Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ranne krwawe światło zza kotary
kapie oknem na twardą podłogę
znowu budzę się do koszmaru
nie chcę patrzeć i już dłużej nie mogę

spoza prętów rzęs obserwuję
ciemne bóle po wszystkich kątach
wrzask budzika kraje mnie i truje
piąta w powietrzu piąta już piąta

jarzeniowa chłodna biel dzienna
wdziera mi się w oczy i piecze
nie chcę wstać na świat znów sama jedna
z samotności przecież nikt nie wyleczy

w całym domu w sprzętach pamiątek się kryje
okłamuje w niby swojską przytulność
w słońcu dzidami promieni zabija
dźga i kłuje z twarzą bezchmurną

nie ucieknę przed nią – jest we wszystkim
czai się i zewsząd mnie otoczy
na ulicy w pracy u przyjaciół bliskich
w tysiącach zamarzniętych zimnych oczu

nie chcę wstać nie powinnam w samotność
nie mam sensu dla nikogo tak boleć
zakołdrzam się w całun nie patrzę na okno
i umieram z zimna
ciężko
powoli

Opublikowano

Inny niż ostatni, dla mnie znacznie lepszy, bardzo ciekawe metafory. Ostatnia wersy kapitalne.
ps. nie gniewaj się na mnie za mój ostatni, może zbyt dosadny komentarz, nie miałem na celu cię urazić.

Opublikowano

Bardzo depresyjnie zaczęłam dzień czytaniem Twojego wiersza. "Zakołdrzanie" się nie może być jedną, najlepszą radą na bolączki. Kiedyś, w którejś baśni wyczytałam takie mądre słowa: "Ranek jest mądrzejszy niż wieczór". Zawsze , kiedy tylko można, wyłazić trzeba z łoża. Nooo, chyba, że pozostaje się w nim w zupełnie innych celach.....! :))))) Wtedy - długo. Przyznam, że nie jestem amatorką Twoich wierszy o takiej tematyce, bo mi pasujesz do radosnego wizerunku. Jakoś mi brzmi nienaturalnie. Ale to może tylko moje wyobrażenia. Uściski. Elka.

Opublikowano

Imperare sibi maximum est imperium /Seneka/, smutek przeradza się w depresję, gdy człowiek "potrafi oddychać, ale nie potrafi żyć. " Szczęście i depresja mają wiele wspólnego. Jedno i drugie to skrajność ludzkich uczuć. Czasem depresja nie jest dołem. Czasem jest górą, tylko nie tą, na którą tak pragnęliśmy wejść...
"zakołdrzanie"- super ; sugestywnie napisane, mam nadzieję Oxyvio, że to twoje refleksje "na temat", a nie odczucia własne, słonka życzę i radości, pozdrawiam :))

Opublikowano

Witajcie, Dziewczyny! Piszę do Was obydwu.
Elu, wiem, że wiersz jest ponury. Sorki, że Cię "zdepresjonowałam".
Emm, depresja jest cechą osobowości, nie jest nieumiejętnością życia. Czasem pojawia się z powodu wielokrotnych niepowodzeń, np. odpychania przez rodziców, odmawiania pracy, kłopotów w sferze małżeńskiej itp. A czasem z powodu jednej, ale bardzo silnej tragedii, np. utraty kogoś najbliższego (nie daj Boże dziecka). I nikt nie ma na nią wpływu, depresja wymaga leczenia chemicznego. Najczęściej jest zresztą nieuleczalna, można ją tylko łagodzić tabletkami.
Pewnie, że "zakołdrzanie się" nie jest radą na nic, podobnie jak np. alkohol, narkotyki czy wręcz samobójstwo - żadne ucieczki od życia nie są sposobem na życie. Ale depresja nie jest szukaniem sposobu - jest przekonaniem o tym, że wszystkie sposoby zawiodły.
Jestem raczej pogodna, Elu, masz rację, dużo się śmieję, jestem towarzyska, otwarta, lubię ludzi. Ale i depresyjna też. Czasami nachodzą mnie takie doły, że nie mogę się z tego wygrzebać miesiącami. Nie potrafię żyć sama dla siebie, niepotrzebna nikomu i nigdzie. A tak właśnie się czuję od urodzenia.
Ale na szczęście mam córkę, dla której żyję - i to jest dla mnie absolutnie najważniejsze. Stąd cała moja radość życia, której też mam w sobie bardzo dużo. :-)
Dystymia to właśnie huśtawka skrajnych nastrojów: do euforii po kompletne doły - i znów w euforię. Taka cholerna osobowość. :-)
Uściski, Dziewczęta. :-)

Opublikowano

to dopiero istny wisielczo i samobójczy wynalazek... ;-) Cóż . te cholernie podłe stany potrafią
przytłoczyć , a jak już im dać pole do popisu ... Tego Tobie nie życzę , ale pod wierszem podpisuję się z uznaniem , bo trafnie w nim oddajesz zgonostan , a i słowa uroczo dobrane . Ale przepędź - i to szybko !!!
Pozdrawiam , C :-)

