Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
parafraza :ded. Z.Herbertowi
"powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku "
Z.Herbert Przesłanie Pana Cogito




przypominał proboszcza w
małej parafii
był nieduży energiczny
zawsze nieco podenerwowany
chodził zwykle
z lekko podniesionym czołem

mówił o skrzydłach husarii
o dumie i bohaterstwie
i o tym że czasy
rymują się jak wiersz
wydarzeniami

patrzyliśmy z rezerwą
gdy sprzeciwiał się
rozmyślnej beztrosce
co jest jak mówił
pusta i karkołomna

żartowaliśmy
że taki z niego
kieszonkowy napoleon

on nie zwracał na to uwagi
mimo wszystko wierzył
że istnieje sprawiedliwość

*
rok temu zabili pana od historii
bandyci od świetlanej przyszłości

i teraz
kiedy zapalam znicz
widzę jak jego cień
oddala się
dając znajomy rym
przeszłym wersetom
Opublikowano

Kocham Herberta i muszę kochać ten wiersz. Aż dziwne, że on nie pisał o panu od historii tylko od przyrody.
"mówił o skrzydłach husarii
o dumie i bohaterstwie
i o tym że czasy
rymują się jak wiersz
wydarzeniami" - tutaj pojawiają się łzy.
Pozdrawiam i życzę więcej takich wierszy :)

Opublikowano

ojjj... cóż, jeśli chodzi o sam wiersz, to wyszedł, szczególnie ten 'kieszonkowy napoleon'. ale jestem przeciwko pomysłowi parafrazowania tego wiersza Herberta. uważam, że te już zostało powiedziane tak dobrze, że każda następna reinterpretacja byłaby ujmą 1. na honorze autora peryfrazy 2. na wydźwięku wiersza Herberta, który dziś porusza, a jeśli tak będziemy miąć i wyginać na wszystkie strony, to stanie się z nim to, co się działo w starożytności z podaniami ludowymi. peryfrazowanie ma sens tylko wtedy, gdy peryfrazuje się coś niedoskonałego. zatem szkoda Twojego wiersza, choć dobry, nie powinien przyciągać zbyt dużej publiki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Chyba lepiej po prostu: przyszłym wersom.
Pozdrawiam autora.


Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Choć pozostanę przy swojej wersji zakończenia Twoja propozycja daje do myślenia i mimo że nie wiem co przyniesie przyszłość i nie chciałbym aby rymowała się z w ten sposób z teraźniejszością to kto wie czy to ty nie masz tu racji. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"kieszonkowy napoleon" to nie moje /stare jak świat/. Co do Herberta to jego "Pan" ma trochę inne przesłanie moim zdaniem (człowiek i jego bezradność wobec historii która jest dziką bestią a tutaj powtarzalność dziejów podobieństwo losu czasem niezwykle bolesne-- choć oczywiście interpretacje mogą się nieco różnić). Z tego względu jest to dość odległa parafraza i w sumie należałoby te wiersze traktować osobno gdyby nie aluzja w tytule i kluczowy wers który został też przerobiony.
Dedykacja do wyraz atencji dla Mistrza, cytat również. Co do publiki to nie wiem. W końcu czasem lepiej zrobić mówiąc językiem muzyków popu dobry cover niż puszczać bąki własnej nieudolności twierdząc że oryginalność ponad wszystko. Pomysł wziął się od zmiany tytułu a dalej już się potoczyło.
Dziękuję za opinię i pozdrawiam serdecznie.
Opublikowano

Cały wiersz jest bardzo dobry (bo wzorowany ściśle na Herbercie), ale tego jednego dwuwersu nie rozumiem:

"rok temu zabili pana od historii
bandyci od świetlanej przyszłości"

To znaczy kto? I dlaczego? Bardzo różnie to można rozumieć - różnie w odniesieniu do polityki i historii. A zapewne Autor zamierzał dać jakieś konkretne przesłanie?
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję za "bardzo dobry".
Co do "bandytów od świetlanej przyszłości" to doskonale wiadomo,że chodzi tu o komunistów i o tych co uważają ,że tradycja i historia Polski jest czymś wstrętnym i niepotrzebnym - w zamian proponując swietlaną przyszłość, czyli obietnicę raju - obietnicę bez pokrycia. (W pierwszej chwili sądziłem ,że zadajesz pytanie retoryczne)
Opublikowano

Nie, nie retoryczne. Nie znam tych komunistów, o jakich piszesz i nigdy nie spotkałam się z podobnymi poglądami. Zresztą w ogóle nie znam żadnych komunistów. I nie bardzo interesuje mnie polityka - mam akurat inne pasje.
Wiesz, mam wrażenie, że Twój podstawowy błąd w kontaktach z czytelnikami polega na tym, iż sądzisz, że to, co jest Twoją pasją, powinno być pasją każdego, a to, co jest oczywiste dla Ciebie - musi być oczywiste dla wszystkich. Natomiast świat na szczęście jest nieskończenie bardziej różnorodny i zupełnie nie czarno-biały.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To jaki jest świat naprawdę jest pytaniem z zakresu filozofii - wiersz nie jest o tym. Ale jego różnorodnośc jest dla mnie czymś oczywistym. Czerń i biel to z kolei pytanie o etykę i tym samym pytanie o dobro i zło , które istnieją i jak sądzę każdy takie pytania sobie zadaje, nawet jeśli nie do końca jest tego świadom. Pozdrawiam.
Opublikowano

