Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siedziałam na kamieniu pośrodku pola spoglądając na samochody przejeżdżające dość odleglą szosą . To był ostatni dzień urlopu. Następnego dnia wejdę do mojego pokoju w biurze, a tam już będzie siedział kierownik, a może i ktoś jeszcze, wejdę i powiem, że będę miała dziecko.
Niedobrze jest w takim stanie siedzieć na kamieniu. Podniosłam się i poszłam w stronę domu.
Następnego dnia rano jechałam do pracy podniecona. Dojazd do miasta trwał godzinę. Czułam się bardzo dobrze, nadzwyczajnie. Doprawdy nie wiem, czemu wiedziałam, że to będzie syn. Dlatego kiedy wjechałam windą na piętro i weszłam do pokoju, w którym siedziało już parę osób, powiedziałam „dzień dobry” do wszystkich i do nikogo, a potem:
- Będę miała syna
Zdziwienie, jakieś uwagi, może gratulacje, nie pamiętam. Być może uśmiechy, uśmieszki raczej, bo przecież wiedzieli, ze nie wyszłam za mąż. Ale ja nie czułam się skrępowana. Od dwóch dni, od kiedy się dowiedziałam o tym, byłam zbyt szczęśliwa. Naprawdę. Waldek jak gdyby się domyślał, to znaczy nie był pewny, czy tak, czy nie i wyglądało na to, że się boi. Boi się, bo myśli, że ja się boję. O, nie. To przecież moje dziecko.
W biurze nikt nigdy nie widział Waldka. Wolałam, żeby nie przychodził. Był nijaki, zbyt młody, do tego ubrany nieelegancko; przed biurem na Marszałkowskiej wyglądałby jak ktoś, kto się tu zabłąkał. Na wsi, przy szosie lubelskiej byliśmy u siebie. Spotykaliśmy się wieczorami, kochali w zagajnikach, bo wciąż było jeszcze ciepło. Teraz coś się zmieniło jednak, zaciążyło na nas nagle poczucie odpowiedzialności. Lecz chyba sobie poradzę. Jak? Nie wiem. Często myślałam o tym, że syn przecież powinien mieć ojca, żebym mogła rodzinie, kolegom z biura, dawnym znajomym powiedzieć – to jest ojciec. I potem, jak dorośnie, żeby nie był nieślubnym dzieckiem. Od dawna miałam uczucie, że bez Waldka nie mogłabym żyć. Ale - mąż?
Podczas jednej z leśnych wędrówek – szliśmy do jego matki - powiedziałam mu, że musimy wziąć ślub. To ja powiedziałam jemu, nie on mnie. On w ogóle niewiele mówił, w tym też musiałam go wyręczać. Dlatego wcale się nie zdziwiłam, że się ucieszył. Powiedzieć – ucieszył, to mało. Wyglądał tak, jakby spotkało go wielkie szczęście.
Formalności załatwiliśmy w gminie. Termin ślubu był wyznaczony na pewien późnojesienny dzień .
W biurze przeniesiono mnie do innego działu. Domyśliłam się, że chciano się mnie pozbyć i byłam trochę zawiedziona, ale nie za bardzo. I tak bym przecież odeszła. Waldek jakoś zdoła zarobić na nasze utrzymanie. Trudno, będziemy biedni.
Ciąża zaczynała być już widoczna. Postanowiłam sama uszyć ubranie. w którym wezmę ślub i to musi być coś ciepłego i luźnego, żeby można to było nosić przez całą zimę, a potem jeszcze wczesną wiosną. Kupiłam wełniany materiał i wieczorami zaczęłam szyć kostium. Żakiet miał być szeroki, a spódnica z zakładką do poszerzania w czasie ciąży. Kolor materiału nie bardzo mi się podobał, taki ni to brązowy ni to żółty, ale innego nigdzie nie mogłam dostać. Waldek już mieszkał u mnie. Pokoik miał dwa metry na dwa i pół. Zmieścimy się tu we troje. Do ślubu pojedziemy pekaesem, a skromne przyjęcie będzie u jego matki.

