Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tyle tylko i aż tyle
mnie spotkało
że mam już dość
czego nigdy nie miałem –
świętego spokoju.
Nawet jeżeli to tylko jest
moje przeświadczenie
że w ogóle mam święty spokój.
Ale czy to nie to samo
a nawet więcej (tyle coś mieć
co przeświadczenie że się tyle ma) –
chociaż to niepojęte
przynajmniej dla niedowiarków.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak (nawet jeżeli Ameryka dawno już została odkryta). Ale bardziej niż odkrywam, przypominam o czymś, co dla wszystkich wcale nie musi być, i nie jest więc takie oczywiste vel rzeczywiste; ale co (nawet tym, którzy tego nie chcą ) jednak warto wiedzieć. Acz muszę przyznać, że jest to szalenie trudny wiersz, bo mówi zarazem, po pierwsze o pragnieniu świętego spokoju, jak i, po drugie o przesyceniu świętym spokojem (tj. o stanie, kiedy się już ma czegoś dość, w tym wypadku właśnie świętego spokoju). Ale ten wiersz też mówi o czymś (przynajmniej dla mnie) jeszcze bardziej ważnym, kluczowym nie tylko dla wiersza. Mianowicie o tym, że równie, a może nawet bardziej istotne jest poczucie (wyobrażenie), czy jak to ująłem - przeświadczenie, że się coś ma, niż samo tylko (rzeczywiste vel fizyczne) posiadanie czegoś. Czyli mówi tyle tylko i aż tyle, ale też tylko i wyłącznie według mnie. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście że tak, jak dla kogo. No bo jakie myślenie, taki odbiór. W końcu ograniczonym postrzeganiem, nie można dojrzeć nieograniczonego (w tym wypadku wiersza vel poezji). Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście że tak, jak dla kogo. No bo jakie myślenie, taki odbiór. W końcu ograniczonym postrzeganiem, nie można dojrzeć nieograniczonego (w tym wypadku wiersza vel poezji). Pozdrawiam

Wiersz vel poezja, nie musi i nie jest więc oczywistym, acz rzeczywistym, równie a może bardziej, zarazem przeczuciem, czy jak to też ale tylko można wyrazić, przeswiadczeniem autorskiego bełkotu, co nie odkrywam ale bardziej przypominam (nawet tym, którzy tego nie chcą wiedzieć) ale też tylko i wyłącznie według mnie (co jest szalenie trudne), dla świętego spokoju vel pozdrawiam... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dla mnie, zaznaczam, że dla mnie, dobry wiersz musi opowiadac jakąś historię i to w niebanalny sposób. Musi mieć otwarcie, które mnie popchnie do dalszego czytania; akcję i dobrą puentę, taką, że wiersz wbije się w pamięć, każe do siebie wrócić. Tu tego nie ma, niestety.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może zreformuj formę [przekazu]...? bo ta powyżej jest nieodmiennie niestrawna :(((
nawet banalna myśl "acz" podana prosto, "vel" przystępnie, prowokuje do chwili zastanowienia,
ale wygibasowanie banału może jedynie wzbudzić litość, albo szczękościsk [u mnie szczękościsk],

Wija, naprawdę przykro mi pisać takie komentarze
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście że tak, jak dla kogo. No bo jakie myślenie, taki odbiór. W końcu ograniczonym postrzeganiem, nie można dojrzeć nieograniczonego (w tym wypadku wiersza vel poezji). Pozdrawiam

Wiersz vel poezja, nie musi i nie jest więc oczywistym, acz rzeczywistym, równie a może bardziej, zarazem przeczuciem, czy jak to też ale tylko można wyrazić, przeswiadczeniem autorskiego bełkotu, co nie odkrywam ale bardziej przypominam (nawet tym, którzy tego nie chcą wiedzieć) ale też tylko i wyłącznie według mnie (co jest szalenie trudne), dla świętego spokoju vel pozdrawiam... ;)
Czym Ty i komu imponujesz, kiedy naśladować coś, czy kogoś to nawet małpa potrafi, a podrzeźniać każdy głupek. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz vel poezja, nie musi i nie jest więc oczywistym, acz rzeczywistym, równie a może bardziej, zarazem przeczuciem, czy jak to też ale tylko można wyrazić, przeswiadczeniem autorskiego bełkotu, co nie odkrywam ale bardziej przypominam (nawet tym, którzy tego nie chcą wiedzieć) ale też tylko i wyłącznie według mnie (co jest szalenie trudne), dla świętego spokoju vel pozdrawiam... ;)
Czym Ty i komu imponujesz, kiedy naśladować coś, czy kogoś to nawet małpa potrafi, a podrzeźniać każdy głupek. Pozdrawiam