"Bandyci od świetlanej przyszłości"
Dla ludzi młodych jest to niedzrozumiałe. Starsi wiedzą, o co chodzi. Świetlana przyszłość była odmieniana na wszelakie sposoby przez dziesiątki lat sprawowania rządów przez ludzi służących sowietom i realizujących politykę Rosji sowieckiej. Świetlana przyszłość w jedynie słusznym ustroju komunistycznym (vel socjalistycznym).To nie polegało tylko na hasłach. Za tym szła cała machina przymusu (NKWD, KGB, UB, SB), podległość gospodarcza, płacenie kontrybucji choćby węglem (1945-1948), to były kontrakty nieekwiwalentne (przez 3 lata dostawy węgla były za friko) itp. itd.. W dużej mierze nadal jest tego typu polityka prowadzona. (Chocby aktualny kontrakt na dostawę gazu). Możemy mówić, że nas to nie obchodzi, ale wszystkich obchodzi, abyśmy byli krajem dostatnim, by nam się lżej żyło, wcale nie wylegując się gdzieś na piachu na czyjś koszt, tylko za własną pracę. Nie da się uciec od przeszłości. Nie sposób mówić o przyszłości, nie znając przeszłości.
Temat jest obszerny, a wiersz może właśnie tknąć jakieś struny i wywołać refleksje, zapytania.
Marek M

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To jaki jest świat naprawdę jest pytaniem z zakresu filozofii - wiersz nie jest o tym. Ale jego różnorodnośc jest dla mnie czymś oczywistym. Czerń i biel to z kolei pytanie o etykę i tym samym pytanie o dobro i zło , które istnieją i jak sądzę każdy takie pytania sobie zadaje, nawet jeśli nie do końca jest tego świadom. Pozdrawiam.
Dokładnie tak.
Ja również pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję za wyjaśnienie.
Nie jestem młoda, chociaż komunizmu (znaczy stalinizmu) nie pamiętam. Natomiast doskonale pamiętam czasy socjalistyczne.
Wiem, że byliśmy (i jesteśmy) państwem zależnym od wielkich mocarstw (dawniej od Rosji, teraz od USA, ale jeszcze bardzie od UE), ponieważ nie stać nas na niezależność, a także dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do uległości i "włazidupstwa" wielkim mocarstwom - dawniej kłanialiśmy się w pas ZSRR-owi, a teraz bezkrytycznie podlizujemy się Unii E. i Stanom Z., i piejemy w zachwytach nad tymi związkami.
Wiem też, że historia zawsze i w każdej epoce jest modyfikowana i pokazywana stronniczo, nigdy nie jest to obiektywne.
I wiem także, że polityka zawsze i w każdych czasach jest sprawą brudną, fałszywą. I że politycy zawsze i w każdych czasach obiecują narodom "świetlaną przyszłość".
To wszystko nie jest wcale domeną stalinizmu, aczkolwiek z pewnością w czasach [u]wszelkich[/u] totalitaryzmów te zjawiska znacznie się nasilają. I wtedy rzeczywiście giną ludzie, którzy próbują się temu przeciwstawiać - wcale nie tylko "panowie od historii". Próby odkłamywania historii to tylko jeden z aspektów walki o wolność i prawdę.
Dlatego właśnie nie zrozumiałam tego fragmentu. Szczególnie, że "pana od historii" w wierszu zamordowano "rok temu", czyli dopiero co. ;-) To prawda, że nie jest napisane, kiedy i w jakich czasach powstał wiersz, ale też nie miałam żadnych podstaw, żeby go skojarzyć akurat ze stalinizmem. Dla mnie to już rzeczywiście daleka historia, prawie tak daleka, jak hitleryzm i wojna.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podpisuję się pod tym co napisałeś. Z jednym się nie do końca zgadzam - ludzie młodzi powinni to zrozumieć również jeśli mają choć krztynę inteligencji . Jest to fraza która po krótkim namyśle nawet gimnazjaliście powinna wydawać się jasna jak słońce - cóż wierzę ,że młodzież potrafi kojarzyć. Co do reszty - ująłbym to chyba identycznie - dlatego się podpisuję pod Twoim komentarzem . Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



na serio? poważnie? i Ty piszesz po polsku? olaboga, jeśli są tacy polacy, to faktycznie demokratycznie zasługujemy na bronka.

