Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przemówię dziś do róży szeptem
ukłuty kolcem prosto w serce
rozchylę jej różowe płatki
i wyznam jej to wszystko wierszem

jak pachną słowa wprost do ucha
co robią myśli kiedy myślą
dlaczego oczy błyszczą łzami
zanim marzenia nam się przyśnią

czy można dotknąć palcem niebo
ponad szczytami własnych marzeń
nie płosząc przy tym sennych chmurek
szybować z wiatrem w pierwszej parze

i spijać nektar prosto z raju
choćby sam diabeł stał u bramy
spowiadać panu grzeszną duszę
i w piekle leczyć nowe rany

stłuczonych luster ostre włócznie
w pośpiechu wszystkich małych zdarzeń
niosą spojrzenia setek oczu
zmyślone gesty nowe twarze

Opublikowano

Rymy są dobre i ładnie to wszystko brzmi mimo iż jest tam stos słów przeżutych i wypranych, ale nie o to chodzi, bo na tej płaszczyźnie sprawnie się to przedstawia; problem mi się rodzi w nieścisłościach co do treści, bo mam wrażenie, że te umiejętne rymy wypaczyły niektóre znaczenia; chociażby takie, że według dogmatyki chrześcijańskiej z piekła nie ma powrotu i nic tam już nie można uleczyć, ponieważ jest to wieczna męczarnia w katorżniczym bólu nieprzerwanym; zupełnie niemożliwym do odkupienia i nie przyczyniającym się do niczego poza permanentnym utrudzeniem - to nie jest szansa, tylko odpłata. Coś takiego jak codzienna ciężka praca fizyczna zupełnie nikomu niepotrzebna i nic nie tworząca; polegająca na tym, że pierwsze cztery godziny kopie się dół łopatą, a następne cztery się ten dół zakopuję. I tak w nieskończoność, tylko że nie po osiem godzin, ale cały czas; od umownego rana, do umownego rana, aż do końca wieczności... Jednym słowem: merytoryczna wartość - nawet mistyczno-metafizyczna - tego tekstu jest wątpliwa. Pozdro

Opublikowano

A mnie się najbardziej podoba właśnie pomysł z leczeniem świeżych ran w piekle. Bardzo dobra koncepcja piekła. Bo w takim wydaniu, w jakim przedstawia je Ledwy, byłoby ono kompletnie pozbawione sensu i zupełnie niepoetyckie. W moim odczuciu.
Niestety nie rozumiem puenty, i nie tylko ja, jak widzę.
Ale wiersz jest liryczny, obrazowy, ładny, rzewny, tworzy nastrój (choć nic poza tym, bo ta puenta się zamazała). :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




pierwszą strofę można dopracować rytmem do reszty (2 x jej)
na dobrą sprawę wiersz po czwartej strofie mógłby się skończyć ale jest piąta i rzeczywiście rozwadnia całość
wiersz trzyma klimat i to się podoba

pozdrawiam Jacek

ps tremo - trudno się domyśleć, że ma coś wspólnego z całością
pewno przed (lub na ) tremem (tremie) stoi róża i peel toczy swoje dywagacje - oczywiście tłuczone są ewentualnie lustra od trema (tremo o trzech lustrach)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam ciągle mieszane uczucia do wtórności, przeżuwania i prania tych samych słów. Całe nasze życie to katalog powtórek, kolejnych przeżyć i wszechobecna wtórność. Mam swoje stare ulubione ubranka, które wkładam na siebie z przyjemnością, bo z czymś mi się kojarzą, przypominają kogoś lub coś przypominają. Czuję się w nich fantastycznie, a kiedy kończą w garażu, jako szmatki do sprawdzania poziomu oleju w silniku, zawsze wywołują u mnie podobne uczucia. Są zawsze kawałkiem mojej historii. Historii mojej rodziny. Lubię takie powtórki. Może jestem ociupinkę sentymentalny, ale dobrze mi z tym...

Namieszałeś mi w głowie stwierdzeniem niemerytoryczności w aspekcie mistyczno-metafizycznym. Ja w ogóle nie chciałem być merytoryczny. Czy kiedy piszesz wiersze myślisz o tym, żeby być merytorycznym?
Metafizyka to nonsens. To ciemność niewiedzy, która potężnie potrafi wstrząsnąć ludzkim umysłem. Człowiek, żeby ukoić siebie samego stworzył wiedzę i pozory oparcia o coś. Nawet, jeżeli wiedza jest nieprawdziwa, pozwala dowolnie bawić się słowami i stwarzać iluzję własnej potęgi. Taka jest właśnie metafizyka. Daje poczucie siły tam, gdzie nie istnieje żadna siła i poczucie wiedzy tam, gdzie naprawdę wiedzy nie ma.

