Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jedząc życie wąż w swoim samolubstwie
nie zastanawia się jaki ból przynosi
swojej żywości paraliżując ofiarę wzrokiem

w jego oczach czai się przekleństwo
samouwielbienia przodków
jakowąż w swoim narcyzmie jest pedantycznie
przetwarzającym zew genów matrixem rzeczywistości

podpełzając do zwierzyny z należytym szacunkiem
nie strzela samobója tylko spokojnie trawi
do następnego głodu

jest altruistą swojej wybiórczości
bezszelestnie podpełzając z
zawrotną afonią syczenia
burząc kakofonię ofiary

poleży zrolowany do następnego porywu

Opublikowano

Wydaje się, że przesadził pan z ilością słów wymagających słownika - w stosunku do nieodkrywczości zawartych w wierszu - treści (sic!) do pożarcia przez czytelnika. Wynalazek słowny "jakowąż" wydaje się też chybiony (to ma być zamiast staropolskiego: jakowoż?). Brak spójności stylistycznej użytych środków językowych, od slangowego "strzela samobója", przez potoczne frazeologizmy "paraliżując ofiarę wzrokiem" aż po wydumane metafory (matrix rzeczywistości - matrix jest pewną rzeczywistością!). Wersyfikacja w wielu miejscach przypadkowa. Pointa może być prorocza - dla autora.
Pozdrawiam

Opublikowano

jakowąż w swoim narcyzmie jest pedantycznie
przetwarzającym zew genów matrixem rzeczywistości

Jaki wąż jest, każdy widzi...i po co tak wydziwiać ?
Klasyczne drapanie się lewą ręką, za prawym uchem ;)
Słabo.

Opublikowano

...bardzo serdecznie dziękuję moim adwersarzom za zainteresowanie moim " tekstem " .Jakby Go nie zwał, jest mój własny.:)))..szczególnie dawniejbezet za konstruktywną krytykę ( obiecuję,że przemyslę podpowiedzi, już dostrzegłem możliwości poprawek) :)) ...jeśli chodzi o " słowa wymagające słownika" = przykro mi = ja tak myślę, nie używając słownika :)))...a i nigdzie nie jest powiedziane, ze " muszę " kierować swoją " twórczość" do odbiorców potrzebujących takiegoż :)) cieszy mnie natomiast kompilacyjna dywergencja słowa - " jakowąż" wystepująca u dawniejbezet i H.Lecter = widać coś jest na rzeczy :)) .....hmm..myślę, że nie muszę tłumaczyć prostego doświadczenia psychologicznego, zwanego " gluchy telefon" .....wykazuje ono, że każde pojedyńcze slowo, jest rozumiane inaczej przez odbiorcę i nadawcę, a cóż dopiero zbiór słów zwanych poezją, któta to próbuje opisywać uczucia słowami.....nie jest to proste....a już zupełnie zawiłe tłumaczenie i spieranie się co autor miał na mysli, ponnieważ pisał swój tekst w pewnej chwili= próbował opisywać slowami uczucia, które nim w danej chwili " targały " ( nazywamy to w skrócie " Weną " ...tak myślę ).....a " zmuszanie " Go przes tzw " konstruktywną krytykę " w komentach do poprawek, moim zdaniem wypacza " ducha " tego " co autor miał na myśli " w czasie " transu " pisania, bo choc takst później wygląda " poprawniej " nie jest już moim zdaniem tym samym :))))....może róznica nie jest az taka jak miedzy oczuciem zimna i ciepła, lecz ma inny odcień :)) i tekst robi sie " średnio - staystyczny" a średni = to nam jest wtedy, gdy jedną nogę włozymy do wrzątku, drugą jednocześnie do lodowatej wody = jest srednio ...to moje zdanie ....na poparcie moich słow, chcę przedtawiś ( za zgodą autorki ) pierwszy bardzo, bardzo " niepierzony " ale jakżesz piękny wiersz mojej przyjaciólki - autorka nazywa się Zuzia Ewa ....napisała go ot tak po prostu i przysłała mi, abym ocenił = moim zdaniem jesr bardzo, bardzo choć jeszczenie ma tytułu, aotorka nazwała Go,że tak powiem roboczo = pisząc do mnie " Fajny wierszyk " :)))


