Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przedstawiam Wam moje drugie - po "Osobno, proszę!" podejście do felietonu. Oceńcie, proszę, czy jest jakiś postęp, czy też może powinnam już dać sobie spokój :( Ania

"Walentynkowy zawrót głowy"

Niedawne Walentynki skłaniają do rozmaitych refleksji. Można, po raz kolejny, poznęcać się nad komercyjnym aspektem nowomody, można z wyrozumiałym uśmiechem pokiwać głową nad rozterkami nieśmiałych zakochanych, można wreszcie filozoficznie skonstatować, że każda okazja dobra, by wyrazić sympatię i powiedzieć bliskiej osobie kilka miłych słów. No właśnie. Nikt chyba nie prowadził jeszcze badań w tym zakresie, ale strzelam w ciemno, że wśród walentynkowych wyznań, mejli i esemesów niemały udział mają stwierdzenia typu: „jesteś wyjątkowa”, „niepowtarzalna”, nie ma na świecie drugiej takiej, jak Ty” – i oczywiście, „w drugą stronę” też, ale chyba rzadziej - zaryzykuję tezę, że kobiety wybierają na ogół bardziej wysublimowane komplementy.
Czy rzeczywiście jesteśmy takie wyjątkowe? Pomijając cechy fizyczne, będące zasługą zawiłości łańcuchów kwasów nukleinowych i zdrowego – lub nie - trybu życia, każde z naszych upodobań i kompleksów sytuuje nas w odpowiednio licznej grupie statystycznej.
- Jestem oczytana, błyskotliwa, mam zawsze pod ręką właściwy cytat lub ripostę? – nic szczególnego, jeszcze co najmniej 12% mieszkańców naszego kraju czyta w ciągu roku więcej niż sześć książek.
- Nie boję się interweniować, kiedy grupa podpitych kolesi rozrabia w tramwaju, ale za nic w świecie nie wezmę do ręki pająka? – Wzruszające, ale dość powszechne - według psychologów z Uniwersytetu w Würzburgu, co trzecia kobieta i co piąty mężczyzna panicznie boją się pająków.
- Fantastycznie gotuję, a moje zrazy z kaszą nie mają sobie równych? – Fakt, są niezłe, ale wskaźniki oglądalności programów kulinarnych, które, notabene, wciąż rodzą się jak grzyby po deszczu, mówią same za siebie: mam całkiem sporą konkurencję.
I tak dalej, i tak dalej. Czego by nie wziąć pod lupę - nic oryginalnego, nic nadzwyczajnego. Wszystko już było. Wszystko już gdzieś JEST.
Teraz z trochę innej bajki. Pamiętam swoje niemiłe zaskoczenie przed laty, kiedy próbowałam zarejestrować się na www.poezja.org, jako Anna Ostrowska. Nic z tego, już ktoś inny powołał do wirtualnego życia tę osobę. Zostałam „Anią” – i choć wzdragam się przed infantylnością, które to zdrobnienie ze sobą niesie dla pięćdziesięciolatki – przyzwyczaiłam się, a kto wie, może i nawet wyszło mi to na zdrowie? Niemniej, gdzieś w zakamarku świadomości czai się dyskomfort, bo przecież – bez ściemy! – chciałabym być tą JEDYNĄ, wyjątkową i niepowtarzalną A.Ostrowską. Z drugiej strony, nadwrażliwie, rodzi się obawa: Czy fałszywie przybierając czyjąś tożsamość, nie popełniam przypadkiem jakiegoś potwornego nadużycia?
Oczywiście, można z niesmakiem - lub w najlepszym razie, pobłażliwie - wzruszyć ramionami:
- Ależ to wszystko jest strasznie, strasznie naiwne!
Nawet mój nastoletni syn, zaglądając mi przez ramię, mówi:
- Mamo! Co ty tu za bzdury wypisujesz, nie ośmieszaj się! Przecież rzecz w tym, że każdy człowiek jest unikatową mieszanką wszystkich cech, krążących w kosmosie jak wolne elektrony! Przy tej ilości zmiennych, prawdopodobieństwo, że połączą się dwa razy dokładnie tak samo, jest mniejsze, niż to, że zmusisz mnie do ścielenia łóżka codziennie rano!
Czyżby? A skąd ty to wiesz, mądralo? Może gdzieś na drugim krańcu świata albo całkiem niedaleko, na sąsiedniej ulicy, żyje sobie cichutko ktoś taki jak ja, nawet, jeśli troszkę niedokładnie taki sam, nawet, jeśli inaczej się nazywa? Może zamiast marnotrawić życie na bezskutecznych poszukiwaniach „drugiej połówki” w postaci atrakcyjnej, długonogiej blondynki albo oślepiająco przystojnego bruneta z błyskiem inteligencji w oku, trzeba się skupić na czymś zupełnie innym? Wiadomo, co wtedy się zdarzy? Niesamowite rzeczy mogą się zdarzyć!
Na początek apeluję: Anno Ostrowska! Zechcesz mnie poznać? Jeśli jesteś, odezwij się!

