Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
„…gdy wdarli się na te schody marmurowe,
Kołowały światła złoceń jak w lichtarzach,
Dygotały ściany płowe,
Stropy płowe,
I warczało echo kroków w korytarzach.

Stary świecie, oto przyszła noc zapłaty,
Gdzie się skryjesz przed wyklętym który powstał.
Robotnicza ciężka młotem dłoń
Z sierpem już się wdrąża w twoją skroń.

I zapłacisz

Za te noce dzieci nieprzespane,
Za te matki z swoim życiem przeoranym
Za tych ojców co dla dzieci nadstawiali skroń
Z młotem sierpem ich dosięgnie
Sprawiedliwa dłoń"*


* W. Szymborska 1953

sprawiedliwość wymierzają do dziś
na sztandarach brak sierpa brak młota
zaś najbardziej przeszkadza im krzyż
no i moher ta zwykła hołota

nieposłusznych wyrzucić na pysk
niechaj w mediach ton jeden rozbrzmiewa
jeszcze zdążyć zagarnąć swój zysk
nim miast ptaków uderzy grom z nieba

a dla wolnych narkotyk i sex
patriotyzm to faszyzm rzecz prosta
za robotą na Zachód idź precz
by wyklęty już nigdy nie powstał
  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O tym samym, czyli o piesni "krew naszą długo leją katy..." pomyślałam czytając tytuł i faktycznie jest patriotycznie a Wisia przeszła samą siebie; nie poraz pierwszy.:) Pozdrawiam serdecznie:) E.K.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przypomniałem ten kawałek ponieważ historia kołem się toczy. Tylko nazewnictwo się zmienia i metody likwidacji przepraszam sprawiedliwości - bardziej wyrafinowane.
Pozdrawiam Jacek

Się toczy .. Ale to koło najwyraźniej lubi przystawać na dłużej w miejscach których nie znoszę.
Niech więc sie toczy jeśli tak musi być, ale nich przynajmniej zachowa równe tempo. Pozdrawiam.
Opublikowano

he!he!

a ja mam antologię wydaną w 1953 przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie pt.: "Hejnał poetycki" - a w nim taka oto perełka pani Wisławy:

"Młodzieży budującej Nową Hutę"

Kto dom budował w którym mieszkam?
Kto kładł swą pracę na fundament?
Ów murarz, zdun i szklarz i cieśla
minięci są przez ludzką pamięć.

Klasa z pamięcią złą - umiera.
Wierniejszą pamięć wybieramy:
sama jak książka sie otwiera
w miejscach najczęściej czytywanych.

Dziś dla was, przy was, od was, młodzi,
miasta zaczyna się się życiorys.
Pamięć imiona wasze co dzień
notuje słowem zdobnym w podziw,
notuje normy waszej poryw
i włącza w piekny plan obliczeń.
Bo to jest pamięć robotnicza
służąca klasie robotniczej.

----------------------------------prawda, jaki wdzięczny wierszyk? i wszystko na swoim miejscu, jak to w socrealiźmie, obowiązującemu i narzuconemu przez partię artystom stylu pisania: wymieniamy zawody ludu pracującego miast i wsi, piszemy nie w swoim ale w ich imieniu - więc nie ma obrzydliwego "ja", zawsze jest obezwładniające "my", no i oczywiście adresatem są młodzi...pytanie: bo jeszcze głupi?
ale niechby...
ale kiedy czytam tejże autorki "List Edwarda Dembowskiego Do Ojca", którego bohaterem jest "czerwony kasztelanic":

"Ścigają mnie
żandarmi trzech zaborów.
Kto im wskazuje ślad:
"tędy a tędy idźcie"?
Jest takich dość.
Znam okna takich dworów,
ten w oknach szept,
ten wzrok zmrużony chytrze..."

