawno wystygła, Laura chce buziaka na dobranoc.
- Przygotowywałem Waldkowi papiery na zastępstwo. Już biegnę.
- Kup po drodze Ludwik i masło roślinne.
W piątek M. odwiedził Praktikera oraz Empik. Farby, pędzle, kleje oraz piec Junkersa załadował na przyczepę swojego Poloneza, lśniące pudełko Return To Castel Wolfenstein ukrył w bagażniku. Popołudniu odwiózł rodzinę na wieś i tłumacząc, że musi odpocząć przed remontem, szybko pognał z powrotem.
W przedpokoju potknął się o wiaderko z farbą i nabił guza o futrynę. Wściekły przeniósł materiały do pokoju Laury i trzasnął drzwiami. Wreszcie mógł spokojnie zająć się swoimi sprawami. Głodny za bardzo nie był, mecz w telewizji wydał mu się śmiertelnie nudny. Pomyślał, że sprawdzi, jak nowa gra będzie się spisywać na domowym pececie. Rozpakował folię, potem z namaszczeniem otworzył pudełko, w którym mieściła się tylko niewielka w stosunku do objętości opakowania płytka CD. Przed instalacją komputer poprosił o podanie hasła. M. sporo się naszukał, zanim znalazł plastikową wlepkę z kodem umieszczoną na pudełku. Wstukał kombinację liter i cyfr, po czym rozpoczął się proces powolnego wgrywania. Przy okazji zamienił sobie DirectX na bardziej zaawansowany. Najpierw włączył opcję „easy”, żeby się rozeznać w realiach gry, a mimo to sporo się namęczył, próbując pokonać kolejne pułapki i zaburzenia linearności fabuły, przygotowane przez twórców. Koło północy utknął w podziemiach zamku, gdzie pradawne zombie wykańczały żołnierzy SS i snuły się w świetle pochodni, szukając kolejnych ofiar. Trudno było je zabić – najłatwiej miotaczem płomieni, ale paliwo w nim zużywało się bardzo szybko. M. próbował na wszystkie sposoby wrócić z powrotem na górę. Po 4.00 nad ranem już wiedział jak tego dokonać, ale postanowił się trochę zdrzemnąć przed rozpoczęciem prac remontowych.
Spał ledwie 3 godziny. Śniły mu się dziwaczne stworzenia z dzidami, które wzięły go w koło i nie pozwalały z niego wyjść. Biegał wzdłuż okręgu i raz po raz odbijał się od łańcucha splecionych rąk. Zjadł sadzone jajka, napił się kawy i poszedł obejrzeć zgromadzone materiały budowlane. Nie wiedział od czego zacząć. Pomyślał, że jeszcze trochę się rozerwie przy komputerze, a potem raz dwa zrobi co trzeba i wróci do gry. Do wieczora przeszedł wszystkie rozdziały i dobre kilka godzin poświęcił na finałową rozgrywkę, w której należało rozgromić bestię ochranianą przez tłumek zombie. Przyszedł czas na poziom Im death incarnate – tylko dla zaawansowanych. Zachwycony M. zaczął wszystko od nowa na najwyższym stopniu trudności. Częściej sejwował, rozgrywka dłużej trwała, ale przyjemność też była większa.
Już w niedzielę popołudniu był gotów podjąć walkę w trybie multiplayer. Wszedł do sieci, wybrał postać, w którą chciał się wcielić i rozpoczął zmagania z innymi graczami. Z początku wcale mu nie szło, zginął kilkaset razy po parosekundowych manewrach, aż wreszcie, pod wieczór w poniedziałek, stał się pełnowartościowym członkiem elity. W ogóle nie jadł, spał po kilka godzin, ledwie widział na oczy, lecz nie zwracał na to uwagi. I nagle usłyszał odgłos klucza w zamku. Trzy dni minęły tak szybko. Tym bardziej, że dla atrakcyjniejszej formy raz po raz zmieniał tryb z multi na single lub odwrotnie.
Zgasił komputer i siedział zgarbiony. Bolał go kręgosłup w części piersiowej, coś kłuło w lewą łopatkę, w oczach miał rozmazane, kolorowe plamy. Zasnął dziwnie przekrzywiony. Minęło kilka godzin. Obudził go dzwonek telefonu. Zwlókł się, niczym wiekowy staruszek i z trudem odebrał.
- Chłopie, no co ty? Córkę mi z powrotem do domu sprowadzasz?!
- Mamo...
- Cicho. Nie byłeś łaskaw zadzwonić, to teraz ja mówię. Madzia dopiero co z domu wyjechała, a już włazi z torbami i beczy. Całe życie mi przed oczami przeleciało. Według mojego pamiętnika, 56 razy do matki zwiewałam. Wpadniesz na sernik, to ci dam poczytać. Teraz mamy ważniejsze sprawy...
- Ja spałem...
- Spałeś? To się obudź!!! Ale masz szczęście, że spałeś, a nie z rozmysłem milczałeś. Maciej, stare ludowe porzekadło mówi, że jaki ojciec, taki zięć. Córy dziwnym zrządzeniem losu biorą sobie chłopów na domową modłę. Mój ojciec uprawiał hazard, że nieraz do garnka nie było co włożyć, mój mąż chlał wszystko oprócz lepiku i smoły, ty się bawisz komputerem, ale jeszcze nie zdążyłeś niczego naprawdę popsuć. Ja mam dla ciebie radę. Ty zrób szybko ten remont. Kumpli chyba masz, chociaż choroba, możesz nie mieć, bo komputery to dla samotników zabawa...
- Mam!
- Świetnie. To dzwoń do nich prędko, piwo im postaw albo wódkę. Nie pijący jesteś, więc problemu nie widzę. Kolejka, gadanie o dupie marynie, pędzle w dłoń. I tak w koło Macieja, hehe. Do Junkersa ci pana Józia podeślę. Przysługę mi jest winien. Na środę domek będziecie mieli jak malowany, hehe. Przez ten czas Madzi przejdzie, a ty grzecznie zadzwonisz, że prosisz na salony. Stoi?
Wzruszony M. nie mógł wykrztusić słowa. Łzy zwilżyły mu zmęczone oczy, przynosząc niewysłowioną ulgę.
- I jeszcze coś. Zrób coś z tym komputerem. Sprzedaj, wywal przez okno albo się wybierz na jakąś terapię, jeśli to narzędzie pracy. Mój stary chodził albo go dowozili. Nic to nie dawało, ale ty może masz geny inne. Chociaż spróbuj.
Zamilkła. On też się nie odzywał. Oddechy w słuchawkach stwarzały dramatyczną atmosferę.
- Mamo?
- No?
- Jak jeszcze raz usłyszę od kogoś przykry dowcip o teściowej, zabiję...



