Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
7

Witold postanowił zakończyć swoją karierę reżysera. Zamierzał to uczynić w sposób efektowny i dołączyć do grona tych, którzy w młodym wieku użyźnili glebę. Muzycy, artyści, indywidualiści, samobójcy. W każdym pokoleniu pojawia się ktoś, kto uważa, że nie przystaje do świata i pragnie uciec w pustkę.
Za ostatnie grosze przyjechałem w sobotni mglisty poranek do Krakowa. Komórka Witolda milczała. Tradycyjnie. Wyłączył ją pewnie wieczorem i zostawił na hotelowej szafce nocnej. Wawel, murki, trawniki, chodniki, Wisła. Tam poszedłem. A mówią, że to kobiety mają intuicję. Kobiety i Konrad Czerwoniecki. Niedoszły samobójca siedział na ławce karmiąc ptaki. I tym tuczeniem dziobo-pierzastych tak był zaabsorbowany, że dopiero po kilkunastu sekundach zauważył mnie. Gdy w końcu nastąpił ten moment spostrzeżenia, podniósł swoją nieuczesaną czarną czuprynę. Dostrzegłem w jego oczach taką iskrę jak gdyby podkradał prąd z pobliskiej elektrowni. Zwariował? Zgarbiona i przyczajona sylwetka Witolda wróżyła tylko jedno – chciał uciec – a zobaczył we mnie agresora, który mógł pokrzyżować plany. I miał rację. Moja osoba – to najbardziej ekspansywna odmiana życia z jaką mu przyszło się stykać w ostatnich latach. Najechałem jego spokojny ogródek ze swoją dziką bandą rabując święty spokój, pierdoląc jego dziwki. Zdeptałem roślinki. Niegrzeczny Konrad. Wdepnąłem nawet w rabatkę - którą tak porządnie pielęgnował i ukrywał przed pasożytami – w jego osobowość.
- Niech cisi w końcu przemówią – rozpocząłem rozmowę. Witold popatrzył na wodę i zamyślił się.
- Wisła jest dość głęboka. Tu gdzieś rodzice utopili dziecko. Wizję lokalną pokazała telewizja. – Z oczu znikł mu blask. Dziecko utopili? Czy myślał w tej chwili o śmierci?
Co czuje człowiek, któremu brakuje tchu? Czy to prawda, że całe życie przelatuje wtedy przed oczyma z prędkością pociągu ekspresowego? A może jedyną rzeczą jaka zaprząta umysł jest chęć wydostania się na powierzchnię? Witold prawdopodobnie by nie walczył. A może w ostatniej chwili pojawiłyby się wątpliwości? Czasami chęć przetrwania ma decydujący głos. Czasami jest za późno. Teraz jest wyjście awaryjne. Mogę go złapać. Jakby się stawiał, to mu przywalę. Jest wysoki i zdesperowany, ale ja jestem szybki. A jeśli się wyśliźnie? Co będzie jeżeli obaj wpadniemy do wody? Nie umiem pływać. Wisła jest zimna. Złapie mnie skurcz i pójdę na dno jak kamień. A co jeśli przy próbie ratowania Witolda się utopię, a on przeżyje? Za dużo myśli. Plątanina możliwości.
- Witold, wracajmy już – zaproponowałem.
- Chyba sobie kupię kota. Nie mam czego głaskać.
- Dobrze, kupimy ci kosz kociaków, ale teraz chodź ze mną. Wszyscy się martwią.
- A film?
- Przecież nie masz nawet zatwierdzonego budżetu.
- Ech...
- Wstąpimy na koktajl czekoladowy. Uff. Mnie się chyba bardziej niż tobie przyda. Wypijemy, a później pójdziemy na koncert jazzowy i do hotelu po rzeczy.
Konrad Czerwoniecki miał dar przekonywania. Witold miał kasę na te wszystkie przyjemności, więc posiadał instynkt przetrwania. Konrad Czerwoniecki pozbawiony pieniędzy był typowym samcem, posiadał intuicje. Witold dzięki intuicji Konrada Czerwonieckiego ocalił swój cenny żywot. Cenny żywot Konrada Czerwonieckiego w dużej mierze zależał od „Bezkrwawej” Moniki – w mniemaniu ich obydwu - najlepszej samicy w kraju. Kariera aktorska Parkulesa w dużej mierze zależała od Witolda. Sukces filmowy Witolda zależał w pewnym stopniu od dobrego scenariusza Doktora Proktora. Doktor Proktor bardzo stęsknił się za swoją publicznością. Wniosek: heroiczny bój Konrada Czerwonieckiego ratującego Witolda od dokonania samobójstwa na swoim reżyserskim żywocie, spowodował że cały układ się nie rozsypał i historia mogła potoczyć się dalej.


