Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To było jak widok zza burty statku, port Chorzów rósł i rósł im bliżej brzegu. Zanim pierwszy wiersz uderzył w portowy dzwon, powiało od lądu wiosną, tyle kwiatów w obrazach Reginy Banik. Malarka rodem ze Świętochłowic wystawiła w Porcie obrazy pełne życiodajnej barwy, spontaniczny żywioł nagości, natura w obrazach Reginy Banik prowokuje, wręcz zmusza do narodzin zielenią, kolorem szeptu, jeszcze nie słowa, czy krzyku, ale już eksplozją zaczątku...
Tradycyjne powitanie publiczności i przybyłych poetów. Bez wielu słów wstępu rozpoczęli wieczór poezji w chorzowskim Porcie Poetyckim, jego twórcy i organizatorzy, Barbara Janas-Dudek i Jacek Dudek. Po chwili Słowo wypełniło Port. W ustach kolejnych poetów rosło, rozkwitało za sprawą delikatnej gry słownej poezji Marty Bociek ( nie przeszkodziły nawet drobne problemy za sprzętem nagłaśniającym). Kolejni słudzy słowa rozświetlali nasz portowy brzeg. Z konkretem i jednocześnie ironią poetyckiego przekazu, wystąpił Zenon Dytko. Ciekawą, nie tuzinkową a dojrzałą metaforę przedstawiła w wierszach Barbara Janas-Dudek. Słodki, ciepły głos kobiety, fale ucichły, wiatr nabrzeża niósł wiersze Majki Łokaj. Zaraz potem wyrwała słuchaczy z zadumy Mirka Pajewska trafnymi, mocnymi obrazami współczesności, gdzie emocje i uczucia idą w parze z filozofią supermarketów, a „profesor” Jacek Sojan zajął słuchaczy swoim „bohaterem romantycznym”, pełnym ironii, porównaniem romantyka z człowiekiem współczesnym. Najmłodsza w tej grupie poetów Anna Proszowska-Starkowska przypomniała się kultową niemal już „Wyrzynarką”. Powagi i zadumy nadał minutom swojego występu, poeta z Świętochłowic, współorganizator Portu, Włodek Szymczewski.
Kilka minut przerwy, dotarli muzycy z zespołu „Przystanek Na Żądanie”, małe zamieszanie, publiczność wzięła oddech, uzupełniła napoje, brzeg Portu Poetyckiego zyskał pełnię światła – kolej na gości głównych IV Edycji. Rozpoczęła spontanicznym mini recitalem wokalnym Bożena Boba-Dyga, a po notce biograficznej, zaprezentowała pełne ciepła i refleksji swoje wiersze. Łódź oddała nam na chwil kilka, poezję Bogumiły Jęcek, czytając wiersze do obrazów E. Muncha, pokazała jak poezja potrafi wybiec poza obraz, kołować nad nim i wrócić ostatnim słowem wiersza...Jan Mięciuk, poeta mickiewiczowski, czytając, urzekał ciepłym akcentem mowy rodem z odległej Wileńszczyzny. Chwilę potem część dorobku poetyckiego pełnego ciekawych metaforycznych spostrzeżeń, odnoszących się do otaczającej rzeczywistości, przedstawiła Beata Podsiadły z Warszawy. Całkowicie zawrócił nas na Śląsk, poeta z Rudy Śl. Krystian Gałuszka, rozmarzył słuchaczy w „Ślonskiyj poezji u kieryj kupuje wiyrsze do napisanio”, poetycko poprowadził po historii Śląska. Tę część wieczoru zakończyła Kasia Macios, w poprzedniej edycji zaprezentowała swoje prace z dziedziny malarstwa i plastyki, tym razem wystąpiła z wierszami pełnymi młodzieńczej barwy, ukazując oryginalny związek pomiędzy plastyką, a jej odbiciem w poezji. Wieczór mijał, scena zamilkła, oświetlony stolik, przy którym poeci czytali wiersze, jakby nie godził się na taki stan rzeczy, czuliśmy niedosyt, pomimo rozmów, dyskusji i uwag dotyczących poezji, sztuki.... Nawet nie zauważyliśmy, kiedy na scenie zamontował się zaprzyjaźniony z Portem, zespół „Przystanek Na Żądanie”. Wspaniała muzyka i teksty utworów, to przyprawiały słuchaczy o zamyślenie, by po chwili porwać do tanecznych pląsów i tak do ostatnich słów i taktów muzyki. W podzięce nie obyło się bez owacyjnych braw i wiem, że brawa dotyczyły nie tylko zespołu „Przystanek Na Żądanie”, ale również całej grupy poetów występujących w IV Edycji Portu Poetyckiego. Brzeg cichł, odpływały kolejne łodzie poetów, wrócą z pewnością, przed nami przecież kolejne spotkania ze słowem w Chorzowie.
Jacek Dudek
P.S. Serdeczne podziękowania dla wszystkich poetów, którzy współtworzyli wieczór, jak również dla tych, przybyłych w charakterze słuchaczy-publiczności, nie tylko z portalu „Poezja org”, ale również z „Poezji Polskiej”, „Postscriptum” i innych. Zapraszam już dziś do V edycji Portu Poetyckiego – Chorzów, 19 czerwca 2010r