W metafizyce takie słowa, jak "bóg", "piekło" czy "niebo" stały się niemal rzeczami. Zaczynamy wierzyć w słowa. Jeśli ktoś krzyknie “Pali się!” – pojawi się lęk i ucieczka. W ten sposób można wywołać panikę np. w teatrze. Gdy zgasną światła, na okrzyk "pali się!", ludzie zaczną uciekać.
Czasem, gdy ktoś samotnie przemierza ciemne uliczki, zaczyna bezwiednie pogwizdywać. Stwarza uczucie, że nie jest samotny. Dodaje otuchy. To właśnie jest metafizyka. Kiedy tak jesteś zajęty śpiewaniem, pogwizdywaniem, mamrotaniem, zapominasz, że noc jest ciemna, ulica – pusta i wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Wtem... buch... i nawet sam pan Bóg ci nie pomoże. Właśnie dostałeś w ryj. Kończy się metafizyka a zaczyna się reality show. I wtedy lekarz obdukcyjny może się merytorycznie ustosunkować do obrażeń. Kończy się metafizyczny absurd i zaczyna się fizyka.
Myślę, że zbyt uogólniłeś mieszając tutaj metafizykę z mistycyzmem. Czy słowo bóg i piekło musi zaraz kojarzyć się z rozmyślaniem o Bogu i wierze? Piekło i bóg ma tutaj w wierszu wydźwięk pejoratywny. Czy wiadomo coś o piekle i niebie? NIC. Liczyłem na pewne skojarzenia znaczeniowe. Jako dobro i zło. Poezja nie musi wyglądać, jak paragon z tesco, na którym można przeczytać co było kupione i za ile.
Za ocenę rymów dziękuję Ci bardzo. Zdania są podzielone. O wierszokletach mówi się, że podporządkowują formie treść., bo czynią wielkie starania o "udane rymy", które i tak wszyscy nazywają częstochowskimi. Jak wysilają się na niebanalne rymy, to okazje się, że kosztem znaczeń. Czyli sprowadza się do tego samego. Ważne, że wiadomo, jak "ugryźć".
A mój wiersz jest przede wszystkim o miłości. Niemożliwej do spełnienia. Absurdalnej. I tylko to łączy metafizykę z tym wierszem. Nie mniej dziękuję Ci bardzo za obszerną analizę i Twój sposób widzenia tego zapisu.
Pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


:D!
dobre

lepsze od wiersza
;)

Kasiu, jak Cię tu przekupić? Prześlę Ci cuś z westernowej klasyki muzycznej, pod Tośką III, która mi się bardzo podobała, Ty Brutusku... hahaha Pozdrawiam serdecznie i nie ustaję w próbach pisania lepszej poezji, która by Ci się spodobała. Widzisz, jak jestem poczciwy? :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dorotko, cieszy mnie że coś tam potrafisz dla siebie "wygrzebać" z moich wierszy.
Gdybyś kiedyś chciała zobaczyć prawdziwego diabła, to prześlę Ci moje zdjęcie na ozdobnym mailu... hahaha. Nie mam kopytka, ale mam małe różki ukryte pod czupryną... no i ogonek też jest... ukryty hihihi
Pozdrawiam serdecznie fankę "poryczałka" i dziękuję za miłe odwiedzinki. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ciepło, ciepło, gorąco... Ostatnia zwrotka jest zapożyczona z pierwszej wersji "poryczałka".
Stąd chaos niezamierzony, chociaż przewidywalny. Czujna, jak zwykle, Oxy. To chyba nie jest wielkim wtajemniczeniem kiedy ktoś szuka poezji w poezji. Tak, jak Ty. Nastrój, który niechcący trąca naszą duszę i ciepło, w promieniach którego potrafimy unieść własną fantazję rozbudzoną obcymi słowami i uczuciami.
Lustra są świadkami naszych porażek, uśmiechów i łez. Pękają, niosąc w sobie uśmiechy i łzy.
I kłują, jak dzidy odłamkami życia w innych, którzy nie widzą siebie prawdziwych, lub oszukują się
nie wiedząc nawet o tym. I nikt nie jest w stanie im pomóc, dopóki ich własne lustra wreszcie nie pękną, ale wtedy na ogół jest za późno. Czy lustro może być zwierciadłem naszej duszy? To zależy od nas samych. Dziękuję Oxy za wizytę i pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