Wija, co cię tak wyprowadziło z równowagi ? Własne odbicie w "lustrze" ? ;))
Masz rację, najlepiej stłuc lustro...
;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dla mnie, zaznaczam, że dla mnie, dobry wiersz musi opowiadac jakąś historię i to w niebanalny sposób. Musi mieć otwarcie, które mnie popchnie do dalszego czytania; akcję i dobrą puentę, taką, że wiersz wbije się w pamięć, każe do siebie wrócić. Tu tego nie ma, niestety.
A ja uważam, że wiersz może mieć i spełniać wszystko to, co Ty wymieniasz, ale nie musi (oczywiście tym lepiej, im więcej spełnia tych warunków). Każdy (albo prawie każdy) wiersz ma swoje zalety i wady, czyli swoje mocne i słabe strony. A to, że każdy wiersz opiera się raczej na czym innym (jak choćby na mało popularnych wartościach), bardziej chyba jest jego zaletą niż wadą. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Już mnie nawet nie zawiodłeś Macieju, właśnie tego, czy czegoś podobnego (niczego więc nowego), po kim jak po kim, ale po Tobie się spodziewałem. Dziękuję więc i pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może zreformuj formę [przekazu]...? bo ta powyżej jest nieodmiennie niestrawna :(((
nawet banalna myśl "acz" podana prosto, "vel" przystępnie, prowokuje do chwili zastanowienia,
ale wygibasowanie banału może jedynie wzbudzić litość, albo szczękościsk [u mnie szczękościsk],

Wija, naprawdę przykro mi pisać takie komentarze
A ja naprawdę, chociaż tylko częściowo zgadzam się z Tobą. W końcu dzięki (między innymi) Tobie wiem, chociaż z grubsza, co w trawie piszczy związanego z moją twórczością (nie koniecznie tylko liryczną). No i chociaż na zmiany nigdy nie jest za późno, obawiam się jednak, że w moim przypadku tylko niewielkie zmiany ewentualnie wchodzą w rachubę, bo gruntownie to już chyba, a nawet na pewno się nie zmienię. Być może szkoda, ale też (niestety czy stety) siebie nie przeskoczę. Dziękuję, tak czy inaczej za dobre słowo. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czym Ty i komu imponujesz, kiedy naśladować coś, czy kogoś to nawet małpa potrafi, a podrzeźniać każdy głupek. Pozdrawiam

Wija, co cię tak wyprowadziło z równowagi ? Własne odbicie w "lustrze" ? ;))
Masz rację, najlepiej stłuc lustro...
;)
Czyżby coś mnie wyprowadziło z równowagi? To, że Ty to tak widzisz i wmawiasz mnie i innym, to nie znaczy, że tak jest. To jest tylko Twoje pobożne życzenie, bądź chciejstwo. Zapewniam Cię, że nie widzę się w żadnej rzeczy, która jest naśladownictwem i przedrzeźnianiem, nawet samego mnie. I nie mam zamiaru tłuc czegoś, co jest wyrazem Twojej małostkowości i niegrzeczności. Ja, co najwyżej unaoczniam Ci to, jakie prymitywne są sposoby Twojego krytykanctwa. Ale cóż zrobić, kiedy krytyków się nie wybiera, tylko ewentualnie czasami wkurza demaskując ich znawstwo i uprzedzenia. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dla mnie, zaznaczam, że dla mnie, dobry wiersz musi opowiadac jakąś historię i to w niebanalny sposób. Musi mieć otwarcie, które mnie popchnie do dalszego czytania; akcję i dobrą puentę, taką, że wiersz wbije się w pamięć, każe do siebie wrócić. Tu tego nie ma, niestety.
A ja uważam, że wiersz może mieć i spełniać wszystko to, co Ty wymieniasz, ale nie musi (oczywiście tym lepiej, im więcej spełnia tych warunków). Każdy (albo prawie każdy) wiersz ma swoje zalety i wady, czyli swoje mocne i słabe strony. A to, że każdy wiersz opiera się raczej na czym innym (jak choćby na mało popularnych wartościach), bardziej chyba jest jego zaletą niż wadą. Pozdrawiam


Tak uważasz? Trudno, mylić się rzeczą ludzka. I przykro mi to mówić, ale ja tu, w tym powyższym tekście nie widzę żadnych wartości. Nawet tych mało popularnych, o których napomknąłeś.
Opublikowano

Czy autor nie pomyślał o całkowitym usunięciu interpunkcji lub wstawieniu całej- byłoby czytelniej.
Jeśli chodzi o :
mam już dość
czego nigdy nie miałem
albo nie rozumiem w pełni - albo to niepoprawna forma stylistyczna (Mam już dość tego, czego nigdy nie miałem) - albo brakuje znaku pytania i znaku przystankowego (Mam już dość. Czego nigdy nie miałem?)

tyle coś mieć, co przeświadczenie... - tyle co mieć przeświadczenie...

