Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(skoro Marcholt może to ja też mogę; kilka uwag wstępnych: wyrwałem te trzy - jakże niezobowiązujące - fragmenty z dłuższej próby prozatorskiej. Dlaczego wyrwałem? bo reszta tekstu bardzo błądząca i nie bardzo da się czytać. Żeby jednak ostatni fragmencik nie był zbytnio wydarty z kontekstu, poprzedzam go dwoma wyimkami genealogicznymi. Proszę zatem przypomnieć sobie dwóch uparciuchów z poniższego epizodu IV - pana Dawida Czesławowicza i Jakuba Andrzeja - i rzucić okiem na taką oto uwagę co do ich dalszych losów: )

* * *

Hej! zszedł Jakub Andrzej , nie zszedł i – gdzieś tam – od śmierci ocalon w dolinach .
Odśpiewali znajomi alumnowie gregoriańskie Salve Regina; przemówił ktoś nad symboliczną deską grobową;
Cuda rozpowiadano o tym commendatio na niesławnym zboczu, na szczycie, w lodospadzie.
Pierzchł motłoch .
Odnaleziono pisma – wśród licznych apopleksji nie wydano ni tomu – bo i starczy już nędznych wspomnień z pionowych światów, bo i rzekli już wielcy, co rzec chciał on, bo i zsypano już w rzekę gruz...!
Tylko listy złożono do druku – a wstęp i przypisy miał zrobić poeta –
Pan Dawid Mikołaj.

Onże jednak padł pogrzebany w lawinie.
Odetchnął Episkopat, srodze uciemiężony jego zjadliwą – by tak rzec – paszkwilistyką. Konsystorz zdjął anatemę i przebaczył…
Płakali ojce.
(szczupła, ruda kobieta o czarnych oczach i wysmukłych przedramionach, rozejrzawszy się dobrze kilka razy, zostawiła wszystkie pisma na progu pewnej podziemnej redakcji).

Redaktor – był człek krępy z zakolami. Znany chłop. Odbierał zagadkową korespondencję i udzielał niejasnych odpowiedzi. Pijał…
Pił.
Odchylił czaszkę z zakolami – przełknął na wydechu, ciemno się zrobiło – ciemność zaległa… -
Nie przebudziwszy się, po płukaniu żołądka – badaniu toksykologicznym etc. –


W sześćdziesiąt trzy godziny pospieszył za Redaktorem znany w odpowiednich kręgach filmowiec… spożywali razem.
Ministerstwo w trybie pilnym przyznało odznaczenie.

(teraz poprosiłbym jeszcze o sekudnkę cierpliwości i spojrzenie na taką oto fotografię - tak właśnie, proszę na to spoglądać jak na zdjęcie, gdzie nasi wyżej wymienieni znajomi odradzają się wzorem bohaterów romantycznych: von Gorski, Ignatz a także Marchołt (redaktor) i Zwietblum (reżyser) zstępują do piekła: )

* * *

(Milczenie).
Stoją – od lewej – Marchołt, Asaph, Zwietblum, jakiś zakochany, mała dziewczynka, kilku przeciętnych wierszopisów. Siedzą – od lewej – kilku niewybitnych prozaików, Ignatz. Leży – von Gorski.
Von Gorski – lucyferyczny bard-junkier:
- Światło! podajcie światło!

(pomarańczowe światło; show rozpoczyna się bez pioruna; zza przestrzeni słychać gospel)

Cicho. Znikają kiepscy literaci, zakochany i mała dziewczynka. Asaph stoi z rękami w kieszeniach. Marchołt, Zwietblum, Ignatz i junkier zbijają się w grupę i szepczą.
Nagle – nie ma Asapha!
Wokół zaciska się krąg – dusze cierpiące: duże oczy, cera blada. Mruczą pod nosem.

Marchołt powoli sięga między dobre chęci; ręka napięta, żyły drgają, czoło spocone… wydobytą na palcach sadzą we względnym spokoju kreśli na twarzy wojenne barwy.