Opublikowano

zjazd poetów z całego kraju, nieznajomi okazują się być znajomymi z portali literackich. spotykają się ludzie, różne style poezjowania. jest czas na posłuchanie wierszy i podyskutowanie na tematy okołoliterackie. mieliśmy też przyjemność usłyszeć piosenkę do słów Basi Janas-Dudek w aranżacji i wykonaniu Przystanku na Żądanie - rozszumiało się z właściwym autorce temperamentem od morza po góry :))
- tak w telegraficznym skrócie.

imprezę polecam zarówno uczestnikom jak i gościom, bo atmosfera przewspaniała

serdecznie dziękuję za zaproszenie
/b

Opublikowano

Już raz dziękowałam pod "Zaproszeniem..."
Teraz robię to z ogromną przyjemnością po raz drugi, czyli:
dziękuję organizatorom i wszystkim uczestnikom PORTU. Dziękuję za poczytanie, wysłuchanie i bardzo się cieszę, że mogłam Was poznać osobiście, nareszcie:)
Żałuję, że nie mogłam zostać dłużej, że nie było czasu na porozmawianie, wymianę zdań. Najważniejsze jednak, że udało mi się być.
Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich
:)))

Opublikowano

My również bardzo dziękujemy za waszą obecność. Czymże byłby Port gdyby nie przybijający do chorzowskiego brzegu poeci. Teraz już jesteście współtwórcami Portu i oby nas przybywało z każdą edycją. Dzięki dziewczyny. Dużo radości sprawiła mi wasza obecność. :*

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


trzeba było dudka pilnować, to by się do mojego wiersza z Mazur nie czepiał, tylko czytałby z żony tę poezję

