Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Właśnie przed chwilą u Tereski - Krysi napisałam w końcowej
części komentarza: Aby do wiosny!
Wiem, że Twoje "do wiosny" - nie koniecznie do mnie, ale ciekawa sprawa,
czytałam "od dołu", nie czytałam jeszcze Twojego.
W Twoim wierszu peel próbuje działać, mimo swoich ograniczeń
z których sobie przecież zdaje sprawę.
Uważa, (moim zdaniem słusznie), że tylko głupcy czekają z założonymi
rękami i czekają, że "jakoś to będzie".
Pozornie dotyczy to pisania wierszy, w rzeczywistości - nie tylko,
dotyczy również wszystkich innych spraw z którymi boryka się
człowiek współczesny.
Tak odbieram Twój wiersz, poruszający tyle ważnych spraw,
podoba mi się!
Serdeczności
- baba

Opublikowano

Witaj Babo miło Cię gościć, tak obszerny komentarz i trafnie stwierdzający przesłanie, to tylko moge Ci pogratulować zresztą wiem iż dobra jesteś w te klocki.

,,Aby do wiosny" to utarty frazes, dlatego tylko głupiec może to stwierdzić czekając na......

No właśnie i klamka zapadła

Jak Ty mówisz , że się podoba to wiesz, że mnie to satysfakcjonuje, gdyż cenię Twoje zdanie, jak zawsze.

Dziekuję za odwiedziny i komentarz oraz poświecenie czasu. Jedno Ci powiem od Ciebie nauczyłem sie pokory za co jestem wdzięczny

szacuneczek

be

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj Judytko miło Cię widzieć może masz rację ,, myślami rozbijam,przecinam, burzę" chyba raczej tak , dzięki za sugestie. Dzięki za koment i odwiedziny

szacuneczek

be
Opublikowano

nie wiem czemu Bestio, ale po przeczytaniu Twojego wiersza przypomniały mi sie słowa
ks. Robaka z Pana Tadeusza, jak mówił że trzeba oczyścić dom ze śmieci...
i chyba nie trzeba czekać na wiosenne porządki:)
ale wenie wiosna nie zaszkodzi
:)
ślę ciepełko
Grażyna

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj Grazynko jednak dobrze odebrałaś ten przekaz, gdyż w samą 10 no trzeba ale nie widzę sposobu jednak pisać może każdy i chwała wszystkim za poezję ale nienawidzę samouwielbienia i zapatrzenie we własne ego a inni to głupcy i ciemnoto , gdyż poezja jest wolna od wszystkich norm odnośnie weny, tylko tutaj najpierw trzeba rozważyć do jakiej liryki zalicza się utwór. czy to psalm , czy oda, sonet itd. Nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka nie znając gat liryki tylko 1 poezja współczesna

szacuneczek i buźka gdyż zbędne pisanie

dziekuję za wizytę i w zimowy wieczór ślę sasanki o zapachu i widoku wiosny zawsze mi humor poprawisz , a to jednak bardzo cieszy

be

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
    • O gilu, ligo.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...