(następnie cała czwórka po ciągu mętnych przygód związanych z poszukiwaniem zaginionego poematu [najpewniej skradzionego przez Asapha] trafia na pole pod miejscowością Pornice: )

Zwietblum obudził się o brzasku – rozjaśniało się z wolna, choć pogodnie. Tuż nad nim stało trzech budrysów – umorusanych i zmachanych – tylko zęby szczerzyli w uśmiechu, choć Marchołt – nieco niepewnym. Podniósłszy się, zaspany jeszcze, przeciągnął gnaty i powiódł niepewnym wzrokiem, wysnuwając z siebie wahliwe:
- Co?
- A nic… - i ruszyli na azymut, choć raczej na skuśkę – linią wytyczoną latarniami, ku jako-takim zabudowaniom.
Za podrdzewiałą siatką, na szaroburej trawie od czasu do czasu rozpieklił się jakiś pies. Na niesławnej tablicy rudziało znikome – "Pornice".
- Zimno mi… - sarknął Zwietblum w sposób złowieszczy.
- Przespałeś się na kamieniu, to i zmarzłeś – sylogizował Ignatz.
- Wilka dostałeś – przybrał chytrą minę von Gorski.
- Swoją drogą to ja też bym we wątpiach zagrzał – archaizował Marchołt.
- Methinks I see – zakrzyknął bard-junkier.
- Co?
- Lokal – wyjaśnił ze spokojem.
Bo i faktycznie: w nieodległym punkcie czasoprzestrzeni ujrzeli panowie – spelunkę. Zbliżali się – a w miarę dochodzenia do peryhelium – poznawali: do megaronu daleko, fasada kiepska, styl socrealistyczny, okna drewniane – rozkręcane, nieczyste… Ławy kominiarskie na przystającym budynku – wymarzone, dachówki – już nie. Okiennice fioletowe. Elewacja – szara etc.
Wreszcie, w okolicach drzwi – dawno zgasłych, właściwie nawet zagasłych, neon z powykrzywianymi literami.
- Wchodzimy? – powiódł nieprzekonującym wzrokiem po kompanach Marchołt.
- Nie wiem jak wy – ja wchodzę – zdecydował w desperacji Zwietblum.
- Z zewnątrz: mocna rzecz – skomentował von Gorski rzucając jeszcze jedno pełne drwiny spojrzenie na fronton.
- Idziesz? – przekroczył próg Ignatz – Bo Zwietblum już pije herbatę.
- Ja się jeszcze przewietrzę – odparł junkier.
A wietrzyć się chciał nie bez przyczyny – odczuł bowiem zew żyłki detektywistycznej; odbrązowniczej. Toczył więc wzrokiem. Primo: komin. Kominy nie świecą. A na tym kominie coś świeci. Szaro jest przecież. Słońca nie ma (boha nie ma, hoc hoc!) – a to świeci.
Ruszył więc w kierunku przyległej ciepłowni.
W kilka chwil później – po paru gimnastycznych ruchach rodem z nowoczesnych dziedzin wspinaczki technicznej – wydobywał ze swego znakomicie spakowanego plecaka – stosowne akcesoria. Obwiązawszy się zaś taśmą rurową zjechał na linie dynamicznej zamocowanej na ławie kominiarskiej na dach przyległego budynku. Z dachu lokalu przedostał się – pełnym dramatyzmu susem – na dach kotłowni, w bezpośrednie sąsiedztwo komina.
Wniosek empiryczny był niezbity – guano. W pobliżu złowieszczo krążyły gołębie.
Von Gorski rozejrzał się. (a w takich – interpretacyjnie znaczących – momentach bohaterowie nie mają zwyczaju rozglądać się nadaremnie). – Po czym zmarszczył brew i ruszył pędem ku jednemu z okien. (po drodze sprzątnął na dachu).
Zoczył bowiem w oknie – matkeboske.