Z resztą, stworzyłeś liryczne dziwadło, które przypomina niestosowny anakolut. Bez sensu... A tak bardzo chciałem skumać...
Serdeczności,
Piotr

Opublikowano

juliajaz -

No to się różnimy, nawet diametralnie. No i zgoda, że mylić się jest rzeczą ludzką, ale kto się myli, to według mnie – sprawa otwarta (dyskusyjna). Wiersz przecież nie musi być stałą i skostniałą formą. Może, a nawet powinien wymykać się pewnemu postrzeganiu, tak czy inaczej popularnej modzie i przywiązaniu nie zawsze do nieprzemijających wartości. Chociaż nie przeczę, że co do piękna i wartości, to były i są określone dla człowieka dogmaty, gdyż nie może być tak, żeby dobro było złem, a zło dobrem. Ale też nie należy nadinterpretować zwykłej i niezwykłej rzeczy gustu i wrażliwości, najbardziej zależnej od osobowości ludzkiej. Chodzi po prosto o to, żeby nie ograniczać możliwości (indywidualne) człowieka. Dziękuję Ci więc za własne zdanie w tej sprawie, tj. również za to, że się nie zawsze zgadzasz ze mną. Bo też na szczęście (takie są czasy, że) wcale nie musimy zgadzać się, co nie znaczy żeby się nie szanować. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślałem i pisałem tak, nawet jest ślad w dziale dla początkujących, ale czy jest czytelniej, tego nie wiem. Co do drugiej sprawy, to jest pewien problem (mój problem), bo mógłbym odpowiedzieć, że to jest tylko skrót myślowy, i tak też jest, ale tylko po części. Bo głównie chodziło mi o to, żeby (tu w pierwszym zdaniu) zarazem ująć [jak już powyżej gdzieś wyjaśniałem] to, że można mieć dość, nawet tego, czego się nigdy nie miało. No i ja sobie tak umyśliłem, że poprzez brak oczywistego słowa „tego” bardziej zaznaczy się dwoistość mojego myślenia. Nie przeczę, że pewnie przesadziłem, bo raczej niczego to nie wyjaśnia, a pewnie wszystko tylko jeszcze bardziej gmatwa. Żeby tylko „gmatwa”, bo to także odsłania rozdwojenie mojej jaźni, czyli nie do końca pożądany stan umysłu, który jeśli tylko dłużej trwa niż uniesienie poetyckie, wymaga leczenia i to raczej w jakimś oddziale zamkniętym (odizolowanym od większości myślącej normalnie vel zdrowo). Podobnie jest w kwestii „przeświadczenia”, jak wychodzi, za dużo chciałem powiedzieć za jednym razem, w jednym więc wyrażeniu (w wierszu w nawiasie), które to stwierdzenie podsumowuje myśl wcześniejszą z wiersza, że przeświadczenie (czyli/ bądź wyobrażenie sobie) że się coś posiada, jest równoznaczne, a nawet pewniejsze/cenniejsze (przynajmniej dla psychiki) od tego, jakby się to coś miało w rzeczywistości. Jeszcze inaczej mówiąc, wystarczy mieć coś (jak kiedy i jak co) w przenośni, żeby również, a nawet bardziej być tym usatysfakcjonowanym niżby się to miało nie w przenośni. Dlatego mówię „nie w przenośni” a nie słowami „rzeczywiście”, „normalnie”, bo jak kiedyś napisałem:

Rzeczywistość,
to nie jest to, co jest,
ani to, czego nie ma.
Rzeczywistość to jest to,
co sobie wyobrażamy
i to, czego nie możemy
sobie wyobrazić.

Czy coś podobnego, bo nawet już nie pamiętam gdzie i kiedy, ale mi się właśnie przypomniało. Do reszty, a więc zakończenia pańskiego komentarza, odniosę się być może później, dzisiaj już nie mam (tylko i wyłączni) czasu, nawet jeżeli mam jeszcze ochotę. Pozdrawiam.
Opublikowano

Piotr Płoszaj!

Co do reszty uwag (jak najkrócej mówiąc) powiem tylko, że mój wiersz vel dziwadło vel anakolut (jeżeli tylko ten wiersz jest tym dziwadłem i tym anakolutem, a być może jest), jest też pięknym (a przynajmniej ciekawym) dziwadłem i anakolutem. Oczywiście, że tylko dla mnie i dla niewielu jeszcze wiadomych mi osób, ale zawsze dla kogoś. W końcu nawet bezsens można skumać, jeżeli tylko, tyle jest się otwartym, co nie ma uprzedzeń do innego postrzegania rzeczywistości. Nie ukrywam więc, że pewnie dla większości to niezwykła łamigłówka, chociaż nie koniecznie do rozwiązania, czy w ogóle godna uwagi zajmowania się nią (tracenia czyjegoś cennego czasu). Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...