Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aniu - ten przemówił do mnie najbardziej, więc go sobie zabiorę, jeśli pozwolisz

Zamknij oczy kochany i powiedz kim jestem
gdy śmieję się do ciebie
światem w deszczu skąpanym
albo przebiśniegiem
białym białym białym

kiedy rano odkrywasz przestrzeń wokół stołu
tam gdzie zapach chleba
karze się zatrzymać gromadząc
świat
w domu w domu w domu


:-))) Tak mi się jakoś :* Pozdr. a
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie zgadzam się z tym, przy każdym wierszu trzeba majstrować, i to dużo, żeby był naprawdę dobry i skończony.
"Pachwina" - to nie jest to, co pachnie, ale to, co zwyczajnie śmierdzi; natomiast "pachnina" byłaby bardziej poetycka, bo neologizm, nadający wieloznaczność temu fragmentowi - nie mówiłby dosłownie o wąchaniu czyichś pachwin.
Jeden z moich nauczycieli (zresztą znany reżyser) mówił, że wszystko, co umiejętnie zasugerowane, jest sztuką, a wszystko, co wywalone dosłownie i bez ogródek - jest pornografią. Poniekąd się z nim zgadzam.
Węszenie w pachwinach zupełnie mi nie pasuje do tego pięknego, lirycznego wiersza.
Opublikowano

Oxy:

A może chodzi o to, żeby nie używać akademickich wzorów, stereotypów? "Pachnina" jest piękną propozycją, dzięki. Ale ona zaistniałaby z powodzeniem w Twoim tekście. A w moim wierszu niech pachnie męskim potem, sprawdzonym, prawdziwym... Autentycznym.
Dzięki piękne, cieplutko pozdrawiam.

Para:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Charismafilos Bracie, szedłem Via Dolorosa i zrozumiałem syndrom jerozolimski, bo nawet dla takiego ateusza jak ja - nie jest to droga bez znaczenia. Wtedy (może to był 2018) sporo izraelskiego wojska w tych uliczkach, a przy wejściu do Al-Aksa - straż muzułmańska. Wyczuwalne napięcie. Podszedł do nas chłopiec i powiedział, że pokaże nam Stare Miasto z dachów budynków - niesamowite z tej perspektywy. Co do treści wiersza... Jest to, co najważniejsze - autentyczność opisywanego przeżycia.  
    • @Christine   to ja Ci Chrissy dziekuję, że miałem szansę napisać coś co Ty przeczytałaś.   uszczęśliwiasz mnie :)    
    • @violetta Zaufałem Ci, zjadłem i przeżyłem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Chleb(zawsze żytni) zamrażam już z przyzwyczajenia i z rozsądku. W Warszawie wszystko na życzenie... Gdyby zamówić... Nie, nie, płetwa rekina to banał, gdzieś tam, obok sushi w ofercie... Mózg sąsiada? Padłoby pytanie: "Duża porcja, czy mała, dla pana?" Przepraszam za niesmaczność żartu  Zimne ziemniaki? Hmm. Byłaś kiedyś "Ewą", no wiesz, Raj, te rzeczy? Boje się, ale... 
    • @Christine   największym  super jest to, że jesteś :)   milion uśmiechów dla Ciebie :)
    • Przypadkiem znalazłem starą płytę ze zdjęciami sprzed ośmiu lat. Jedno z nich pokazuje naszą ziemię tuż po kupieniu – a więc pionierskie czasy. W miejscu, gdzie robiłem ogniska, są teraz grządki i kwietne tarasy mistrza. Teren zmienił się nie do poznania; ja także. Człowiek na fotografii wydaje się być kimś tak obcym, jak czas dzielący mnie od niego. Każdy dzień zmagań ze sobą przyniósł oczekiwany rezultat i czuję się pokonany. Mam miłość, dom, ogród i las – wszystko, co chciałem i na czym mi zależało. Kupony po zrealizowanych marzeniach spaliłem w piecu, by ogrzać dom i pustkę w sercu. Nie jestem już sobą, lecz kimś wymyślonym, stworzonym według wyobrażeń swoich i mistrza; jestem kimś stworzonym na obraz i podobieństwo naszych pragnień.   Jestem też głupcem, bo kiedy noc jest tak jasna jak ta dzisiejsza, kiedy światło księżyca odbija się na masce topielca, który na chwilę wyjrzał ze studni, to czuję niedosyt. Patrzę na siebie i zastanawiam się, gdzie podział się tamten człowiek. Na szczęście nie rozmieniłem go na drobne; mam rzeczy stałe i pewne, lecz nadal są to tylko rzeczy. Mnie już nie ma – tak samo ten dzisiejszy zniknie za kilka lat i pojawi się ktoś, kto nadal będzie się czuł niespełniony. Spełnienie jest przecież nudne, nie przynosi nic nowego, dlatego wciąż trzeba sobie stawiać nowe cele. Mam jednak coraz mniej sił i chęci. Poczucie sytości przeradza się w ból przejedzenia – nie istnienia, lecz właśnie przejedzenia.   Straciłem nie tylko siebie. Nie ma już ze mną mojej kochanej psicy ze zdjęcia, nie ma Synseia, dawnych radości i biedy. Gdy Synsei był mały, klepaliśmy taką biedę, że jedyną przyjemnością, na jaką mogłem sobie pozwolić, była paczka chrupek przy wypłacie. To dzisiaj nie do uwierzenia, ale tak było. A jednak byłem wtedy szczęśliwy. Bałem się każdego dnia i nie myślałem o jutrze, a jednak życie we mnie tętniło. Wiem, że to są kombatanckie opowieści i sam się ich brzydzę, jak każdego objawu słabości. Nigdy nie pozwalałem sobie na słabość – być może teraz przyszedł na nią właściwy czas. Nie mam już dokąd iść, nie mam nowych kierunków, jestem człowiekiem osiadłym. A przecież na początku chciałem być wędrowcem. Bez domu i bez przeszłości.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...