Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Śmiech , zabawa i szczęście
tak zaczyna się ta opowieść ,
gdy wszystko było wspaniałe
wszystko cieszyło ,
radości duże i małe .
Wtedy każdy dzień był
cudowniejszy od poprzedniego
i wtedy nie widział
w swej zabawie ,
niczego złego .
Ale jak to zazwyczaj bywa
nic nie trwa wiecznie ,
wszystko z czasem upływa
zabawa się kończy ,
a człowiek przegrywa .


Lecz kiedyś był to przecież syn ukochany ,
przez rodziców na rękach noszony
uczył się dobrze , miał plany .
Stracił je jednak na rzecz nałogu
matka nie wytrzymała , odeszła po roku .
I teraz to już nie on sam ,
to już nie przystojny młodzieniec ,
ale wrak , strzęp człowieczy ,
którego już tylko śmierć
uleczy .


Ból , strach i łzy
igła w żyłę wbita
i zgon ,
tak kończy się ta opowieść
będąca przestrogą dla innych ,
też jak on młodych z planami
i przecież niewinnych .

  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Urlop   Na urlop zabrałam rodziców Na Maderze Wystawiam ich twarze na słońce Spis leków, maści I lekarskie terminy Przywiewa do mnie wiatr Do plecaka je chowam Niosę „Schodami do nieba” Zielenią oplątuje Studzę w zimnej wodzie Ocean bez kresu W ból kolan Wmieszany niepokój Każdego dnia Budzi mnie Szumem Wyrzutów sumienia Na wschodzącym słońcu Cichy żal patrzy na mnie Spode łba, Że nie zabrałam na urlop Siebie
    • @Nata_Kruk Po całości,  dziękuję i pozdrawiam  :)
    • w leśnej ciszy zawarte małżeństwo z bronią  z zamkiem czterotaktowym   w kolorach maskujących  ziemskiego przyciągania na niezidentyfikowanej  szerokości wojny    dzielimy się chlebem  dla kurwy nędzy a sierść nasza mokra jak pierwszy listopad nad zimnym kamieniem   w księżycowej pełni  przebarwień i odprysków sowa  na nagim drzewie  prawdy odsłania    w miękkich oparach zmierzchu  jak miło   nie być      
    • Zaczekaj. Nim znów się wciągniesz w wir zdarzeń nie swoich, Zatrzymaj bieg myśli na chwilę. Rozejrzyj się wokół i nazwij co widzisz, Stań nagą stopą na mokrej ziemi. Niech zapach lasu, świeżo po deszczu, Sprowadzi twe ręce na dotyk zieleni. Przyroda wciąż żyje, pomimo zdarzeń, Nie stoi w miejscu, jak nam się wydaje. Wrzucając kamień do wody strumienia, Nie zmienisz silnego jej prądu istnienia. Jesteśmy częścią trudnego systemu, Nie można toczyć tej walki samemu. Po każdym dniu pracy ciało jest spięte, Pośpieszny oddech a myśli wymięte. Im więcej pytań o sens pracy zadajesz, bezdomną maszyną szybko się stajesz. W tym samym tempie nasz czas upływa, Pytanie, ile Ciebie- w tym czasie ubywa? Zmęczone pracą swe dłonie oglądasz, Patrząc, nie widzisz, dokąd podążasz. I w kółko tą samą melodię słyszysz- obradzasz i tracisz, nadal nie widzisz. W przyrodzie wszędzie rozwój zachodzi, Tylko, że ona nigdy sobie nie szkodzi. Jedno jest zdrowie, jak jedna jest Siła, Ty nadal myślisz, że je wymijasz. Tak słabnie jedno, drugiego ubywa Plagę twych złudzeń ulewa zmywa. I stoisz naga, na mokrej ziemi, Bez wiatru w skrzydłach, Wśród drzew korzeni. Obracasz swą mokrą od deszczu głowę i z tyłu widzisz tą samą, leśną drogę. I strumień z kamieniem, i liść na drzewie, I słońca promienie, owoce na krzewie. Chytrego lisa w swej ciasnej norze i wilka co ostrzy swe kły na dębu korze. -Kapirinia
    • @Waldemar_Talar_Talar dziękuję :) Pozdrawiam serdecznie   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...