Wnętrze lokalu było – można rzec – nader dworcowe: para znacznych głośników, kilkanaście stołów, okleina na ścianach, zblakłe pejzaże w gustownych ramkach; za kontuarem – nikogo. W rogu – typ ciemny, przy stołach niezbyt śmiała konsumpcja.
Z rogu – dym i sprzeciw społeczny.
- Krokiety proszę! – ryknął zblazowany głos z zaplecza.
Drobne niewieścię odebrało posiłek u kontuaru i odeszło z powrotem na miejsce z obficie parującym talerzem.
Panowie tymczasem wkroczyli do izby. Marchołt – na tyle senny, iż sięgał do stóp, by zdjąć ostrogi. Zwietblum – dość rześki, tyle że zmarznięty. Ignatz – przechrzta – taki tam sobie: kapeć w ustach, w żołądku – wzdęcie.
- Panowie, ta spelunka jakaś niepewna… - rozejrzał się nieco trwożnie Marchołt. Zwietblum – będąc już przy kontuarze, nalegał:
- Herbatę… čaj… tea… tee… arbata… γerbata…
(nieuzasadniona funkcjonalnie nadwyżka komunikacyjna).
Już po chwili – sprawne działanie czwartego sektora gospodarki – przed ostrym nosem Zwietbluma stała szklanka penitencjarnej, mocnej herbaty.
Marchołt finiszował pumpernikiel z mielonką.
- A gdzie nasz długowłosy bard? – spytał.
- Eksploruje – odparł Ignatz, siedzący z widokiem na okno (a w szybie, o dziwo, niezłowieszczo, zwieszała się lina).
Oto jednak rozległy się kroki i z drzwi wmaszerował łobuzersko uśmiechnięty – sam F. von Gorski.
- Panowie, lokal jest niepewny. – usiadł ciężko przy stole.
- Późny Gomułka – rozejrzał się Zwietblum.
- Po czym wnosisz? – pytał Ignatz.
- Trudno powiedzieć… - przypiął junkier – blask z komina, matkaboska…
Marchołt zafrasował się nieco.
Zwietblum zaś od dłuższej chwili zwracał baczną uwagę na kąt, w którym zaszył się – typ ciemny.

Nagle, po którymś z ostatnich łyków trącącej blachą aresztanckiej herbaty – gwałtownie wstał, szpetnie zaklął – i krzyknął celując szponiastym palcem:
- Asaph…!

Opublikowano

Freney, kurna, ty se jaja żywcem robisz, co by się Marchołtowi przypodobać - ja myślę. Von Gorsky to jakby Ty, tylko dawno nie obaczon, co? Widzę kształty, rozmywają się one i na Natalię czekają. Hermetycznie widzę kolory oddłubane z posągów prozy Twej. I jako niezabyły tutaj, nie bardzo wiem, co też Peel sobie myśłał, układając strofy powyższe, które prowokacya tchną z dala i mruczenia wymagając, ślą podarki ku uciesze. Tylem rzekł, nie przemyślawszy wiele...

Opublikowano

Nietrafione niestety :)
Jest tak: Marcholt i von Gorski (obecny tu z rzadka) to moi kumple. Tekst powstał na długo zanim się Marcholt do poezji dobrał i zanim mnie tu przyciągnął, nie spodziewającego się nic, biednego zagubionego ;) oskarżenie o lizusostwo zabolało - już raczej na Twój apel odpowiadałem wklejając te zbitki, żeby wreszcie czymś zapełnić forum ze swojej działki.

A Marcholt pewnie i tak się będzie rzucał. Tylko najpierw ze szkoły przyjśc musi i tonę konspektów napisać, dlatego go nie ma.