Opublikowano

Nie wiem Aniu, czy Twój Tekst spełnia wszystkie cechy felietonu. Zwyczajnie się na tym nie znam. W Wikipedii wspomina się o tym, że autor często wypowiada swój osobisty i skrajnie złośliwy pogląd na jakiś temat. W Twoim tekście złośliwości jak na lekarstwo, natomiast jest ten osobisty punkt widzenia, są zwierzenia ze swoich pragnień bycia kimś wyjątkowym - i czyta mi się to bardzo dobrze.
Jak na mój gust trochę za szybko przechodzisz z jednego tematu na drugi - choć z drugiej strony miło kojarzy mi się to ze - znanym mi z życia - słowotokiem typowym dla podekscytowanych czymś kobiet.
W niektórych zdaniach może jest zbyt dużo niepotrzebnych słów, które spowalniają tempo, burzą nieco rytm.
Jednak, jako że zawsze lubiłem literaturę szczerości, intymnych zwierzeń Twój tekst zapisuję w poczet ulubionych tekstów Twojego autorstwa.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

No co Ty Aniu, niepotrzebnie się bałaś. Nasza internetowa znajomość trwa chyba wystarczająco długo, abyś zauważyła, że jestem przewrażliwiony na wszelkie przejawy nieszczerości, które chętnie demaskuję - ale też przejawy szczerości, które z kolei zawsze łapią mnie za serce.

Pozdrawiam i przesyłam wyjątkowej Ani
nieco spóźnione walentynkowe buziaki :-)

Opublikowano

Witaj. Szczerze mówiąc "Osobno, proszę" bardziej przypadło mi do gustu. Jak na felieton było zbyt długie, ale myślę, że sprawdziłoby się w formie artykułu - czyta się naprawdę z zainteresowaniem. Było sporo humoru, dygresji i przemyśleń podanych w świeżej formie (czyli taki artykuł posiadający cechy felietonu:).

W tym tekście (gdybym mógł) zmieniłbym pierwsze zdanie, brzmi trochę jak wstęp do szkolnej rozprawki - zamiast niego można by wstawić np. coś zaczepnego, co skłoniłoby do natychmiastowego zatopienia się w lekturze: anegdotę, żart albo gorzko-ironiczne zdanie opisujące problem w krzywym zwierciadle. Dalej jest już lepiej. Podmiot, o ile można tak napisać w wypadku felietonu;), jest bardzo wyrazisty i ekspresyjny. Przekazujesz bardzo dużo przemyśleń, ale nie wydaje mi się to chaotyczne, po prostu jest to umiejętne oddanie własnego stanu wewnętrznego. Podoba mi się wreszcie idea poszukiwania drugiej Anny, wraz z początkiem (bez I. zdania) jest to pomysłowa klamra spinająca cały tekst.

pozdrawiam,
w.