pierwszą strofę można dopracować rytmem do reszty (2 x jej)
na dobrą sprawę wiersz po czwartej strofie mógłby się skończyć ale jest piąta i rzeczywiście rozwadnia całość
wiersz trzyma klimat i to się podoba

pozdrawiam Jacek

ps tremo - trudno się domyśleć, że ma coś wspólnego z całością
pewno przed (lub na ) tremem (tremie) stoi róża i peel toczy swoje dywagacje - oczywiście tłuczone są ewentualnie lustra od trema (tremo o trzech lustrach)

Masz rację Jacku. Zawsze można jeszcze wszystko dopracować. Piąta rzeczywiście nieco odbiega, ale dopiąłem ją do tego "ściegu" w przekonaniu, że każdy z nas powinien spojrzeć się w lustro i spytać siebie o wiele spraw na zasadzie: mogę oszukać wszystkich innych, ale siebie nie potrafię i wtedy zaczyna się bilans życia i ustalenie salda. Winien, czy Ma.
Dziękuję za komentarz i wizytę. Jest mi zawsze miło, jak wpadasz do mnie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo żałuję, że nie zaprosiliśmy Cię do współpracy nad książką, którą właśnie montuję - moją i pewnego poety stąd - pt. "Poszukiwacz luster". Szkoda. Ale za to następnym razem - może?...
Serdeczeństwa wszelkie. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


:D!
dobre

lepsze od wiersza
;)

Kasiu, jak Cię tu przekupić? Prześlę Ci cuś z westernowej klasyki muzycznej, pod Tośką III, która mi się bardzo podobała, Ty Brutusku... hahaha Pozdrawiam serdecznie i nie ustaję w próbach pisania lepszej poezji, która by Ci się spodobała. Widzisz, jak jestem poczciwy? :))
nie ma opcji :P
ale pisz sobie - to wolny kraj, a ja będę komentowała ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam ciągle mieszane uczucia do wtórności, przeżuwania i prania tych samych słów. Całe nasze życie to katalog powtórek, kolejnych przeżyć i wszechobecna wtórność. Mam swoje stare ulubione ubranka, które wkładam na siebie z przyjemnością, bo z czymś mi się kojarzą, przypominają kogoś lub coś przypominają. Czuję się w nich fantastycznie, a kiedy kończą w garażu, jako szmatki do sprawdzania poziomu oleju w silniku, zawsze wywołują u mnie podobne uczucia. Są zawsze kawałkiem mojej historii. Historii mojej rodziny. Lubię takie powtórki. Może jestem ociupinkę sentymentalny, ale dobrze mi z tym...

Namieszałeś mi w głowie stwierdzeniem niemerytoryczności w aspekcie mistyczno-metafizycznym. Ja w ogóle nie chciałem być merytoryczny. Czy kiedy piszesz wiersze myślisz o tym, żeby być merytorycznym?
Metafizyka to nonsens. To ciemność niewiedzy, która potężnie potrafi wstrząsnąć ludzkim umysłem. Człowiek, żeby ukoić siebie samego stworzył wiedzę i pozory oparcia o coś. Nawet, jeżeli wiedza jest nieprawdziwa, pozwala dowolnie bawić się słowami i stwarzać iluzję własnej potęgi. Taka jest właśnie metafizyka. Daje poczucie siły tam, gdzie nie istnieje żadna siła i poczucie wiedzy tam, gdzie naprawdę wiedzy nie ma.