Opublikowano

Nie powiedziałbym tak do końca, że dla kumpli / do kumpli... Fakt, że lubię stroić rzeczywiste postaci w literackie piórka i robić z igły widły, tzn. rozdmuchiwać jakieś tam wspólne wydarzenie do rozmiarów czegoś niezwykłego. Co do powyższego poligonu - Umyśliłem po prostu kiedyś spisać w formie trylogii pewną zawiłą historię z własnego podwórka, bo nijak nie mogłem się wyzbyć tego tematu (takie małe opętanie). A przy okazji spróbować przeobrazić własne próby pisarskie w swojego rodzaju system: podejmować ten opętańczy temat na najróżniejsze sposoby i w najróżniejszych jego aspektach, np. zawiłości prób lirycznych tłumaczyć w prozie i na odwrót. Ale to chyba skończyło się parę miesięcy temu, a trylogię wciąż jeszcze muszę zredagować, bo leży odłogiem prawie skończona. I chyba nie do końca już warta czytania (a może po prostu zafałszowany dystans do własnego płodu?).
Jakieś konkretne pytania co do tekstu, asher? Albo ktokolwiek? ;)

Opublikowano

Tekst dla mnie zbyt hermetyczny, by tak łatwo zestaw pytań dodatkowych ułożyć. Podumam. Problem mamy tu taki, że nawet jeśli ktoś nas czyta, to komentarzy co kot napłakał (nie myslić z Onakotem, który produkuje nad wyraz dużo :) )

Opublikowano

Ja się na toposach, ani prowokacjach nie wyznaję, tekst świetny, z czasem nabiera ciała i rozpędu, didaskalia cacy...ogólne fikołki (miarkuj zwykła bo się rymniesz)...socrealistyczny późny Gomułka to być nie może;)
methinks creme de la creme

ps. „aresztancka herbata” – powtórzenie niepotrzebne, za bardzo narzucające...

Opublikowano

Ech... jak ja się muszę przespać z tą hermetycznością... słyszałem to już tyle razy, że za każdym razem mam serce w przełyku, kiedy wklejam tu jakiś tekst. Ale na razie tylko debiut w lirylandii był świeży, reszta już odstała - co najmniej kilka miesięcy. Zobaczymy co tam umysł i wena przyniesie w kolejnych dniach. Nie wiem tylko czy mam sobie na siłę wybijać z głowy tzw. hermetyczność, czy też uczynić z niej jakiś atut? próbowałem już robić przypisy do tekstu - oczywiście hermetyczne, byle literackie - ale potraktowałem to raczej jako beletrystyczny żart.
Naprawdę nie wiem...

Opublikowano

Coś odbiór strony mi się knoci, komentarze do mnie docierają nie po kolei; widzę, że tow. Zwykła także dziwnolubna :) dziękuję za wytrwałe kibicowanie! niemniej coś musi być na rzeczy z tą hermetycznością, skoro ludziska z różnych krańców Polszy dostrzegają i ujmują nawet w tym samym słowie ;)
Zawsze lubiłem literaturę, która wymaga spacerów po odniesieniach, ale zrozumiałe też że nie chciałbym przeginać - poza tym nigdy nie miałem realistycznych ambicji ni pretensji, i tak już pewnie zostanie, chyba że na starość wpadnę w nurt franciszkański, jak na dziwnolubnych przystało ;)

Opublikowano

znacie hermetyczny garaż jerrego corneliusa? autorski komiks serialowy robiony przez arcymistrza moebiusa (jean giraud). podobne to (tak teraz mi sie skojarzyło, ale tekst znam nie od dziś). HERMETYCZNE. Na boga nie bójmy się tego słowa. Poetyckie też liyczne miejscami. Cholera stronniczy jestem, innych bym rugał za to, freneya chwalę. Ten tekst mi po prostu wygląda na sztukę. więc co mi do niego?
Powiedział skromnie rzemieślnik.