PS. Wersja alternatywna...

...ktoś przekręcił klucz w zamku. Zza drzwi powiało świeżością korytarza, siatkami pełnymi zakupów i szarlotką sąsiadki. M. usłyszał ciężkie kroki żony zmieszane z delikatnym tuptaniem szmacianych bucików córki. Przez myśl przeleciało mu, że nie powinno ich tu być, lecz skoro już są, należy się nad tym choć trochę zastanowić. Komentował właśnie na www.poezja.org długi i zawiły wiersz Bezeta w jednym oknie, odszyfrowywał meandry prozy Freneya w drugim, a na GG prowadził dyskusję z OnaKotą na temat poziomu wierszy w Dziale dla Zaawansowanych... :)))

Opublikowano

Asher, przy żadnym Twoim tekście dotąd się tak nie ubawiłem! najbardziej ogniste dialogi - owacja na stojąco z tupaniem w rytm we will rock you :) no i takie wyróżnienie w psie :) postać teściowej iście mafijna, myślę że w dobrej komedii o sycylii by taką mamcią nie pogardzili :) uwagi czysto kosmetyczne: Return to Castle zamiast Castel, no i Wolfenstein to gra typu FPP a nie FPS. Ale to baaaaardzo mało znaczące :) Perełka, perełczka. Kłaniam się :)

Opublikowano

first person perspective. Pojęcie takie z pewnością istnieje, ale z kolei ja nie jestem na tyle na bieżąco z terminologią komputerową, żeby się upierać, że nikt nigdy nie powiedział first person shooter. Cholerka, wyrzuty sumienia teraz mam ;) niemniej utrafiłeś w samą dziesiątkę z tym Wolfem, bo to przez długi czas był mój numer jeden. No i za mamuśkę - jak już mówiłem - należą się oklaski. Podoba mi się też inicjał zamiast pełnego imienia - wszystko nabiera charakteru grubymi nićmi szytej kartoteki kryminalnej albo notatek podglądacza :)

ps. Zgaduję, ze podstawionemu podstawiłes od siebie umiłowanie konsumpcji jajek we wszelkiej postaci - M. też zasuwa sadzone na śniadanie, coś za często się te jaja pojawiają, żeby nie były znaczące ;) chyba bym zszedł najpodlejszą śmiercią po sadzonych na śniadanie ;)

