Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oculus sinimi index *

Judaszowy pocałunek
niezależne zwierciadło
studnia duszy, droga prawdy
pokazująca myśli cele pragnienia
dla jednych to tylko organ
inni widzą gwiazdy niebo morze
niby takie bliskie
a jednak tak daleko
mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc
przęseł fikcji w kilku kolorach.

*oczy są zwierciadłem duszy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



podręcznikowy przykład jak nie powinno się pisać-banał goni banał banałem i banałem się podpiera
"mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc" - nie mają żadnej bo banał w poezji mieć jej nie może
chłopcy spod gór powinni lepiej pisać,to leży w ich charakterach
pozdrawiam i dobrze życzę
Opublikowano

bardzo trafnie wyostrzona puenta, obrazowo, dosadnie na jawie.
autorze prawdziwy z męskim ego świetnie. duży plus. masz jaja hahaha!

,,cudaszowy pocałunek
niezależne zwierciadło
studnia duszy, droga prawdy
pokazująca myśli cele pragnienia
dla jednych to tylko organ
inni widzą gwiazdy niebo morze
niby takie bliskie
a jednak tak daleko
mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc
przęseł fikcji w kilku kolorach.

*oczy są zwierciadłem duszy.;;
serd.pozdr.

Opublikowano

tak sobie myślę... jeśli jesteś uparta/uparty, to za jakiś czas zaprezentujesz jakiś ciekawy tekst,
cosik tam się telepie ;)
póki co, to są jeno jakieś plamy wątrobowe, znaczy wyrzuty ;)
sama fizjologia osobnicza, poezji brak
:(

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



gwiazdy nie spadają, bo nie mogą - eksplodują lub implodują, co np. kończy ich życie i wówczas stają się białymi karłami lub czerwonymi olbrzymami - ale na litość boską: nie spadają.

wiersz słaby, tak jak znajomość gwiazd.

pozdrawiam
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        A szkoda.
    • @.KOBIETA. przyjaciółka jak skarb :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...