Mazury na pewno mają piękną poezję, no, niekoniecznie twoją :)))
Opublikowano

To była jazda bez trzymanki!
Na Śląsk pojechałem pociągiem razem z Bożeną Boba-Dyga, i może dlatego przy rozmowie o poezji i muzyce czas przejazdu do Katowic trwał minuty...przynajmniej takie miałem wrażenie. Wsiedliśmy zaraz koło dworca do tramwaju nr. 11 i w towarzystwie fanów piłki nożnej (podobno zaraz był mecz GKS) wykrzykujących nader barwnym językiem swoje oddanie pasji kibica, szczęśliwie dojechalismy do Chorzowa.
Rynek chorzowski wygląda zupełnie inaczej niz krakowski, nie jest bynajmniej skwadratowany lecz rozciągnięty na odcinku pół kilometra; szukanie Portu wśród rozczłonkowanych ulic, mostów, estakad, placów i placyków to zaiste wędrówka Józefa K. - tyle, że w naszym przypadku zakończona pomyślnie.Przeżyliśmy!
A na dodatek pewna blondynka idąca obok faceta słusznego wzrostu mijając nas (mnie i Bożenę) nagle krzyknęła: Jacek! - a ja pomyślałem - Przebóg! rozpoznali mnie, wpadłem! I zastanawiałem się tylko, czy to CBA czy CIA... No i co się okazało? To Agata Lebek razem z H. Lecterem! Razem już doszliśmy do Portu. A tam na spotkanie wyszła sama uśmiechnięta jak w dzień ślubu Basia Janas-Duda i prowadzący z nią spotkanie mąż o posturze koszykarza - Jacek. A potem tylko całowania, uściski i kolejne przywitania a to z Bea 2u, a to z boną, a to z Leszkiem (Wlazło) a to z amandaleą ( Lidią Kowalczyk)....Poznałem wszystkie poetki i poetów biorące udział tego wieczoru. Wszystkie są zdumiewające, pociągające, magiczne. Kapłanki. Nie będę się powtarzać, informacja o gościach wisiała na orgu ponad miesiąc. Basia musiała użyć argumentów nie do odrzucenia (mafia rosyjska?) bo tym razem lokal zaopatrzony był w jedyny boski napój wart otwarcia ust obok poezji - wino!
I podobnie jak to było poprzednio - frekwencja znakomita, wszystkie stoliki wyłącznie zainteresowanych poezją zajęte i chyba nie muszę dodawać, przeważała płeć piękna, tak zawsze łasa na słowa....Fanki, muzy. W głowie się kręciło. Że co? Od wina? Phi! - po dwóch butelkach?!
No. A potem potok, rzeka , ocean słów i myśli. Każdy wniósł tam swój własny nurt o własnym, niepowtarzalnym kolorycie, smaku, blasku.
Bardzo podobało mi się prowadzenie spotkania. Jacek Dudek nie szarżuje, niczego nie narzuca - wywołuje do tablicy i zaraz ustępuje gościom miejsca. A Basia? Kto raz słyszał, jak potrafi się śmiać, ten zarażony smiertelnie jej chichotem parska na samo wspomnienie, gdyż jest to bardzo przyjemna choroba przewlekła...Taaaaak.
Przystanek Na Żądanie na zakończenie wieczoru dał takiego czadu, że rozruszał wszystkich, bo parkiet zaroił się tańczącymi w rytm mocnego uderzenia.
Po noclegu u Dudków - ach ta noc w towarzystwie poetek.... dostałem gorączki, z niecierpliwości. Do następnego Portu! Włączyć już tę syrenę! Chciałbym ponownie ją usłyszeć!

J.S

PS.; co do tajemniczego hasła "wyrzynarka", autorstwa urodziwej Joanny Proszowskiej - Starkowskiej (studiującej matematykę - masochistka czy sadystka?), warto dzieło przytoczyć w całości, tak na zakończenie sprawozdania, bo to dzieło odjazdowe (!):



Ballada o wyrzynarce
____________________


Przymierzasz brzeszczot jak zwiewną suknię.

Mruczysz, gdy przesuwam palcem po ostrzu,
rozgrzewan silnik, rozkładam partyturę
desek. Za chwilę rozpocznie się taniec w rytmie
maja. Porwie nas nurt.

Wchodzisz w drewno jak w złocisty muł.

Z wysokich wież sypią się wióry - kalekie rusałki.
Strzeżcie się mężczyźni, strzeżcie sie ciemnych lasów,
bagnistych polan, nieznanych rzek. Albowiem
śpiew jest pułapką.

Wchodzisz w drewno jak w brunatne błoto.

Muzyka przeszkadza tym, którzy nie rozumieją
wyzwolenia włókien, wycinania kształtów.
Ty - przedłużenie ramion - chcesz tworzyć,
chcesz czytać słoje jak linie papilarne.

