Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z tego wiersza to nawet Lecter powinien być zadowolony. Chyba że za daleko zabrnęłaś w jednym, czy drugim stwierdzeniu. Ale dla mnie na pewno nie, bo cenię sobie konkretne (odważne i kategoryczne) myśli. Chociaż de facto jest ich tylko cztery, ale cztery dobre myśli, to jest aż cztery, i bardzo wiele do pojęcia, a przynajmniej do zastanowienia się (nad czymś, nad kimś i nad sobą). Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ostatnia strofka jest bezstylistyczna i bezrozumna
z dwóch wstępnych udałoby się wydusić sensowny, dojrzały dwuwers
;)

Taaak krytyka absolutna :). Pani krytykuje wszystko niezależnie od tego czy tekst jest dobry czy nie. Po prostu z założenia wszyscy piszą fatalnie z jednym wyjątkiem i jest nim Pani, czyż nie?? :)
Opublikowano

Rozczulające...

Zastanawiająca jest bierność podmiotu lirycznego, "chodź" nie brzmi, lecz jest ujęte w nawias, jakby bało się być głośno wypowiedziane; wyznanie jest kierowane jakby do projekcji drugiej osoby niż rzeczywiście do niej.

Zastanawiająca jest też ta potrzeba formy, bezosobowej bliskości, ale nie treści ("niemądrze, nienatemat, usłyszeć jak milczysz"). Wydaje mi się, że to podmiot liryczny zabija adresata, który może mówić, rozumieć, iść, milczeć, machać rękami, ale dostaje w zamian tylko takie wiersze, które nie mogą wydostać się poza kwadratowy nawias umysłu...

Proszę wybaczyć tę śmiałą interpretację, ale coś w tym wierszu przedziwnie mnie dotknęło; nic, to tylko komentarz, to tylko forum.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jacek_Suchowicz Mnie osobiście cieszy, jak ktoś inaczej czyta ,niż był mój zamysł zwłaszcza, że piszę zbyt oczywiście.  Mój wpis jest do obu wierszy o CV. Pozdrawiam serdecznie Miłego wieczoru 
    • @Myszolak   Przejmująca niepewność. To balansowanie między prawdą uczucia a iluzją - każdy to zna, mało kto tak uczciwie napisze.
    • Jest świetna angielska komedia "Śmierć na pogrzebie". Ten klimat. Pozdrawiam
    • @Myszolak    To tak samo jak jak. ;) Chociaż jeszcze nie wcieliłam się w pojedynczego pana. Lubię pisać dialogi. :) 
    • (scenka weselna)     Obskurna knajpa. Przy stoliku dwóch mężczyzn. Jeden w starym szaliku, czapka przekrzywiona. Już trochę „po”. – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Kelner podbiega z butelką. Leje. Chwila ciszy. Goście patrzą. On unosi kieliszek bardzo poważnie. – Zdrówko… Kumie… świętej pamięci Agata… żona mi zmarła… Ach, co to był za pogrzeb… Piją. Obciera usta rękawem. Chuchnie w dłoń. Zamyśla się. – Było tak. Boś ty nie był, nie widział. Najpierw szły konie. Ciężko ciągnęły karawan. Na karawanie trumna. W trumnie Agata – żona moja, bo mi zmarła. Na trumnie kwiaty. Za karawanem ksiądz. Za księdzem ja. Za mną dużo ludzi. Wszyscy płakali. Poważnie kiwa głową.   – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner znowu leje. Dłuższa pauza. Sala już czeka. On patrzy w kieliszek jak w otchłań. – No to… było inaczej. Najpierw ksiądz… może dwóch… płakali. Za nimi konie. Karawan jechał pusty. Bo ja niosłem trumnę! A na karawanie leżały kwiaty! Za mną dużo ludzi… i wszyscy płakali. – Już wypiłeś? – Jeszcze nie… – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Śmiech na sali. Piją. On zaczyna lekko seplenić. – Najpierw śli ludzie… nieśli księdza… – Księdza?! – No przecie mówię! Za ludźmi ja… Nie… ja jechałem na karawanie! A za mną szła trumna… i płakała! Kwiaty ciągnęły konie! Konie śpiewały! A ja… ja chyba byłem w kwiatach…   – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner biegnie. Leje. On bardzo poważny. – Cicho teraz. Bo to ważne. Na początku szła Agata. Ciągnęła konie. Konie ciągnęły ludzi. Ludzie nieśli księdza. Krzyż niósł trumnę. Kwiaty płakały. A ja… Długa pauza. – Ja leżałem w trumnie i płakałem… Bo to smutne, jak żona umiera… Cisza. – A Agata? – pyta kumpel. On nagle prostuje się. – Agata? No… muszę iść do domu. Bo jak się dowie, że ja tu siedzę i o jej pogrzebie opowiadam… To dopiero będzie pogrzeb. I sala pęka.   Dopisek: Ten tekst nie jest mojego autorstwa. Po latach spisałam go z pamięci, tak jak zapamiętałam weselną scenkę graną przez mojego męża. Nigdy nie brzmiała tak samo – pierwsza wersja była uporządkowana, a potem wszystko zależało od „wiśniaków” i fantazji chwili. Jeśli ktoś zna oryginalne źródło lub autora tej scenki – przepraszam za samowolę. Chciałam jedynie oddać klimat i ocalić od zapomnienia coś, co dawało ludziom dużo śmiechu.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...