Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

myślałam o Twoim moście
zbudowałeś potężny ostatnio stoi górą
oj zwodzi mnie zwodzi

ściągam sandały spódnica krótka
woda w rzece sam widzisz do kolan sięga
ale ja Stefciu o pogodzie chciałam

jak tak dalej będzie świecić
dla rolników będą kiepskie zbiory
ale ciepło zachęca do igraszek

nie traćmy czasu na pogaduszki
państwo się ucieszy z wysokiego przyrostu

  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Hm... no masz wierszyk klimaciorek, i całkiem szczerze. Pierwsze dwie strofy zadawalające, wciągnęłaś mnie Jolu w tę owidiuszową "krainę zwodzenia i nóżek",

trzecia strofa jakoś taka nie na "TY", może dlatego, że rzygam traktorem, oborą i gównem.

Ale ostatnia - do pracy rodacy, ku chwalę ojczyzny :)

Podoba się

Pozdrawiam

Opublikowano

Stefanie Mariuszu



ciekawie tak sobie o mnie kobiecie
nieźle się przy panach humor poprawił
a może to tylko wino czerwone

mówię – Heleną nie jestem
tak słodko pomarzyć mogę
wszak w życiu wszystko możliwe

miłość jest piękna miłość szalona
lecz pięknych kwiatów jest wiele
przyczyna tak błaha wojny nie warta

złowrogo ostrzega mnie niebo
męża mogę tylko jednego
jeśli panowie pozwolą wybiorę sama

Stefanie i Mariuszu

bardzo proszę nie złośćcie się na mnie,
ja już tak mam z tymi wierszami,
obu Was lubię tak skubać tak słodko :))

Serdecznie pozdrawiam - Jola

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Stefanie miło się czyta takie słodkości - dziękuję.

Inżynierze wiem o tych mostach :))

p.s.

zwodzone są bardziej ciekawe ;))
tak mnie te Twoje wiersze kręcą i do pisania zachęcają - czy to dobrze?

Jola
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bea. nie ośmieszaj siebie, nawet gdybym flirtowała nie masz prawa tak pisać.

Wypowiadaj się na temat tekstu - skoro nie widzisz wiersza, a już tu 'wdepłaś'.
Ja swoje wiem, ale mam dla siebie.

Pozdrawiam dziękując za 'miłe' zachowanie i oczywiście za minusa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bea. nie ośmieszaj siebie, nawet gdybym flirtowała nie masz prawa tak pisać.

Wypowiadaj się na temat tekstu - skoro nie widzisz wiersza, a już tu 'wdepłaś'.
Ja swoje wiem, ale mam dla siebie.

Pozdrawiam dziękując za 'miłe' zachowanie i oczywiście za minusa.

no, jak Jola swoje wie, to po co wkleja?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mariuszu da się coś na temat traktora i obory...
Mam sporo wierszy o Mariuszu - mam taki sentyment.
Nawet jest coś do pana "M..." na poezji org :))

Cieszy mnie bardzo, że się podoba.
Znów nam przez moje wiersze kłopoty, ach gdyby nie te panie - to tak na marginesie.
Lubię takie pisanie.

pozdrawiam serdecznie - Jola
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bea. nie ośmieszaj siebie, nawet gdybym flirtowała nie masz prawa tak pisać.

Wypowiadaj się na temat tekstu - skoro nie widzisz wiersza, a już tu 'wdepłaś'.
Ja swoje wiem, ale mam dla siebie.

Pozdrawiam dziękując za 'miłe' zachowanie i oczywiście za minusa.

no, jak Jola swoje wie, to po co wkleja?
Bea wystarczy.
Pa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Stefanie miło się czyta takie słodkości - dziękuję.

Inżynierze wiem o tych mostach :))

p.s.

zwodzone są bardziej ciekawe ;))
tak mnie te Twoje wiersze kręcą i do pisania zachęcają - czy to dobrze?

Dobrze. Ok. Jola

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...