Opublikowano

Zauważyłam, że w swoich wierszach coraz
bardziej skłaniasz się do rozmieniania codzienności na drobne,
i przyznaję, że robisz to baaaardzo umiejętnie:)
Z przyjemnością przeczytałam, ale nie zatrać w tym wszystkim
pogody ducha jaką chyba masz od urodzenia:)))
Pozdrawiam i odezwę się jeszcze:))) Pa. E.K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czarek, dzięki Ci za poetycki i trafny komentarz - zgonostan! Tak, to dużo lepsza nazwa niż ta medyczna! :-)
Nie, nie daję się, nie tak łatwo diabłu ze mną! ;-)
Dziękuję za zrozumienie i życzę Ci tego samego, czego Ty mnie życzysz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kosie, nie bardzo rozumiem, co nazywasz rozmienianiem na drobne, ale dziękuję Ci za stwierdzenie, że robię to "baaaardzo umiejętnie". :-)
Nie zatracam pogody ducha, tak jak i Ty chyba nie zatracasz?
Odzywaj się, odzywaj, koniecznie!
Pozdrawiam gorąco.
Opublikowano

"Z samotności przecież nikt nie wyleczy"- to brzmi jak założenie a priori, a to tylko Twoja prawda, bardzo smutna i paskudnie nieprawdziwa chyba , że tego namiętnie chcemy , co w depresji wcale nie jest takie rzadkie, bo czasem bardzo "kochamy takie stany". Ja też je miewam , nawet miałam silną depresję i wiesz co wtedy sobie pomyślałam , złapałam się na tej myśli- że jeśli kiedyś ten permanentny smutek by minął , to chyba by mi go brakowało. Oczywiście temat jest szeroki.
Pozdrawiam Kredens

Opublikowano

Temat ciężki, stan - nieobcy, stąd wiem, że poradziłaś sobie z nim doskonale.

"w całym domu w sprzętach pamiątek się kryje" - tu czegoś nie rozumiem, czy nie powinno być "pamiątkach"?
Właśnie nie wiem, czy to są sprzęty pamiątek, czy wyliczanie - gdzie się kryje: w całym domu, w sprzętach, pamiątkach...
Wybacz moim szarym komórkom wścibskość :))

Podoba mi się "budzę do koszmaru" - wtedy zaiste lepiej nie otwierać oczu i śnić własne koszmary z ulgą, że to tylko sen, a to... ucieczka w sen.

Zakołdrzanie - fajnie, bo jakby z dystansem do własnej choroby peelki, beznadziejny przypadek takiego słowa by raczej nie użył i umierania też nie odbieram dosłownie, określa stan ducha w danej chwili. Zimno może być dosłowne i przenośni, w odniesieniu do otoczenia; tylko naprawdę ktoś bliski potrafi dostrzec problem, a zazwyczaj o takich ludziach mówi się: odludek, on już taki jest... ect
Brawo, Oxy! Mam ciary.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna.
:)

edit: literówka, sorki :)

Opublikowano

Oxyvio Droga!, jak zwał tak zwał- dystymia czy depresja, jedna cholera. najgorzej, że nas czasem dopada. wszyscy łapiemy doły, najważniejsze znaleźć bodziec w sobie, a jeszcze lepiej obok siebie, który da pomocną dłoń. sam wiersz "przecudnej urody" :), tyle, że w minorowym nastroju, dlatego życzę Ci na co dzień słonka na buzi, radości i zawsze tylko dobrego jutra.
ściskam mocno.:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kredensie, dzięki za wizytę i odniesienie wiersza do własnych doświadczeń. Widzę, że nie jestem odosobniona wśród depresantów na naszym Forum. :-)
Wiesz, ja nie lubię tego smutku, on jest tak silny, że boli mnie fizycznie, zupełnie dosłownie, paraliżuje mnie i nie mogę się ruszać z bólu. Świat wtedy jest beznadziejny, życie pozbawione sensu, wszyscy ludzie są obcy i oddzieleni ode mnie barierą nie do pokonania (stąd słowa: "z samotności nikt nie wyleczy"). Wtedy wiem tylko jedno: że muszę to przeczekać, przetrzymać, że to tylko chemia, cholerna choroba, że chociaż widzę wyraźnie, jaki świat jest bezsensowny, to jednak w końcu zobaczę go w innych odcieniach, nawet, jeśli w depresji wydaje się to nieprawdopodobne. Tylko ta świadomość trzyma mnie wówczas przy życiu.
Ale się rozgadałam!
Nie mniej nie jestem ponurakiem. Przeciwnie, raczej jestem pogodna i wesoła, a życie jest dla mnie piękne i bardzo cenne. Rzadko miewam doły, o których jest ten wiersz.
Pozdrawiam i życzę samych uśmiechniętych chwil. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Grażyno, dziękuję Ci za pełen zrozumienia, ciepły i wspaniały komentarz! I przepraszam za "ciary" (ale to dla mnie bardzo cenne). :-)
Ten wers: "w całym domu w sprzętach pamiątek się kryje" jest rzeczywiście dość pokrętnie napisany. Możliwe, że lepiej byłoby napisać tak, jak mówisz. Ale mnie chodziło o to, że ten smutek kryje się we wszystkich sprzętach, które w ten sposób stają się bolesnymi pamiątkami - bo w depresji wszystko, co człowiek pamięta, budzi w nim coraz większy ból, a każdy sprzęt wyzwala jakieś nowe, bolesne wspomnienia.
No właśnie, masz rację - człowiek w takim stanie jest odosobniony ze swoim bólem, który dla innych jest niezrozumiały. Niestety. to nie pomaga wyjść z deprechy. Trzeba sobie radzić samemu ze sobą, a to jest bardzo, bardzo trudne.
Jednak depresjoniści to niekoniecznie wieczni ponuracy. Czasami to ludzie bardzo pogodni i towarzyscy przez większość życia. Przecież i Ty taka jesteś. :-) Nie jesteśmy więc przypadkami beznadziejnymi. ;-)))

Pozdrawiam ciepło i życzę wiecznej wesołości. :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...