Opublikowano

Też średnio znam się na "wydawnictwach gazetowych" od strony kuchni, ale teraz po tym co napisał Don, o tej złośliwości, już wiem, czemu wszystkie felietony wyglądają tak jak wyglądają i dlaczego większość nie przypada mi do gustu. One częstokroć wręcz ociekają zjadliwą, ironiczną złośliwością, zaś forma jaką przybierają przywodzi na myśl zwykłe grafomaństwo, popisywanie się swoją "yntelektualną elokwencyą" na co składa się cała masa mniej lub bardziej znośnych zabiegów. Zwłaszcza internetowe felietony bywają takie, ale zdarzają się również dobrze wyważone, ironiczno-dowcipne felietony. I chyba dobrze, że twój się wpisuję w tę drugą grupę. Za dużo jest złośliwości i ironii na świecie, za to humoru (dobrego humoru na poziomie) wciąż mało.

Naprawdę przyjemnie się czytało, choć faktycznie może za szybko nieco zmierza to do finału, można by nieco to wydłużyć. No chyba, że to jest pierwsza cześć długiej serii autobiograficznych wynurzeń, mieliśmy tu już takie na forum bardzo przyjemne tasiemce, i zawsze z niecierpliwością się czekało, na kolejny "odcinek", chociażby "Squotu" ashera (szkoda, że przestał go pisać..., a może to ja przestałem czytać) w każdym razie czekam na to co będzie dalej. Sam nigdy nie miałem pociągu do pisania o sobie i swoich przemyśleniach, więc tym przyjemniejszy jest odbiór, gdy ktoś inny tak zgrabnie to robi.

pozdrawiam

ps

"W tym tekście (gdybym mógł) zmieniłbym pierwsze zdanie, brzmi trochę jak wstęp do szkolnej rozprawki"

fakt podpisuję się pod tym, też coś mi nie pasowało, ale się skupiłem na dalszym ciągu i jakoś uciekło.

Opublikowano

Witaj, Jay Jay, dziękuję za przeczytanie i komentarz. Dałeś mi do myślenia. Mówisz przekonująco, muszę pogłówkować, jak zmienić ten początek, ale, jak znam siebie, to trochę potrwa zanim złapię odpowiedni dystans. Cieszę się, że uśmiechnąłeś się do singli :) Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Perkozek, zjadliwa, ironiczna złośliwość to nie są cechy Ani Ostrowskiej, i nie one w felietonie pociągają mnie najbardziej, zresztą zapewne odmian felietonu jest tyle, że każdy może znaleźć tę dla wyrażenia siebie najlepszą. Ja traktuję tę formę jak kolejny kawałek literackiego tortu, którego chciałabym spróbować i może też trochę dla siebie uszczknąć :)
Obaj z Jay, Jay'em macie rację, porównując początek do szkolnej rozprawki - bo w istocie, tak to wyglądało :) Przejrzałam kilka stron w internecie z "metodologią" pisania felietonu, a potem punkt po punkcie, próbowałam wcielić je w życie. "Osobno, proszę!" pisałam bardziej intuicyjnie, tu chciałam skorzystać z fachowych wskazówek, ale - albo wskazówki były kiepskie, albo uczennica mało zdolna :)
W tekście pojawił się "imienny" wątek autobiograficzny tylko i wyłącznie z tego powodu, że "modelowy" felieton ma wśród głównych cech (oprócz aktualnej tematyki, stylistycznej swobody wypowiedzi, lekkiego stylu) właśnie zaangażowanie osobiste. Jak widzisz, starałam się dobrze odrobić lekcję :) jednak muszę Cię rozczarować - na ciąg dalszy wynurzeń nie masz co liczyć.
Pozdrawiam bardzo serdecznie - Ania

