Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Michale co kogo gdzie i jak ubodło to dajmy już spokój, wydaje mi się że cała polemika wynika z tego że różni ludzie różnie definiują swoje oczekiwania względem tekstów poetyckich i różnie stawiają granice a raczej różnie definiują: licentia poetica i szyderczą prowokację. Dzięki za pochylenie się nad tekstem i ważny głos w dyskusji pod nim : )

R.

  • Odpowiedzi 64
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak, zamieszczam swoje teksty na portalu bo jeżeli piszę, to po to aby podzielić się tym z innymi, jako iż stoję przy zdaniu że dla siebie do szuflady to można jedynie pisać pamiętniki, a poezja z założenia ma mieć nie tylko autora ale i odbiorcę. Tak, stawiam tekstom za cel poruszenie głębszych tematów i przemyśleń bo od zajmowania się tematami prostymi które nie zmuszają do wysilenia szarych komórek(co nie zmienia faktu że są ciekawe i przydatne) są bardziej praktyczne w tym temacie, inne, nowocześniejsze środki wyrazu takie jak gry komputerowe, filmy w multipleksach czy kieszonkowe wydania kryminałów.

Jeżeli chodzi o ujęcie tematu, to rozumiem że nie przypadła Pani do gustu taka estetyka i nie tylko estetyka, o gustach się nie dyskutuje podobno. Niemniej osobiście uważam że taki rodzaj ekspresji wcale nie jest banalnych chwytem, jest odpowiedni i trafia, a bynajmniej sam preferuję taki jako odbiorca i autor.

Pozdrawiam R.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Hmmm. dobrze by w sumie było gdyby wszystko trzymało się KUPY : )
Pozdrawiam
R.

w pewien sposób tak, jeśli wprowadza Pan ją jako zabieg, warto jednak przyśrubować formułę wiersza, jeśli obok podkorowego zabiegu czipsowego daje Pan wyłożone na papier rozważanie filozyjne (bo to jeszcze nie jest filozofia), coś się gubi. coś, co miało zbudować się i powstać dzięki tym czipsom. czegoś robi się nadto, a część mocy wygasza Pan nakładając fale.
acz oczywiście, to Pański wybór, ja Panu tylko poddaję swój ogląd rzeczy

Pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


lakonicznie w takim razie,
bardzo jestem kontent z takiej oceny.
dzięki za śladomość (to chyba od Ciebie Maćku podpatrzyłem ten genialny neologizm? jeżeli tak to szacun ;)
Pozdrawiam
R


tak to bylem ja, przyznaje sie bez bicia(-:
pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak, zamieszczam swoje teksty na portalu bo jeżeli piszę, to po to aby podzielić się tym z innymi, jako iż stoję przy zdaniu że dla siebie do szuflady to można jedynie pisać pamiętniki, a poezja z założenia ma mieć nie tylko autora ale i odbiorcę. Tak, stawiam tekstom za cel poruszenie głębszych tematów i przemyśleń bo od zajmowania się tematami prostymi które nie zmuszają do wysilenia szarych komórek(co nie zmienia faktu że są ciekawe i przydatne) są bardziej praktyczne w tym temacie, inne, nowocześniejsze środki wyrazu takie jak gry komputerowe, filmy w multipleksach czy kieszonkowe wydania kryminałów.

Jeżeli chodzi o ujęcie tematu, to rozumiem że nie przypadła Pani do gustu taka estetyka i nie tylko estetyka, o gustach się nie dyskutuje podobno. Niemniej osobiście uważam że taki rodzaj ekspresji wcale nie jest banalnych chwytem, jest odpowiedni i trafia, a bynajmniej sam preferuję taki jako odbiorca i autor.

Pozdrawiam R.

No właśnie, doszliśmy do sedna sprawy - Pan preferuje taki styl i taką estetykę - ja nie, co nie znaczy, że nie szanuję Pana jako człowieka. Zamieścił Pan tutaj wiersz, ponieważ jak Pan napisał chce się Pan nim podzielić z innymi, czyli interesuje Pana opinia różnych ludzi na jego temat - czy mam rację? A na tym portalu są zalogowani ludzie o odmiennych zapatrywaniach, gustach, wrażliwości itd. Różnimy się pod wieloma względami również, wiekiem, wykształceniem - chodzi nie tylko o jego poziom, ale również ukierunkowanie.
Z różnych powodów poezja jest nam jednak bliska i właśnie dlatego spotkaliśmy się tutaj, nasze oceny jednak są tak różne jak My - to jest chyba ewidentne i nie jest niczym odkrywczym.
Nonsensem więc i głupotą byłoby wyciąganie daleko idących wniosków co do Pana czy mojej, osoby tylko z powodu różnic w poglądach. Rozmawiamy o konkretnym wierszu a nie o całokształcie.
Mam wrażenie, że Pan to rozumie i stara się utrzymać dyskusję na jakimś poziomie, w przeciwieństwie do niektórych komentatorów, których wypowiedzi nie dadzą się w żadnym stopniu podciągnąć pod konstruktywną dyskusję, a ich jedynym celem jest uzewnętrznienie swoich frustracji, lub zwrócenie na siebie uwagi - to jest po prostu śmieszne, niczemu nie służące i bezsensowne.

