Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wi-tuś mi rybko
bydlęctwo czy chłopięctwo
a może dupa i świński ryj
tak tak
pazurkiem po szybie zazgrzytać
przestraszyć i uciec

zawsze w białych podkolanówkach
i krótkich spodenkach

spieprzyłeś jak tchórz
atlantyk to duża fosa
i plułeś plułeś aż czkawka i niesmak

nie możesz wiedzieć
że jesteś wielką gębą
gadającą bzdety
mydłem do prania brudów

wi-tuś rybko
to po tobie ten sztynk
te łydki i głupkowaty chichot

kobiety jak zdeformowane dziewczynki
mężczyźni jak karykatury malców
i za-ba wa w durnia

sam pij to pifko
a-kysz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pozdrawiam i zapewniam ,że Gombrowicz wielkim pisarzem był(!).
Zrobiono mu gębę albo ryja jak kto woli - może lepiej dla niego by było gdyby dostał nobla, była by szansa na ocalenie.
Dzięki za wpis.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie nie nigdy tak nie mów! TOBIE nie wolno tak mówić! bo zazwyczaj to, co piszesz, jest zbyt jasne. prawda jest taka: jeśli ktoś tekstu nie rozumie, jest to problem czytelnika, nie autora. nie naginaj się do czytelników, bo skończysz pisząc komerchy z rymami "motylka-chwilka" albo "moje-twoje".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie nie nigdy tak nie mów! TOBIE nie wolno tak mówić! bo zazwyczaj to, co piszesz, jest zbyt jasne. prawda jest taka: jeśli ktoś tekstu nie rozumie, jest to problem czytelnika, nie autora. nie naginaj się do czytelników, bo skończysz pisząc komerchy z rymami "motylka-chwilka" albo "moje-twoje".
Sory że się wtrącam ale prawda.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie nie nigdy tak nie mów! TOBIE nie wolno tak mówić! bo zazwyczaj to, co piszesz, jest zbyt jasne. prawda jest taka: jeśli ktoś tekstu nie rozumie, jest to problem czytelnika, nie autora. nie naginaj się do czytelników, bo skończysz pisząc komerchy z rymami "motylka-chwilka" albo "moje-twoje".
Sory że się wtrącam ale prawda.

Czyli, jak napiszę co mi ślina na język przyniesie i ty tego nie zrozumiesz, to będzie to twoja wina? Myślę, że problem nie jest aż tak jednoznaczny. Nie można czytelników traktować jak debili, którzy nie rozumieją, przynajmniej, stosunkowo dużej i zróżnicowanej grupy osób, czytających tekst. Jak chcemy pisać dla siebie, to piszmy dla siebie na blogach i nie zawracajmy innym gitary, ale jak publikujemy, to należy pisać w ten sposób, aby przekaz był zrozumiały.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sory że się wtrącam ale prawda.

Czyli, jak napiszę co mi ślina na język przyniesie i ty tego nie zrozumiesz, to będzie to twoja wina? Myślę, że problem nie jest aż tak jednoznaczny. Nie można czytelników traktować jak debili, którzy nie rozumieją, przynajmniej, stosunkowo dużej i zróżnicowanej grupy osób, czytających tekst. Jak chcemy pisać dla siebie, to piszmy dla siebie na blogach i nie zawracajmy innym gitary, ale jak publikujemy, to należy pisać w ten sposób, aby przekaz był zrozumiały.
Dawid, nie uważam aby Jan Wodnik pisał co mu "ślina na język przyniesie" i traktował swoich czytelników "jak debili". Ma taki styl i raz mnie coś w nim trafi, raz nie. Dlatego zgadzam się z Czarną Wstążeczką. Owszem jej uwaga może być skierowana ogólnie, niemniej nie zakładam w związku z nią że dotyczy tych o których napisałeś. Tacy (jest ich paru) publikują w dziale Z, niestety.
Przepraszam Autora za wtręt :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czyli, jak napiszę co mi ślina na język przyniesie i ty tego nie zrozumiesz, to będzie to twoja wina? Myślę, że problem nie jest aż tak jednoznaczny. Nie można czytelników traktować jak debili, którzy nie rozumieją, przynajmniej, stosunkowo dużej i zróżnicowanej grupy osób, czytających tekst. Jak chcemy pisać dla siebie, to piszmy dla siebie na blogach i nie zawracajmy innym gitary, ale jak publikujemy, to należy pisać w ten sposób, aby przekaz był zrozumiały.
Dawid, nie uważam aby Jan Wodnik pisał co mu "ślina na język przyniesie" i traktował swoich czytelników "jak debili". Ma taki styl i raz mnie coś w nim trafi, raz nie. Dlatego zgadzam się z Czarną Wstążeczką. Owszem jej uwaga może być skierowana ogólnie, niemniej nie zakładam w związku z nią że dotyczy tych o których napisałeś. Tacy (jest ich paru) publikują w dziale Z, niestety.
Przepraszam Autora za wtręt :)

