Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

...Obiecuję sobie codziennie, że już tego nie zrobię, ale w końcu biorę ten cud techniki jakim jest pilot i włączam mojego staruszka. Przełączam na wiadomości i na początku zawsze jest coś o polityce, dlatego dla swojego zdrowia psychicznego idę do kuchni po szklankę wody albo słucham na maksa muzyki. Kiedy skończą juz się tzw. tematy zastępcze i przestaną pokazywać kolejnych pajaców, siadam w moim fotelu. Patrzę na ten ekran i zaczynam prawie, że ryczeć. Niedawno zabili te biedne dzieci z Osetii, a teraz jakiś izraelski policjant zastrzelił jakąś 13letnią Palestynkę, która zgubiła sie we mgle. Najpierw oddał do niej dwa strzały a potem wpakował cały magazynek w jej martwe ciało...Oczywiście po przekazaniu tej informacji prezenterka dodaje, że władzy Izraela jest bardzo przykro,że będzie prowadzone śledztwo w tej sprawie itd.-czyli to co się mówi aby społeczność miała czyste sumienie...Tylko, że jest mały prob lem takich "wojowników" jest bardzo dużo...Szczerze mówiąc to zawsze zastanawiałam się jak można zabić z zimną krwią kogokolwiek...Co powoduje że człowiek traci te "hamulce" i decyduje o życiu drugiej osoby?...Teraz mówi się, że wielkim problemem jest fanatyzm. Zgoda tylko, że chyab żadna religia nie zakłada zabijania. Problem tkwi chyba więc w złych
"kapłanach". Udają, że niby wierzą w tego swojego boga i nakłaniają ludzi do robienia różnych głupich rzeczy. Robią im pranie mózgu, a później mają taką armię bezmyślnych robocików, którzy reagują na każde słowo swojego "lorda". A "szaman" zajmuje się tylko jednym: "kolekcjonowaniem" pieniążków.....No właśnie wszystko kręci się teraz w okół kasy.
Życie ludzkie nie wzrasta na wartości, tylko staje się co raz mniej warte....Dobra zostawmy już te wiadomości. Tradycyjnie w niedzielę idę do kościoła. Siadam sobie wygodnie w ławeczce. Zaczyna się msza. Liturgia ok, dalej kazanie. Już wiem, że będzie źle, ale siedze spokojnie na miejscu. No i zaczyna się: Żydzi to nasi wrogowie, Niemcy są źli, bo wykupią naszą zimię...Dalej leci z następnym tematem: coś w stylu Polska dla Polaków, nie Unii Europejskiej, Unia Europejska to szatan itd.Następnie nadchodzi kulminacyjny punkt- czyli mowa o pieniadzach. No bo trzeba kupić kolejene złocenia, zamówic obrazy itd.Dobra wreszcie kończy się te kazanie. Komunia i ..jeszcze ogłoszenia. Kiedy kolejny raz słyszę słowo pieniądze dostaje już normalnei kręćka, ale natychmiast "gaszą" mnie "miłe starsze panie", które widzą w księdzu co najmniej kolejnego proroka i najchętniejby go już kanonizowały. A jak ta czarna owca wśród stada śnieżnobiałych owieczek, które słuchają swojego pasterza...
Wierzę w Boga, ale nie umiem go dostrzec we wszytskim, może muszę zmienić okulary?Może jestem tylko zbuntowaną nastoaltką, która staje"okoniem" do wszystkiego...........

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



może, może.
w zasadzie cytat, który przytoczyłem to jedyny fragment Twojego tekstu, z którym się zgadzam:)

ponieważ to nie jest tekst stricte literacki (chyba) więc się nie wypowiadam o sprawach technicznych, natomiast co do sensu, przesłania itd. jestem całkowicie na "nie".

pozdrawiam
MZ
Opublikowano

Tekst niewyważony, jednostronny. Spróbuj kiedyś zaprzyjaźnic się szczerze z którąś z tych starszych Pań, poznać jej historię, być może spojrzysz na życie inaczej. Nie bronię księży, ale poznałam dobrze kilku w życiu i te znajomości wniosły wiele dobrego do mojej osobowości. Patrz na człowieka, nie na jego funkcję. Pozdrawiam.