W metafizyce takie słowa, jak "bóg", "piekło" czy "niebo" stały się niemal rzeczami. Zaczynamy wierzyć w słowa. Jeśli ktoś krzyknie “Pali się!” – pojawi się lęk i ucieczka. W ten sposób można wywołać panikę np. w teatrze. Gdy zgasną światła, na okrzyk "pali się!", ludzie zaczną uciekać.
Czasem, gdy ktoś samotnie przemierza ciemne uliczki, zaczyna bezwiednie pogwizdywać. Stwarza uczucie, że nie jest samotny. Dodaje otuchy. To właśnie jest metafizyka. Kiedy tak jesteś zajęty śpiewaniem, pogwizdywaniem, mamrotaniem, zapominasz, że noc jest ciemna, ulica – pusta i wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Wtem... buch... i nawet sam pan Bóg ci nie pomoże. Właśnie dostałeś w ryj. Kończy się metafizyka a zaczyna się reality show. I wtedy lekarz obdukcyjny może się merytorycznie ustosunkować do obrażeń. Kończy się metafizyczny absurd i zaczyna się fizyka.
Myślę, że zbyt uogólniłeś mieszając tutaj metafizykę z mistycyzmem. Czy słowo bóg i piekło musi zaraz kojarzyć się z rozmyślaniem o Bogu i wierze? Piekło i bóg ma tutaj w wierszu wydźwięk pejoratywny. Czy wiadomo coś o piekle i niebie? NIC. Liczyłem na pewne skojarzenia znaczeniowe. Jako dobro i zło. Poezja nie musi wyglądać, jak paragon z tesco, na którym można przeczytać co było kupione i za ile.
Za ocenę rymów dziękuję Ci bardzo. Zdania są podzielone. O wierszokletach mówi się, że podporządkowują formie treść., bo czynią wielkie starania o "udane rymy", które i tak wszyscy nazywają częstochowskimi. Jak wysilają się na niebanalne rymy, to okazje się, że kosztem znaczeń. Czyli sprowadza się do tego samego. Ważne, że wiadomo, jak "ugryźć".
A mój wiersz jest przede wszystkim o miłości. Niemożliwej do spełnienia. Absurdalnej. I tylko to łączy metafizykę z tym wierszem. Nie mniej dziękuję Ci bardzo za obszerną analizę i Twój sposób widzenia tego zapisu.
Pozdrawiam serdecznie :)

Przecież ty nawet nie wiesz o co chodzi; a nawet nie wiesz o co mogłoby chodzić, gdybyś miał się od czego odbić, ale tak nie jest. Ale rozumiem, spoko; przypuszczam, że ty zaź masz pewność, że ja nie rozumiem nic a nic z tej twojej zracjonalizowanej prawdy. A już wykład na temat tego czym jest metafizyka... Ciekawy. Bardzo.
Rozumiem twój punkt patrzenia i rozdrabniania świata na protony, neutrony, kwarki i atomy, ale nie określaj kategorycznym tonem wielu rzeczy i nie definiuj znaczeń podstawowych kategorii literackich, skoro w ogóle nic ci na ten temat w głowie nie dudni. Wypacasz się, wywody o niebach tworzysz i piekłach, a może tak chociaż jakieś nawiązanie jedno do spuścizny literackiej na ten temat byś narzucił i na kanwie jego o sednie metafizyki w kontekście literackim coś powiedział?

A zresztą, ja znam ten typ rozumowania i on jest taki, że ziewam kiedy go słucham; ale walczyć na słowa mi się nie chce, bo po co - mi z tego nic nie przyjdzie, a skoro dla ciebie życie jest takie proste, to tylko pogratulować odczucia sytości i zaspokojenia w koniecznych dociekaniach i rozważaniach życiowych.

Przyznaję że mój komentarz był niepotrzebny i głupi, a już wzmianka o niemerytoryczności, zaiste - absurdalna. W świetle różnorodności znaczeń i ogromu kulturowo warunkowanej symboliki tego słowa, a także możliwych kontekstów jak i najróżniejszych konotacji; również wszelkich możliwych lawiracji dookoła tych konotacji...; odniesień, poglądów, zestawień... To naprawdę całkowicie bez sensownie napisałem. Także...z mojej strony nic więcej, bo nic więcej nie wiem. Sorry
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To dziwne, będę musiał przemyśleć, bo dziwne; hmmm. Dziękuję, pozdrawiam.
Opublikowano