Drugi raz spróbowałam wpisać się pod wierszem Wodnika, tym razem jak najgrzeczniej i jak najmilej - mimo to drugi raz spotyka mnie arogancja i robienie ze mnie idiotki.
Co do tego, co "powinni nawet gimnazjaliści", czytając jakąś mglistą frazę z Twojego wierszyka - to przede wszystkim pomyśl o tym, że Ty powinieneś być znacznie lepiej wychowany, bo to forum do tego obliguje.
To samo się tyczy Żałobnej Krepy (czy jakoś tak), która daje popis chamstwa i nietolerancji, w dodatku piszę "polacy" z małej litery (olaboga! - i Ty piszesz po polsku??? - jeśli są tacy Polacy, to!... i tak dalej).
A to, co ja powinnam lub nie powinnam - np. czy powinnam się pasjonować dawno minionym komunizmem i czy wszystko, co zaangażowane politycznie, powinno mi się z nim kojarzyć - to jest już moja sprawa. Natomiast mając inne pasje, nie czuję się mniej Polką, niż pani Żałoba lub pan post-Herbert.
Podniecajcie się sami, ja wychodzę z tego towarzystwa - naprawdę mam ciekawszych i bardziej wszechstronnych rozmówców, a przede wszystkim bardziej otwartych i kulturalnych. Pa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



na serio? poważnie? i Ty piszesz po polsku? olaboga, jeśli są tacy polacy, to faktycznie demokratycznie zasługujemy na bronka.

Drugi raz spróbowałam wpisać się pod wierszem Wodnika, tym razem jak najgrzeczniej i jak najmilej - mimo to drugi raz spotyka mnie arogancja i robienie ze mnie idiotki.
Co do tego, co "powinni nawet gimnazjaliści", czytając jakąś mglistą frazę z Twojego wierszyka - to przede wszystkim pomyśl o tym, że Ty powinieneś być znacznie lepiej wychowany, bo to forum do tego obliguje.
To samo się tyczy Żałobnej Krepy (czy jakoś tak), która daje popis chamstwa i nietolerancji, w dodatku piszę "polacy" z małej litery (olaboga! - i Ty piszesz po polsku??? - jeśli są tacy Polacy, to!... i tak dalej).
A to, co ja powinnam lub nie powinnam - np. czy powinnam się pasjonować dawno minionym komunizmem i czy wszystko, co zaangażowane politycznie, powinno mi się z nim kojarzyć - to jest już moja sprawa. Natomiast mając inne pasje, nie czuję się mniej Polką, niż pani Żałoba lub pan post-Herbert.
Podniecajcie się sami, ja wychodzę z tego towarzystwa - naprawdę mam ciekawszych i bardziej wszechstronnych rozmówców, a przede wszystkim bardziej otwartych i kulturalnych. Pa.

Brakiem kulury jest komentowanie mojego komentarza który nie jest skierowany do Ciebie.
To po pierwsze. Po drugie Twoj tekst o tym ,że nie znasz żadnego komunisty itd. to po prostu ściema albo skrajny infantylizm- jeśli nie zdałaś sobie z tego jeszcze sprawy to trudno. Innej reakcji na taki tekst nie mogło być. No i przestań kierować swoje komentarze ad personam - to jest portal gdzie mówimy o wierszach a nie oceniamy autorów jak w jakimś big brother.
Zapominasz się. Strzelasz"bronki" a potem ubliżasz. Rzeczywiście najlepiej będzie jesli się powstrzymasz od swoich wynurzeń przy moich wierszach. Żegnam z "bulem" ale cóż
Oxy lubi dropsy a Wodnik woli polski chłodnik.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ale jest o mnie. Zresztą nie widzę nic niegrzecznego w komentowaniu cudzych komentarzy i włączaniu się do publicznych dyskusji. Tu nie jest priv.

Nie znam żadnego komunisty, bo - jak napisałam - nie żyłam w czasach komunizmu.
Ad personam to Ty tutaj wyskakujesz i to Ty mi ubliżasz, i to Ty się tu zapomniałeś, i nie wiem, czy z tego powodu nie wylecisz stąd.

To fakt. Więcej nie będę próbować, skoro nawet pochwalić Cię nie można ani grzecznie spytać, co miałeś na myśli w dwóch wersach. Twoje reakcje to nie jest kulturalny sposób rozmowy, ale jakiś lęk irracjonalny, traumatyczny a niepohamowany. Nie gryzę, tylko głaszczę, a Ty reagujesz jak ugryziony.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Chodzę jak na szpilkach Biodrami zataczam spiralę Spojrzeniem Idę wolniej w dół Tam gdzie skarby schowane Biodrami zataczam spiralę Prowadzę dłońmi wnet Tam gdzie skarby schowane Naciągam spojrzenie kuse Prowadzę dłońmi wnet Po drodze zbieram klejnoty Naciągam spojrzenie kuse Zakrywam nieco iluzję cnoty Po drodze zbieram klejnoty Spojrzeniem Idę wolniej w dół Zakrywam nieco iluzję cnoty Chodzę jak na szpilkach
    • Mało! Woła mu Nel. Tlenu mało! Wołam
    • Ale antał piwa RP sprawi płatna Ela
    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...