Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

między okrągłością biodra
a ostrością spojrzenia
odkrywałem twoją inność

w dłoniach nie zatrzymasz czasu
mówiłaś
oddechem przesuwając wskazówki

a on jak pies posłusznie
biegł coraz szybciej
ocierając się o brzeg naszych spojrzeń

porządkowaliśmy wnętrza dni
gdzie świt miał frywolność firanki
a wieczór był zaproszeniem dla jutra

nazwaliśmy się domem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiedz Magdo, czy zmienia się odbiór poezji, kiedy zna się autora? :-))) a.

zmienia :*
a Tobie nie?
:))
;)
Chyba tak - autor dopełnia sobą wiersze. Ja tak odbieram np. Krzysztofa, którego wiersze były dla mnie trudne. Rozumiem więcej. Tak bym powiedziała. :-)). a
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



otóż to :)))))
nie można tego lepiej zdefiniować :)

obcując z Krzychem, nikt by nie podejrzewał, że takie trudy wychodzą spod jego klawiatury
:))))))))))
to zachwyt! sympatia i komplementy! (nie ma co tłumaczyć, Krzychu wie!)

Ty, Agnieszko anno, dopełniasz sobą swoje wiersze - nie wyobrażam sobie, że to nie Ty w nich, a one nie z Ciebie
teraz już wiem, że tak
:))
Opublikowano

Jakoś mi się troszkę smutno zrobiło po przeczytaniu, przecież jaskółki to szczęście, może dlatego, że zobaczyłam jak chętnie wylatują w świat. Bardzo ładny jest Twój wierszyk, pewnie różnie można go zinterpretować.
Pozdrawiam Agnieszko
AnkaJ
PS. A prawdą jest, że jak się zna stwórcę, to i dzieło inaczej się smakuje :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wierz mi aniu, że nie masz czego żałować ;-)
Myślę, że dla mnie istotny jest odbiór wiersza właśnie przez kogoś kto mnie nie zna. Znajomość z autorem siłą rzeczy narzuca pewną sympatię do tekstu. Więc cieszą się, że mnie nie znasz, a wiersz się podoba. A

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...