Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Coś naruszyło jego spokój. Może dźwięk, może bodziec fizyczny: nie wiedział. Był, jak człowiek, który wydobywa się z głębiny, widzi już światło pełgające po powierzchni, ale nie wynurza się zupełnie. Nie wiadomo dlaczego przypomniały mu się poranne przebudzenia, jakich doznawał kiedyś. Miał mocny sen, więc zawsze budził się z wielkim trudem. Mozolnie pokonywał kolejne warstwy swojego wewnętrznego uspokojenia, by przebić się do świata wspólnego, który wymagał przytomności i świadomości. Tak samo było teraz. Tylko nie otwierał oczu, by powitać błogosławieństwo kolejnego dnia. Pozostawał na progu, w dziwnym stanie niedobudzenia i nic nie wymuszało na nim żadnych prób przedostania się na zewnątrz.
Drobne, lecz dziarskie kroki. Na pewno należały do jego matki. Kręciła się po kuchni przygotowując mu śniadanie. Niebawem przyniesie mu do łóżka jajecznicę, świeże bułeczki i kubek kakao. Pogłaszcze go po policzku i delikatnie przemówi ciepłym, dobrotliwym głosem... Odgłos kroków zagłuszyło gwizdanie czajnika. Robiła sobie herbatę. Po tym, jak obsłuży jego, sama zje pośpiesznie kromkę razowca z twarogiem i pobiegnie do pracy. Trzasnęła deska do krojenia. Chrupały krojone bułki. Zaszemrało nalewane do kubka mleko. Kojarzone bezbłędnie dźwięki dawały mu poczucie bezpieczeństwa. Dom, ciepło, bliskość - te rzeczy doceniali wyłącznie ludzie, którzy wiele przeszli. Zaliczył się do ich grona, choć w tej chwili wcale nie dysponował odpowiednimi argumentami. Niejasno zdawał sobie sprawę ze zmęczenia, jakie odczuwał niedawno, a które bezpowrotnie znikło.
Głuche stukanie żelazka o deskę. Żona prasowała mu koszulę. Na pewno tę szarą, z ciekawym szwem. Ulubioną. Charakterystyczny syk wody, gdy ustawiała żelazko w pozycji pionowej zlał się z bulgotaniem wody w zbiorniczku. Zawsze wstawała wcześniej od niego, mimo że nieraz byli ze sobą do późnej nocy. Wracał wykończony z pracy i padał na łóżko. Ona wtedy robiła mu kolację, kąpiel i masaż. A potem rano zrywała się, by przygotować mu koszule i śniadanie do pracy. Jak teraz. Cicho skrzypnęły drzwi, brzęknął wieszak z koszulą, wieszany na klamce od szafy. Chciał podziękować, ale wciąż nie mógł zmusić się do otwarcia oczu. Zakotłowało się w czajniku elektrycznym i znów pojawiło się znajome szemranie. Oczekiwał na kuszący zapach kawy, jednak jego nos nie wykazywał żadnej wrażliwości. Zaniepokojony próbował nim poruszyć - bezskutecznie. Po chwili stwierdził, że wcale nie wyczuwa zapachów.
Odgłos czesanych włosów. Bardzo długich i gęstych. Takie mogła mieć jedynie jego córka. Stała przed lustrem wpatrzona w swoje odbicie i starała się dojść do ładu ze świeżo umytymi puklami. Zaraz wpadnie do kuchni, zapije kawą z ekspresu dwie grzanki z żółtym serem i pobiegnie na autobus. Z automatu ciurkiem sączył się pobudzający napój. Trzasnęła w pośpiechu zamykana lodówka. Zapikało i grzanki wyskoczyły z opiekacza, niby cyrkowe zwierzątka.
- Pa, tato... – zdało mu się, że słyszy cichy głos z przedpokoju.
Nie odpowiedział. Nie czuł potrzeby otwierania ust. Pożegnał ją w myślach, życząc miłego dnia i dobrych stopni. Cisza, jaka nagle zapadła, wcale go nie zmartwiła. Dźwięki odpłynęły, zabierając ze sobą uczucia. Znów zobojętniał, znów marzył o śnie. Blask świecy praktycznie go nie dotyczył, podobnie jak gorący wosk, który spływał mu na dłonie i tam zastygał. Cokolwiek się przedtem liczyło, teraz nie miało najmniejszego znaczenia. Spał. A sen był najlepszym ze światów.

Opublikowano

ojej.. jakie to smutne
ciekawie opisane, podobają mi się obrazki wszystkich postaci, ale końcówka trochę beznamiętna i przez to wywołująca przygnębienie, hmm szkoda, że każdy kolejny opis jest coraz uboższy, tzn takie mam wrażenie, opis czynności wykonywanych przez matkę jest bardzo dokładny potem podobnie żony, ale już jakby mniej, a o córce, no cóż, zjadła grzanki i myk do szkoły :) to w sumie tak, jakby opis był stosownie do wieku, czy też długości przebywania z daną osobą gł bohatera. choć na początku miałam wrażenie, że to jest przeniesione w czasie i tylko połączone, jakby dla porównania ich razem.

aha czępnę się chrzęstu, no jak można powiedzieć, że czesanie włosów to chrzęst?! okropnie to brzmi, jak dla mnie.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Cóż, Nata, 1-listopadowe to to... Chrzęst poprawiam...
Leszku, może IQ od razu nie trzeba używać. Mówi się, że przemyka całe życie w oczach umarlaka. Nie traktuj dosłownie, może Cie się przejaśni, ale jeśli dalej będzie niezrozumiałe, to rację przyznam. Ale Ty??? Spec od metafor! No nie...

