Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nstrukcja Nr. 10. Jak pisać wiersze w kryzysie.

Nawet poeci wiedzą, że w kryzysie lud ma do dyspozycji jedynie seks. Jego celem po i przed seksem jest zdobywanie pożywienia. Tzw. wiersze lud olewa, a poeci muszą pisać, choćby
nie mieli ani seksu ani chleba, bo taka ich jest natura. Muszą więc kombinować, żywić się tzw. Weną oraz okładaniem krytyką kolegów poetów. Taki poeta, dotyczy rownież pań, powinien
odłożyć na bok swoje dewiacje i główkować, jak by tu zdobyć kawałek chleba, no bo inaczej
musiałby uprawiać tylko seks, co może być małokaloryczne. Żeby pisać zyskowne wiersze, taki poeta/poetka niech sięgnie po tekst rządzącego polityka.

Np. Drodzy rodacy, w czasach moich rządów osiągnęliśmy wyraźny postęp w każdej dziedzinie.
Gdyby nie nasi poprzednicy, bylibyśmy drugą Japonią albo nawet USA. Obywatele śpią spokojnie,
nie trwonią energii w czasie baraszkowania. Wyprodukowalismy o 30% więcej prezerwatyw niż w
poprzednim okresie. Nasze pielęgniarki panują nad lekarzami, a oni tropią choroby. Nasze autostrady są bezpieczne, nawet jak ich jeszcze nie ma. Prasa jest wolna, a na www.onet.pl mamy
opcje erotyczne nawet dla parlamentarzystów. W sklepach oraz kioskach jest pelno kolorowych
bab, a nawet ostatnio chłopów i td.

Piszemy przypadkowo wybrane wyrazy z przemówienia:

drodzy rodacy
nasze pielęgniarki panują
mamy drugą japonię
oraz prezerwatywy

prasa jest wolna
autostrady płatne
parlamentarzyści erotyczni
w kioskach kolorowo

do góry pupy
piwa nie zabraknie

Następnie publikujemy na ORGu i zbieramy opr od Lectera.

  • Odpowiedzi 53
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Stefan Rewiński:to jest taki zaczepny kawał dla śmiechu.
Pan mnie nie zrozumiał o co mi chodzi?
Odpowiem panu na to pytanie, a później wytnę.
Tylko niech się pan nie obrazi oki.
Czym mogę?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Panie Rewiński; w części 'prozowatej' poleciał Pan słabym populizmem, dalej nawiązanie do wierszyków nawet trafne "Piszemy przypadkowo wybrane wyrazy z przemówienia" - tak wygląda zetka, natomiast 'poezją' nie poleciał Pan wcale i tylko mam nadzieję, że chciał Pan obrazowo nawiącać do cytatu j.w. :P
w boldach trąca m.szowinizmem, a przypis (wers ostatni) traktuję jako ratowanie utworka poczuciem humoru; mnie nie bawi, ponieważ mam autopsyjny refluks po każdej próbie piętnowania/szufladkowania/ironizowania personalnego, choćby był nie wiem jak, w dechę - mówię nie - nie cudzym kosztem - mnie dowcip nie chwycił, ale ja nie poetaka, nie zrzeszona, nie stowarzyszona, nie skolegowana - niezależna w swej ignorancji.
tak sobie myślę (czasami każdy myśli) że najfajniej pośmiać się z siebie; ooo i w tej formie wprawnaM :)) dlatego spokojnie polecam, a nawet mam nadzieję, że DoHtor też się pochichra.
nie podoba mi się, ale ja sie tak często.. mylę.

pozdrawiam
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Panie Rewiński; w części 'prozowatej' poleciał Pan słabym populizmem, dalej nawiązanie do wierszyków nawet trafne "Piszemy przypadkowo wybrane wyrazy z przemówienia" - tak wygląda zetka, natomiast 'poezją' nie poleciał Pan wcale i tylko mam nadzieję, że chciał Pan obrazowo nawiącać do cytatu j.w. :P
w boldach trąca m.szowinizmem, a przypis (wers ostatni) traktuję jako ratowanie utworka poczuciem humoru; mnie nie bawi, ponieważ mam autopsyjny refluks po każdej próbie piętnowania/szufladkowania/ironizowania personalnego, choćby był nie wiem jak, w dechę - mówię nie - nie cudzym kosztem - mnie dowcip nie chwycił, ale ja nie poetaka, nie zrzeszona, nie stowarzyszona, nie skolegowana - niezależna w swej ignorancji.
tak sobie myślę (czasami każdy myśli) że najfajniej pośmiać się z siebie; ooo i w tej formie wprawnaM :)) dlatego spokojnie polecam, a nawet mam nadzieję, że DoHtor też się pochichra.
nie podoba mi się, ale ja sie tak często.. mylę.

