Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

malowniczo i ciekawie, ale nie wiem, czy o bliznach opowiada się się sennym śpiewnym głosem. najbardziej jestem ciekawa wykonania pierwszej strofki ;) być może brak mi wyobraźni by odpowiednio brzmieniowo sobie zinterpretować tekst.

z zainteresowaniem
pozdrawiam :)

Opublikowano

Beatus: (nie wiem, czy nie Beatusie, przepraszam).

Opowiadało się, opowiadało. Szeptać można o wszystkim. O bliznach także. Sennie i śpiewnie, bo skoro się zabliźniły, dlaczego nie? Zapewniam.
Pozdrawiam cieplutko, serdeczne dzięki za rewizytę.

Para:)

Opublikowano

Jacku:

Pięknie, z muzycznym motywem, jak w moim wierszu. Cudnie mi dopowiadasz tę treść.

Cieplutko dziękuję. Warto było nie spać całą noc, żeby zobaczyć świt, i doczekać takiego komentarza pod wierszem.

Para;)

Opublikowano

Skąd ból w tym wierszu i skąd strach? To tak ludzkie, że prawdziwe. Bardzo do mnie przemawia.
I liryczne jak nie wiem co :) Trochę jak Gałczyński.

I "strach ponad to życie", nie życie ponad strach!

I jeszcze wciśnięta gdzieś anatomiczno-liryczne podejście do wnętrza człowieka, który przestaje w ten sposób być tylko tym, jakim go inni widzą i jakim się widzi w lustrze. Nie jest już trójwymiarowy, ale... multiwymiarowy ;)

I co to za drugie usta? I jak słodkie i chłodne są kropelki brzasku!

Ojej.

Pozdrawiam :)

(No i rytm szczególny, bardzo śpiewny.)
(Szkoda mi tylko braku jednego rymu.)

Opublikowano

Agnieszko:

Domyślam się, że chodzi o parę rymów przybliżonych:"jutrem - preludium". Jest to rym przybliżony.
Dokładne rymy bywają gramatycznymi częstochowami. Tak jest lepiej.

Dzięki. Nie będę już grzebać w tym tekście, ale doceniam muzyczne ucho.

Cieplutko,

Para:)

Ps. Chyba, że masz obiekcje wobec innej pary rymów?

  • 8 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...