Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Ci, którzy układają kalendarze, są w stanie obliczyć terminy ruchomych świąt, ale nie mogą przewidzieć kataklizmów.

"Kaprys historii" M. Wolski








układam głowę do snu
na kamieniu
na drabinie znaczę daty wszystkich słów
przetrwały w rejestrach zdarzeń

tamtej wiosny powietrze drgało jak ruchome święta
których nie wpisano do kalendarza
to musiał być sen
tak się nie stawia pomników

wierząc że coś można ocalić na dłużej
Opublikowano

Wiersz na pewno warty, przynajmniej kilkakrotnego przeczytania, a choćby po to, żeby się trochę (byle nie za głęboko) zastanowić nad… I tu mam problem, bo równie dobrze, jeżeli nie łatwiej, można było wybrać to coś, nad czym nie trzeba by było się zastanowić (właśnie po lekturze tego wiersza). Niby, że wiersz mówi o czymś jednym, ale to jedno, to jest, jak taka brama, przez którą wchodzi się do niejednego czegoś. Bo to są, i po to są właśnie ślady. Pozdrawiam.

Opublikowano

to prawda, nie można w pełni zaufać kalendarzowi, gdyż jest on tylko kwestią umowną, jak większość porządków cywilizacyjnych, regulujących nasze bytowanie;
cała antropologia jest uwikłana w dziedziczny porządek rzeczy (kalendarz) ale też, natura i rzeczywistość często robią chaos w naszych poczynaniach, i pewnie - jak w poincie - tylko wiara jest w stanie przywrócić logos naszym działaniom i rzeczom;
wiersz problemowy, o duzym znaczeniu sensualnym;
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w rodzinie była ostatnią na którą spojrzeli święci pojawiła się w 1999 roku jako chora psychicznie dwunastolatka pisząca pamiętnik kiedy miała szesnaście lat filmowałem jak wyciąga gumę z majtek i zbiera sobie przed lustrem włosy w długi emocjonalny kitek w hotelu miracle wyciąga ze ściany suszarkę i uruchamia ekspres do kawy potem wychodzi do lekarza wyciąga ołówek i pisze na drzwiach closed wyraźnie mówi do portiera że nie wróci już na noc bo lekarz ma edytor tekstu na tym kończy się scena w budynku karolina przechodzi przed napisem don't walk uśmiecha się macha ręką w kadrze widać też psa i smutnego mężczyznę który patrzy na bose łapy psa karolina powoli przechodzi coś mówi do mężczyzny który wyciąga rękę próbując złapać ją za śmieszny kitek wtedy powietrze pęka jak grafit w źle zatemperowanym ołówku
    • ulewa   o deszczu z  użyciem  szumiących Staff pisał    miarowy i równy tak szemrał kroplami    Twój - chlusty i cięcia z ukosa tak obmył   dał życie
    • Koniec zwiedzania na dziś on orang hutan i ja istota dua kaki spojrzeliśmy sobie w twarz   Almayer's Folly biały człowiek i opium jego dom w dżungli   Dwóch procent w genomie brak by w łóżku leżeć na wznak  
    • I choćbyśmy grały te same akordy, zawsze będzie pół tonu różnicy. Może moje pianino jest rozstrojone, a może Ty nie grasz dla mnie, kiedy ja komponuję jedynie dla ciebie.
    • Być albo nie być – kwestia najważniejsza: Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić Strzały i pociski straszliwego losu, Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu I, stając w szranki, im kres położyć? Umrzeć – śnić; Nic więcej: snem światu ogłosić, że kładziemy koniec Serca rozterkom albo życia ciosom, Które ciało niesie: oto jest spełnienie, Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać; Śnić nawet może... – Lecz niepewność drąży: W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą, Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną? Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek, Co czyni z bytu długiego – nieszczęście: Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi, Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę, Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę, Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa, Które cierpliwi od niegodnych znoszą, Jeślibyśmy wreszcie spokój mogli znaleźć W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy, Znoił się i pocił pod życia ciężarem, Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie – Niezbadanym krajem, z którego porządków Żaden człek nie wraca – ono mrozi zamysł, Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy, Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy? To ta świadomość nas czyni tchórzami, To tak radosny rumieniec zamiarów Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli, A przedsięwzięcia wiekopomnej miary Zmieniają nurtu bieg pod tym naporem I zrzekają się prawa do miana - działania. Km
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...