8

Następnego dnia obudziłem się z potwornym kacem. Koktajl czekoladowy. Niech go!
- Chciałbym, żebyś napisał dialogi do mojego filmu – krzyknął rozentuzjazmowany Witold.
- Która godzina? – Nie mogłem znaleźć zegarka, a telefon dawno się rozładował.
- Już po siódmej. Wstawaj.
Gdy wyszedł, nakryłem się kołdrą i zasnąłem. Musiałem nabrać sił, bo przecież to mnie przypadł ten zaszczyt ratowania czołowych polskich artystów przed samobójstwami, depresjami, przedawkowaniem koktajlów, alkoholizmem, wąchaniem koki i innymi wyskokami.
Dwie godziny później wziąłem prysznic. Świeży i czysty zasiadłem do stolika, gdzie nieoczekiwanie pojawił się laptop. Czyżby role miały się odwrócić? Teraz Witold ze swoją hordą postanowił najechać moje państewko? Dobra. Spróbuję napisać dwadzieścia stron. Najwyżej powiem, że nie podołam zadaniu. Wprawdzie ze scenarzystami w kraju krucho, aczkolwiek należy wierzyć, że znajdą się jacyś, którzy stworzą coś godnego. Dwadzieścia stron to nie tak dużo. A gdyby tak zebrać moje przemyślenia na temat całej tej wstrętnej amerykanizacji, ekspansji języka angielskiego i totalnego zidiocenia, które osiąga swoje apogeum na forach, blogach i komunikatorach internetowych, to byłoby to coś nieźle pokręconego.
Wieczorem zapisałem na dysku plik film.doc i poszedłem na dworzec.
Konrad Czerwoniecki - Ostatni koktajl czekoladowy:
W zarysie sytuacja przedstawia się tak: do starego domu przyjeżdża autokar. Wysiada z niego grupa ludzi, którzy zamierzają na kilka dni odciąć się od cywilizacji. Mają do dyspozycji 5 pokoi, salon z pianinem, jadalnię, kuchnię i łazienkę oraz dwie toalety. Pozbawieni są telefonów, komputerów, internetu. Skazani na siebie muszą rozmawiać, razem spożywać posiłki i spać we wspólnych pokojach. I tu właśnie dochodzi do różnych interakcji, wychodzą na jaw różne fakty z ich życiorysów...

- Hm, początek trochę niemrawy, ale po scenie pokazującej próbę gwałtu, bójce dwóch młodych chłopaków i tymi zeschizowanymi ujęciami w salonie, muszę przyznać, że robi się bardzo ciekawie. – zreferowałem swój pomysł Witoldowi. Ten kiwnął głową i jak to miał w zwyczaju, zamilkł.
Pisarz, scenarzysta, współpracownik reżysera - tak, te role mi odpowiadały, jednak do pełni szczęścia brakowało jeszcze jednego. Między mną a Witoldem sytuacja wyglądała klarownie. On poznał mnie z „Bezkrwawą” Moniką, ja uratowałem mu życie. Byliśmy kwita. Nadeszła stosowna chwila, bym sięgnął po to, czego tak bardzo pragnąłem.
Budżet został zaklepany miesiąc później. Ekipa filmowa ustaliła grafik prac, a pierwsze zdjęcia zostały zarejestrowane w podsuwalskiej wsi.