- to podziwiam konsekwencję lasnowania swojej wierności dla wytycznych dla artystów, gdzie obowiązkowo pan i pańska Polska z przeszłości musiała być pokazana z jak najgorszej strony, choćby przy pomocy prostackiego kłamstwa.
- pytanie, czy Szymborska wówczas czytała cokolwiek poza Marksem, czy znała Żeromskiego "Wierną rzekę"..."Popioły"?
- i dalej

"Wiersz o rewolucji bolszewickiej"
( ale ten fragment, który mój Szacowny Imiennik akurat tu pominął;)

.............................................................
.............................................................
Więc zapadaj się w topiel w głąb zwierciadła
jazdo moru, jazdo głodu, pańska jazdo
z każdą chwilą podobniejsza do widziadła
Kawalerio kapitału, na dno, na dno."

--------------------------------------------ciekawe, co też autorka zrobiła z kapitałem noblowskim (a skąd że by on się wziął bez kapitalistycznego pomnażania w bankach?);

- podarujmy sobie równie piękny wierszyk Szymborskiej pod tytułem "Lenin", bo ten panegiryk jest tego rodzaju, że od nadmiaru człowieczeństwa, przypisanego Wodzowi, wg. autorki "wieńczony będzie kwiatami z nieznanych dziś jeszcze planet";
- więc wyjaśniła się sprawa poszukiwania przez astronautów nowej Żiemi we wszechświecie...

ale na koniec:

"Wstępującemu do Partii"

Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.

Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość
w chłodne zamieni się sprzyjanie,
jesli stopa przywyknie do drogi najgładszej.

Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej -
wierz mi, to najpiękniejsze,
co się może zdarzyć,
w czasie naszej młodości
- gwiazdy dwuramiennej.

----------------------------------dlaczego dwuramiennej? bo pewnie jedno ramię to Ty, a drugie, pomocne i wspierające - Partii....

- - ale do rzeczy:
Szymborska miała pecha urodzić się przed wojną (1923) i debiutowała w jakiejś pokracznej rzeczywistości, dla niej chyba nieogarniętej; a że spalała ją ambicja, potrzeba druku - jak to u młodej osoby, pisała tak, aby swoje marzenia spełnić; dlatego wstąpiła do partii w 1952, a więc krótko po słynnym szczecińskim zjeździe literatów (1949), na którym proklamowano socrealizm.
Była, jak to trafnie Michalkiewicz nazwał, pożytecznym głupcem....grzech młodości!


Ale, jeśli weźmiemy pod uwagę takie zbiory poetyckie jak:
Wołanie do Yeti (1957)
Wielka liczba (1976)
Ludzie na moście (1986)
Tutaj (2009)
- to daj nam Boże na portalu org/debiuty/ choćby małą cząstkę tej doskonałości artystycznej i imponującej konsekwencji myślowej, jaka promieniuje z tych wierszy - pięknych wierszy!

- cóż, pokrętne są ludzkie losy, ale norwidowska Przyszłość Korektorka i tak odsieje ziarno od plew i pozostawi dla innych inspirujący przykład wielkiej Sztuki, a Szymborska, niewątpliwie, tę tajemnicę Sztuki poetyckiej opanowała w sposób perfekcyjny.

J.S

Opublikowano

Drogie Jacki!
jak was lubię - tak nie cierpię politycznej hucpy, którą uprawiacie. Mieliśmy to szczęście, że wchodziliśmy w pełnoletniość po 68-ym, po Grudniu, a w trakcie Radomia i Ursusa. Można było się skręcić w "stabilną przyszłość", wystarczyło okazać siłę przebicia (przepicia?). Nie będę Was pytał coście wtedy pisali czy robili, choć nie jestem pewien, czy niejeden nie został kataryniarzem na czerwonym carpenterze...
Róbmy swoje - piszmy i zajmujmy się tu poezją - a 'swoje' paranoje zostawcie w swoich szufladkach. Świat nie jest westernem i - fakt - nie wszystkim trzeba się publicznie chwalić.
Pozdrawiam

Opublikowano

@dawniejbezet

Zgadzam się z Tobą w 100 procentach.