Wchodzisz w drewno, wchodzisz w korę.
Wchodzisz w łyko, wchodzisz w ścięgna.

Niech stanie się korowód, niech kobiety
rozpuszczą włosy, rozsypią wianki. Ułożymy
kawałki na stos, wyrzeźbimy świątynię.
Zdejmij suknię i patrz.

Patrz, jak płonie żywica.


========================================================
- delektujcie się, bo wiersz ma smak przedniego wina; to mój najwyższy komplement;
a jaką trzeba mieć dykcję, by wiersz dobrze przeczytać na głos...taaa...perfidna pułapka, bo nie wiadomo czy to erotyk czy socrealizm w absolutnie doskonałym wydaniu -
podziwiam!
:)
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Objawienie

       

      Termin sprzed tysiącleci, dziś brzmi pejoratywnie. Dawniej trochę ezoteryczny ze względu na prześladowania. Dziś mówi się: „Co mi przyszło do głowy?”, nie wiadomo skąd i po co, oczywiście potocznie rozumując. Uciskany, szary obywatel, gnieciony siłami odśrodkowymi i dośrodkowymi stara się stąpać po linie nad przepaścią w taki sposób aby nie stracić „korony”, której notabene nigdy nie posiadał i nie spaść głową w otchłań, z której siebie już nigdy nie wydobędzie. Troski tego świata zaprzątają go tak dalece, że w przerażeniu nad zwierzęcą śmiercią zapomina o czymś, co stacza się w nim, gdzieś w umyśle i sercu na jakieś dno ale nie ginie. Menele, nieuczeni, w żargonie mawiają popijając trunki, że zalewają „robaka”. Abstrahując od tego co oni uważają za „robaka” podobnie bywa z porzuconą pracą nad objawieniem. Może stać się tym ślepym, wiecznie podnoszącym się z gleby „robakiem”, który choć jest mały to jednak zwraca uwagę ponieważ tkwi w ciele nosiciela, niczym w glebie. Jeśli człowiek zapomni o tej pracy w nawale zajęć, z których ma chleb i schronienie Bóg, który jest ukryty ale zawsze obecny poprzez Tajemnicę Bytu i Zbawienia będzie zawsze dawał mu stosowne znaki, z których może nawet niewiele zrozumie. Może nawet zapomni o wszelkich niepokojach na jakiś czas. Mimo, że „żniwo jest wielkie” i że „robotników mało”, „w których ma upodobanie”, „ziarno słowa bożego” będzie się odbijało od jego uszu i ten „głos wołającego na pustyni” to podstawowe „objawienie” ewangeliczne będzie drążyć skałę głuchego umysłu i człowiek drgnie ku światłu wiary choćby tylko przez krótki moment swego połamanego człowieczeństwa. Może Bóg zatrzęsie nim, na podobieństwo świętego Pawła z Tarsu, wyrwie go siłą z materii, w której jest tak mocno zanurzony, wręcz zniewolony. Odwieczne zło tego świata, tak dobrze objawione w starym testamencie będzie unosić nas na falach realnej moralności, gubić w wirach i odmętach. Nie zawsze słowo objawione w porę dotrze do głodujących mimo woli i będziemy ginąć na wieki zatraceni. My jako ludzie, jako homo sapiens. Poza objawieniem podstawowym, które zapisano dla nas na kartach Nowego Testamentu, mamy w historii do czynienia z objawieniem przekształconym poprzez wiedzę i postęp techniczny, w którym objawienie podstawowe pełni rolę siły napędowej, pożywienia umysłu. Ludzie, którzy mieli rozległą wiedzę i żywą wyobraźnię, rozwiniętą fantazję poszukiwali poprzez drogi ewangelii, heterodoksalnych, transcendentalnych wpływów na swój umysł i jaźń. Wiedzieli, że jeśli Bóg da im dobrą myśl, to co uczynią później będzie dobre i będzie owocowało dobrem. Wielu uczonych wymyśliło wiele