Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie pamiętam ile już nie spałem i jak długo miałem otwarte oczy, jednocześnie czując jakbym spał wieki.
Obróciłem głowę w lewo. Stary, czarny zegar z kukułką zatrzymał się na godzinie 3:14. Był cały w objęciach pajęczyn, tak samo jak ja..Cisza. Rozdzierająca płuca i wwiercająca się w głowę lokatorka ciągle dotrzymująca mi towarzystwa w tym przegniłym od wilgoci pokoju.
Okno nad moim łóżkiem jest zakryta dziwnym, dziurawym już materiałem przypominającym skórę, przepuszczającym jedynie pojedyncze promyki słabego światła, padając na zniszczone, wydające się małymi upiorami meblami.
Gdzie jestem ? Zacząłem sobie zadawać pytanie. Nie pamiętam kompletnie nic. Kim jestem i dlaczego tutaj leżę. Jedynie dźwięk pozytywki. Bardzo smutna, melancholijna melodia z dzwoneczkami. Nic więcej.
Próbuję wstać. Na próżno..
Moje nogi jakby ważyły co najmniej kilkanaście ton, a ramiona jakby nie należały do mnie. Zupełnie jakbym był przykuty niewidzialnymi łańcuchami, albo był rzucony na mnie jakiś urok. Ciężko mi oddychać, jakby powietrze było naładowane ołowiem, a moje płuca był dziurawe.
Czyżbym umierał ?
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Bardzo delikatne, rytmiczne i nienachalne. Dwa krótkie, przerwa, trzy krótkie stukoty.
Serce w jednym momencie mi zamarło chowając się do mojego gardła. Kim do diabła może być osoba za drzwiami ? Może..Jestem porwany ? Stłukli mnie, nafaszerowali mnie jakimiś narkotykami i zostawili tutaj ? To by jakoś tłumaczyło moją amnezję...i teraz przyszli po mnie bo ktoś wpłacił okup ? Ale zaraz po czyją cholerę by do mnie w takim razie pukali ? Może to jakiś sprawdzian ?
Stukanie znów się powtarza tym razem bardziej nerwowe.
A może miałem wypadek ? O to to. Odnaleźli mnie jacyś ludzie i teraz mną się zajmują dopóki nie wydobrzeje. To już jakaś myśl. I pukają z czystej grzeczności ? Hmm...ale skoro wiedzą, że śpię to po co pukają ? Może zachowywałem się głośno przez sen i sprawdzają czy wszystko w porządku ?
Chwila...Tylko czy taki dom mogą utrzymywać normalni ludzie ? O Chryste...Zniszczony, rozwalony dom w środku lasu...zasłonięte okna. O mój Boże...nie podoba mi się to.
Drzwi nagle padają z impetem na podłogę wyrwane z futryny potężnym kopnięciem. W tym momencie ze strachu wszystkie moje wnętrzności skurczyły się w małą kulkę a krew rozlała się na twarz.
- Moje uszanowanie Panie...Panie S. jak mniemam ?
W drzwiach..a raczej w miejscu gdzie powinny być, pojawił się wysoki, bardzo elegancko ubrany dżentelmen w cylindrze i binoklu, trzymający mnóstwo papierów pod pachą. Leżałem z rozdziawioną szczęką nie wierząc w to co widzę.
- Najmocniej przepraszam za drzwi, ale nie lubię kiedy ktoś ignoruje mnie - Ukłonił się w pół upuszczając cylinder na pokrytą mchem podłogę i poprawił monokl na lewym oku. Przybliżył się do mnie i usiadł na łóżku uważnie się na mnie wpatrując marszcząc brwi.
Położył stos dokumentów obok, wyjął jakiś duży, żółty papier z pieczątką, odchrząknął dbale i splunął na ścianę.
- Ekhm, a więc Panie S. zapewne wie Pan, czemu tutaj jestem ?
Ciągle byłem w szoku po całości groteskowości tej sytuacji i totalnie zgłupiałem. Skąd mam niby wiedzieć co on tutaj robi ?
- N-nnie wiem.