Opublikowano

Wstawiłaś dwa tematy w jednym krótkim feleitonie, połączyłaś je zgrabnie, ale zbyt szybko skończyłaś. Chyba to przejście nastąpiło zbyt nagle, bo już człowiek zaczął się rozczytywać i czekał na ostre zdania (miałem nadzieję, że będzie zjadliwie! Że, po co nam to komercyjne amerykańskie święto, i że jeszcze brakuje, żebyśmy indyka piekli 4 lipca!). Uwielbiam kąśliwości w felietonach, Perkoz, wierz mi, to może być fajne i szczerszy uśmiech na twarzy wzbudzić, niż wesoły tekscik z poczuciem humoru. Inteligencję człowieka nie powinno mierzyć się w IQ, a w poczuciu humoru i sprytnie przemyconych w nim kąśliwościach. A jeśli ktoś lubi się pochwalić? Czemu nie! Lepiej pochwalić się błyskotliwym humorem, niźli dwudziestoletnim, stunigowanym GOLFEM!
Ale wracając do tekstu, trafia do mnie, bo podobnie to odbieram. Tzn całą tę niby - oryginalność (pozorną) i tę prawdziwą, przez nikogo nie zauważaną. Nie mogę się zgodzić tylko z tym, że gdzieś mieszka dwoje identycznych ludzi. Tak z męskiego, logicznego punktu widzenia - Nie ma takiej możliwości, aby miliardy molekuł ułożyły się w dwóch miejscach w identyczny sposób :) To czyni nas wyjatkowymi...
Felieton dobry, jedynie czegoś w środku mi zabrakło. Aha! Spokoju sobie nie dawaj! Pisz dalej.

P.S. - może Marcepan też by się ujawnił? Bo kiedy rejestrowałem się tu przed laty, również pokazało mi, że Marcepan jest zajęty. I co? Musiałem dodać te głupie 30 po nicku. I tak już zostało ;)

Opublikowano

Dziękuję, Marcepanie, za przeczytanie i refleksje. Bardzo lubię, kiedy różne osoby formułują różne oczekiwania wobec jakiegoś mojego tekstu; wydaje mi się wtedy, jakby zaczynał żyć po swojemu, wyszarpywał się z ograniczeń, które swoją autorską wersją narzuciłam. To ogromna frajda :))) Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

Zgodzę się z Tobą, że poszukiwania drugiej połówki są marnotrawieniem czasu. Sami nie wiemy, tak do końca, jak ona ma wyglądać i jak się zachowywać, żeby stwierdzić, że to właśnie ona.
Ja, czytając Twój apel, od razu uruchomiłem wyobraźnię i sobie dopowiedziałem, że Anna Ostrowska, której szukasz, ma być facetem :) Dwie kobiety, to dwie różne połówki, a z połączenia kobiety i mężczyzny powstaje cały, nowy człowiek :)

Piszesz: ’’ Nikt chyba nie prowadził jeszcze badań w tym zakresie, ale strzelam w ciemno, że wśród walentynkowych wyznań, mejli i esemesów niemały udział mają stwierdzenia typu: „jesteś wyjątkowa”, „niepowtarzalna”, nie ma na świecie drugiej takiej, jak Ty” – i oczywiście, „w drugą stronę” też, ale chyba rzadziej - zaryzykuję tezę, że kobiety wybierają na ogół bardziej wysublimowane komplementy’’, a później: ’’ Niemniej, gdzieś w zakamarku świadomości czai się dyskomfort, bo przecież – bez ściemy! – chciałabym być tą JEDYNĄ, wyjątkową i niepowtarzalną A.Ostrowską.’’ :DDD
Może jest to wyrwane z kontekstu, niemniej jednak chyba faceci robią dokładnie to, czego się od nich oczekuje. Niewielu robi coś ponad to.

Dla mnie - Twój felieton jest napisany sprawnie, interesująco i z zachowaniem reguł, jednak nieco za bardzo lapidarnie, oszczędnie, przez co troszkę rozczarowuje - ale tylko i wyłącznie dlatego, że my tak szybko czytamy, a Ty tak mało piszesz :)

Kciuk w górę!