I jeszcze jedno - dot. wymiany zdań pomiędzy Panem a Panem Krzywakiem, mówię o książce Mr Łysiaka "Statek"
Pozory mylą drodzy Panowie wiem o czym mowa - cóż niektórzy mają problem z radzeniem sobie ze swoimi frustracjami i muszą je jakoś odreagować. Teraz jednak chcę się odnieść do zdania "Miliony much nie mogą się mylić" - ważne jest aby pozostać wiernym sobie bez względu na to co kto ma do powiedzenia na ten temat - czy te "miliony" są "za" czy "przeciw".
Jeśli człowiek tylko z powodu chęci bycia oryginalnym lub z tchórzostwa nie ma odwagi wypowiedzieć swojego zdania, lub jest tak zatwardziały, że zamyka się na poznanie, rozwój - to kim jest?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


obrazoburstwo w krótkich majtkach :)
takie tam... prawie bezzębne podgryzanie
dla samej uciechy memłania w mleczakach
przywilej dorastania... ;)

bo wiesz, jeśli porywać się na słońce, to z czymś mocarniejszym od wykałaczki
a jeżeli kraść, to tylko miliony ;)

ps. dałeś d... z odbytnicą świata, zamiast polemiki z bytem wyszła Ci sraczka

f.isia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zdecydowanie zgodzę się z tym że tutaj powinniśmy rozmawiać o tekście i o tematach związanych, poruszanych, w tekście , czyli także różnych podejść do omawianego tematu wynikających z różnych światopoglądów, różnych nie znaczy lepszych czy gorszych. Ameryki nie odkrywam, trochę łopatologia wyszła, ale czasami warto napisać takie oczywistości : )

Własne zdanie i własna estetyka - to właśnie zamieszczam w tekście powyższego wiersza.
Pozdrawiam
R.
Opublikowano

Czytałam kilka razy, i mam przykre wrażenie że po wszystkim i do wszystkiego można w poezji dorobić ideologie. niby mocny, kontrowersyjny a cholernie niespójny Zestawienie triduum Paschalnego z chipsami.. dla mnie jak porównanie słonia do słoniny , niby coś można wymyśleć, powiązać, itp itd a wychodzi kulfon. Mam poczucie pewnej niekonsekwencji, dla mnie chęć kontrowersji została uzyskana kosztem logiki (wiem, wiem, autor zawsze się wybroni, jedynym problemem sa zbyt mało lotni czytelnicy :)
Rozumiem że kibel to życie doczesne ? sądząc po turpistycznej chronologii
Puenta, dla mnie bez pomysłu przy próbie mocnego wiersza to chyba ona powinna walić czytelnika po gębie, tak żeby bolało co najmniej dwa wieczory?
Jedyne co mogę przyjąć to druga strofa (o ile autor wierzy że każda msza to taka ziemska wieczerza- jeśli nie to znów sypie się logika)

Pozdrawiam
Agata

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm. W takim razie wydaje mi się że mój tekst jest zbyt niedopowiedziany, powikłany? Jeżeli chodzi ostatnią wieczerzę i czipsy to trudno byłoby tu mówić o zestawieniu w sensie porównania ich i stwierdzenia podobieństwa, tak zestawienie, ale w formie przeciwstawienia. Przeciwstawienie wartościujące, bo jednak "on wie" który z posiłków (jeżeli chodzi o ich formę i treść) jest prawdziwszy, w sensie bliższy rzeczywistości, kondycji świata którego doświadcza i interpretuje "on".
Według mnie pointa może bić po mordzie na dwa sposoby: 1) fajerwerkami słownymi, mocnym przytupem lub 2) oddając formalnie i treściowo prawdę która sama w sobie tak bije po mordzie że pointa wystarczy aby stylistycznie i tematycznie skupiła się na jej oddaniu a dotknie odbiorcę tak jak trzeba. Wydaje mi się że zdecydowanie w tym wypadku przydaje się pointa na modłę nr.2

Dzięki za odwiedziny i ślad.
Pozdrawiam R.
Opublikowano

nie ma innego wytłumaczenia: brak odpowiedzialności za słowo i bezmyślność;
może na skandalach autor wywinduje nazwisko, ale sam zostanie z czipsami przy piwie, udając artychę -
żałosne;