-------
A w części IV zasmakujecie "Ostatniego koktajlu czekoladowego
Opublikowano

i zostawił na hotelowej lampce nocnej - szafce

Wstawiłeś dwie części ósme;) Przyznam, że każdy kolejny fragment, który wrzucasz - jest inny od poprzedniego, chodzi głównie o to, co pisałem Ci wcześniej: pierwszy był błyskawiczny, drugi "zagęszczony", tutaj natomiast dostrzegam spokojną, niezmąconą płynność, którą aż prosiłoby się rozciągnąć na dalsze partie tekstu. Dalsze. Wcześniejsze są w porządku i widzę je jako taki zróżnicowany wstęp. Tym bardziej niepokoi, że gdy limit minie, wstawisz już ostatni koktajl. Chciałbym Cię kiedyś zobaczyć na dłuższym dystansie (mini-powieść czy nowela).

Nie mam się do czego przyczepić, kropki i przecinki są w porządku. A jeśli nie, trudno:) W części siódmej podoba mi się bardzo przeciwstawienie sobie wyrazistych bohaterów, wynikają z tego soczyste dialogi.

- Witold, wracajmy już – zaproponowałem.
- Chyba sobie kupię kota. Nie mam czego głaskać.


No, właśnie.
Cieszy mnie również, że potrafisz wydarzenia rzeczywiste przekuć w swej popkulturowo-muzyczno-lokalnej wyobraźni w fabułę, a postaci żyjące naprawdę - w bohaterów fikcjonalnych. Odbieram to jako pewną wariację, bo obok istot egzystujących faktycznie, pojawiają się persony zrodzone w Twej, hmm, wielowymiarowej wyobraźni. Co także jest ciekawe.

Inna sprawa - pozytywna, bez obaw - że nawet gdyby ktoś zarejestrował się w tym momencie na forum, np. Bonifacy1982 albo cookie345, i kliknął tutaj - podołałby lekturze, nie znając kontekstu. Dobre jest to, że nie zabrnąłeś zbyt daleko w prywatne aluzje, parodie i kryptocytaty (choć i tych nie zabrakło), lecz zbudowałeś tekst - miejscami - na kontekście szerszym i na tym oparłeś swą historię, co czyni ją zrozumiałą w sposób wystarczający.

Kolejna zmiana, którą dostrzegam - poza stylistycznymi - to postać Konrada, która "im dalej w las", to jest w tekst, staje się bardziej wyrazista. Nie wiem, czy to celowe. Konrad jest narratorem, zawsze gdzieś się kręci i uczestniczy, ale... jest go najmniej. Teraz dopiero pomału wyłania się jego charakter, ukazując jako taki spójny obraz.

Bywaj,
w.

Opublikowano

No ładnie się rozpisałeś. Moja odpowiedź zapewne nie będzie tak długa i wnikliwa. Skupię się na rozwikłaniu pewnych kwestii, które zasygnalizowałeś.

Błędy poprawiam. O już!

Postać głównego bohatera rozkręca się, co jest normalnie, bo trudno kogoś ukazać na kilku stronach, a głębokie psychologiczne analizy raczej w tym tekście się nie pojawią.

Na dłuższym dystansie mógłbym się tylko sprawdzić pod kilkoma warunkami: 5 dni wolnego, niezmącony spokój, opracowany pomysł i dużo weny oraz determinacji, by przekuć to w kilkudziesięciostronicowy tekst.

Muszę Cię zaskoczyć. Nie wiem czy wiesz, ale dopisałem jeszcze trochę tekstu i będzie to swoisty epilog.

Dzięki za ten bardzo obszerny i budujący komentarz. Teraz już strach w ciemnych pomieszczeniach będzie mi obcy!