wynalazków. Które z nich to dobry owoc, a który zły? Czy dobry to ten, który służy wszystkim czy tylko elitom? Czy to co dobre unicestwia, a to co złe buduje? Może holokaust Słowian był dobrym wymysłem? Może Murzynów trzeba zlikwidować? Jak widać z pytań, obok objawienia „pozytywnego” istnieje też szatańska odmiana objawienia zwanego szaleństwem, obłąkaną ideą, objawieniem „negatywnym”. Skąd wiesz człowiecze mizerny co jest dobre, a co złe? „Wierzę w coś objawił Boże, Twe Słowo mylić nie może…”. Człowiek lubi być bogiem. Lubi wyrokować i wydawać sądy wiążące o wszystkim. Lubi poczucie władzy. Poczucie wyższości. Lubi ideę nadczłowieka. Nie lubi objawienia pozytywnego, które tak wątłym sączy się strumykiem od tysięcy lat. Nie obchodzą go owoce jego działania po śmierci fizycznej, osobniczej. Zadowala się gdzieś w ukrytej jaźni natywizmem, egoizmem, egzystencjalizmem, etc. Można by teraz przytoczyć szereg nazwisk, które odcisnęły się w historii szeroko pojętej, jako dobrodziejów ludzkości oraz tych, których powszechnie okrzyknięto jako przeklętych, uwsteczniających, jako zakały ludzkości. Ci pierwsi w swej większości starali się, pracowali nad sobą, nad objawieniem, ze wszystkich sił, pomimo banalnych przeszkód walczyli o Łaskę, aby być jak najbliżej Boga objawionego w ewangelii. W swej puściźnie, w listach, pismach, w obfitej ilości można znaleźć świadectwa ich walki o dobro. O dobro walczono także w czasach antycznych, bardzo starożytnych i to na podobnej drodze. Ci drudzy często zniechęcali się brutalnym życiem doczesnym, brakiem jakiejś ingerencji rzekomo dobrego Boga, w okolicznościach ludzko-zwierzęcego okrucieństwa. Można powiedzieć, że zwiędło ich źle hodowane i pielęgnowane zaufanie, i stali się przeciwnikami Boga, sami mianowali się bogami, wodzami, zbawcami narodu. Człowiek wielokrotnie, pośród przedmiotów codziennych pielgrzymek, przechodzi mimo, tak jakby te przedmioty, ci mijani ludzie na ulicach, zwierzęta byli tylko abstrakcyjnym tłem jego krzyża egzystencji. Czasem zapomina nawet o swoim bólu w nawale lepiej lub gorzej spełnianych obowiązków. Aż tu nagle, któregoś dnia doznaje olśnienia. To co dawniej istniało dla niego gdzieś poza istotą osobistego ruchu, jakiś krzaczek, kwiatek, drzewo, świeży śnieg czy lecące płatki śniegu, pozyskują jakiś nowy wymiar percepcji, jakąś swoistą wyrazistość, nowe widzenie znanych rzeczy. Ten współczesny człowiek, zaganiany za dobrami tego świata, za pieniędzmi, sukcesem, karierą jest do tego stopnia zdezintegrowany, że nie zauważa bezpośredniej przyczyny takiego nagłego olśnienia. Często sama „ślepota” wyraźnego widzenia to nie tylko niejasny splot zdarzeń, efekt samopoczucia, zmiany ciśnienia. Być może to celowy zabieg ukrytej Mocy, która „za złe karze, a za dobre wynagradza”. Może Boga. Może kosmicznej Potęgi. Siły sprawczej. Może to tylko znak takiej obecności. Bo kto ma rozstrzygnąć czy to już objawienie, jego początki, czy tylko jakiś znak, syndrom? Ciekawą pokusą są objawienia senne, jako temat rozważania. Nie chcę tu opowiadać dzieła S. Freuda „Teoria snów” ani korzystać z „sennika egipskiego”, co wcale nie musi oznaczać, że są niegodne uwagi czy zabawy. Ludzie uduchowieni z natury swej są podatni na fantazjowanie senne, niektórzy nawet chodzą we śnie, w czasie pełni