""Powiedz Jasiu mi do uszka,
Co tak dynda ci u brzuszka?
Oj! Małgosiu ? spytaj mamy!
My to... ?ptaszkiem? nazywamy;
To ?kogucik? (co nie lata),
Ma ?go? dziadziuś ? brat twój ? tata.

Powiedz Jasiu ? czy źle zrobię,
Jak ?go? złapię w rączki obie?
Oj! Małgosiu ? zuch jest z ciebie!
Będzie dobrze ?mu? jak w niebie;
Równie bosko będzie tobie,
Jak majteczki ściągniesz sobie.

Powiedz Jasiu ? co się dzieje,
Czemu ?toto? (tak!) p ę c z n i e j e ?
Oj! Małgosiu ? tak już jest,
Że i ?ptaszek? miewa gest;
Gdy się czule ?doń? zagada ?
Kurczyć się ?mu? nie wypada.

Powiedz Jasiu ? ale szczerze,
Jak się karmi takie ?zwierz
Oj! Małgosiu ? to ?żyjątko?
Ma apetyt jak prosiątko.
Co zajada...? Czym...?I jak...?
Dowiesz ? kładąc się na wznak..

Powiedz Jasiu ? bom głupiutka,
Gdzieżeś wetknął mi ?kogutka
Oj! Małgosiu ? pomyśl troszkę;
Ten ?drań? wziął cię za ?kokoszkę?,
A ?kokoszka? winnaś wiedzieć,
Na jajeczkach musi(!) siedzieć.

Powiedz Jasiu ? bo się boję,
Czy ?on? skala ?gniazdko? moje?
Oj! Małgosiu ? mówiąc szczerze,
W twą ?niewinność? ? ja... nie wierzę;
Sam widziałem (miałaś roczek!),
Jak ?przysiadłaś? sobie smoczek.

Powiedz Jasiu ? czy ty czasem,
Nie chcesz w pupę dostać pasem!?
Oj! Małgosiu ? jeszcze jak!
Wprost ? uwielbiam ?tortur? smak;
Ściskaj ? duś mnie ? szczyp po plecach...
Bo to strasznie mnie podnieca!

Powiedz Jasiu ? czy mnie lubisz,
Czemu (TAK!) się ze mną czubisz?
Oj! Małgosiu ? TOŻ TAK SAMO ?
Tatuś droczy się z twą mamą;
Też... zabawia ją ?kogutkiem?!,
A ty jesteś... TEGO SKUTKIEM..

Mój Jasieńku ? SKRÓĆ MI MĘKĘ,
Poproś ślicznie mnie o rękę!?
Oj! Małgosiu ? w tym tkwi sęk,
Że mój ?ptaszek? nagle(!) zmiękł...
Lecz nie marudź! Bo wieczorem,
BĘDĘ BAWIĆ SIĘ TRAKTOREM....hahahahah.. ""

:))))).....a nie konstruktywną krytyką wcale sie nie przejmuję = wkleiłem swój wiersz również na inne strony z tzw " poezją " = tam również są recenzje ...pozdrawiam wszystkich :))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;)
:)) " Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;) " = żałosna to fobia :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jakbym mogl to bym dał.. nawet nie za sam tekst - bo moznaby go od bid podciągnąć pod niedopracowany..
ale za kolejengo psychola co bełkocze o wenie, transie i wlasnej oryginalności...
k*rwa koleś - jak masz w du*pie czytelników to nie publikuj, a nie pier*ol, że nie poprawisz tekstu bo piszesz dla siebie... mnie ch*j obchodzi co ty masz na mysli, to ciebie ma obchodzic żebym ja to zrozumiał.. jesli nie umiesz, to jestes nieudolny - czyli mowiac troche prosciej - głupi - prawdopodobnie zbyt głupi, żeby być tego świadomym
Opublikowano