Opublikowano

'' Witold postanowił skończyć swoją karierę reżysera. '' - w/g mnie, lepiej brzmiałoby '' zakończyć ''
z '' pustką '' się nie zgadzam, ale to grząski grunt, więc dam spokój:)
'' Komórka Witolda milczała. Tradycyjnie. '' - może, weź pod uwagę - '' Komórka Witolda milczała - tradycyjnie ''.
'' I tym tuczeniem dziobo-pierzastych tak był zaabsorbowany, że dopiero po kilkunastu sekundach zauważył mnie. Gdy w końcu nastąpił ten moment zauważenia, podniósł swoją nieuczesaną czarną czuprynę.'' - powtórzenie '' zauważył - zauważenia ''. Sugestia: '' Gdy w końcu nastąpił ten moment spostrzeżenia ( lub zaobserwowania ), podniósł swoją nieuczesaną czarną czuprynę. '' - lub jakoś jeszcze inaczej.
'' Witold prawdopodobnie nie walczyłby '' - '' Witold prawdopodobnie by nie walczył '' - lepiej być może tak by brzmiało, nie wiem?
'' Konrad Czerwoniecki pozbawiony pieniędzy był typowym samcem, posiadał intuicje. '' - intuicja jest domeną kobiet raczej, typowy samiec może natomiast posiadać instynkt, najmocniejszy - ten samozachowawczy:)
w ostatnim zdaniu, zamiast '' wykonane '', lepiej by pasowały '' nakręcone '', albo '' zarejestrowane ''.

Tyle tylko, powiedzmy - błędów, zarejestrowałem w swoim niemerytorycznym umyśle:)

Znowu jest inaczej, przyswajam tekst bardziej, jakby dosadniej. Całość zaczyna mi się naprawdę podobać. Postacie nabrały konkretniejszego, silniejszego wyrazu. Dodałem dźwięk cichego djembe, pobrzmiewającego ponad tekstem, jakby to był nieodzowny atrybut do zrozumienia opowiadania i wszystko wydało mi się jasne.
Potrzebowałem bodźca. Tym razem okazała się nim rozciągnięta kozia skóra, w którą uderzają opuszki palców:)
Poczułem atmosferę.
Dawaj dalszy ciąg.

Pozdrówka:)
M.

Opublikowano

Dziękuję dobry człowieku. Wprowadzę wszystkie Twoje wskazówki, bo są bardzo trafne, poza jedną. "Intuicja" - w tym kontekście jest użyta celowo błędnie, to raczej ironia, wykpienie.

Zwykle do tych tekstów warto mieć podkład, sam piszę często w towarzystwie muzyki, która wywiera wpływ, odciska swoje piętno.

Opublikowano

W siódmej części trochę osłabłeś, straciłeś parę i juz myslałem, że padniesz na deski. Ale gardę podniosłeś, zrobiłeś unik, łyknąłeś powietrza i w ósemeczce znów jest gicio. Nie ma K.O. :) Jest za to fajny tekst.

Ekipa filmowa ustaliła grafik prac, a pierwsze zdjęcia zostały wykonane się w podsuwalskiej wsi. - Coś jest nie teges z tym zdaniem.

Opublikowano

Powiem Ci szczerze, ze pierwszy raz spotkałem się z tym określeniem, więc nigdy się nad nim nie zastanawiałem. Może z tej prostej przyczyny, ze do Suwałk mam dalej, niz do Holandii, czy Austrii :) Może napisz "we wsi pod Suwałkami? A może niech inni coś podpowiedzą, bo być może niepotrzebnie się czepiłem.

Opublikowano

Taki określenie istnieje, słyszałem je kilka razy w telewizji no i można trafić na nie w internecie. Sądzę, że to kwestia Twojego aparatu percepcyjnego, który niechętnie chce zaakceptować coś dotychczas nieznanego. Przemyślałem i zostawiam ten zwrot. Hehe. Innych chyba już nie będzie.

P.s.
Chciałem jeszcze dodać do wcześniejszego komentarza, że intuicja o której pisał Sam Jeden nie dzieli się na płci. Każdy człowiek posiada intuicję. A główny bohater niekoniecznie jest supermacho. Jest po prostu zwykłym człowiek. Everyman. Hehe [rzucam tym "hehe" żeby unikać innych zwrotów].

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...