spokojnie Ledwo; nie tylko Ty ziewasz, nie tylko Ty nie widzisz sensu takiego pisania. ale my się nie rodziliśmy na bardów, na kustoszy literatury przeszłej. na romantyków takich romantycznych.. Jesteś Ledwo głupi, a ja Ci przytakuję; głupia ;)
myśmy się po prostu urodzili i nie ma w tym nic romantycznego i w naszym czytaniu też nie ma nic romantycznego - jesteś oschłym draniem, a ja jestem beznadziejna - no chyba, że Emil napisze pokutnie - oczyszczające żywoty zygoty; dzieje grzechu II - albo zbrodnia i kara, że ludzi COŚ jara ;)
albo nieustraszeni pogromcy NOCY - ochnaście ;)
wszystko w wersji nieromantycznej, acz ocenzurowane - dla romantyków.
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam ciągle mieszane uczucia do wtórności, przeżuwania i prania tych samych słów. Całe nasze życie to katalog powtórek, kolejnych przeżyć i wszechobecna wtórność. Mam swoje stare ulubione ubranka, które wkładam na siebie z przyjemnością, bo z czymś mi się kojarzą, przypominają kogoś lub coś przypominają. Czuję się w nich fantastycznie, a kiedy kończą w garażu, jako szmatki do sprawdzania poziomu oleju w silniku, zawsze wywołują u mnie podobne uczucia. Są zawsze kawałkiem mojej historii. Historii mojej rodziny. Lubię takie powtórki. Może jestem ociupinkę sentymentalny, ale dobrze mi z tym...

Namieszałeś mi w głowie stwierdzeniem niemerytoryczności w aspekcie mistyczno-metafizycznym. Ja w ogóle nie chciałem być merytoryczny. Czy kiedy piszesz wiersze myślisz o tym, żeby być merytorycznym?
Metafizyka to nonsens. To ciemność niewiedzy, która potężnie potrafi wstrząsnąć ludzkim umysłem. Człowiek, żeby ukoić siebie samego stworzył wiedzę i pozory oparcia o coś. Nawet, jeżeli wiedza jest nieprawdziwa, pozwala dowolnie bawić się słowami i stwarzać iluzję własnej potęgi. Taka jest właśnie metafizyka. Daje poczucie siły tam, gdzie nie istnieje żadna siła i poczucie wiedzy tam, gdzie naprawdę wiedzy nie ma.

W metafizyce takie słowa, jak "bóg", "piekło" czy "niebo" stały się niemal rzeczami. Zaczynamy wierzyć w słowa. Jeśli ktoś krzyknie “Pali się!” – pojawi się lęk i ucieczka. W ten sposób można wywołać panikę np. w teatrze. Gdy zgasną światła, na okrzyk "pali się!", ludzie zaczną uciekać.
Czasem, gdy ktoś samotnie przemierza ciemne uliczki, zaczyna bezwiednie pogwizdywać. Stwarza uczucie, że nie jest samotny. Dodaje otuchy. To właśnie jest metafizyka. Kiedy tak jesteś zajęty śpiewaniem, pogwizdywaniem, mamrotaniem, zapominasz, że noc jest ciemna, ulica – pusta i wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Wtem... buch... i nawet sam pan Bóg ci nie pomoże. Właśnie dostałeś w ryj. Kończy się metafizyka a zaczyna się reality show. I wtedy lekarz obdukcyjny może się merytorycznie ustosunkować do obrażeń. Kończy się metafizyczny absurd i zaczyna się fizyka.
Myślę, że zbyt uogólniłeś mieszając tutaj metafizykę z mistycyzmem. Czy słowo bóg i piekło musi zaraz kojarzyć się z rozmyślaniem o Bogu i wierze? Piekło i bóg ma tutaj w wierszu wydźwięk pejoratywny. Czy wiadomo coś o piekle i niebie? NIC. Liczyłem na pewne skojarzenia znaczeniowe. Jako dobro i zło. Poezja nie musi wyglądać, jak paragon z tesco, na którym można przeczytać co było kupione i za ile.
Za ocenę rymów dziękuję Ci bardzo. Zdania są podzielone. O wierszokletach mówi się, że podporządkowują formie treść., bo czynią wielkie starania o "udane rymy", które i tak wszyscy nazywają częstochowskimi. Jak wysilają się na niebanalne rymy, to okazje się, że kosztem znaczeń. Czyli sprowadza się do tego samego. Ważne, że wiadomo, jak "ugryźć".
A mój wiersz jest przede wszystkim o miłości. Niemożliwej do spełnienia. Absurdalnej. I tylko to łączy metafizykę z tym wierszem. Nie mniej dziękuję Ci bardzo za obszerną analizę i Twój sposób widzenia tego zapisu.
Pozdrawiam serdecznie :)