P.S.
Temat, który poruszyłaś, to niezły temat do szerszej dyskusji :)

Opublikowano

lubię te Twoje krótkie formy.
pisz, oczywiście, że pisz! nikt tu nie pisze felietonów, jak Ty.
może nie spełniają w pełni definicji felietonu, ale są sarkastyczne, złośliwe (w zupełnie wystarczającym stopniu) i przepełnione dowcipem, poczuciem humoru, które są dla mnie rozpoznawalne - tak tu, jak i w realu :D. Jest to po prostu - takie Twoje, Aniu.

o początku już wiesz, a dalej leci się jak z górki.
podoba się
ściskam.
:))

Opublikowano

Nie jest źle. Ja lubię felietony z zębem, humorem, nutą krwistej złośliwości, ale dziś o nie coraz trudniej. Często patrzę na męki Jastruna, Skiby, Środy, Passenta i innych w tygodnikach. W moim angielskim zwykle felietony są cztery... nieco słabe. Podziwiam felietonistów, ale nie chciałbym co tydzień musieć, bo deadline... pozdrowionka!

Opublikowano

Dzięki, asher :) Deadline'y mamy wszędzie na każdym kroku, nie da się ich ominąć, pomyśl, jakie męki muszą przeżywać choćby zawodowi recenzenci... Nie wszyscy mogą na luziku, jak ja - czekać tylko na skończenie limitu :)))
Odpozdrawiam - Ania

Opublikowano

Aniu, przeczytałam z zainteresowaniem. Niezły felieton. Nie jest aż tak świetny, jak poprzedni, ale też niezły. Co prawda, mówiąc szczerze, wydaje mi się troszeczkę niedopracowany, coś jest w nim takiego za mało spójnego, za mało jest jakiejś jednej myśli przewodniej. Wyszłaś od Walentynek ku przemyśleniom o tym, co dla kobiet jest miłe i jak bardzo pragniemy być wyjątkowe, niepowtarzalne; a jednocześnie szukamy przecież bratniej duszy, połówki, kogoś bardzo podobnego do nas. Wewnętrzna sprzeczność, co? ;-))) Brakuje tu właśnie jakiegoś podsumowania, wniosków (mogłyby być żartobliwe i przewrotne), czegoś, do czego by ten felieton konsekwentnie zmierzał wszystkimi swoimi elementami: Walentynkami, zalotami, szukaniem wyjątkowości w sobie, a podobieństw na zewnątrz...

Z tą niepowtarzalnością to jest tak, że każdy z nas jest powtórzeniem tego, co już było, ale zawsze w nowym, niepowtarzalnym wariancie. Nigdy nic w przyrodzie nie powtarza się dokładnie tak samo, nic, nawet kryształ. Ale też wszystko jest powielaniem już istniejących elementów w nowych konfiguracjach - jak w kalejdoskopie. I t o właśnie jest piękne oraz niesamowite.
Pisz felietony, oczywiście, jesteś w tym dobra.

Opublikowano

Strasznie się cieszę, że mogę Cię tutaj gościć, Oxyvio! Rozsądnie mówisz! Przeczytałam uważnie i to, co Ty napisałaś i jeszcze raz ciurkiem to, co inni przed Tobą - i dochodzę do wniosku, że niestety znowu za bardzo się pospieszyłam z wklejeniem tego tekściku :( Powinnam mu się dać dłużej odleżeć, z każdym mijającym dniem sama widzę w nim dziury i niedoróbki. Ale cierpliwość to nie moja zaleta. Z drugiej strony, potrzebowałam Waszych opinii, żeby bardziej się przejąć koniecznością zmian. Znowu niby sprzeczność wychodzi, prawda? I bądź tu człowieku mądry...
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie - Ania

