Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wizja 20 "najlepszych" zestawów rzeczywiście nie wywołuje we mnie spokoju ;)

wizja "zestawów" przypomina mi socjalistyczną stołówkę :)
faktycznie senny koszmar.

wszyscy są zgodni - ocenie podlegają poszczególne wiersze; żadnych średnich arytmetycznych.
do Tomiku wchodzi tyle wierszy, aż wyczerpie się lista dwudziestu autorów.

Pozdrawiam :)
/b
Opublikowano

Bea, nie podniecaj się tak.

W każdym konkursie ocenia się zestawy i one wygrywają, a potem są doceniane wiersze. Gdyby nie post Basi, nie pisałbym o tym. Jak wiersze - jak najbardziej spoko. Może nawet bardziej spoko, bo jak nie ma anonimowości, to rozwiązanie wydaje się sprawiedliwsze. I tomik faktycznie będzie smaczniejszy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wizja 20 "najlepszych" zestawów rzeczywiście nie wywołuje we mnie spokoju ;)

20 zestawów nie, ale np. 5 + reszta pojedyncze wiersze. Nie mówię, że popieram te rozwiązania, tylko chodzi o to, że myślałem, że tak będzie
Opublikowano

Wygodnie i najlepiej po całym zestawie, należy jednak wziąć pod uwagę, że mogą być tylko dwa wiersze dobre i wtedy trzeci wiersz zostaje wydrukowany na siłę. W stu procentach jestem za tym aby brano pod uwagę i pojedyncze wiersze. Czyli, jeżeli są dwa dobre, drukujemy dwa, jeżeli jeden to jeden. Najwyżej będzie więcej autorów ale liczba wierszy ta sama.
Pozdrawiam jurorów
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zgadza się. O ile pamiętam miało być co najmniej dwudziestu zwycięzców. Angello brał pod uwagę nawet przedłużenie konkursu. Ewidentnie nikt nie chce sztywnych zestawów, więc po co się upierać.

Pozdrawiam Wszystkich :)
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgodnie z Regulaminem są wysłane do Angella. Jury miało 1-dniowe opóźnienie, więc wyniki zostały przesłane dopiero wczoraj. Teraz czekamy na ich publikację.

Pozdrawiam :)
/b

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...