- Ooo nie wie pan ? - odrzekł zdumiony - pozwoli pan, że przeczytam - po raz kolejny poprawił monokl, przybliżył kartkę do twarzy i zaczął czytać.
- A więc : Z artykułu numer 17496 paragrafu 56,9 prawa konstytucyjnego Wielkiego Narodu, jest pan uznany winnym za przedawkowanie snu w ilości 50000 godzin z rzędu, w celu uniknięcia zderzenia z rzeczywistością i obowiązków jakie pana obowiązywały dla całej społeczności. Niniejszym jest pan skazany na karę śmierci, poprzez uduszenie poduszką. Amen. - Zgiął dokument w pół i schował go między pozostałe dokumenty. Z kieszeni zaczął wyjmować czarne, skórzane rękawiczki i wręcz z angielską flegmą, naciągając je na swoje chude dłonie.
- A-allee zaraz chwilę ! - krzyknąłem oburzony i przerażony jednocześnie, aczkolwiek nie wiedziałem czy się śmiać z absurdu całości tej sytuacji czy też próbować znaleźć w tym szaleństwie jakikolwiek sens - Jak to możliwe ! Co to w ogóle za prawo ? Nie możliwe abym tyle spał !
- Ależ możliwe panie S. Użył pan zakazanej przez prawo międzynarodowe metody, tak zwanej " Audiofilskiej " brrrr - wykrzywił srogo twarz mówiąc to - obrzydlistwo panie Stanisławie, naprawdę...
- Zaraz ! Ale ja nawet nie wiem kim jestem i co ja tutaj robię ! Dosłownie obudziłem się przed chwilą i..ii nagle rozwala mi pan drzwi, nachodzi i mówi, żę jestem skazany śmierć ! O co tutaj chodzi ?
- Otóż widzi pan, panie Stanisławie - zdjął monokl i zaczął go niedbale czyścić o rękaw swojej marynarki - Może rzeczywiście mamy czasy ciężkie i nie dla każdego zrozumiałe, ale nie będziemy tolerować żadnej formy dezercji.
- Słucham ?!
- Wielu ludzi robi jak Pan. Ucieka w sen. Boi się kolejnego dnia, bo nie wie co go czeka. Nie chce pracować, bo płace za niskie. Nie chce płodzić dzieci, bo nie widzi dla nich przyszłości. Nie widzi jutra, bo dla niego zbyt ciężkie jest dziś. Ale powiem panu coś. - wstaje z łóżka i zdziera dziwny materiał wpuszczając światło do środka. - Boli mnie ta praca. Bo wiem, że Ci ludzie często nie robią tego by zaszkodzić rządowi. Po prostu nie radzą sobie sami ze sobą. Ale z drugiej strony...niech się pan zastanowi. Co by było jakby nagle wszyscy poszli spać i nie chcieli się obudzić ? Co by zostało na tej planecie ? - spojrzał na mnie i oskarżycielsko wskazał palcem - Jedno wielkie nic Panie Stanisławie S. A wie pan...czemu pan nic nie pamięta ?
Pokręciłem przecząco głową.
- Bo użył pan metody, który niszczy wszelkie wspomnienia do momentu sprzed zaśnięcia. Musiał pan mieć sporo na sumieniu...
To szaleństwo.
- Nie..to nie może być prawda.
- Ależ jak najbardziej nie ! Co pan pamiętał kiedy się pan zbudził, co ?
Zaraz chwileczkę, czyżby...?
- Dzwonki pozytywki...
- Ha ! - krzyknął triumfalnie - każdy osobnik używający zaśnięcia, tak zwanej " audiofilskiej " zasypia tracąc wszelkie wspomnienia za wyjątkiem jednej rzeczy. Ostatniego dźwięku. Jak mi pan to wytłumaczy ?
W tym momencie zgłupiałem i nie wiedziałem co powiedzieć. Co myśleć ? Czyli samowolnie pozbawiłem się pamięci i zasnąłem w tej norze ? Nie możliwe...