pozdrawiam
kasia.
Dzięki Kasiu, ze tyle przeczytałaś, i że się poważnie odniosłaś do mego żarcika. Moim zdaniem jesteś Poetką i piszesz ciekawie, masz czasem wpadki, jak i ja, ale taki jest sens i urok pisania. Pisz Kasiu, będę cztyał. CCC.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 uszanowanie dla supermocy kobiety ;)
    • Każdego jednego roku,  ten sam rozkaz z dowództwa. Głupi, niedorzeczny  i zupełnie pozbawiony sensu. Celu również. Bo od zarania  ta droga jest zamkniętym szlakiem. A dla miejscowych  jest drogą do samego piekła. Nie wychynie na nią nikt z pobliskich wsi. Choćby ją wybrukować studolarówkami a żwir zamienić na bryłki złota. Konie płoszą się  gdy tylko poczują jej dotyk pod kopytem. Samochody psują się  lub zachłystują nagłym odcięciem paliwa. Nie ma śmiałka  co przemierzył Lincoln Road na stopach. A jeśli nawet kto kiedy próbował, to jego szkielet pewno nadal bieleje  pośród dzikiej kniei  lub w nurcie potoku Manson. Droga oficjalnie figuruję  na mapach i przewodnikach. Mało tego,  byłaby świetną, miejscową atrakcją. Lecz nikt nie chce igrać z siłami, których w pełni nie potrafi wyjaśnić. Z żywą legendą o starych czasach.     Dziś jest ten szczególny dzień w kalendarzu. Dwudziesty siódmy grudnia. A kto tego dnia utknie na Lincoln Road, szczególnie niedaleko mogiły  i starego mostku na Manson. Ten jest stracony dla świata. Jest to tak niedorzeczna  acz wryta  w świadomość miejscowych legenda, że od przeszło dwudziestu lat, wojskowi z pobliskiej bazy  trzymają wartę na całej jej długości w tym jednym dniu. Od kilku lat panuje spokój,  choć różnie bywało. Wiele patroli przepadło bez wieści. Odnajdywano po nich broń, mundury, czasem zbłąkane i przerażone konie. Inni odnajdywali się  po wielu tygodniach  lub nawet miesiącach. Odarci nie tylko z ubioru ale i zmysłów. Lądowali w szpitalach dla obłąkanych. Bredzili w kółko o Lincoln Road. O mostku na Manson. O postaci, która pojawia się  na jego spróchniałych deskach, dwudziestego siódmego grudnia. O masakrze z czasów secesji. O dziejach przeklętej kompanii konfederatów. Może to tylko głupia legenda. A może fakty w postaci  zaginionych i pomylonych żołnierzy, są dostatecznym dowodem ku temu, że w te końcowe dni roku, patrolowanie Lincoln Road jest koniecznością. Dla spokoju duszy i sumienia żyjących.   Był to ich ostatni nawrót,  niedaleko rogatek Pinehead w stronę mostku. a dalej za nim  Lincoln wpadała i kończyła się  na międzystanowej ku Chesterfield. Tam klątwa i legenda już nie sięgały. Wieczór przechodził powoli we wczesną noc. Śnieg znaczył drogę szeroką, białą wstęgą. Nie było go wiele. W tym roku zima  nie przyszła jeszcze w całej swej pełni. Światła ich ciężarówki wrzynały się jak noże, daleko w pustą przestrzeń. Las wydawał się wtedy jeszcze mroczniejszy  i pełen złych przeczuć i istot, którym zupełnie nie w smak  była obecność ludzi.     W szoferce jechało ich dwóch  a pięciu pod bronią  jechało na pace pod płachtą z brezentu. Na figlarzy, głupców i rozbójników wystarczy, lecz czy takie środki  będą skuteczne na przeciwdziałanie klątwie. Żaden z nich wolał tego nie sprawdzać. Pokonali ostrożnie, wyboisty łuk  i wyjechali naprzeciw zjawisku,  które całkowicie ich zaskoczyło. I nie, nie było to nic nadprzyrodzonego. Wręcz przeciwnie,  były to rażące ich  światła osobowego wozu zaparkowanego na poboczu. Obok otwartych drzwi od strony kierowcy, dostrzegli ludzką postać, gdy oświetlił ją błysk reflektorów, żołnierze rozpoznali w niej nie potwora a niewiastę o bardzo przerażonej lecz naznaczonej ulgą ratunku minie. Zatrzymali się praktycznie u jej stóp.   