Opublikowano

Tekst zmusza do polemiki "o realu", tak jest napisany. Mało literacki, znaczy się.
A ja z chęcią się wypowiem.
Co do Izraelskiego żołnierza - jestem całkowicie po jego stronie. Wydaje mi się, ze łatwo wyobrazic sobie kogoś kto "we mgle" strzela do niewyraźnej sylwetki (przecież wczoraj jakiś idiota z pasem szachidów wysadził autobus wiozącu dzieci do szkoły, nie wiemy kim jest ten we mgle, moze takim samym idiotą?) A co do wpakowania magazaynka w martwe ciało - zasada jest taka - jeżeli w podobnej sytuacji nie upewnisz się ze wróg jest martwy, nie możesz się zbliżyć. Tego wymagają prawa wojny. To że giną dzieci - to oczywiście podłość. Ale w przypadku konfliktu, w którym dzieci noszą kałachy, a zostanie dla nich kamikadze to przepustka do raju - akcenty rozkładają się zupełnie inaczej. Twoje zdanie na ten temat uważam za mało przemyślane, to jest żywcem zciągniete z TV której tak nie lubisz. Palestyńczycy są dobrzy, to i czeczeni są dobrzy. Czeczeni morduja dzieci - musimy znaleźć kogoś winnego (w końcu wczoraj nazwaliśmy ich partyzantami) - no to niech winni będą Rosjanie. Amerykanie są dobrzy, jeżeli walczą z Rosjanami, jeżeli walczą z Arabami są źli. Etc. Brzydzę się takim brakiem rozumowania.
Fragment antyklerykalny jest równiez dość płytki. dawno udało mi się zrozumieć, że nie wolno przekładać psychoz na które chorują niektórzy księża na resztę kleru. (Trzymam się mocno tego zdania, chociaż nie spotkałem żadnego księdza który by owych nie posiadał :) ). Jak Cię drażnią kazania to zmieńwyznania albo chociaż parafię. I ten fragment o Jezusie, co jakby teraz zstąpił to by go załtwili od razu... Toż to banał jakich mało. A raczej dużo. Tyle.
Acha- mówiło się "heil Hitler", nie "Hi Hitler". Chyba że to miał być żart, alem nie zrozumiał.

  • 1 rok później...
Opublikowano

No, tytuł był zachęcający, spodziewałam się wręcz jakiejś filozoficznej opowiastki.
Zgadzam się z przedmówcami, zbyt dużo wątków i zbyt płytkie (w tym sensie że zarzuty wobec księdza i jego kazania bardzo oklepane).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA Zobacz na priv tytuł wykładów, bo jedne słowo tutaj.. musiałbym ocenzurować.
    • @hollow man @bazyl_prost @Charismafilos @hania kluseczka @iwonaroma @violetta To jest temat warty pociągnięcia, proponuję zabawę przekładańca, zacznę wersem, ktoś doda kolejny i zbudujemy jeden twór. Intrygujące byłoby zobaczyć jak się zamkniemy w jednym wierszu. Zaczynam      Ściana zechciała stanąć tu Właśnie tu, rękami wielu
    • @FaLcorN   a jaki przedmiot wykładasz Kornel?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      nie jestem pewna czy warto się zapisać … poza tym obserwuję odwrócenie ról …kiedyś to Ty byłeś Studencikiem …na moich wykładach
    • @Łukasz Jurczyk   Sypią kamienie w morze. Nasz bóg cofa się przed człowiekiem.     Nocą znad wody słychać młoty. Kują nasz wyrok.
    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego.  Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D   Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z  dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni. Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy. – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Kochanie, ale on jest – urwał. – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my? Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości.  – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie. – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł.  Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję.  Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama.  Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki. – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku. – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne. – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie. – Jasne.  – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle. Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania. – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam. – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon? Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć. – Niestety, ale nie. – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później. – A twój brat ma takie bujne, czarne loki? – Tak! – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało? – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie. – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany. Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać.  – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa. – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku. – Jestem Caroline.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...