księżyca po dachach domów, z rękami wyciągniętymi przed siebie, ale dajmy spokój pogłoskom z pogranicza patologii i fikcji literackiej. Mam tu na myśli ludzi uduchowionych w granicach ogólnie i szeroko pojętej normy. Na przykład objawienie senne późniejszego świętego Józefa, małżonka Maryi, gdzie we śnie pojawia mu się anioł, postać całkowicie duchowa i ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Po czym uchodzą do Egiptu. Nie posiadam, niestety, zbyt bogatej wiedzy o objawieniu się Mendelejewowi jego tablicy pierwiastków, we śnie, ale z tego co zdołałem zebrać wynika, że niewiele pozostało mu do dopisania po przebudzeniu. Można powiedzieć, że było to objawienie pozytywne i z pewnością służy dobru społecznemu. Objawienie nosi na sobie piętno nie tylko indywidualnych odniesień. Istnieją udowodnione przypadki objawień zbiorowych, w odróżnieniu od hipnozy czy halucynacji lub fatamorgany. Pracownicy naukowi Watykanu z pewnością dysponują bogatymi dowodami w tym temacie. Inaczej objawia się treść ludom celtyckim, inaczej żydowskim, a jeszcze inaczej azjatyckim, itp. Celtowie wraz ze swym prastarym kultem megalitów, zjawisk atmosferycznych, etc., specyficzną spostrzegawczością introwertyczną, wrażliwością zmysłowa na przyrodę, surowy klimat północy. Dziedziczona, neurotyczna kultura tych ludów obfitowała w bogate zdobnictwo. Objawienia u tego ludu bywały i bywają bardzo realistyczne. Dobrym przykładem takich objawień jest grota, w której przebywał święty Patryk, najbardziej znany patron narodu celtyckiego, a która posiadła tą drogą niezwykłe właściwości. Trudno tu szczegółowo omówić kwestię charakteru tych objawień ze względu choćby na problem, który dotyka bardzo intymnej sfery, jak również i ze względu na nikły dostęp do materiałów źródłowych. Ale z pewnością temat zasługuje na uwagę. Można jeszcze dodać, że pewne światło na sposób przeżywania tych ludzi rzuca średniowieczna mitologia i powszechnie znany mit Tristana oraz jego miłości Izoldy. Ludy semickie natomiast (Hebrajczycy, Aramejczycy, Judejczycy, itp.) to osoby o zupełnie odmiennej konstytucji psychosomatycznej. W historii tego narodu można odnaleźć przewagę temperamentów ekstrawertycznych, o wątłej budowie, słabym charakterze, tęskniących za silnym władcą i potężnym państwem. Nie mniej objawienia w tym skądinąd wybitnym narodzie są znakomicie zilustrowane w dość powszechnie znanej Biblii. Czasem jest to krzew ognisty, czasem obłok jaśniejący w miejscu nietypowym, np. na pustyni. Objawienia te są wynikiem niezwykłej łaski czy daru, w który jest wyposażony ten naród. Przepiękną ilustracją objawień żydowskich jest historia Mojżesza i kodeksu etycznego, otrzymanego na górze Synaj. Jeszcze znakomitszą ilustracją objawienia jest historia archanioła Gabriela i Marii, matki Zbawiciela. Z pewnością pamiętamy objawienie przy chrzcie Zbawiciela w Jordanie, gdy Bóg mówił z niebios: „Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie!”