Przecież ty nawet nie wiesz o co chodzi; a nawet nie wiesz o co mogłoby chodzić, gdybyś miał się od czego odbić, ale tak nie jest. Ale rozumiem, spoko; przypuszczam, że ty zaź masz pewność, że ja nie rozumiem nic a nic z tej twojej zracjonalizowanej prawdy. A już wykład na temat tego czym jest metafizyka... Ciekawy. Bardzo.
Rozumiem twój punkt patrzenia i rozdrabniania świata na protony, neutrony, kwarki i atomy, ale nie określaj kategorycznym tonem wielu rzeczy i nie definiuj znaczeń podstawowych kategorii literackich, skoro w ogóle nic ci na ten temat w głowie nie dudni. Wypacasz się, wywody o niebach tworzysz i piekłach, a może tak chociaż jakieś nawiązanie jedno do spuścizny literackiej na ten temat byś narzucił i na kanwie jego o sednie metafizyki w kontekście literackim coś powiedział?

A zresztą, ja znam ten typ rozumowania i on jest taki, że ziewam kiedy go słucham; ale walczyć na słowa mi się nie chce, bo po co - mi z tego nic nie przyjdzie, a skoro dla ciebie życie jest takie proste, to tylko pogratulować odczucia sytości i zaspokojenia w koniecznych dociekaniach i rozważaniach życiowych.

Przyznaję że mój komentarz był niepotrzebny i głupi, a już wzmianka o niemerytoryczności, zaiste - absurdalna. W świetle różnorodności znaczeń i ogromu kulturowo warunkowanej symboliki tego słowa, a także możliwych kontekstów jak i najróżniejszych konotacji; również wszelkich możliwych lawiracji dookoła tych konotacji...; odniesień, poglądów, zestawień... To naprawdę całkowicie bez sensownie napisałem. Także...z mojej strony nic więcej, bo nic więcej nie wiem. Sorry

Ledwo, ja niczego nie definiuję, to tylko mój punkt widzenia pewnych kwestii. Wpadłeś do mnie z tą mistyczną metafizyką, jak pies do studni. Tu chodzi o zupełnie coś innego. Wymuszasz na mnie jakieś powiązania spuścizny literackiej z piekłem i niebem. Ja nie jestem literaturoznawcą, ani z piekła rodem. Wpuściłeś się sam w te maliny. Rozumiem Cię, że możesz ziewać i to normalny odruch, kiedy brak zainteresowania. Ja niczego nie rozdrabniam ani nie dzielę na funty. Nasze życie robi to za nas, bo życie składa się z sekund, minut i lat...
Dlaczego sądzisz, że uważam życie za proste? Nigdy nie byłem tego zdania, ani wcale nie wynika to z mojego pisania. Cieszę się z naszej wspólnej dyskusji, chociaż wcale nie musi się z niej krzesać prawda. Nie rób sobie wyrzutów. Bezsensowne jest jedynie milczenie i to niekoniecznie owiec. Dziękuję Ci za poświęcony czas tutaj u mnie i pozdrawiam serdecznie. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"dzielny aptekarzu, twój lek szybko działa"... hahaha
Zamykam tę puszkę pandory, bo obsiądą was muzy pomsty i smutku.
Kasiu, dlaczego mam wkładać na siebie pokutny worek? Jetem św. Tomasz z Akwinu, cyco? Przecie sama napisała, "że czytamy i piszemy inaczej". Jak więc się tutaj dostała? Wbrew sobie? hahaha "sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało..." :)
Trudno być mądrym, jak wąż i prostym, jak gołąb, ale dążenie do nawracania "niewiernych" romantyków jawi mi się, jako niewytłumaczalna nadgorliwość i przypomina Krzyżaków, "szerzących" jedynie słuszną wiarę.
Myśli są wolne od cła, jak mawiał Luter, ale słowa już niekoniecznie, jak widać z dyskusji.
Pozdrawiam uprzejmnie, romantycznym rzęs pokłonem... hihihi :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"dzielny aptekarzu, twój lek szybko działa"... hahaha
Zamykam tę puszkę pandory, bo obsiądą was muzy pomsty i smutku.
Kasiu, dlaczego mam wkładać na siebie pokutny worek? Jetem św. Tomasz z Akwinu, cyco? Przecie sama napisała, "że czytamy i piszemy inaczej". Jak więc się tutaj dostała? Wbrew sobie? hahaha "sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało..." :)
Trudno być mądrym, jak wąż i prostym, jak gołąb, ale dążenie do nawracania "niewiernych" romantyków jawi mi się, jako niewytłumaczalna nadgorliwość i przypomina Krzyżaków, "szerzących" jedynie słuszną wiarę.
Myśli są wolne od cła, jak mawiał Luter, ale słowa już niekoniecznie, jak widać z dyskusji.
Pozdrawiam uprzejmnie, romantycznym rzęs pokłonem... hihihi :)