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jego prekursorem był Le Corbusier  Tworzył bryłu z surowego betonu  Takie jak np. Boston City Hall Ciężkie, monumentalne, strukturalne  Geometryczne kształty i minimalizm  Surowość designu pod każdym względem  Jak w filmie z Adrienem Brodym  Ta bezpośredniość i szczerość formy  Rozwinęła się w latach 50-70 tych  Liczyła się architektura i estetyka Ten kontrowersyjny nurt powstał  Na potrzeby rozwoju miast i technologii Z punktu widzenia filozoficznego  Konstrukcja jest równa estetyce  Cechują go masywne, ciężkie bryły Wyraźne często kanciaste formy  Najczęściej łączony ze stalą i szkłem  Estetyka oparta na formie i braku zdobień...
    • @Łukasz Wiesław Jasiński, dziękuję :)
    • @Berenika97 Łydka, łydka ;)
    • @Berenika97 uszanowanie dla supermocy kobiety ;)
    • Każdego jednego roku,  ten sam rozkaz z dowództwa. Głupi, niedorzeczny  i zupełnie pozbawiony sensu. Celu również. Bo od zarania  ta droga jest zamkniętym szlakiem. A dla miejscowych  jest drogą do samego piekła. Nie wychynie na nią nikt z pobliskich wsi. Choćby ją wybrukować studolarówkami a żwir zamienić na bryłki złota. Konie płoszą się  gdy tylko poczują jej dotyk pod kopytem. Samochody psują się  lub zachłystują nagłym odcięciem paliwa. Nie ma śmiałka  co przemierzył Lincoln Road na stopach. A jeśli nawet kto kiedy próbował, to jego szkielet pewno nadal bieleje  pośród dzikiej kniei  lub w nurcie potoku Manson. Droga oficjalnie figuruję  na mapach i przewodnikach. Mało tego,  byłaby świetną, miejscową atrakcją. Lecz nikt nie chce igrać z siłami, których w pełni nie potrafi wyjaśnić. Z żywą legendą o starych czasach.     Dziś jest ten szczególny dzień w kalendarzu. Dwudziesty siódmy grudnia. A kto tego dnia utknie na Lincoln Road, szczególnie niedaleko mogiły  i starego mostku na Manson. Ten jest stracony dla świata. Jest to tak niedorzeczna  acz wryta  w świadomość miejscowych legenda, że od przeszło dwudziestu lat, wojskowi z pobliskiej bazy  trzymają wartę na całej jej długości w tym jednym dniu. Od kilku lat panuje spokój,  choć różnie bywało. Wiele patroli przepadło bez wieści. Odnajdywano po nich broń, mundury, czasem zbłąkane i przerażone konie. Inni odnajdywali się  po wielu tygodniach  lub nawet miesiącach. Odarci nie tylko z ubioru ale i zmysłów. Lądowali w szpitalach dla obłąkanych. Bredzili w kółko o Lincoln Road. O mostku na Manson. O postaci, która pojawia się  na jego spróchniałych deskach, dwudziestego siódmego grudnia. O masakrze z czasów secesji. O dziejach przeklętej kompanii konfederatów. Może to tylko głupia legenda. A może fakty w postaci  zaginionych i pomylonych żołnierzy, są dostatecznym dowodem ku temu, że w te końcowe dni roku, patrolowanie Lincoln Road jest koniecznością. Dla spokoju duszy i sumienia żyjących.   Był to ich ostatni nawrót,  niedaleko rogatek Pinehead w stronę mostku. a dalej za nim  Lincoln wpadała i kończyła się  na międzystanowej ku Chesterfield. Tam klątwa i legenda już nie sięgały. Wieczór przechodził powoli we wczesną noc. Śnieg znaczył drogę szeroką, białą wstęgą. Nie było go wiele. W tym roku zima  nie przyszła jeszcze w całej swej pełni. Światła ich ciężarówki wrzynały się jak noże, daleko w pustą przestrzeń. Las wydawał się wtedy jeszcze mroczniejszy  i pełen złych przeczuć i istot, którym zupełnie nie w smak  była obecność ludzi.     