Opublikowano

Zrobione. Peelowi sie zdawalo, ze jak mu sie wyobraża, że lodówką trzaska o ściane przy otwieraniu, to będzie oczywiste jak - nie przymierzając - niezły sondaż Samoobrony. Zamknięcie o niebo lepsze. Z tym pipkaniem też racja. Kontekstów ubywa :)))

Opublikowano

Chyba z tym moim IQ nie jest tak tragicznie. Refleks jednak nie pozwalałby mi na uprawianie szermierki. Zbudziłem się w nocy i zacząłem się zastanawiać co też autor miał na myśli, pisząc... No i doszedłem. Po prostu, analizując Twój tekst nie przeszedłem przez "ostatni most" . Zrobiłeś taką pętlę czasową, że przy okazji zapętliłeś mój umysł. To potwierdza stwierdzenie z mego poprzedniego postu, że nadal uczę się czytać. Opowiadanie jest super. Wycofuję swoją uwagę.

  • 2 miesiące temu...
  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 nie znam się na miłości, ale widzę przeszkody, choćby przekazy, przekonania, pozycja, doświadczenie. Niby nie ma mocnych na prawdziwe uczucie, ale to w filmach i bajkach. Czy most połączy? Po prostu - nie wiem.  @Wiechu J. K. i niech tak zostanie, wspólny kierunek patrzenia.  Pozdrawiam ciepło. Bb
    • @Migrena i prawko zdałam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Chwalę się tym bo nawet nie wiesz ile mnie to stresu kosztowało  Człowiek zupełnie nie techniczny który myli kierunki i strony zdał!  No jestem z siebie dumna  Naprawdę  Dziękuję za życzenia i łap
    • Ogień zadecydował   Urodziłam się na wsi sąsiadującej z dobrami Krasińskich. Choć moi przodkowie mieli tak samo piękną genealogię, nie byli aż tak światowi. Tam paryże, tiurniury, mitenki, opery, tartinki i paszteciki oraz niełatwa tożsamość polityczna, tu kościółek, wota, pielenie w rękawiczkach. Kultura? Mamusia Helena czytała nam modulowanym głosem Trylogię oraz książki Mniszkówny. No i ten kawałek czerwonego baldachimu nad głową...   Miałam rodzonych brata i siostrę oraz przyrodnią – Wacię. Reginka i Janinka zmarły w dzieciństwie. Mieszkaliśmy w całkiem sporym dworku, w którym mieściła się jeszcze szkoła oraz pokoje wynajmowane przez pobożnego Żyda. Mój tatuś zarobił pieniądze w Stanach Zjednoczonych po pierwszej wojnie światowej. Pracował w Pittsburgu. Wrócił z gotówką, tylko że nieubezpieczony.   Kiedy straciliśmy nasz dom przez szalonego podpalacza, rodzina już tak chętnie nie przyjeżdżała. Wolanty, frykasy, przyjęcia i tańce skończyły się nagle, jak za dotknięciem różdżki złej wróżki. Dworek rozpłynął się w marzeniach i tęsknocie.   Po raz drugi ogień zaingerował w moje życie, kiedy hitlerowcy rozstrzelali mojego narzeczonego, Janka – żołnierza Armii Krajowej. To był dla mnie ogromny cios.   A po raz trzeci... to już była inna historia.   Otóż po wojnie Wacka uciekła do Warszawy, bo chciała zostać artystką cyrkową. Tatuś uważał, że zejdzie tam na „złą drogę”, więc opuściła dom potajemnie. Z cyrku nic nie wyszło, ale w Warszawie poznała swojego męża. Mieli fabrykę wiatraczków. Kiedy ich odwiedziłam, byłam bardzo zadowolona. Nabrałam tam „ogłady”. Od tamtej pory, co jakiś czas przyjeżdżałam na wieś i wtedy mówiono o mnie: „ta warszawianka z wysokim czołem”.   Bawiło mnie to. Któregoś dnia zaprószył się jednak ogień z pieca i cała fabryczka spłonęła. Ratując dom, gasiłam ogień gołymi rękami. Znalazłam się w szpitalu w stanie krytycznym. Lekarze chcieli amputować mi rękę. Moja siostra nie podpisała zgody i zaryzykowała.   Po operacji miałam rysy na urodzie. A na udzie, po przeszczepie, nosiłam pamiątkowy napis: „Loth”. To nazwisko wybitnego chirurga, który uratował mi życie i kończynę. Na wsi mówiono złośliwie: „Klara staniała”.   Może i staniała, ale męża dostała dobrego. Powiedział mi wtedy: „teraz to już moja ręka”.
    • @Gosława   Reniu:)   mozesz wszystko:)   ale nie mów nam........bo Twój avatar krzyczy do nas, że jesteś dziewczyną z całym życiem przed sobą:)     niech każdy dzień będzie dla Ciebie szczęśliwy:)))   a życie niech tka przed Tobą welony przyjemności:)   codziennie:)   i na zawsze:)      
    • @LessLove  to bardzo precyzyjne i  trafne odczytanie. To rzeczywistość, która się kruszy, nie ma iluzji, gdy się człowiek przygląda to zostaje beton zamiast galerii. Na poczatku wydaję się, że jeśli pojawi się dialog to ktoś odpowie. Nie ma tu walki, jest akceptacja rezygnacji. Uczucia są zime. Wszysko sprowadza się do betonu.  Dziękuję za tą świetne i dokładne odczytanie.  Pozdrawiam serdecznie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...