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


obrazoburstwo w krótkich majtkach :)
takie tam... prawie bezzębne podgryzanie
dla samej uciechy memłania w mleczakach
przywilej dorastania... ;)

bo wiesz, jeśli porywać się na słońce, to z czymś mocarniejszym od wykałaczki
a jeżeli kraść, to tylko miliony ;)

ps. dałeś d... z odbytnicą świata, zamiast polemiki z bytem wyszła Ci sraczka

f.isia :)
Wiersz i powyższy komentarz są spójne i śmiem przypuszczać, że właśnie tego rodzaju uwagi wychodzą naprzeciw oczekiwaniom autora - prowokatora. Opis czytelniczki z założenia naganny, jest w istocie świetnym uzupełnieniem :) - i doprawdy nie wiem, co lepsze - wiersz, czy komentarz? :)!

Czytelnikom uczulonym na prowokację tego rodzaju pozwolę sobie zacytować
Sir Arthura Stanleya Eddingtona
Odrzucenie dogmatów nie jest sprzeczne z żarliwą wiarą

:)
Opublikowano

niepotrzebna stypa dla obmytych stóp
ostatnia taka bezsensowna wieczerza

Autorowi wolno tak widzieć i mieć taki pogląd. Dla mnie nie ma problemu. Patrzę na Ostatnią Wieczerzę, jak zwykły zjadacz chleba i dochodzę do wniosku, że chciałbym tak ( co oznacza, że fundamentalnie nie zgadzam się ze słowem - bezsensowna) panować na swoim czasem, móc dokonać wyboru. W tym momencie nachodzi mnie refleksja: Syn Boży dokonał aktu samobójstwa - tak potępianego przez kościół. No ale, w wielu miejscach są takie niespójności. Być może zatem było inaczej. Jezus wierzył w powstanie, a ostatnia wieczerza była naradą wojenną; porywał tłumy, był przywódcą dużej grupy i przeliczył się... reszta to już ewangelie.

Sam wiersz, nie uwiódł mnie. Banał życia i śmierci spleciony z pracą i wydalaniem jest oczywisty, tak bardzo, że nie widzę żadnego pretekstu do napisania tytułu i reszty.

Pozdrawiam.

PS

Pan, panuje na słowem - a to się liczy. :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


obrazoburstwo w krótkich majtkach :)
takie tam... prawie bezzębne podgryzanie
dla samej uciechy memłania w mleczakach
przywilej dorastania... ;)

bo wiesz, jeśli porywać się na słońce, to z czymś mocarniejszym od wykałaczki
a jeżeli kraść, to tylko miliony ;)

ps. dałeś d... z odbytnicą świata, zamiast polemiki z bytem wyszła Ci sraczka

f.isia :)
Wiersz i powyższy komentarz są spójne i śmiem przypuszczać, że właśnie tego rodzaju uwagi wychodzą naprzeciw oczekiwaniom autora - prowokatora. Opis czytelniczki z założenia naganny, jest w istocie świetnym uzupełnieniem :) - i doprawdy nie wiem, co lepsze - wiersz, czy komentarz? :)!

Czytelnikom uczulonym na prowokację tego rodzaju pozwolę sobie zacytować
Sir Arthura Stanleya Eddingtona
Odrzucenie dogmatów nie jest sprzeczne z żarliwą wiarą

:)
śmiem przypuszczać, coby mniemanie w 'kwestii' zostało jakby niezrozumiane
- mea culpa, za 'skrótacyjne' wysławianie ;),
szanuję prawo do pampersowania, tudzież do wszystkich następujących etapów,
chciałam jeno zasygnalizować , że stan zasrywania gniazda na ogół mija - wraz z koleją pierzenia się i potrzebą [zazwyczaj] wypróbowywania lotności pierza na nieobesranym jeszcze przez się terytorium,
co jest be a co nie, każden jeden ma tak samo w się zaprogramowane,
clou programu, to znalezienie cloucza otwierającego
[na ekstremalnie nieodnajdujące/zagubione przypadki, opierzeni już jako tako, opatentowali kilka paragrafów ;)]
Europa niech tam sobie będzie bez granic, ale jeśli zaanektuje Kanadę, obie hAmeryki, Afrykę, Australię z oceanicznymi przyległościami... i co tam jeszcze zostało, to kim/czym będzie? Europą? hmm... raczej chyba już nie ;)

tożsamość, identyfikacja... - do lustra dojrzewa się przy goleniu [brzytwą] ;),

pozdrawiam wszystkie alicje ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc nadając taki a nie inny tytuł nie podejrzewałem że wywoła on jakieś kontrowersje, ostatecznie to parafraza wersji oryginalnej gdzie występował Król, a jak nas uczono Jezus był Królem a Królowie byli z mocy boskiej nadani, więc nie wiem na czym polega wychodzenie przed szereg z samym tytułem.

Dziękuję za śladomość.
Pozdrawiam R.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...