Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ktoś podpalił niebo jasną błyskawicą
I płonie. Niebo płonie!
Ktoś szedł wtedy sennie,
Szedł cichą ulicą
I stanął - i złożył dłonie...
i... krzyknął:
"A!"
A wtedy...

Deszcz zaczął uderzać w blachy zardzewiałe
I bębnił, i szeleścił, i z żalu obmył trawę,
I tupał, tak jak tupią oddziały piechoty,
I szarpał - szarpał wszystkie smutki i tęsknoty,
I drapał każdą ranę, i wołał o rozpacz...

Aż znowu sznur błyskawic niebo ogniem rozdarł...!



(Niedawno odkryłam, że Antoni Słonimski napisał wiersz pod tytułem "Deszcz wiosenny", i jeszcze też wspomniał o blachach. Jak on mógł?!)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


I nie tylko Słonimski pisał o wiosennym deszczu oraz o blachach:

Kapuśniaczek

Jak wesoły milion drobnych, wilgotnych muszek,
Jakby z worków szarych mokry, mżący maczek,
Sypie się i skacze dżdżu wodnisty puszek,
Rośny pył jesienny, siwy kapuśniaczek.

Słabe to, maleńkie, ledwo samo kropi,
Nawet w blachy bębnić nie potrafi jeszcze,
Ot, młodziutki deszczyk, fruwające kropki,
Co by strasznie chciały być dorosłym deszczem.

Chciałyby ulewą lunąć w gromkiej burzy,
Miasto siec na ukos chlustającą chłostą,
W rynnach się rozpluskać, rozlać się w kałuży,
Szyby dziobać łzawą i zawiłą ospą...

Tak to sobie marzy kapanina biedna,
Sił ostatkiem pusząc się w ostatnim dreszczu...
Lecz cóż? Spójrz: na drucie jeździ kropla jedna.
Już ją wróbel strząsnął. Już po całym deszczu.

Julian Tuwim


Ładny jest Twój wiersz. :-)
Opublikowano

Cholera, o deszczu wiosną to jeszcze więcej po Tobie małpowało... Cała masa jest tego. Ty lepiej nie pokazuj swoich wierszów w Intyrnecie.
A Tuwim to nie polski poeta, ino żydowski, tak samo jak ten Słonimski. ;-)))))

Opublikowano

Moim skromnym zdaniem, Dawid ma rację co do wielokropków - bez nich nastrój się nie zawali :)
Ostatecznie zostawiłabym ten:

i... krzyknął:

Pozostałe - tak mi się wydaje - występują po zakończonych myślach, nie urwanych.
Ale decyzja należy do Ciebie, Agnieszko.
Twój wiersz podoba mi się.
Pozdrawiam
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Agnieszko, wiersz cudny. Dynamiczny, bardzo ekspresyjny i piękny. Że też mozna tak o deszczu :-))

W moich wierszach deszcz jest nudny
nostalgicznie dzwoni w szyby
znów zostaną na nich smugi
gdyby tańczyć chciał
och gdyby

:-))

Pozdr. Agnieszko.
Opublikowano

Anno, dziękuję! I ten wiersz o deszczu, który napisałaś w komentarzu, z tragicznym komizmem smug...
Deszcz w tym wierszu nie jest nudny,
ma charakter - romantyczny,
ma wzrok tęskny i liryczny
I choć wodą jest - to brudny.

(Dziwi mnie liczba osób chętnych do komentowania... :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...