Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

naiwne wariatki
w stokrotkach w liściach akacji
wyliczają wciąż od nowa
kocha nie kocha

bawią się w pasjanse
szukając szczęścia u wróżki
śpią z pluszowym misiem
starym wytartym futerkiem

któregoś dnia stracą nadzieję
a wtedy wszystko może się zdarzyć

Opublikowano

Byłaby z wiersza raczej miniaturka, ponieważ uważam, że tekst mógłby obyć się bez kilku jego fragmentów, np.
[quote]w stokrotkach w liściach akacji


oraz
[quote]szukając szczęścia u wróżki
Oczywiście nastąpiłaby konieczność modyfikacji drugiej części drugiej strofy.
Z ostatniej zwrotki ostatni wers jawi mi się zbytecznym dopowiedzeniem.

Pozdrawiam - E.
Opublikowano

przypomniałaś mi Jolu stary bestseller
a nawet dwa ;))
ale zastrzegam, to żaden przytyk do wiersza :)
Pozdrawiam.

://agryppa7.wrzuta.pl/audio/5YRsUR9PrP1/kryska

://franzmauler.wrzuta.pl/audio/4XZE6ib6twF/jan_kaczmarek_-_stara_panna_basia

oczywiście - http przed oczkami.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oraz
[quote]szukając szczęścia u wróżki
Oczywiście nastąpiłaby konieczność modyfikacji drugiej części drugiej strofy.
Z ostatniej zwrotki ostatni wers jawi mi się zbytecznym dopowiedzeniem.

Pozdrawiam - E.
jest co stworzyłam i nie będę modyfikowała. jeśli się nie podoba trudno.
pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Janusz, aleś dał czadu, miło mi czytać takie komentarze. Tobie nic nie umknie, masz sokoli wzrok :)
dziękuję za pochwały - mobilizują do lepszej pracy...

serdecznie - Jola.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ran,
wytarte stare futerko jest mocno perwersyjne.
dobre na zimę i na smutek!

bym przytuliła zmarzlaka, ale przez ekran nie potrafię, może intuicyjnie się da...

serdecznie - Jola.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...