W szoferce jechało ich dwóch  a pięciu pod bronią  jechało na pace pod płachtą z brezentu. Na figlarzy, głupców i rozbójników wystarczy, lecz czy takie środki  będą skuteczne na przeciwdziałanie klątwie. Żaden z nich wolał tego nie sprawdzać. Pokonali ostrożnie, wyboisty łuk  i wyjechali naprzeciw zjawisku,  które całkowicie ich zaskoczyło. I nie, nie było to nic nadprzyrodzonego. Wręcz przeciwnie,  były to rażące ich  światła osobowego wozu zaparkowanego na poboczu. Obok otwartych drzwi od strony kierowcy, dostrzegli ludzką postać, gdy oświetlił ją błysk reflektorów, żołnierze rozpoznali w niej nie potwora a niewiastę o bardzo przerażonej lecz naznaczonej ulgą ratunku minie. Zatrzymali się praktycznie u jej stóp.   Wysiedli dopiero po dłuższej chwili. Nie byli pewni  w środek czego tak naprawdę trafili.  Jadąc tym odcinkiem pół godziny wcześniej  natrafili tylko na pustkę. Czy kobieta była tu zupełnym przypadkiem? A może słyszała o tym  co dzieje się tutaj w tym dniu  i szukała mocnych wrażeń. Jedno było pewne. Nie znali jej,  więc nie mogła pochodzić z Pinehead. A do tego jej samochód  był wyssany z paliwa do cna. Gdyby wjechała tutaj godzinę później, musiałaby wracać na własną rękę przez las i uważać na postać jeźdźca zza plecami. Mogła to być też podpucha albo pułapka. Nie mogli tego wykluczyć.     Kapral wysiadł pierwszy i uderzył kilka razy otwartą dłonią w karoserię  dając znak tym z tyłu by ich osłaniali. Nie minęła nawet minuta  a już muszki pięciu garandów były wycelowane w przerażoną kobietę. Nie wyglądała jakby zamierzała walczyć  a raczej uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie przejmując się  wycelowanymi w siebie karabinami,  rzuciła się z płaczem ku kapralowi. Nieważne dokąd prowadzi ta przeklęta droga ale chcę jak najszybciej znaleźć się  jak najdalej stąd. Zabierzcie mnie stąd błagam. Kapral dał jasny sygnał by opuścić broń. Wykonali rozkaz. Lecz nadal byli w niemałym szoku, że w tym dniu natrafili tu na żywą osobę.     Niech Pani wsiada czym prędzej do szoferki, droga jest zamknięta …  szczególnie dzisiejszej nocy… po drodze wszystko Pani nam opowie. Niestety na wstępie zaznaczę,  że jesteśmy zmuszeni  dokończyć wykonanie patrolu. Przejedzie z nami Pani jeszcze kilka kilometrów do drogi stanowej a potem zawrócimy do Pinehead  gdzie zostanie Pani u nas w bazie. O samochód proszę się nie martwić. Odholujemy go jutro za dnia do Pinehead.     Kobieta wpadła w histerię już po kilku pierwszych słowach kaprala. Wracać do drogi stanowej!? Przez ten stary most, który mijałam jadąc tu!? Więc proszę mnie zastrzelić tu i teraz, bo nie wrócę na ten most choćby i z uzbrojoną po zęby dywizją wojska. Zresztą na nic Wam te śmieszne karabiny. Tam mieszka coś, czego kule się nie imają. Zastrzelcie mnie albo zostawcie tutaj. Wolę czekać na śmierć tutaj, niż jechać prosto w jej objęcia. Jeśli wjedziecie na most, nie wrócicie już tutaj. Macie moje słowo.     Byliśmy na nim tylko tego dnia  co najmniej dziesięciokrotnie  i jak widać żyjemy. Boi się Pani w nagłym szoku,  własnego cienia. A cieni nie należy się bać. Cienie to cienie. A jeśli to cienie przeklętych dusz!? Widziałam ich jak teraz widzę Was. Kompanię pod bronią, lecz bez głów. Nie wrócę na most. Nie ma Pani wyjścia. Mam rozkaz odstawiać  wszelkich cywili do bazy  tak by nikt nie włóczył się po tej drodze. Nic dziwnego to przeklęta droga! Niebezpieczna i stara,  ze skruszałym mostem,  który grozi zawaleniem. Pilnujemy porządku a nie śledzimy duchy droga Pani. Dał znak dwóm podkomendnym a Ci bez zbędnych wyjaśnień i ceregieli,  siłą wrzucili wręcz kobietę do szoferki. Poza wzrokiem kaprala ale jeden z nich wracając na pakę dyskretnie się przeżegnał i ucałował krzyżyk zawisły na szyi...            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...