Opublikowano

Ty się tu za rzemieślnika nie podawaj, bo Twoja produkcja przekracza moją kilkakrotnie jeśli idzie o względy ilościowe, a jeśli o względy warsztatowe idzie - tym bardziej. Bo komunikatywna jest. Ale - jak już wiele razy się kłóciliśmy do krwi i siniaków - inne założenia warsztatowe... ale nie bój, piszę coś polszczyzną a nie staropolszczyzną ;-)
jak mnie tchórz nie obleci to zamieszczę. Jak napiszę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Robert Witold Gorzkowski   Wiersz hipnotyzuje rytmem - poruszasz się przez intrygującą przestrzeń, a czytelnik mimowolnie podąża za Tobą krok w krok. Koniec z samochodem wchłanianym przez wodę i tym ostatnim, zawieszonym w powietrzu wersem o "rozczuleniu" jest tajemniczy . Coś między snem a katastrofą.  Pozdrawiam. 
    • Jestem zmęczony i piszę wiersz Wczoraj w nocy bolały mnie oczy Dziś zadziwia mnie chaos ludzkich poczynań na forach duchowych  Wyjaśnię, że taki mam algorytm    Też mam swoje talenty, umiejętności i pragnienie pomocy  Ale sama wizja przepychania się przez miliony ludzi którzy chcą pomagać, oświecać, uzdrawiać mnie zniechęca  Chciałbym coś dawać ludziom bliskiego mojemu sercu  Natomiast nie chce mi się przepychać    Dlatego daję coś przyjaciołom i wspólnocie  Dla mnie każda chwila poza pracą jest pracą, procesem, doświadczeniem    Działanie z dokumentami, chodzenie po urzędach to były główne moje działania ostatnio    Co ma począć człowiek głodny Boga? Widziałem ludzi głodnych Boga  Ich Bogiem była grudka kryształu, który skruszony wciągali do nosa    Katolicy spożywają komunię świętą  Co ma spożywać materialnego człowiek głodny Boga jeśli wykluczyć kryształ i komunię?    Poczuj spokój i wiedz, że ja Bóg  Bóg jest miłością  Pozwól aby grzech w Tobie umarł    "Dobra jadę, bo to jest dobry klient" "Hej, co robisz? Walisz?" ( nie konia, tylko kryształ ) "Jakimi wartościami się kierujecie w życiu?"   Popękane usta to objaw zatrucia  Tak samo jak wcześniej ohydny zapach potu, smród    Opieka nad starszymi ludźmi to chyba najpiękniejsza praktyka duchowa jaką mogę sobie wyobrazić    Jestem w stanie analizować portret astrologiczny ale czy jestem w stanie podcierać starszego Pana? Oto jest pytanie    Chciałbym poznać poetkę  Ciekawe czy jest strona na FB dla samotnych poetów  Widziałem, że jest dla samotnych katolików    Ciekawe co pozostanie jeśli odetnę absolutnie wszystkie " chciałbym " i zaczaruję poetycko moje " tak jest "?   Siedzę na moim ulubionym komforcie  W raju za 800 zł, konkretnie jest to budynek  Mieszka ze mną Marek, super senior, który się mnie zapytał na początku - jesteś dobrym człowiekiem?   To był wstęp do tego pokoju  Wstep do mieszkania z byłym kustoszem    Ptak przeleciał obok gałęzi lekko poruszanych wiatrem Mama ma mi dać odpowiedź w czwartek  Kiedy wysiadałem z tramwaju pojawił się żal że od razu.... Nie zagadałem  Całkiem przeciw mojej Wenus w Baranie  Na biurku zawsze zostaje jakaś łyżeczka ale jako że nie ma cukru to nikt nie zamiesza    Na podłodze leżą uschłe kwiaty Podobne do mojej inspiracji                                   
    • @Poet Ka dziekuję za wpis. troche dziecwiństwa, trochę dojrzałości... kwiecień plecień poprzeplata ... @Berenika97 Dokładnie tak, idę dziś oddać te nowe okulary.
    • @Trollformel   Czytam i mam wrażenie, że słowa celowo stawiają opór - nie chcą być rozumiane od razu, tak jak zamek błyskawiczny, który się zacina. Forma i treść mówią tu jednym głosem.
    • jakich uczuć użyć by z nich wyrosła czysta miłość   taka co nie będzie   od rana po wieczór mówiła kocham   jakich uczuć użyć by nie nudzić czy ktoś wie   czy wystarczy tylko patrzeć w oczy przytulać   mówić wierszem na którego dnie tajemny gest
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...