samo porównanie instynktu do węża jest ciekawe i chyba same w sobie może być metaforą.
jednak późniejszy opis węża jest słaby poetycko,to po prostu opis zjadania ofiary. Trzeba by przy tym opisie pomyśleć nad jakimiś refleksjami, zgrabnymi udziwnieniami, metaforami...
wplatasz słowa słownikowe i widać to mocno, ja bym raczej szukał wyjątkowych połączeń prostszych słów.

temat jest interesujący, ale nie łatwy. Moja rada to pomyśleć i poprawić, a raczej przerobić

pozdrawiam Nikodem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jakbym mogl to bym dał.. nawet nie za sam tekst - bo moznaby go od bid podciągnąć pod niedopracowany..
ale za kolejengo psychola co bełkocze o wenie, transie i wlasnej oryginalności...
k*rwa koleś - jak masz w du*pie czytelników to nie publikuj, a nie pier*ol, że nie poprawisz tekstu bo piszesz dla siebie... mnie ch*j obchodzi co ty masz na mysli, to ciebie ma obchodzic żebym ja to zrozumiał.. jesli nie umiesz, to jestes nieudolny - czyli mowiac troche prosciej - głupi - prawdopodobnie zbyt głupi, żeby być tego świadomym
.......czytelnników, którzy używają widocznego języka mam rzezywiście " tam, gdzie Pan może Pana majstra pocałować, jak mu slońce nie dochodzi "...pozdrawiam rownie, a nawet równiej :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


........dzięki, za wrażenia i porady ....myślę i przerabiam ...pozdrawiam Ździch :)))
...ps zapomniałem dodać, że są = tylko trzeba umieć czytać = napisałem " jedząc życie wąż w swoim samolubstwie
nie zastanawia się jaki ból przynosi
swojej żywości paraliżując ofiarę wzrokiem " = żywości i to nie jest błąd i zjedzenie literki " n", tylko świadomy zapis = chodziło mi o to jakie " kuku " sam sobie robi = więc nie żywności , tylko żywości ....pozdrawiam
Opublikowano

Na temat "INSTYNKTU" - nie wypowiem się i... nie dla tego, że akurat nie wsmak mi ten tekst czy też odwrotnie. Ciekawskim wyjaśniam, że od dawien dawna posłguję się w pisaniu własnej konstrukcji piórnikiem, który - notabene - NIGDY nie przystawał do redakcyjnych kredensów zarówno: tych koloru czerwonego jak i fioletowo-czarnego. Nie interesowały mnie nigdy opinie innych kolegów pismaków, żadnego forum literackiego, czy przemądrzałych ekspertów od słowa pisanego. Dla mnie zawsze liczył się czytelnik- ten najzwyklejszy i niekoniecznie z fakultetem polonistyki. Moje pojawienie się na forum to zwykła interwencja - nic więcej... Pytam Pana Zdzisława: kim jest jego przyjacióka "ZUZIA Ewa" - autorka "Fajnego wierszyka" napisanego "rzekomo" przez nią ot tak po prostu????
Obawiam śię, że "Zuzi EWY" nie było jeszcze na świecie (co najwyżej mogła nosić kucyki lub warkoczyk z kokardką, gdy ten zabawny tekścik noszący prawdziwy tytuł: "Jak Jaś Małgosi wianuszek zakosił" - napisałem. Nie przeczę, że tego typu "dzieło" wpisuje się w nurt "Fajnych wierszyków" recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach ( ma zupełnie rację jeden zwypowiadajacych się eks - fachowców od słowa pisanego).
Życzyłbym jednak wszystkim szanownym literaom (także sobie), by udało się napisać rówie podobny tekścik (w najbliższym czasie!), który byłby równie bezczelnie i tak często kopiowany, rozsyłany w tysiacach maili (niestety - najczęściej "okaleczany") i przede wszystkim czytany.
Pytam więc - po przyjacielsku (Panie Zdzisławie): czy osobiście potraktuje Pan pasem szanowną pupę swojej przyjaciółki "Zuzi EWY", czy też zleci (mi - osobiście) tę czynność; podając namiary na RZEKOMĄ AUTORKĘ...
Z poważaniem : WBX (autor m.in " AMORalnych opowiastek" i innych popularnych (i czytanych!) u cioci na imieninach wierszyków.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