- Obawiam się, że nie ma Pan nic na swoją obronę. Czy mogę zaczynać Panie Stanisławie ?
- Niech pan zaczeka...
- Tak ? Czyżby ostatnia wola, bądź życzenie ?
- Tak..tak jakby...
- A więc niech Pan mówi, śmiało. Szukałem pana kawałek czasu, jeszcze momencik z egzekucją mogę zaczekać.
- Ma pan tyle papierów...czy...ma pan coś z mojej przeszłości ?
- Oczywiście. Co nie co. Życzy pan, a bym coś poczytał do ostatecznej kołysanki ?
Pokiwałem głową. Wziął ogromny stos papierów do rąk i zaczął przekartkowywać coś mrucząc pod nosem. Po chwili wyciągnął dwie duże zielone kartki i zaczął czytać na głos.
- Stanisław S. Data i miejsce urodzenia nieznane. Imię ojca: nieznane. Imię matki: Joanna. Miejsce zamieszkania: Wielka Stolica przez 7 lat, potem przeprowadzka na przedmieścia. Uczęszczał pan do szkół odpowiednio: Szkoła podstawowa im. Wielkich bohaterów do 12 roku życia, następnie Liceum Ogólnonaukowe im. Naukowców do 21 roku życia. Stan cywilny: kawaler. Aktualny zawód: grafik. Kolor oczu:piwny, skóra: biała, usposobienie: raczej agresywne. W wieku 23 lat podejrzewany o zabójstwo matki, oraz sióstr bliźniaczek z rodu R. Pomimo potwierdzenia testów DNA, wypuszczony za kaucją tu czytaj: za pieniądze od pana zbudowaliśmy nowy budynek Sądu okręgowego-
- Zaraz, moment ! Czyli...czyli byłem-jestem mordercą ? - zrobiło mi się słabo, nie wierzyłem w to co się dzieje i że to co czyta to prawda.
- Na to wychodzi Panie S. Tu jeszcze jest napisane, że po całym zdarzeniu uciekł pan za granicę, a potem trop się pana urywa. Nie łatwo było pana znaleźć.
- Czyli...tak naprawdę...nie jestem skazany za nadużycie snu tylko morderstwo ?
- Nie do końca. Nadużycie snu uniemożliwiło nam użycia pana ponownie do działania na rzecz dobra kraju. Po odpowienich zabiegach na mózgu oczywiście. To, że zabił pan własną matkę oraz te dziewczyny to jedynie detal.
- Ale...jak to ?
- Przecież wpłacił pan olbrzymią kwotę gotówki, abyśmy mogli wybudować nowy sąd, jednocześnie gwarantując panu wolność. Dobry interes prawda ? Widocznie pana złapały wyrzuty sumienia i postanowił pan uciec z tej rzeczywistości. Wielka szkoda - zaszlochał szczerze poprawiając rękawiczki - Mógł pan jeszcze tyle zrobić...
To jak się teraz czułem można jedynie porównać do zderzenia ciężarówki z jednoczesnym zgniataniu przez imadło...a więc, jestem tylko nic nie znaczącym śmieciem, który w ramach recyklingu może być ponownie użyty jak tania siła robocza dla jakiegoś dziwnego systemu. Nie rozumiem i nie chcę rozumieć.
Wzdychnąłem ciężko mając łzy w oczach.
- Wie pan co ?
- Tak panie Stanisławie ?
- Nie powinienem się w ogóle budzić. Niech pan to naprawi.
Tuż po chwili poznałem ostatni raz w życiu nowe zastosowanie poduszki.



  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Dekaos Dondi

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Dekaos Dondi   Dialog z samym sobą. Po prostu ludzkie. W sprawie wierzenia strzał w dziesiątkę. Rzeczywiście, niezapominajki zawsze pamiętają. Puenta kojarzyć się może z adapterową płytą, która po zarysowaniu igłą odtwarzacza zacina się w pewnym miejscu. Bajdy filozoficzne z nutą prawdopodobieństwa.  Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Kasjopeja. dobre, enigmatyczne i z klimatem, w kilku ledwie słowach.
    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...