Wysiedli dopiero po dłuższej chwili. Nie byli pewni  w środek czego tak naprawdę trafili.  Jadąc tym odcinkiem pół godziny wcześniej  natrafili tylko na pustkę. Czy kobieta była tu zupełnym przypadkiem? A może słyszała o tym  co dzieje się tutaj w tym dniu  i szukała mocnych wrażeń. Jedno było pewne. Nie znali jej,  więc nie mogła pochodzić z Pinehead. A do tego jej samochód  był wyssany z paliwa do cna. Gdyby wjechała tutaj godzinę później, musiałaby wracać na własną rękę przez las i uważać na postać jeźdźca zza plecami. Mogła to być też podpucha albo pułapka. Nie mogli tego wykluczyć.     Kapral wysiadł pierwszy i uderzył kilka razy otwartą dłonią w karoserię  dając znak tym z tyłu by ich osłaniali. Nie minęła nawet minuta  a już muszki pięciu garandów były wycelowane w przerażoną kobietę. Nie wyglądała jakby zamierzała walczyć  a raczej uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie przejmując się  wycelowanymi w siebie karabinami,  rzuciła się z płaczem ku kapralowi. Nieważne dokąd prowadzi ta przeklęta droga ale chcę jak najszybciej znaleźć się  jak najdalej stąd. Zabierzcie mnie stąd błagam. Kapral dał jasny sygnał by opuścić broń. Wykonali rozkaz. Lecz nadal byli w niemałym szoku, że w tym dniu natrafili tu na żywą osobę.     Niech Pani wsiada czym prędzej do szoferki, droga jest zamknięta …  szczególnie dzisiejszej nocy… po drodze wszystko Pani nam opowie. Niestety na wstępie zaznaczę,  że jesteśmy zmuszeni  dokończyć wykonanie patrolu. Przejedzie z nami Pani jeszcze kilka kilometrów do drogi stanowej a potem zawrócimy do Pinehead  gdzie zostanie Pani u nas w bazie. O samochód proszę się nie martwić. Odholujemy go jutro za dnia do Pinehead.     Kobieta wpadła w histerię już po kilku pierwszych słowach kaprala. Wracać do drogi stanowej!? Przez ten stary most, który mijałam jadąc tu!? Więc proszę mnie zastrzelić tu i teraz, bo nie wrócę na ten most choćby i z uzbrojoną po zęby dywizją wojska. Zresztą na nic Wam te śmieszne karabiny. Tam mieszka coś, czego kule się nie imają. Zastrzelcie mnie albo zostawcie tutaj. Wolę czekać na śmierć tutaj, niż jechać prosto w jej objęcia. Jeśli wjedziecie na most, nie wrócicie już tutaj. Macie moje słowo.     Byliśmy na nim tylko tego dnia  co najmniej dziesięciokrotnie  i jak widać żyjemy. Boi się Pani w nagłym szoku,  własnego cienia. A cieni nie należy się bać. Cienie to cienie. A jeśli to cienie przeklętych dusz!? Widziałam ich jak teraz widzę Was. Kompanię pod bronią, lecz bez głów. Nie wrócę na most. Nie ma Pani wyjścia. Mam rozkaz odstawiać  wszelkich cywili do bazy  tak by nikt nie włóczył się po tej drodze. Nic dziwnego to przeklęta droga! Niebezpieczna i stara,  ze skruszałym mostem,  który grozi zawaleniem. Pilnujemy porządku a nie śledzimy duchy droga Pani. Dał znak dwóm podkomendnym a Ci bez zbędnych wyjaśnień i ceregieli,  siłą wrzucili wręcz kobietę do szoferki. Poza wzrokiem kaprala ale jeden z nich wracając na pakę dyskretnie się przeżegnał i ucałował krzyżyk zawisły na szyi...            
    • @Gosława uszanowanie dla miłej Pani! :)
    • @APM Bardzo dziękuję! Pozdrawiam, 
    • @KOBIETA niebezpieczna jesteś w swoich decyzjach:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...