A swoją drogą ciekawe co byście powiedzieli jakbym tu dajmy na to napisał wiersz wychwalający Narodowy socializm, pogromy mniejszości narodowych itd.
Domniemam że bym dostał bana. Prawda ?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- jako jeden z Jacków wezwany do tablicy jestem autorem debiutanckiego "dziedzictwa kataryniarza" ( pisany w latach 1975-1980) a wydanego w 1981, tuż przed stanem wojennym - mojego pierwszego zbioru wierszy prezentujacego sytuację egzystencjalną w wyraźnym dystansie do obowiązującej ówcześnie poprawności politycznej, iż w socyaliźmie jest fajnie, wszyscy mają chleb i dach nad głową, a w ogóle żyją w raju....a w Twoim komentarzu bezecie jest dwuznaczna sugestia, która bardzo mi się nie podoba, bo jest insynuacją, podczas, gdy ja w swoim komentarzu do wiersza Suchowicza niczego nie insynuuję podając tylko gołe fakty w formie cytatów autorstwa samej noblistki...że była koniukturalistką w świetle faktów nie jesteś w stanie zaprzeczyć, natomiast ja protestuję przeciwko określeniu hucpą przypomnienie początków artystycznych Szymborskiej, bo to jest prawda - żadna hucpa!
Proszę wyjaśnić, na czym polegają nasze - Jacków - paranoje]? To odwołanie się do debiutu Szymborskiej? To historia, żadne paranoje. Tylko dokument.

J.S
Opublikowano

Ja nie nie rozumiem, o co naszemu szacownemu koledze, którego nawiasem mówiąc bardzo lubię, idzie.
Napisałem swoje trzy strofki w tzw błysku czytając w/w lekturę, chcąc zasygnalizować, że okres lat 50 i obecny mają jednak coś z sobą wspólnego i to wszystko.
Powoli mam dość pisania i o złamanym mieczu i łkającej pochwie (a tu prawie 90% o tym).
Cieszę się, że Sojan przypomniał więcej tekstów noblistki i cóż przypomnę stare powiedzenie: "potulne ciele dwie matki ssie". My Jacki jesteśmy może w jakiś sposób ułomni, że tak nie potrafimy.
A hucpę polityczną to dopiero ewentualnie możemy zrobić.
Bezecie pozwól, że Ciebie pozdrowię w imieniu swoim i Imiennika (mama nadzieję, że akceptuje) "naszym" powiedzeniem "mordo Ty nasza".
Dzięki wszystkim za komentarze
Zbite Jaja jest wolność słowa możesz pisać o wszystkim zgodnie z regulaminem.

Pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




owszem, można insyunuować, iż jest to donos na Szymborską - bo to się nazywa poprawnością polityczną (nie wypada mówić o głupotach osób na piedestale, a mnie się przpominają "Brązownicy" Boya) - a przecież, w świetle historii literatury - jest to tylko fakt, z inspiracji którego powstał wiersz Jacka Suchowicza;
cytat nie został wymyślony, pochodzi ze zbiorów autentycznego dorobku noblistki - niepokój autora bynajmniej nie jest "agitką" lecz gorzką konstatacją rzeczywistości;

J.S
Opublikowano
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć


to gwiazdą zrobić idzie
i por w tym teatrze

to tyle, jeśli idzie o "błędy młodości" szanownej noblistki,
których nie uważam za zasadne usprawiedliwiać, kiedy za "niesocrealistyczną" twórczość odsiadywało się srogie wyroki.
A takie "reakcyjne paszkwile, ziejące sadystycznym jadem nienawiści do naszej partii" pisał m.in Janusz Szpotański, który ówczesnemu I sekretarzowi (bohater jego oratorium) W. Gomułce zawdzięcza niezapomniany przydomek "człowieka o moralności alfonsa".
Aż zazdrość bierze, prawda?
Przeczytałem Twój wiersz Jacku i przyznam, że niektóre rzeczy pasują jak ulał
- do każdej władzy, jaką mieliśmy szansę doświadczyć na własnej d, nie tylko do tej teraźniejszej.
Podobnie u Szpotańskiego, znajdzie się sporo odniesień, zapraszam. I pozdrawiam.

Janusz Szpotański Targowica czyli opera Gnoma (poświęcona obchodom milenijnym)
Akt I
Więźniowie czekają na amnestię, ale 22 lipca 1966 roku naczelnik oznajmia, że zamiast amnestii odbędzie się wykonanie poniższego utworu.