min.dlatego:

spowiadać panu grzeszną duszę
i w piekle leczyć nowe rany
...
stłuczonych luster ostre włócznie


zresztą cały utwór jest poetycką, merytoryczną i metafizyczną abstrakcją, kosmosem logiki.
aha; daruj sobie nagminne wynurzenia okołotematyczne; ja ich nawet do końca nie czytam, nie interesują mnie/ nie mówiąc o pamiętaniu i nigdy sobie nie przeczę, a zagladam do wielu wierszy i "wierszy" :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"dzielny aptekarzu, twój lek szybko działa"... hahaha
Zamykam tę puszkę pandory, bo obsiądą was muzy pomsty i smutku.
Kasiu, dlaczego mam wkładać na siebie pokutny worek? Jetem św. Tomasz z Akwinu, cyco? Przecie sama napisała, "że czytamy i piszemy inaczej". Jak więc się tutaj dostała? Wbrew sobie? hahaha "sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało..." :)
Trudno być mądrym, jak wąż i prostym, jak gołąb, ale dążenie do nawracania "niewiernych" romantyków jawi mi się, jako niewytłumaczalna nadgorliwość i przypomina Krzyżaków, "szerzących" jedynie słuszną wiarę.
Myśli są wolne od cła, jak mawiał Luter, ale słowa już niekoniecznie, jak widać z dyskusji.
Pozdrawiam uprzejmnie, romantycznym rzęs pokłonem... hihihi :)


min.dlatego:

spowiadać panu grzeszną duszę
i w piekle leczyć nowe rany
...
stłuczonych luster ostre włócznie


zresztą cały utwór jest poetycką, merytoryczną i metafizyczną abstrakcją, kosmosem logiki.
aha; daruj sobie nagminne wynurzenia okołotematyczne; ja ich nawet do końca nie czytam, nie interesują mnie/ nie mówiąc o pamiętaniu i nigdy sobie nie przeczę, a zagladam do wielu wierszy i "wierszy" :))

Teraz jestem znowu merytoryczny. Metafizyka sama w sobie jest abstrakcją z pogranicza absurdu, więc nie bardzo rozumiem... kosmos logiki? To chyba nie komplement, myślę, bo mi tu zupełnie nie pasuje. Skoro nie czytasz do końca wynurzeń okołotematycznych, to został Ci już niewielki krok do nie czytania w ogóle. Może poniechaj, jak mawia F.isia, nie chciałbym wywoływać u Ciebie alergenu rozmemłanego romantyka, bo czuję, że za niedługo opęta Cię demon zniszczenia i pędząc na oślep wymażesz naszą dotychczasową znajomość w wirtualnej czasoprzestrzeni. A może to oznaki zbliżającej się wiosny? Nie wiem. Nie zagłębiam się w temat, bo częste rozmyślanie jest utrapieniem ciała. To nie dotyczy krytyki. Ta jest dla mnie oczywista, lecz sposób jej prowadzenia wydaje mi się pełen nieuzasadnionej furii i zbliżającej się samozagłady. Czyżby nadchodził nieuchronny reset z pamięci? A może garnek kipi-jadło się warzy. "Czyń, coć się podoba". Pozdrawiam, ale powiem szczerze, niepewnie. :)(

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 dokładnie. Dziękuje za Twoje słowo

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Migrena   Język tego wiersza pracuje jak Pelagia - nie odpuszcza! :))) Dokłada warstwy, nie pozwala odetchnąć.  Forma gęsta jak treść - świetne!  Też może będę teściową - wiem już jaką nie być!  :))
    • Postęp   Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.   Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.   „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.   Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.   Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.   Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].   W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.   Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.   Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.   Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @APMCudowna, ulotna chwila. Lubię takie wiersze. 
    • @Migrena   Zachwyciłeś mnie tym wierszem.Ukazałeś swoją romantyczną naturę. A dziś - znowu się zachwycam. Przepiękny wiersz!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...