  • 2 miesiące temu...
  • 11 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Tak, to ta sama żmija zygzakowata, ale wiersz jest dłuższy i ma już całą historię w środku Ta dodatkowa część zmienia wszystko. Z samego opisu robi się opowiadanie. *O czym jest cały, dłuższy wiersz:* *1. Część 1: Portret żmii*  To dokładnie to co wcześniej. Opis jak wygląda: czarna, głowa w trójkąt, zygzak, pionowe źrenice. "Czarna dama" = tak poetycko nazywa żmiję. *2. Część 2: "Czarna dama z czarną damą"*  > *Czarna dama z czarną damą*   > *mogłaby zapewne mieszkać.*   > *Żyłoby się im tak samo,*   > *straszak żmii, nie pociesza.* *O co chodzi:* "Czarna dama" to żmija. Druga "czarna dama" to prawdopodobnie wdowa w czerni. Autorka porównuje je. Obie są czarne, obie są się boją, obie żyją "na uboczu". I mówi: żmija nikomu nie straszy na złość. "Straszak żmii nie pociesza" = nawet jak ją odstraszasz to jej to nie pomaga. *3. Część 3: Akcja - ktoś łapie żmiję* > *Pan ogniowy złapał bosak*   > *i odłowił leśną piękność.*   > *Trzeba żmiję uratować.*   > *Dzielny człowiek, jako żywo.* *O co chodzi:* "Pan ogniowy" = strażak. "Bosak" = taki hak strażacki.   Ktoś znalazł żmiję i wezwał straż. Strażak ją złapał żeby "uratować". Żeby jej i ludziom krzywdy nie było. I autor mówi "Dzielny człowiek". *4. Część 4: Pytanie na koniec* > *— Ty rozróżniasz, kogo kąsasz..?* *O co chodzi:* To najważniejsze. Autorka pyta żmiję.   "Czy ty wiesz kogo kąsasz? Czy kąsasz tylko jak musisz się bronić?"   To pytanie do żmii, ale tak naprawdę do ludzi. Czy my rozróżniamy kogo krzywdzimy? Czy zabijamy ze strachu, a nie z potrzeby? *Wniosek całego wiersza:* To już nie jest tylko opis. To jest wiersz o *strachu i szacunku*.   1.  Najpierw się boimy i chcemy "odłowić" to co inne. 2.  Potem ktoś mądry "ratuje" zamiast zabijać. 3.  I na końcu pytanie: a może to my jesteśmy problemem, nie żmija? Zrobiło się z tego wiersz o tym żeby nie zabijać ze strachu i żeby rozumieć przyrodę. Piękny i mądry tekst.  Chcesz żebym Ci rozpisała też te nowe zwrotki słowo po słowie?
    • @LessLove piękni są Rabini, jak się modlą, zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci...
    • Pamiętam, są takie "ludzkie", dlatego wiarygodne. A tak z poważnych rozmów faryzeuszy, pamiętam, jak zastanawiali się w radzie czy zabić Jezusa. Jeden skalkulował: Nie czyńmy tego, bo jeśli okaże się, że miał rację, to zdobędzie wielu wyznawców. I stało się, nadal wyznawców Ewangelii IHS jest najwięcej wśród wierzących na Ziemi. Tak stał się ciałem dowód prawdziwości nauki Syna Bożego. A rabini? Dalej dzielą włos na czworo... Pozdrawiam Cię.
    • @Berenika97 Kryzys, jak w ekonomii, jest bezcenną okazją do pozytywnej zmiany. Życie uczuciowe zawiera wiele elementów nieracjonalnych, ale również wszystkie "ekonomiczne". Czasem dobrze od nich zacząć, a wtedy kryzys jest szansą. Z prozy życia: małżeństwa, związki, w których brak sporów, jest martwy i może łatwo ulec rozbiciu, bo nie był "trenowany na kryzysach", nie wykształcił wspólnej dla partnerów metody ratunkowej... Serdecznie pozdrawiam.
    • @LessLove (Łk 18, 9-14) mnie po prostu trochę rozbawił faryzeusz:) @LessLove  Jonasz np. "pajacował", jak mu Najwyższy kazał prorokować na niebezpiecznej ziemi  @LessLove trzeci najzabawniejszy fragment o złych duchach, które weszły w świnki @LessLove takie komiczne uniki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...