ORATORIUM "GNOM"
(wykonane przez więźniów pod batutą naczelnika więzienia)

To nie ranne wstają zorze,
jeno wstał gospodarz nasz,
ponad ziemię, ponad morze
rzuca blaski jasna twarz!
Uroczysty, promienisty,
pewnie nowe ma pomysły,
pewnie miał proroczy sen,
jak podwyżkę zrobić cen.

Jaki rześki, jaki świeży
wstał z pościeli dziś nasz wódz!
Do KC prędziutko bieży,
by rządzenia podjąć trud.
"Prędzej - klaszcze na Namiota -
bo mi myśl ucieknie złota.
Sekretarzu, prędzej pisz,
jak załatwić wyż i niż!"

I już niskie czoło marszczy,
by do pracy zmusić mózg.
Słychać odgłos sapki starczej,
słychać wody w głowie plusk.
Wtem genialny pomysł błyska:
"To śmiertelność jest zbyt niska.
Ach, od dawna tom już czuł!
Krzywa zgonów idzie w dół!

Kiedy wszystko rośnie wokół -
ludność, ceny i MO,
musi wzbudzać to niepokój,
że wciąż skarbca widać dno.
Teraz rzecz się prostą staje,
że zbyt wolno wymierają,
teraz mamy jasny cel:
więcej zgonów w PRL!

Hej, staruszku emerycie,
zbyt wesoły jest twój los!
Musisz sobie skrócić życie,
by ogólny podnieść wzrost.
PRL jest młodym krajem,
starość państwu nic nie daje,
ciebie nic nie czeka już,
więc czym prędzej kładź się wzdłuż!

A gdy znikną źli renciści -
sekretarzu, prędzej pisz -
to przedpole się oczyści
i my nań wpuścimy wyż.
Gdy wydajność jest do kitu,
wiek obniżę emerytów -
mniejszy będzie płacy koszt,
za to jaki zgonów wzrost!

Ale to jest, sekretarzu,
mego planu tylko pół,
bo zapewnić nieboszczykom
teraz trzeba minimum.
Gdy wśród żywych cię nie stanie,
w grobie dam ci wyrównanie,
lecz, że dziś jest drogi grób,
więc na raty wpierw go kup!

Zapamiętaj to, młodzieży,
że choć dziś ze śmierci kpisz,
wkrótce możesz w ziemi leżeć,
więc się do spółdzielni wpisz.
Na Powązkach i na Bródnie
jest o miejsce coraz trudniej,
chcesz pochować swoje ciało,
składaj forsę na PKO.

Lecz się na tym nie urywa,
sekretarzu, wielki plan:
gdy wystrzeli zgonów krzywa,
gdzież pochować tyle ciał?
Liczyć z tym na kwaterunek
kiepski byłby to rachunek.
Choćbyś zmniejszył normę stóp,
ciężko będzie wciąż o grób.

Lecz i na to ja mam radę,
bom jest mędrzec wielki przecie,
i od dziś budować każę
krematorium Tysiąclecia!
Choćbyś wielkie spalił ciało,
miejsca zajmie bardzo mało,
sekretarzu, szkoda słów,
jam najtęższa z polskich głów!"

I uśmiechnął się jak słońce
dobroczyńca nasz i wódz,
on, co troszczy się bez końca,
jak urządzić polski lud.
Wreszcie znalazł rozwiązanie
mądre, trafne oraz tanie:
choć nie będzie raju w kraju,
wkrótce wszyscy będziem w raju!

1966 Janusz Szpotański

Rozmowa w kartoflarni*

* - jak podała prasa polska w ogłoszonym z okazji 60. rocznicy urodzin życiorysie tow. Gomułki, podczas pobytu w więzieniu w Rawiczu przed wojną pracował on w więziennej kartoflarni wraz z pewnym poetą ukraińskim.

GNOM
Już my obrali ziemniaków korzec,
a może kwintal, można by orzec.

TARAS
W ojczyźnie mojej - na Ukrainie
zemla uprawoj prekrasnoj słynie,
bo tam kołchozy są i sowchozy,
tam się stosuje sztuczne nawozy.
Tu zacofane są tylko dwory,
tam - progresywne w polu traktory,
stąd też kartoszki u nas kak dynie:
Nie masz, jak życie na Ukrainie!