To był powszedni dzień, późne popołudnie, autobus pełen ludzi wracających z pracy, mnie ktoś ustąpił miejsca, ale Waldek z kolegą, który miał być świadkiem, stali ściśnięci w przejściu. Przed budynkiem Prezydium Gminnej Rady stało już kilku zaproszonych gości. Kuzyn przyjechał samochodem, zabierze nas w powrotnej drodze. W starym budynku gminy musieliśmy wszyscy wejść na piętro do sali prezydialnej, gdzie udzielano ślubów bardzo wąskimi schodami. W pewnej chwili Waldek, który szedł za mną potknął i osunął. To wywołało zamieszanie, pozostali musieli się cofnąć. Wiedziałam, że Waldek onieśmielony, a jednocześnie podniecony taniecodziennasytuacją, nie bardzo wie, co się dokoła dzieje i trochę się niepokoiłam, czy tam na miejscu, w sali. nie zrobi jakiegoś głupstwa. Okazało się, że nie pamięta komu dał obrączki. Bo komuś dał. Bo nie miał. Na szczęście miał je świadek. I wkrótce było już po wszystkim.
Wracaliśmy z kuzynem samochodem, a reszta gości pekaesem, potem jeszcze kawałek do wsi. Przyjęcie u teściowej nie było wystawne, chociaż dołożyli się po trochu wszyscy, to znaczy siostry Waldka. Rodzina odnosiła się do mnie z pewną rezerwą - nie miałam majątku, nic nie miałam i byłam od niego starsza. Ale dostałam od kogoś posrebrzane sztućce, od kogoś innego obrus.
Nie piłam wódki podczas tego przyjęcia, ale Waldek pił. Kiedy późnym wieczorem wracaliśmy do naszego domu, kilometr, może więcej, musiałam go podtrzymywać. W pokoju było zimno. On usiadł, a ja zaczęłam się krzątać.
I wtedy to do mnie dotarło, aż się zdziwiłam sama. Dziwne uczucie. Przynależności do Waldka i tego, że on teraz przynależy do mnie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Muszę Cię zmartwić Nato, otóż ów je... go mość tak od bladego świtu tym "motorkiem" tentegies. A tak w ogóle, to jest młot. Nie, nie on, pneumatyczny młot, to pod nim ;)  
    • @Marcin Tarnowski to jest wzruszające ...
    • @Rafael Marius oto się nie martwię, wystarczy internet:) żartuje, nie wiem co będę robić za pięć lat, może zwiedzać świat :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          Autorzy: Michał Leszczyński plus AI.    Utwór graficiarski   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Ogarniam się chwilą i idę alejką na spacer w rękach drżą niecierpliwie moje flamastry znowu coś zmaluję, czym łezki zamaluję robię arty zatem jestem tutaj monumentem   Góra wymyśliła dzisiaj ważną frazę fraza wpadnie na ścianę i wielkie bum heca jest hecą wcale bynajmniej nie chwiejną hece trzymają moją radość oraz moją chęć (przecież wiecie, że czynię wam zadość)   Ściana fraz codziennie do mnie tęskni i uśmiecha się czekając na pełną nowość już wiem, że zmaluję nań że nie wiem i śmiał się będę że hej, że nie wiem co   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Niektóre środowiska są mazaniu niechętne ściana zowie się im wielkim bałaganiarstwem gdy tłumaczę że to właśnie tak ja sprzątam oni nie wierzą, bo wiara zeń już wyparowała   Esy floresy essy to moje własne jestestwo twoje jestestwo mówi kim właśnie jesteś mam trzy flamastry jestem tutaj aż sobą nie myl poproszę flamastra z dronem   Pokaż mi swoje ręce a wskaże ci zajęcie moje ręce poplamione są penem i farbą i takimi będąc one właśnie są czyste moje ściany wcale nie potrzebują zmywarki   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Nie mam nic do ukrycia rękami w kieszeni spokojnie czekam aż coś któreś się zabliźni ropiejące rany przyschną bliźni będą bliźnimi muszę tutaj krzyczeć, że bielizna nie mielizna   Moje kompo jest z kompa smaku kompotem nie sprawiam kłopotów i gdyby podejmuję gdyby nie było na niby byłoby serio, serio a wtedy tylko zalać się łzami nietaktami   I zapatrzeć się omamami...   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest teraz malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!                  
    • @viola arvensis Violu, bardzo dobry wiersz. A co do papierosów, nigdy nie paliłem, ale jeszcze wcześniej te papierosy nazywały się... "Sporty". Poważnie! To dopiero była tragiczna nazwa :-)       @Berenika97 Każdy to światło ma i za darmo dostał - niech darmo daje. Tylko najpierw musi w sobie poszukać, a jak znajdzie, uwierzyć :-)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...