Nie miałem na myśli, Janka, poruszyliście temat ogólnie, generalizując, że zawsze jest to wina czytelnika. Ja uważam, że nie zawsze, problem jest rozłożony po równo ;)
Zetki nie czytam, szkoda nerwów, już nawet nie chodzi jakie tam wiersze są publikowane, tylko o samo podejście do publikowania.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dawid, nie uważam aby Jan Wodnik pisał co mu "ślina na język przyniesie" i traktował swoich czytelników "jak debili". Ma taki styl i raz mnie coś w nim trafi, raz nie. Dlatego zgadzam się z Czarną Wstążeczką. Owszem jej uwaga może być skierowana ogólnie, niemniej nie zakładam w związku z nią że dotyczy tych o których napisałeś. Tacy (jest ich paru) publikują w dziale Z, niestety.
Przepraszam Autora za wtręt :)

Nie miałem na myśli, Janka, poruszyliście temat ogólnie, generalizując, że zawsze jest to wina czytelnika. Ja uważam, że nie zawsze, problem jest rozłożony po równo ;)
Zetki nie czytam, szkoda nerwów, już nawet nie chodzi jakie tam wiersze są publikowane, tylko o samo podejście do publikowania.

Jestem zdania że dobre rzeczy są jasne i zrozumiałe lub odczuwane zaskakująco szeroko/na różnych poziomach/. Czasem niezrozumienie wypływa ze złej woli ale zakładając że jest ona dobra brak czytelności jest wadą. Czasem "szyfr" czy "rebus" jest robiony na siłę aby zrobić wrażenie a sam przekaz rozszyfrowywany w pocie czoła okazuje się chudziutki.
Dlatego nie uważam ,że jesli ktoś nie rozumie jest matołem, ale jeśli wyczuwam złą wolę lub szyderstwo mówiąc kolokwialnie "olewam to". Myślę ,że jasność przekazu może być tylko zaletą a w każdym razie stopień komplikacji formalnej powinien harmonizować z przekazem. Formaliści mnie z reguły nudzą bo mało mają myśli do przekazania. Co do wiersza myślałem ,że jest dość prosty, jednak odbiór pokazał ,że nie dostatecznie jest jasny lub poprostu nie trafia.
Mimo to nie wycofam go jak sugeruje Cz.W. Pozdrawiam dyskutantów.
Acha, co do Z to tytuł "poezja współczesna" jest niezwykle zobowiązujący. Wg mnie tam jej nie ma lub prawie nie ma.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.    
    • Wszystko wokół niby jest. Dom, rodzina, przyjaźń i pies, a jednak czegoś w domu mniej... Może mnie? Uciekam od świata, umysł otępiam... Jednak czy droga ma na wieki przeklęta?     Nie warto chyba szukać próżności, kiedy czas rozkłada kości. Lepiej życie w salonie gościć, pić z nim kawę, niż tkwić w tym letargu, całe życie pościć. Zbyt cenne jest życie dla mnie, bym non stop myślał o sobie nagannie.      Chcę mieć siłę płynąć dalej, przecież nie pochłoną mnie smutku fale. Wiatr w żagle zawieje, wypłynie na morze jeszcze raz statek, kiedyś zwany Zerem, banderę podmuch rozwieje!      Chować się wszyscy zawistni złodzieje co ich ręce świerzbią na cudzą nadzieję. Wyruszy kapitan po skarb złoty, nie wiedząc, czy pozna wartość tej nagrody.  
    • @Waldemar_Talar_Talar Całkowicie się zgadzam, ale teraz ludzie jakby mniej odporni i niejednemu w / po jednej złej chwili wali się świat. Pozdrawiam
    • @Waldemar_Talar_Talar Nasze życie jest wszystkim, co mamy, a nie jest tylko nasze. Nikt z nas nie zdoła się go dokładnie nauczyć - skoro żyjemy pierwszy raz. Wszystko co nas w nim spotyka jest "przyprawą istnienia", darem - tak cierpienie, jak szczęście. Cieszmy się, że zostaliśmy zaproszeni na tę ucztę... przez Kogoś. Pozdrawiam Serdecznie :-)
    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...