GNOM
Z tego, co mówisz, drogi Tarasie
konsekwencyje wyciągnąć da się.
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
sztuczne nawozy zaraz wprowadzę,
gdzie grykę sieje wsteczny feudał,
tam nawozowe uczynię cuda,
wydajność upraw to nie są mrzonki!
Lecz wprzód mi powiedz, jak tam kiszonki.
Czy Ukraina także z nich słynie?

TARAS
Kiszonek mnoho na Ukrainie!
Bywa, że mija za dzionkiem dzionek,
a tam nic nie ma oprócz kiszonek,
bo choć wspaniała u nas uprawa,
na polach kiśnie zboże i trawa,
gdyż wróg klasowy wciąż spuszcza deszcze,
a my silosów nie mamy jeszcze.
Stąd z paszą kłopot. Radziecka władza
makuchy musi ciągle sprowadzać,
a na to nużne cenne dewizy,
stąd też w hodowli przejściowy kryzys.

GNOM
Ach, te makuchy! Ach, te makuchy!
Toż socjalizmu są wprost złe duchy!
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
szereg surowych ustaw wprowadzę:
za krowobójstwo, za świniobicie
będę odbierał mienie i życie,
a za wydajność niską uprawy
sabotażystom wytoczę sprawy.
Przewidujący żem jest gospodarz,
widzę, że wzrośnie przestępców podaż
i trza budować będzie więzienia.
Radzieckie cenne są doświadczenia,
więc mi opowiedz, drogi Tarasie,
jak z więzieniami u was rzecz ma się.

TARAS
Ach, Wiesław miłyj, w ZSRRze
jest więzień tyle, że aż dziw bierze!
Gdzie dawniej były stepy, burzany,
dziś tysiąc łagrów pobudowanych.
Smotrisz wokoło, wot progres kakij -
zamiast kurhanów wszędzie baraki,
a w tych barakach żyźni swej goda
prawie połowa pędzi naroda.
I poprzez stepy pieśń rzewna płynie:
"Nie masz, jak życie na Ukrainie!"

GNOM
Piękny to obraz, drogi Tarasie!
Lecz on niestety na nic mi zda się,
do socjalizmu mam polską drogę
i naśladować was wprost nie mogę,
bo choć ogólnie wspólne są cele,
ja się w szczegółach różnić ośmielę.
Nie chcę budować w stepie baraków,
będę więzienia wznosił z pustaków.

TARAS
Toż prawicowe jest odchylenie!

GNOM
Zdania swojego za nic nie zmienię!

TARAS
Oj, Wiesław miłyj, a znasz ty Czeka?
Czeka z decyzją nigdy nie zwleka
i odkłonienie twe nacjonalne
następstwa będzie miało fatalne!

GNOM
Tylko mnie nie strasz, drogi Tarasie,
bo tych pogróżek nie boję ja się!
A co zaś tyczy się odchylenia,
to dogmatyczny masz punkt widzenia,
gdy ja - przeciwnie - mam gospodarski,
bo chcę popierać przemysł murarski,
a inwestycje łączyć z wsadzaniem.
To idealne jest rozwiązanie!
Zdania swojego przeto nie zmienię
i będę głosił nieustraszenie:
Do socjalizmu droga Polaków
poprzez więzienia wiedzie z pustaków!

TARAS
Wzgliady twe, Wiesław, cenię niezmiernie,
no sprzeciw może być w kominternie.
A choć tam często nie majut racji,
bardzo nie lubiat tam innowacji.

GNOM
Słuszności mojej to będzie miernik,
że zrobię w Polsce własny październik!
A przyznać musisz, drogi Tarasie,
na pol-Lenina nadaję ja się,
bo niezrównany ze mnie orator,
co kunszt wymowy na nowy pcha tor!
To mam z Leninem wspólnego jeszcze,
że moc problemów w swym mózgu mieszczę,
a równie dobrze jak na diamacie
znam się, jak uszyć należy gacie!
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
wnet kult osoby własnej wprowadzę,
by czcić mnie mogli w kraju i w świecie,
bom niezrównany jest mędrzec przecie!
A kto nie będzie Gomułki kochał,
ten będzie w lochu jęczał i szlochał!