. Postać Ducha świętego chyba na zawsze będzie kojarzona z opromienioną słońcem, białą gołębicą. Ten koczowniczo – pasterski lud był zawsze poszukującym swej Ziemi Obiecanej, lud koczujący na glebie nieprzyjaznej dla uprawy, w klimacie charakterystycznym dla gorącej pustyni i półpustyni. Stąd język jakim się posługuje jest obfitujący w zwroty i opisy ludzi prostych, pasterzy, hodowców, rybaków. Może to wydać się dziwne, że Bóg – Człowiek podjął taki język aby mówić o sprawach ważkich, że Jego wykształceni uczniowie (św. Marek, św. Mateusz, św. Łukasz, św. Jan) zafascynowali się Jego nauką i opisali w sposób najbardziej komunikatywny dla swoich czasów dzieje zbawienia ludzi. Język ten, dzięki perfekcyjnej prostocie oddaje cały subtelny, poetycki obraz objawień o bardzo skomplikowanym sensie i znaczeniu. Tak, że trudna synteza pewnego logicznego ciągu pojęć staje się czytelna dla prostego człowieka. Objawienie głoszone przez Jezusa z Nazaretu zwanego Chrystusem pozwala zauważyć, że dotyka człowieka dopiero wtedy, gdy zdoła się on zaprzyjaźnić z Nim i Jego nauką. Ma to być przyjaźń bez rozgłosu i hałasu, cicha, subtelna, osobista. Dopiero wtedy taki człowiek otrzymuje Łaskę zrozumienia rzeczy niepojętych. Jezus z Nazaretu w sposób znakomity syntetyzuje w sobie dziedzictwo nauki Greków, a także i innych narodów (babilońskich, arabskich). On wprowadza do myśli wielkich uczonych pierwiastki zupełnie nowe, wręcz fantastyczne, jak powszechne zmartwychwstanie w jednym, historycznym momencie, tj. w dniu Sądu Ostatecznego. Objawienia narodów hinduskich są z pewnością odmienne w swoim charakterze estetycznym i naukowym od wyżej wspomnianych, choć i tam można dopatrzeć się podobieństw. Na przykład podobieństwo objawień o złu, jego upostaciowieniu estetycznemu. We wszystkich przypadkach jest to postać olbrzymiego smoka ziejącego ogniem, o wielu głowach. Lub problem reinkarnacji, czy wielopostaciowości bóstwa: Brahmy, Wisznu i Siwy. Również jest to bogata poetycko synteza przeczuć, pytań egzystencjalnych o sens bytu. Niezaprzeczalne jest jej piękno objawiające się w rzeźbie czy obrzędowości. Niezwykle interesująca jest też mądrość etyczna Hindusów. Wiele narodów Europy nazywanych jest mianem ludów indoeuropejskich i to z pewnością już samo w sobie mówi o pewnym pokrewieństwie i podobieństwach. Ciekawe są również objawienia chińskie, zwłaszcza wybitnego myśliciela religijnego Konfucjusza. Podobnie jak u wielu innych narodów nakazuje on dążenie do pewnej doskonałości, ów nieustanny ruch ku wielkiemu dobru. Kręcenie młynków modlitewnych u tybetańskich buddystów może z pozoru zakrawać na małpie naśladownictwo, z próżności i z głupoty ale to tylko z pozoru… . Z pewnością jest to wynik jakiegoś objawienia i sposobu kontaktu z wyższą energią. Znakomitą ilustracją objawień są dzieła wielkich mistrzów (np. J. S. Bacha, F. Haendla, A. Vivaldiego, Michała Anioła, G. B. Pittoniego, D. Velasqueza, El Greco, M. Caravaggia, S. Dalego, Z. Beksińskiego i wielu, wielu innych). Ich dzieła w większości są głębokim studium, w którym łączą się elementy fizycznego świata z elementami zjawisk metafizycznych, realizm styka się z nadrealnością. Artyści ci często prezentują w oparciu o modele i studium światła, ruchu to co przy czytaniu Biblii jest zakryte i uchodzi uwadze zwykłemu człowiekowi. Nierzadko dochodzą w tym do arcymistrzostwa. Mimo, że ich rzeźby czy obrazy są zatrzymane, martwe, to często analizując je ma się wrażenie ruchu. Dzieła muzyczne zaś ciągle na nowo kreują świat w wyobraźni pokoleń, żyją jakimś innym życiem… .

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...