..Szanowny Panie wbx. Proszę mnie nie obrażać publicznie słowami " Pytam więc - po przyjacielsku (Panie Zdzisławie): czy osobiście potraktuje Pan pasem szanowną pupę swojej przyjaciółki "Zuzi EWY", czy też zleci (mi - osobiście) tę czynność; podając namiary na RZEKOMĄ AUTORKĘ " = nie jestem niczyim szpiegiem i nie mam zamiaru dociekać kto i kiedy napisał ten wiersz i go skopiował jako pierwszy. Ja postąpiłem zgodnie z zasadami tej strony i dobrymi obyczjami bo wkleiłem rzeczony wiersz w cudzyslów a autora jesli już, to pomyliłem nieświadomie. Jesli pomyliłem to przepraszam. Jednakże upubliczniając swój utwór trzeba się liczyć z tym, że będzie czytany i kopiowany, również u jak szanowny Pan to okrślił " recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach " - bo jest puliczny skoro upubliczniony - lub czytać sobie samemu do poduszki i nie upubliczniać = ( ja takowe mam ). Natomiast kto i kiedy, pierwszy upublicznił, skopiował itd powyzszy wiesz to już nie moja sprawa, w kazdym bądź razie nie ja, bo jestem jeszcze młodszy :)) = ja w tem czasie nie miałem jeszcze " warkoczyków " . To tak jakby Słowacki miał pretensje, że czytają Jego wiersze.:)). A jeśli mój wiersz ktoś sobie skopiuje, i się do niego przyzna, to myśle, że napiszę sobie w 5 minut nowy = lepszy = stać mnie na to :)) . Pozdrawiam serdecznie i z poważaniem. Jesli pomyliłem nieswiadomie autora = jeszcze raz przepraszam .. Zdzisław
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Nie przeczę, że tego typu "dzieło" wpisuje się w nurt "Fajnych wierszyków" recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach ( ma zupełnie rację jeden zwypowiadajacych się eks - fachowców od słowa pisanego)"

Sugeruje pan, że jestem byłym fachowcem ? :) Proszę o podpowiedź, kiedy wspomnianym fachowcem byłem oraz, kiedy i z jakiego powodu, przestałem nim być... :)
Opublikowano

Szanowny Panie Zdisławie:
Z zupełnie prostej sprawy zrobił Pan wywód godny Sokratesa.
Przecież sam Pan napisał, że "Zuzia EWA" jest pana przyjaciółką i że (za Jej zgodą - jako autorki tekstu, który napisała: ot tak sobie...) tekst ten Pan przytacza na tym forum.
Drogi Panie ZDZISŁAWIE: mnie nie chodzi wcale o upublicznianie moich tekstów (przecież po to do cholery piszę), ale jest chyba powód do zdenerwowania (do interwencji), gdy do moich tekstów uzurpuje sobie prawo ktoś inny; w dodatku rzekomy PANA PRZYJACIEL. OT TYLE i tylko TYLE!
Wszelkie inne kwestie są tu nieistotne.
Jeśli chodzi o "byłych fachowców od słowa pisanego" - to też musiał Pan przecież zauważyć, że miałem na uwadze oponentów wypowiadajacych się "kąśliwie" na temat "INSTNKTU" , a nie PANA.
Pozdrawiam serdecznie: (WBX)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...