TARAS
Ach, Wiesław miłyj, kakże prekrasno
kreślisz przede mną swą przyszłość jasną!
Lecz pora rzucić cudne marzenia,
bo się naczelnik zbliża więzienia,
a trzeba jeszcze obrać ziemniaków...

NACZELNIK
(rozjuszony widokiem nie obranych ziemniaków)
Ach, wy, przeklęta paro próżniaków!
Zbyt wam się dobrze w więzieniu dzieje!
Ja was nauczę pracy, złodzieje!
(okłada Gnoma i Tarasa pięściami)

GNOM
(kuląc się pod ciosami)
Wszystko to zniosę, wszystko to strawię,
ale zdobędę władzę w Warszawie.

1968 Janusz Szpotański

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Poet Ka No więc właśnie. Dlatego trzeba o tym mówić mocno i komunikatywnie. Bez emocji, ale konkretnie. W ostatnich latach, na całym świecie robi się to i są świetne rezultaty. Ja walczę z tym, a szczególny nacisk kładę na wędkowanie sportowe i rekreacyjne. Poniżej mój felieton na ten temat.   ZOSTAWCIE RYBY W SPOKOJU Felieton Nie tylko w Polsce wędkuje się „sportowo”, czyli dla rozrywki. Stosuje się technikę „złap i wypuść”, co ma uczynić tę zabawę bardziej humanitarną. Ale czy czyni? Łowienie na wędkę polega na nadzianiu ryby na haczyk. Haczyk ten wbija się w ciało, często uszkadzając skrzela, a nawet wnętrzności ryby. Później jest wyjmowany, a ponieważ ma specjalny zadzior, by ryba sama się nie uwolniła, jest po prostu wyrywany. Zdarza się, że z wnętrznościami. Zadaje się tym samym zwierzęciu niewyobrażalny ból. Ale są też badania naukowe, które pokazują, że ryba pod wpływem łowienia na haczyk, z powodu stresu, dostaje zawału serca, a wiele z nich z tego powodu ginie. Okaleczane ryby krzyczą z bólu. My tego nie słyszymy, bo ryby emitują ultradźwięki, czyli dźwięki w paśmie poza naszą słyszalnością. I to właśnie wprowadza nas w błąd. Ergo: Fakt, że milczy nie oznacza, że nie czuje bólu. Świat się rozwija. Jeszcze nie tak dawno popularne były tzw. kożuchy, czyli kurtki wykonane ze skóry owiec. Popularne były kołnierze z lisów, torebki z młodych fok, wyroby z kłów słoni. Padały z wycieńczenia zwierzęta w cyrkach, a hodowlane trzymane były w barbarzyńskich warunkach. Polowania na wieloryby są sukcesywnie zakazywane. Na całym świecie ogranicza się łowiectwo zwierzyny leśnej, eksperymenty medyczne i ubój rytualny. Wprowadza się coraz skuteczniejsze prawa zwierząt, również domowych, rozwija się wegetarianizm. Powstają wciąż nowe organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Czyli pole do krzywdzenia stale się kurczy. I kiedyś ten rytuał zostanie całkowicie zakazany. Już dzisiaj krzywdzenie zwierząt jest w Polsce zagrożone więzieniem nawet do 5. lat. A wyroki są coraz częstsze. Łowić zadając ból, a potem zważyć i wypuścić z powrotem do wody jedynie dla satysfakcji? Trochę wysoka cena za tę przyjemność. Czy zatem nie czas, byśmy sobie dali spokój? Przecież są tysiące różnych hobby, które mogą dawać nam radość, a nie krzywdzą nikogo. @Zbigniew Polit @Leszczym @Leszczym Oczywiście tak. Też żrę mięso i noszę skórzane rękawiczki. Ale chodzi o to, by nie katować i nie zabijać dla rozrywki. Pozdrawiam. 
    • Bobra likier żre i Kilar Bob
    • Anna ma nad opata kata. Podana manna
    • @wierszyki Przedziwne rzeczy są w Tajemniczym Ogrodzie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...